Przemysł Zbrojeniowy

Defence24 Day: Morze Bałtyckie - akwen o znaczeniu operacyjno-strategicznym. Wyzwania dla rozwoju Marynarki Wojennej

Fot. Defence24.pl

Pierwszego dnia Defence 24 Day odbył się interesujący panel dyskusyjny dotyczący Marynarki Wojennej i bezpieczeństwa na Bałtyku. Udział w nim wzięli wiceadmirał Jarosław Ziemiański Inspektor Marynarki Wojennej Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, kmdr por. Tomasz Witkiewicz z Oddziału Operacyjnego Centrum Operacji Morskich - Dowództwa Komponentu Morskiego, Cezary Cierzan zastępca dyrektora Departamentu Projektów Zbrojeniowych PGZ S.A. i Andrey Obolensky szef Sprzedaży i Zarządzania Produktami Systemów Morskich firmy Rohde & Schwarz, moderatorem był Jarosław Ciślak redaktor Defence24.pl.

Wszyscy uczestnicy wypowiadając się na temat Marynarki Wojenne i jej roli na Morzu Bałtyckim odnosili się do pierwszych obserwacji wynikających z trwającej wojny na Ukrainie. Pomimo, iż na pierwszy rzut oka, występują duże różnice pomiędzy sytuacją na Morzu Czarnym i Bałtyckim to po bliższym przeanalizowaniu różnice nie są jednak tak wielkie, a wnioski mogą być bardzo ważne.

Wiceadmirał Jarosław Ziemiański zwrócił uwagę na bardzo ważny element jakim jest odpowiednie zrównoważenie poszczególnych rodzajów uzbrojenia w Marynarce Wojennej. Bez poważnych i odpowiednio uzbrojonych sił okrętowych nie jest możliwe prowadzenie walki i panowanie nad akwenem morskim. Główną taką rolę w przyszłości mają odgrywać trzy niedawno zamówione fregaty Miecznik. Ich zadaniem będzie osunięcie zagrożeń od polskiego wybrzeża. Oczywiście, fregaty będą również brały udział w stałych zespołach okrętów NATO. Dlatego jednym z wymagań dla nowych fregat jest zdolność do pełnienia funkcji okrętu flagowego. Będą one zdolne do przyjęcia na pokład sztabu zespołu oraz będą wyposażone w odpowiednie środki dowodzenia i transmisji danych.

wiceadmirał Jarosław Ziemiański
Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

Bez silnie uzbrojonych fregat nie jest możliwe skuteczne odsunięcie sił nieprzyjaciela od wybrzeża. Co prawda na przykładzie wojny na Ukrainie widać, iż nadbrzeżne wyrzutnie rakiet przeciwokrętowych stanowią niebezpieczeństwo dla sił wroga, ale dotyczy to jednostek nawodnych, które muszą operować w bezpiecznej odległości od nich. Ale nie dotyczy to okrętów podwodnych, które mogą podejść blisko i wystrzelić salwę rakiet skrzydlatych lub wysadzić grupy rozpoznawczo-dywersyjne. Dlatego polska Morska Jednostka Rakietowa uzbrojona w wyrzutnie rakiet NSM nie zastąpi okrętów, ale jest istotnym wzmocnieniem sił okrętowych. Nadal nie wykluczone jest zwiększenie potencjału rakietowego tej jednostki. Natomiast wskazywanie celów i ich położenia niezbędne do udanego ataku może pochodzić z różnych systemów niekoniecznie umiejscowionych w jednostce. Ma ona swoje stacje radiolokacyjne, ale ich zasięg przy wykrywaniu celów nawodnych ograniczony jest horyzontem.

Inspektorat Marynarki Wojennej nadal pracuje nad pozyskaniem nowych okrętów podwodnych w programie Orka. Na razie nie wiadomo kiedy się to uda i czy będą to jednostki nowo zbudowane oraz jakie państwo zostanie wybrane jako nasz partner.

Czytaj też

O potrzebie posiadania nowoczesnych okrętów podwodnych mówił również kmdr por. Tomasz Witkiewicz, który kilkanaście lat służby spędził służąc na nich i był na nich dowódcą. Jego zdaniem nowy okręt dla naszej marynarki powinien mieć napęd niezależny od powietrza i posiadać uzbrojenie torpedowe i rakietowe.

