Południowa Syria – potencjalne pole konfliktu USA-Rosja [ANALIZA]

6 czerwca 2017, 10:28
Su-24 w Syrii, fot. mil.ru
Fot. Yevgeny Volkov/Wikimedia Commons/CC BY 3.0.
Reklama

Nad południową Syrią operują jednocześnie siły powietrzne USA i Rosji, o lotnictwie syryjskim nie wspominając, które swymi działaniami wspierają dwie zwalczające się strony. Dotychczas lotnictwo amerykańskie i rosyjskie mogło spotkać się praktycznie wyłącznie nad terenami opanowanymi przez ISIS, zwalczając tego samego wroga. Powoduje to znaczącą i potencjalnie niebezpieczną zmianę sytuacji – pisze dr hab. Maciej Münnich, prof. KUL.

W dotychczasowym konflikcie w Syrii południowa część kraju odznaczała się stosunkowo mniejszym natężeniem walk. Wprawdzie niewielki obszar przy granicy z Izraelem opanowany jest przez ISIS, jednak nie toczą się tam bardzo intensywne starcia, ponieważ wokół leżą tereny opanowane przez rebeliantów, którzy nie zawsze chętni są do zwalczania ISIS. Nieco dalej na wschód, wokół miasta Daraa, będącego stolicą muhafazy, główne siły rebeliantów reprezentowały oddziały tzw. Frontu Południowego, stanowiące zbieraninę najróżniejszych oddziałów Wolnej Armii Syryjskiej. Ze względu na brak jednolitego dowództwa oraz charakter raczej lokalnej samoobrony, nie stanowiły one poważnej siły mogącej przeprowadzić skoordynowaną akcję ofensywną.

Większą dyscypliną wyróżniają się na tym terenie oddziały Hajjat Tahir asz-Szam, czyli syryjskiej Al-Kaidy, które – choć mniej liczne – jednak dysponują zdecydowanie większą siłą ofensywną. Dowiodły tego, będąc głównymi oddziałami podczas kwietniowej ofensywy przeciwko siłom rządowym w Daraa, gdy udało się im, używając m.in. SVBIED, zająć dzielnicę Manszijah. Była to jednak ofensywa lokalna, niezmieniająca w zasadniczy sposób układu sił w tym rejonie, czyli sił rządowych kontrolujących północną część miasta Daraa i korytarz doń prowadzący od strony Damaszku oraz rebeliantów wokół tegoż korytarza.

Dalej na wschód rozciągają się tereny muhafazy Suwaida zamieszkałe w większości przez Druzów, którzy w konflikcie syryjskim opowiedzieli się po stronie sił rządowych. Od zachodu nie dopuszczali oni do ekspansji rebeliantów, od wschodu zaś – gdzie rozciągają się tereny pustynne – bronili swoich terenów przed ISIS, które poprzez pustynię starało się narzucić swe wpływy. I właśnie te pustynne tereny wzdłuż granicy z Jordanią i Irakiem stały się ostatnio terenem o istotnym znaczeniu politycznym i strategicznym.

Wraz ze słabnięciem ISIS w Syrii w wyniku operacji Kurdów wokół Rakki oraz sił rządowych we wschodnich częściach muhafaz Aleppo, Hama i Homs, także i tereny wzdłuż granicy jordańskiej i irackiej były coraz słabiej kontrolowane przez siły Państwa Islamskiego. Wykorzystały to, dzięki wsparciu amerykańskiemu i jordańskiemu, siły rebeliantów. Od grudnia 2016 roku rożne organizacje rebelianckie działające pod szyldem Wolnej Armii Syryjskiej (np. Armia Wschodnich Lwów, Dżajisz Usud asz-Szarqija) stopniowo wypierały ISIS znad granicy jordańskiej oraz ze wschodnich partii gór Qalamun. Na ogół nie dochodziło przy tym do walk z siłami rządowymi, niekiedy nawet zawierano lokalne rozejmy.

Su-24 Syria
Su-24 w Syrii. Fot. mil.ru

Sytuacja zmieniła się wraz z coraz większymi sukcesami rebeliantów, wynikającymi z wycofywania się ISIS z pustyni w kierunku zagrożonej Rakki. Operując z terenu Jordanii od 30 kwietnia tzw. Armia Komandosów Rewolucji (Dżajisz Maghawir al-Thawra), będąca częścią Wolnej Armii Syryjskiej, zajęła rozległe tereny pustynne wzdłuż granicy z Jordanią, a także z Irakiem oraz zaczęła wkraczać coraz głębiej w pustynię w kierunku północnym. Oddział ten wywodzi się z Nowej Armii Syryjskiej (Dżajisz Surija al-Dżadid), która walczyła już z ISIS we wschodniej Syrii – choć zupełnie bez powodzenia, mimo wsparcia amerykańskiego – w 2016 roku.

