Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ
  • OPINIA

Klęska fancusko-niemieckiego czołgu przyszłości. Stracone miliardy i lata [OPINIA]

Autor. Wikipedia

Francuzi oficjalnie przyznali, że wspólny francusko-niemiecki program MGCS (Main Ground Combat System), mający na celu opracowanie czołgu podstawowego nowej generacji, okazał się fiaskiem.

Reklama

Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Republiki Francji generał Fabien Mandon, 8 października 2026 roku oficjalnie przyznał w trakcie przesłuchania w Zgromadzeniu Narodowym (izba niższa francuskiego parlamentu – przyp. red.), że program MGCS (Main Ground Combat System) zakończył się fiaskiem. Jego celem było opracowanie czołgu podstawowego nowej generacji oraz pojazdów wsparcia na nim bazujących wspólnie z Republiką Federalną Niemiec. Dla Niemiec nie stanowi to dużego problemu w wymiarze strategicznym, albowiem państwo to utrzymało zdolności przemysłowe do produkcji czołgów Leopard 2, które są nadal produkowane, choć na stosunkowo niewielką skalę, a samo tempo produkcji jest dość powolne. Jednak zdolności te pozwalają na prowadzenie samodzielnych prac nad czołgiem podstawowym nowej generacji.

Wielki problem z czołgami Leclerc

Francja znajduje się w tym aspekcie w o wiele trudniejszym położeniu, albowiem błędna polityka prowadzona po zakończeniu zimnej wojny doprowadziła do redukcji zamówień na czołgi podstawowe Leclerc. Z planowanych na początku lat 90. 662 czołgów, w 1992 roku zamówienie zredukowano do 545, a następnie do zaledwie 406 wozów dla Wojsk Lądowych (Armée de Terre) Republiki Francuskiej. Były to 132 czołgi Leclerc Serii 1 (transze od 1 do 5), 178 czołgów Leclerc Serii 2 (transze od 6 do 9) oraz 96 czołgów Leclerc Serii 3 (seria XXI wieku, transze 10 i 11). Co prawda udało się jeszcze zabezpieczyć kontrakt dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które zamówiły 388 czołgów, łącznie więc wyprodukowano 794 czołgi Leclerc. Liczba ta, co prawda, wydaje się całkiem duża, ale pojawia się tutaj jeden, dość istotny problem – nie są to w zasadzie do końca takie same maszyny.

Czołg Leclerc.
Czołg Leclerc.
Autor. KNDS Nexter/X

Czołgi Leclerc dla Armée de Terre określane są jako wozy standardu EMAT, czyli d’état-major de l’Armée de terre, a więc standard Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych, natomiast czołgi dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich określane są jako Leclerc Tropicalisée. Wozy te różnią się w sposób zasadniczy. Leclerc EMAT wykorzystuje zespół napędowy z silnikiem wysokoprężnym V8 SACM V8X-1500 Hyperbar i turbiną gazową Turboméca TM-307B, które współpracują z przekładnią SESM ESM 500. Pozwoliło to na uzyskanie bardzo kompaktowego zespołu napędowego o dużej mocy i momencie obrotowym, a sam kadłub ma długość 6,88 m. Natomiast czołgi Leclerc Tropicalisée wykorzystują bardziej konwencjonalny zespół napędowy z silnikiem wysokoprężnym V12 MTU MT883 Ka500, który współpracuje z przekładnią RENK HSWL 295 TM. Jest to nadal stosunkowo kompaktowy zespół napędowy, ale jest większy i wymagał wydłużenia kadłuba czołgu do 7,03 m.

Reklama
Francuskie plany do 2030 roku zakładają zmniejszenie dostaw czołgów Leclerc
Leclerc F1/Rénové.
Autor. M.Dura

Generuje to dwa problemy, po pierwsze dla czołgów Leclerc EMAT brakuje na rynku odpowiednich silników, które mogłyby zastąpić silnik SACM V8X-1500. Po prostu zespoły napędowe z inną jednostką napędową o odpowiednich parametrach nie zmieszczą się do komory zespołu napędowego w tych czołgach. Co więcej, silniki V8X-1500 nie są już produkowane od wielu lat, a sama armia francuska zgłasza coraz większe trudności w ich serwisowaniu i utrzymaniu – mówiąc wprost nie da się w nieskończoność zerować resursu. I choć podjęto decyzję o modernizacji 200 czołgów Leclerc S2 i S3 do standardu Leclerc Rénové czy też Leclerc F1, to już teraz mówi się o rosnących problemach z wieloma komponentami, które są już przestarzałe, ich produkcję zakończono lata temu i brakuje w magazynach, oraz o powracającym problemie silników i obawach o zdolność utrzymania minimalnej, wymaganej liczby czołgów w sprawności technicznej.