Również nowe fregaty muszą być silnie uzbrojone. Powszechnie uznaje się Marynarkę Wojenną za jeden z najdroższych rodzajów sił zbrojnych. Ale wysokie ceny dotyczą pojedynczych okrętów, a kupuje się ich zazwyczaj tylko kilka. Przykład Ukrainy, która nie dysponuje praktycznie żadnymi znaczącymi silami okrętowymi pokazuje jak dużo sił musi te państwo utrzymywać do ewentualnej obrony wybrzeża morskiego w rejonie Odessy. Również przewidywane siły do obrony polskiego wybrzeża muszą być duże i drogie w utrzymaniu. Budowa i wcielenie do służby trzech fregat będzie mogła te siły częściowo odciążyćy. Fregaty z dobrymi zdolnościami wykrywania i zwalczania okrętów nawodnych i podwodnych oraz celów powietrznych będą stanowiły pierwszą linię obrony polskiego wybrzeża.

kmdr por. Tomasz Witkiewicz
Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

Niewątpliwą poprawę naszej sytuacji na Bałtyku spowoduje przyjęcie Finlandii i Szwecji do NATO. Ich nowoczesne siły zbrojne wniosą istotny wkład w podniesienie potencjału bojowego NATO na Bałtyku. Dodatkowo Rosja stanie się jedynym państwem bałtyckim nie należącym do NATO i będzie miała dostęp do tego morza w dwóch odległych od siebie miejscach. Istnieje szansa, iż w przyszłości Centrum Operacji Morskich – Dowództwo Komponentu Morskiego stanie się certyfikowanym dowództwem mogącym dowodzić siłami NATO na Bałtyku. Warto aby Polska, po przyjęciu obu nowych członków do NATO, zrobiła wszystko aby tak się stało.

Kolejnym ważnym aspektem zachowania bezpieczeństwa na Bałtyku jest utrzymanie i rozwijanie zdolności wykrywania i zwalczania okrętów podwodnych. Bałtyk jako szczególnie hydrologicznie trudny do detekcji akwen idealnie nadaje się do skrytego działania okrętów podwodnych. Już w przyszłym roku Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej przejmie cztery zakupione śmigłowce AW 101. Będą one bazować w Darłowie, ale niewątpliwie potrzeba jest ich zdecydowanie więcej (przynajmniej 8 do 12 maszyn ).

Cezary Cierzan z PGZ S. A. przedstawił ważne informacje dotyczące przemysłowego elementu wsparcia programu utrzymania bezpieczeństwa na Bałtyku. Niewątpliwie najważniejszym obecnie realizowanym projektem jest projektowanie i budowa serii fregat Miecznik. Grupa PGZ S. A. razem z Remontowa Shipbuilding S. A. robią wszystko, aby jak najszybciej rozpoczęła się ich budowa. Dodatkowo optymalnym z polskiego punktu widzenia jest model budowy całej serii trzech Mieczników kolejno po sobie. Będzie to zdecydowanie szybciej niż realizacja modelu zakładającego najpierw budowę prototypu, przeprowadzenie pełnego cyklu testów i kwalifikacji i rozpoczęcie budowy dwóch seryjnych jednostek dopiero po wyciagnięciu wniosków i zaleceń z zakończonych prób prototypu.

Cezary Cierzan
Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

Grupa PGZ S. A. oferuje również swój pełny udział w budowie w Polsce nowych okrętów podwodnych Orka. Oczywiście ze względu na brak polskiego projektu oraz technologii w tym przypadku PGZ. S. A. musiałoby nawiązać jeszcze bliższą współpracę z zagranicznym kooperantem, niż ma to miejsce w przypadku Mieczników. Zagraniczny partner musiałby dostarczyć gotowy i kompletny projekt okrętów, całą technologię oraz możliwe, iż wykonać jakąś cześć np. prefabrykacji kadłuba.

Dodatkowo PGZ S. A. pracuje nad ofertami dotyczącymi budowy i modernizacji innych klas okrętów dla naszej Marynarki Wojennej. Szczególnie ważna i pilna jest budowa nowych okrętów rozpoznania radioelektronicznego Delfin oraz modyfikacja wybranych elementów małych okrętów rakietowych projektu 151M (660M). Te ostatnie jednostki są nosicielami innego typu broni uderzeniowej czyli rakiet przeciwokrętowych RBS 15 Mk 3. Utrzymanie w sprawności technicznej ich nosicieli jest niezmiernie ważne dla zachowania potencjału uderzeniowego naszych sił morskich. Innym ważnym aspektem utrzymania w kraju zdolności do produkcji i obsługi jednostek pływających są wnioski z przebiegu pandemii. Okres ten pokazał jak łatwo w takiej sytuacji następuje zerwanie wielu łańcuchów dostaw dla przemysłu i jakie problemy pojawiają się przy próbie ściągnięcia zagranicznego serwisu technicznego.