Posuwając się na północ siły rebelianckie 6 maja zbliżyły się na odległość ok. 70 kilometrów od pozostającej pod kontrolą rządową Palmyry. Kolejnym celem natarcia sił rebelianckich były rejony Deir ez-Zor. Tłem dla działań na terenie Syrii były działania sił amerykańskich i jordańskich przy granicy jordańsko-syryjskiej. Oficjalnie były to ćwiczenia przeprowadzane od początków maja, określane jako największe w historii, jednak ewidentnie było to zgrupowanie sił mających wspierać (choćby logistycznie) działania rebeliantów w Syrii. W tym kontekście nie dziwiły doniesienia, że bojownicy Armii Komandosów Rewolucji używali w Syrii amerykańskich transporterów opancerzonych (IAG Guardian), a kolejni bojownicy byli szkoleni przez żołnierzy amerykańskich już na terenie Syrii w regionie przejścia granicznego z Irakiem w at-Tanf.

Ewentualne powodzenie takiej akcji sił rebelianckich mogło mieć bardzo poważne skutki geopolityczne. Osiągnięcie przez pro-amerykańskie siły rebelianckie Deir ez-Zor od południa, przy jednoczesnym dalszym natarciu wspomaganych przez Amerykanów Kurdów z północy w tym samym kierunku doprowadziłoby do przecięcia wschodniej Syrii i stworzenia swego rodzaju kordonu oddzielającego Irak od Syrii. W kontekście powszechnie znanych planów Iranu utrzymania „szyickiego półksiężyca” rozciągającego się od Iranu, poprzez Irak i Syrię, aż po Liban, oznaczałoby to przecięcie owej strefy wpływów. W dalszej konsekwencji mogłoby to prowadzić do osłabienia wpływów irańskich w izolowanej, zachodniej części półksiężyca, czyli w Syrii i Libanie. Biorąc pod uwagę, że państwa te są dramatycznie osłabione przez konflikty wewnętrze, ich odcięcie od bezpośredniego wsparcia irańskiego może doprowadzić do zmiany wewnętrznego układu sił.

W takiej sytuacji nie jest niczym zaskakującym kontrakcja ze strony sił Assada. Jednak na przełomie kwietnia i maja były one wciąż zajęte walkami we wschodnim Damaszku, na północ od Hamy, wokół Palmyry, we wschodniej części muhafazy Aleppo oraz na kilku pomniejszych frontach. Skutkowało to niemożnością natychmiastowej kontrakcji. W tym kontekście należy widzieć rosyjską propozycję wyznaczenia „stref bezpieczeństwa” w Syrii, zgłoszoną podczas rozmów pokojowych w Astanie. 4 maja zostało podpisane memorandum o utworzeniu takich stref przez Rosję, Turcję i Iran.

Mi-28N
Fot. Yevgeny Volkov/Wikimedia Commons/CC BY 3.0.

Spowodowało to szybką deeskalację konfliktów w zachodniej części Syrii (choć oczywiście niezupełne zakończenie walk) i umożliwiło przerzut wojsk rządowych do wschodniej Syrii. Do pewnego stopnia było to ułatwione, ponieważ już wcześniej planowano – przy znaczącym udziale Rosji – ofensywę o kryptonimie „Lawenda”, której celem było odblokowanie garnizonu w Deir ez-Zor poprzez atak wyprowadzony z okolic Palmyry. Dlatego właśnie 5 maja w okolice Palmyry przerzucono część doborowych oddziałów Tiger Forces.

7 maja ruszyło natarcie sił Assada, prowadzone przez 5. Korpus, wyszkolony i wyekwipowany przez Rosjan do walk przeciwko ISIS. Było ono prowadzone wzdłuż autostrady Damaszek-Bagdad i stosunkowo szybko zdobywało teren. Kluczowym punktem okazało się skrzyżowanie Zaza, o które trwały walki między 9 a 12 maja. Ostatecznie zostało ono opanowane przez siły rządowe wsparte przez irackie szyickie milicje. W toku walk rebelianci między innymi ostrzeliwali pozycje sił rządowych z wyrzutni Grad, z kolei wojska Assada używały lotnictwa przeciwko Wolnej Armii Syrii.