Definicja szaleństwa

„Szaleństwo to robienie wciąż tego samego i oczekiwanie innych rezultatów” – cytat ten, niepoprawnie przypisywany Albertowi Einsteinowi, dosadnie oddaje naturę tzw. europejskich programów pancernych, choć w rzeczywistości odnosi się głównie do dwóch państw w Europie zachodniej, czyli Republiki Federalnej Niemiec oraz Republiki Francuskiej. Na łamach Defence24 opisywaliśmy już to zagadnienie, autor użył w nim innego cytatu, równie trafnie oddającego naturę zjawiska, z którym mamy do czynienia – „Jedyną rzeczą, której uczy historia, jest to, że większości ludzi niczego nie uczy” – Winston Churchill. I tak faktycznie jest, w Europie nikt nie wyciągnął właściwych wniosków z programów takich jak Europanzer czy Napoléon, w wypadku programu MGCS popełniono dokładnie te same błędy. I tak jak słusznie stwierdził generał Fabien Mandon, zmarnowano 10 lat (sic!) na program, który nigdy nie mógł się udać, albowiem był wymysłem oderwanych od rzeczywistości polityków, zamiast bazować na realnych wymaganiach sił zbrojnych oraz możliwości przemysłu danego państwa.

Koncepcja francusko-niemieckiej rodziny pojazdów opancerzonych Main Ground Combat System (MGCS).
Koncepcja francusko-niemieckiej rodziny pojazdów opancerzonych Main Ground Combat System (MGCS).
Autor. Hensoldt

Na tę fantazję polityków stracono nie tylko cenny czas, ale również wydano duże środki finansowe, a MGCS nie wniósł w zasadzie żadnych gotowych czy nawet eksperymentalnych rozwiązań. Pisząc dosadnie wydano miliard euro na nic! Podobnie zresztą skończył francusko-niemiecki program wielozadaniowego samolotu bojowego nowej generacji FCAS (Future Combat Air System). Przypomnijmy, że prace badawczo-rozwojowe programu MGCS podzielono na osiem filarów, od początku programu w roku 2017 nie ukończono żadnego. Jedynym sukcesem jest częściowo filar drugi, albowiem Francja i Niemcy opracowały nowe armaty, przy czym niemiecka armata Rh130/L51 kalibru 130 mm, opracowana została przez Rheinmetall niejako z boku programu MGCS, a francuska armata ASCALON z lufami o wymiennych kalibrach, 120 mm lub 140 mm, opracowywana była z myślą o zastosowaniu także w innych platformach.

Reklama
EMBT (zdjęcie poglądowe).
EMBT (zdjęcie poglądowe).
Autor. KNDS Nexter

Jak wspomniano na początku tego tekstu, strategicznie Niemcy są w o wiele lepszej sytuacji, natomiast Francja stoi przed bardzo dużym problemem, jakim jest znalezienie następcy dla czołgu Leclerc. I to pomimo, że francusko-niemiecka spółka celowa KNDS, składająca się z francuskiego KNDS France (dawny Nexter) oraz niemieckiego KNDS Deutschland (dawny Krauss-Maffei-Wegmann), opracowała bardzo obiecujące konstrukcje, które mogłyby być akceptowalne dla obu stron. Był to EMBT, czyli połączenie zmodyfikowanego kadłuba czołgu Leopard 2A7 oraz nowej wieży będącej znacznie ulepszoną ewolucją wieży czołgu Leclerc. Innym rozwiązaniem był projekt Leclerc Evolution, który zakładał opracowanie wersji rozwojowej czołgu Leclerc na bazie tej samej koncepcji, co EMBT, tylko z w pełni francuskim kadłubem. Oczywiście zamiast wybrać jedną z tych dwóch realistycznych propozycji, decydenci podtrzymywali fikcję, jaką był program MGCS.

Leclerc Evolution z armatą ASCALON 120.
Leclerc Evolution z armatą ASCALON 120.
Autor. Jędrzej Graf/Defence24

W tym momencie francuski przemysł, o ile ma kompetencje do opracowania kompletnego systemu wieżowego dla czołgu, co więcej takim systemem wieżowym już dysponuje (czego przykładem jest EMBT i Leclerc Evolution), to największym problemem jest kadłub pojazdu. Pojazd koncepcyjny określany jako CAPINT (CAPacité INTermédiaire) określany jako propozycja rozwiązania pomostowego, bazuje jednak na kadłubie czołgu Leopard 2, a więc uzależnia Francję od Niemiec, poza tym koncepcja tego pojazdu nie wydaje się dobrze przemyślana. Całkowicie niezrozumiałe jest upieranie się przy armacie kalibru 140 mm, która jest niepraktyczna, a duże rozmiary amunicji, sprawiają że jej zapas jest niewielki, co może nie wpływać pozytywnie na walory bojowe takiego pojazdu. Biorąc pod uwagę fakt, że także od strony politycznej, ścieżki Republiki Francuskiej i Republiki Federalnej Niemiec, coraz bardziej się rozchodzą, takie rozwiązanie może nie być akceptowalne dla Armée de Terre.