Andrey Obolensky z Rohde & Schwarz przedstawił wiele bardzo interesujących pierwszych wniosków z wojny na Ukrainie. Okazało się jak ważny jest nieustający rozwój sprzętu elektronicznego i wprowadzanie jego kolejnych generacji. Wojna ta pokazała jak wielkie problemy w systemach łączności ma Rosja i jak nie nadąża ona za kolejnymi rewolucjami w postępie technologicznym w dziedzinie elektroniki. Podobnie jak z łącznością Rosjanie nie nadążają w swoich systemach walki elektronicznej. Ich systemy nie są w stanie działać we wszystkich pasmach częstotliwości, a te którymi dysponują są bardzo energochłonne.

Andrey Obolensky
Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

Współczesny rozwój systemów telekomunikacji morskiej podąża za ogólnoświatowym rozwojem systemów łączności. Nowe generacje użytkowników, również tych w wojsku, chcą urządzeń coraz prostszych w obsłudze i intuicyjnych. Systemy wymagające wąsko specjalizowanych oficerów łączności posługujących się kluczem Morse'a odeszły już w zapomnienie. Rohde & Schwarz corocznie przeznacza bardzo duże środki na rozwój i badania. Korzysta również z doświadczeń swoich klientów, którzy precyzując swoje wymagania prowadzą firmę ku odpowiednim rozwiązaniom.

Tak samo może być z naszymi fregatami Miecznik, na które Rohde & Schwarz oferuje kompleksowe rozwiązania. Zawierają one systemy łączności i transmisji danych zintegrowane z okrętowym systemem dowodzenia. Proponowane rozwiązania będą skrojone na indywidualne potrzeby Miecznika, tak jak ma to miejsce na szeregu innych typów okrętów na całym świecie. Radiostacje Rohde & Schwarz są już dobrze znane na szeregu polskich okrętach i w nadbrzeżnych węzłach łączności oraz jednostkach rozpoznawczych.

Przyszłość rozwoju sił morskich opierać się będzie w coraz większym stopniu o systemy bezzałogowe, zarówno latające jak i pływające. Ich specyfika będzie wymagała jeszcze szybszego transferu danych i bardziej niezawodnych systemów łączności.

Komentarze (3)

  1. Chyżwar

    Dokładnie. Ukraina nie posiadała porządnych okrętów i teraz ruscy na Morzu Czarnym robią to, co sami chcą. Ryzykują tylko kiedy podejdą pod nosy Neptunów. A tego wcale nie muszą robić. Zablokowali Ukraińcom porty. Walą do nich kiedy chcą Kalibrami i to wystarczy. Dlatego goście, którzy kontestowali budowę fregat są zwyczajnie śmieszni.

    1. Lite

      Naprawdę Pan uważa ze fregaty coś odblokują ?, a lotnictwo, miny i inne, pomijam chęć pływania armatorów i ubezpieczycieli do portów w przypadku konfliktu. Zawsze warto sobie przypomnieć o "Hetmanie Sahajdacznym", no chyba, że my wiem lepiej.

    2. Lite

      Hetman Sahajdaczny

    3. B1ob

      Lotnictwo jakieś jest, niszczyciele min są, małe jednostki rakietowe są, rakiety nabrzezne są, śmigłowce ZOP są. Brakuje wysuniętych punktów koordynacji jakimi będą fregaty

  2. Piotr1

    Od 30 lat to samo: ma być, będą brały, będą zdolne, zwiększenie potencjału itp. itd., czyli pierdu pierdu, a jajecznicy na rękawach przybywa. Założę się, że komentarz utrzyma się nie dłużej niż 15 minut, bo dla pisowców ważniejsze są puste słowa, od zrobienia czegokolwiek. Nie stać was nawet na porządne holowniki, bo żeby muzeum Błyskawicę przeholować do stoczni, to wynajęliście holowniki cywilne, ha ha..

  3. Grażewicz

    Najgorsze jest to, że Ukraina nie posiada okrętów podwodnych zdolnych atakować cele między innymi na Krymie . Na podstawie tego przykładu widzimy przydatność wystrzeliwania rakiet z OP to powinno zamkną dyskusję czy warto takie możliwości mieć. Niemcy nie chcą dać broni pancernej to niech dadzą okręty podwodne a nie robią z gęby cholewy.