Siły zbrojne

Turcy w przestrzeni powietrznej Grecji. 91 naruszeń w ciągu dnia

Fot. stefg74/CC BY 2.0
Fot. stefg74/CC BY 2.0

Imperialne ambicje Turcji stają się coraz bardziej widoczne i wydają się być urzeczywistniane — pomijając spór ze Stanami Zjednoczonymi związany z zakupem przez Ankarę rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-400 i w konsekwencji usunięcia tego kraju z programu F-35.

Turcja podkreśla swoje znaczenie w Syrii, w Libii i na Cyprze. Przykładem takiego działania jest umowa z Libią dotycząca wyznaczenia granicy Wyłącznych Stref Ekonomicznych obu państw na Morzu Śródziemnym. Postępowanie to narusza Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 1982 r. Jednakże Turcja tej konwencji nie podpisała (i ex definitione — nie ratyfikowała), a Libia chociaż podpisała — to nie ratyfikowała. Zgodnie z tą konwencją, państwa mające dostęp do morza mogą poza swoimi wodami terytorialnymi (do 12 mil morskich) wyznaczać wyłączne strefy ekonomiczne (EEZ-Economic Exclusion Zone), rozciągające się do 200 km od linii brzegowej. W ich obrębie państwa te mają m.in. suwerenne prawo eksploatacji złóż.

Jak to wygląda w praktyce?

Jednakże odległość między grecką Kretą a wybrzeżem Egiptu i Libii wynosi mniej niż 400 km. Oznacza to, że turecka EEZ nie może sięgać Libii, gdyż narusza to suwerenność Grecji, Cypru i Egiptu. Turcja twierdzi jednak, że EEZ można wyznaczać tylko od linii brzegowej lądu stałego, a nie wysp. Rząd w Ankarze nie uznaje też suwerenności Cypru i ignoruje wyspy greckie, które znajdują się, w obrębie wyznaczonej przez Turcję EEZ. W tej sytuacji Grecja staje się, niejako naturalnie, państwem stanowiącym kontrę dla Turcji.

Problemy w powietrzu

W obecnych czasach pierwszą pochodną wszelkich kontrowersji związanych z granicami staje się odpowiedzialność za przestrzeń powietrzną nad spornym regionem. Mapy udostępnione przez Eurocontrol nie pozostawiają dużych wątpliwości co do zakresu odpowiedzialności za akwen Morza Egejskiego. Tymczasem Turcja nie przejmuje się tym i dokonuje regularnie naruszeń FIR Ateny (FIR — Flight Information Region: regionu, w którym za służbę informacji powietrznej i służbę alarmową odpowiada wskazana służba). 

image
FIR Ateny nad Morzem Egejskim/ Źródło: eurocontrol.int

Jak pisze Zero Hedge, "szczyt" natężenia tych incydentów przypadł na dzień 14.01.2020 r. Łącznie 20 statków powietrznych (15 samolotów wielozadaniowych F-16, 1 samolot walki elektronicznej CN-235 i 4 śmigłowce "niesprecyzowanego typu") dokonało 91 (!) nieuprawnionych wtargnięć w grecką przestrzeń powietrzną. Według greckich mediów 86 naruszeń dokonały samoloty F-16, 1 - CN-235, i 2 - śmigłowce. W 16 przypadkach naruszono też międzynarodowe przepisy ruchu lotniczego. 10 samolotów było uzbrojonych. Tureckie maszyny zostały wielokrotnie przechwycone przez greckie, a w sześciu przypadkach samoloty stoczyły ze sobą "pokojową" walkę manewrową. Naruszenia miały miejsce w rejonach wysp Kalymnos, Lipsi, Leros, Agatonisi, Inusses, Panagia leżących na Morzu Egejskim blisko granicy z Turcją. Szczególnie niepokojący miał być incydent nad wyspą Leros, nad którą tureckie samoloty przeleciały stosunkowo nisko (3600 m) i w pełni uzbrojone.

Należy podkreślić, że sytuacja ta nie zaczęła się nagle — problemy z zachowaniem przepisów poruszania się w greckiej przestrzeni powietrznej Turcja ma od dawna — przykładowo tylko 13 lutego 2019 r. samoloty F-16 i CN-235 naruszyły grecką przestrzeń powietrzną 39 razy. Początek sporów grecko-tureckich dotyczących granicy na szelfie kontynentalnym na Morzu Egejskim datuje się na lata 70. ubiegłego stulecia, kiedy udzielono tureckiemu krajowemu koncernowi naftowemu zezwoleń na prowadzenie badań na greckim szelfie kontynentalnym na zachód od wysp greckich położonych we wschodniej części Morza Egejskiego. Od tego czasu tarcia na linii Ateny-Ankara związane z prawami do złóż stawały się poważnym źródłem tarć w stosunkach między oboma krajami, a kilkukrotnie stawiając je na krawędzi wojny (1974, 1976, 1987). 

[Postępowanie tureckich lotników - przyp. red.] stanowi stałe zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa, ma negatywny wpływ na stabilność w regionie, zagraża bezpieczeństwu międzynarodowego lotnictwa cywilnego, stwarza trudności w ruchu lotniczym nad Cyprem i dla procesu pokojowego w tym regionie

Polly Ioannou, grecki ambasador przy ONZ w piśmie do António Guterresa, sekretarza generalnego ONZ

Co z tego wyniknie?

Wydaje się, że w obecnej sytuacji Grecja znajdzie sojuszników, którzy wesprą jej wysiłki zmierzające do zachowania porządku w FIR Ateny. Wobec braku wsparcia ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego sprawa ma stanąć na forum RB ONZ. Tutaj Grecja będzie mogła liczyć na wsparcie krajów zainteresowanych zarówno bogatymi, cypryjskimi złożami gazu, jak i stabilnością polityczną (lub przynajmniej zachowaniem status quo) tego regionu świata. Dotyczy to więc nie tylko Grecji, Cypru, Egiptu, ale w konsekwencji Izraela, USA, całej UE a potencjalnie również Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Trudno nie zwracać też uwagi na największego adwokata Turcji na arenie międzynarodowej, czyli Federację Rosyjską.

Można postawić tezę, że państwa, które będą zainteresowane utrzymaniem porządku, będą gotowe skierować swoje siły powietrzne do pomocy Grecji.  Jak, bowiem, pokazały wydarzenia tak z Iranu, jak i inne podobne tragedie w historii (KAL 007, MH-17, IR655) zawsze istnieje ryzyko, że mimo regulacji takich jak protokół montrealski ktoś popełni fatalny w skutkach błąd i napisze krwią niewinnych kolejny rozdział historii lotnictwa. 

Komentarze