CAPINT
Prototyp czołgu CAPINT na Eurosatory 2026.
Autor. KNDS France

Ostatecznie Francja może być zmuszona rozpocząć samodzielne prace nad nowym czołgiem podstawowym. Państwo to jak najbardziej ma ku temu możliwości, ale straconego czasu nie da się odrobić, podobnie jak utraconych środków finansowych. Czas, siły i środki które wykorzystano na program MGCS, można było efektywniej wykorzystać na narodowy program nowego czołgu podstawowego, co więcej miałoby to pozytywny wpływ nie tylko na przemysł francuski i prawdopodobnie pozwoliłoby uzyskać zadowalające rozwiązanie szybciej, ale byłoby to także pozytywne dla całej Europy.

Reklama

Dlaczego? Bo jak udowadniają doświadczenia historyczne, wewnętrzna konkurencja pomiędzy państwami w Europie oraz ich przemysłami, jest po prostu zdrowa, stymuluje kreatywność oraz mobilizuje do działania, tak jak to miało miejsce w latach 60., 70. i 80. XX wieku. To właśnie próby konsolidacji podmiotów przemysłowych w ramach różnych państw europejskich, doprowadziły do stagnacji i degradacji zdolności!

Co dalej?

Naturalnie pojawia się kolejne pytanie, co dalej? Dla Francji niestety nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Z jednej strony to państwo posiadające przemysł o dużych tradycjach. Do tego samo państwo, jak również jego elity polityczne, przemysłowe i naród jako taki, mają bardzo duże ambicje, a więc trudnym dla nich do zaakceptowania może być fakt, że sytuacja zmusi ich do zakupu rozwiązania zagranicznego. W tym wypadku jedynym produkowanym seryjnie czołgiem, który w prostej linii jest odpowiednikiem czołgu Leclerc, jest pochodzący z Republiki Korei K2 Black Panther. Jest to konstrukcja nowoczesna, nadal rozwijana i stopniowo zyskująca kolejnych odbiorców na światowym rynku. Francja zresztą nie musiałaby kupować kompletnych maszyn, a jedynie kadłuby (być może produkowane we Francji na licencji?) które można by „pożenić” z francuskimi wieżami, np. wieżą zastosowaną w projekcie EMBT.

Nowy demonstrator EMBT
Demonstrator technologii czołgu podstawowego EMBT.
Autor. Maksymilian Dura, Jędrzej Graf/Defence24.pl

Jest to rozwiązanie logiczne i racjonalne, ale może ono stać w sprzeczności z wymaganiami Armée de Terre, choć Francuzi powinni sobie odpowiedzieć na pytanie, czy aby na pewno te wymagania są realistyczne? Nie bez powodu często określano program MGCS, jako typowy przypadek tzw. syndromu Gwiazdy Śmierci (fikcyjna bojowa stacja kosmiczna DS-1/DS-2 będąca superbronią zdolną do niszczenia planet, znana z serii filmów stworzonej przez Georga Lucasa – przyp. red.). Bardzo często jest tak, że rozwiązanie skromniejsze, lecz tańsze, bardziej praktyczne, jest po prostu lepsze. Zresztą tyczy się to nie tylko zakupu rozwiązania zagranicznego, ale również ewentualnego nowego, narodowego programu czołgowego we Francji, aby przypadkiem ze względu na nierealistyczne wymagania taktyczno-techniczne, nie podzielił losu projektu MGCS.

Reklama
Niemiecka koncepcja MGCS przedstawiona przez BAAINBw.
Niemiecka koncepcja MGCS przedstawiona przez BAAINBw.
Autor. BAAINBw

Historia programu MGCS jest także lekcją dla decydentów w Polsce, szczególnie decydentów cywilnych, którzy w sposób nadmiernie entuzjastyczny podchodzą do wszelkich paneuropejskich programów wojskowych, które bardzo często są oderwane od rzeczywistości i pomijają tak ważne aspekty jak poziom przemysłowy danego państwa, jego wewnętrzne uwarunkowania prawne, polityczne oraz ekonomiczne, stan sił zbrojnych oraz ich wymogi względem sprzętu, oraz pomijają chyba najważniejszy fakt. Państwa mają swoje interesy. Jak stwierdził wspomniany na początku generał Fabien Mandon w kontekście programu MGCS – „Dziesięć lat, by stwierdzić, że przyjaźń franko-niemiecka kończy się tam, gdzie zaczynają się udziały w rynku” i z tym faktem autor pozostawi czytelników, aby sami przemyśleli to zagadnienie i wyciągnęli własne wnioski.

Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama