Przemysł Zbrojeniowy

US Army poszukuje elektrycznego pojazdu rozpoznawczego

Fot. sgt. Manuel Quiros/US Army
Fot. sgt. Manuel Quiros/US Army

Stany Zjednoczone chcą zbudować flotę elektrycznych lub hybrydowych pojazdów, działających głównie na rzecz jednostek rozpoznawczych. Jak się okazuje, jest to element znacznie większego programu, polegającego na wymianie wszystkich samochodów na elektryczne.

We współczesnym świecie panuje moda na samochody zasilane alternatywnymi paliwami, coraz częściej odchodzi się od układów napędowych zasilanych wyłącznie  benzyną lub olejem napędowym. Zdaje się, że ten trend powoli zaczyna wchodzić na dobre do sił zbrojnych różnych państw świata. Armia Stanów Zjednoczonych od dłuższego czasu poszukuje wielozadaniowego pojazdu wysokiej mobilności, który posiadałby napęd w stu procentach elektryczny bądź hybrydowy.

Do kogo dokładniej mógłby taki pojazd trafić? Okazuje się, że z dużym powodzeniem samochód elektryczny mógłby się spisać w jednostkach zwiadowczych i rozpoznawczych. Pomysł wydaje się trafiony, biorąc pod uwagę specyfikę działań tychże jednostek, na tym polu takowy pojazd miałby większą przewagę nad wozami wyposażonymi w silniki spalinowe.

Jakie cechy musi posiadać idealny amerykański armijny „elektrowóz”? Według planistów z Departamentu Obrony idealnym samochodem elektrycznym byłby taki, zdolny do zabrania ze sobą sześciu zwiadowców. Dopuszczalna masa całkowita pojazdu miałaby wynieść ok. 5400 kilogramów, z czego masa własna wyniosłaby maksymalnie do 3600 kg, to by oznaczało, że na ładunek pozostawałoby jeszcze ok. 1800 kg. Armia chciałaby jeszcze, żeby ten samochód byłby odpowiednio wytrzymały. Musi znieść zrzut z niewielkiej wysokości, przykładowo z nisko lecącego samolotu transportowego. Standardowo taki wóz posiadałby uzbrojenie, chociażby karabin maszynowy M2 kalibru 12,7 mm, wraz z granatnikiem MK-19. Co ciekawe, niektóre warianty mogłyby być uzbrojone w wyrzutnie pocisków Javelin lub posiadać zdalnie sterowaną wieżyczkę CROWS-J.

Jakie jeszcze wymagania amerykańskie wojsko stawia przed elektrycznymi pojazdami przyszłości? Przede wszystkim muszą być ciche, nawet podczas uzyskiwania wysokich prędkości, niezależnie od terenu. Tak jak zostało wyżej wspomniane, beneficjentami tego typu rozwiązania byliby żołnierze z jednostek rozpoznawczych, którzy dzięki temu  zmniejszyliby szansę na wykrycie przez oddziały wroga. Elektryczny układ napędowy cechuje też mniejsza emisja termiczna (brak spalin), co również wpływa na łatwiejsze maskowanie takiego wozu, także w trakcie ruchu.
Innym kluczowym elementem podawanym przez wojskowych planistów był fakt, że taki pojazd nie może być uzależniony od paliw płynnych, zatem koszty logistyczne, jakie ponosi armia, mogłyby ulec znacznej zmianie.

Reklama
Reklama

Departament Obrony w chwili obecnej pracuje nad rozpoczęciem większego programu, który polegałby na wprowadzeniu i elektryfikacji floty pojazdów taktycznych i bojowych. Ma on zostać zatwierdzony w lecie bieżącego roku. Zgodnie z jego założeniami, wprowadzenie elektrycznych wozów do służby pozytywnie wpłynęłoby na wydatki logistyczne, ograniczając jednocześnie spalanie paliw płynnych. Plan modernizacji zacząłby się od wprowadzenia pojazdów o niskim tonażu, których masa wynosi do 2,5 tony. Następne w kolejności byłyby konstrukcje o masie do 10 ton, a w ostatniej fazie do służby miałyby trafić pojazdy ciężkie, o masie przekraczającej 10 ton.

Wraz z postępem i rozwojem elektrycznych pojazdów, taka wymiana flot wojskowych zdaje się zbliżać nieuchronne. Stuprocentowa elektryfikacja może nie nastąpić prędko, głównie z powodów związanych z obecnie stosowanymi technologiami akumulatorów, zasięgiem oraz czasem pracy, czy dostępem do źródeł zasilania/ładowania. Niemniej dla wojsk zwiadowczych ten pomysł wydaje się być niezwykle trafiony i kto wie, czy pojazdy elektryczne lub hybrydowe mogłyby z powodzeniem znaleźć swoją niszę również i w armii?

Kacper Bakuła

Komentarze