Dalsze natarcie na wschód spowodowało zbliżenie się sił rządowych na około 25 kilometrów od przejścia granicznego at-Tanf, gdzie oprócz rebeliantów stacjonują siły amerykańskie, brytyjskie i norweskie. Spowodowało to z kolei reakcję lotnictwa amerykańskiego, które 18 maja zaatakowało konwój szyickich milicji, zabijając ośmiu bojowników i niszcząc kilka pojazdów. Efektem ataku było zatrzymanie ofensywy sił rządowych w kierunku granicy irackiej. Mimo to w tym kierunku zostały skierowane kolejne posiłki, między innymi Hezbollahu. Pojawiły się także doniesienia o próbach ostrzału samolotów amerykańskich przez szyickie milicje zaangażowane w ofensywę.

Jednocześnie podjęto atak w sąsiedniej wschodniej Suwaidzie, gdzie od 20 maja przejęto kolejne tereny z rąk rebelianckich w okolicach al-Zalaf oraz wzdłuż granicy jordańskiej. Grozi to otoczeniem znacznych terenów opanowanych przez pro-amerykańskich rebeliantów. W walkach z Wolną Armią Syryjską siły rządowe były wspierane przez rosyjskie helikoptery. Oznacza to, że nad południową Syrią operują jednocześnie siły powietrzne USA i Rosji, o lotnictwie syryjskim nie wspominając, które swymi działaniami wspierają dwie zwalczające się strony. Dotychczas lotnictwo amerykańskie i rosyjskie mogło spotkać się praktycznie wyłącznie nad terenami opanowanymi przez ISIS, zwalczając tego samego wroga. Powoduje to znaczącą i potencjalnie niebezpieczną zmianę sytuacji.

Co więcej, 21 maja syryjskie media prorządowe ogłosiły, że do południowej Syrii zostały skierowane rosyjskie siły specjalne. W oczywisty sposób ich obecność ma chronić wojska rządowe przed ewentualnym ponownym atakiem ze strony lotnictwa amerykańskiego. Rosjanie zastosowali więc identyczną taktykę, jaką wspólnie z Amerykanami przyjęli wobec Turcji na północy Syrii.

Chcąc bowiem chronić siły kurdyjskie przed lotniczymi atakami tureckimi USA i Rosja wprowadziły swoje oddziały na tereny opanowane przez Kurdów. O ile w odniesieniu do Turcji taka taktyka okazała się skuteczna, trudno bowiem wyobrazić sobie Turcję ryzykującą konflikt jednocześnie z USA i Rosją, o tyle w przypadku południowej Syrii sytuacja nie jest już tak oczywista. Po pierwsze siły rosyjskie w tym regionie są raczej symboliczne (głównie w rejonie Suwaidy) i ewentualny amerykański atak lotniczy nie musi spowodować wśród nich ofiar. Po wtóre Amerykanie ostrzegali siły rządowe – i robią to obecnie, zrzucając 29 maja ulotki – by nie zbliżały się do at-Tanf.

Inną kwestią jest umocowanie prawne takich wezwań. Wreszcie nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy prezydent Donald Trump w sytuacji ewentualnego zagrożenia dla własnych oddziałów nie podejmie wyzwania rzuconego przez Rosję i Assada. Oczywiście Amerykanie zawsze mogą wycofać się na stronę iracką, lub do niedalekiej Jordanii, ale oznaczałoby to ich porażkę. Sądząc z ustanowienia 4 czerwca kolejnej bazy Armii Komandosów Rewolucji (Dżajisz Maghawir al-Thawra) wspieranych przez siły amerykańskie w Al-Zagif, położonym nieco dalej na północ przy granicy syryjsko-irackiej, USA zdecydowały się realnie działać dla przecięcia „szyickiego półksiężyca”.

Jednocześnie z walkami na terenie Syrii ofensywę podjęły siły szyickie (Siły Mobilizacji Ludowej, Popular Mobilization Forces, Haszd asz-Szaabi), które pokonując ISIS 29 maja osiągnęły granicę syryjską. Wprawdzie dotarły one do granicy dość daleko na północy, jednak teren na południe, w stronę leżącego po syryjskiej stronie Deir ez-Zor jest pustynny i z pewnością jego zajęcie nie zajmie wiele czasu, ponieważ brak jest dla ISIS silnych punktów oporu, mogących spowolnić szyicką ofensywę. Na słabość sił ISIS w tym rejonie wyraźnie wskazuje zajęcie 4 czerwca przez szyickie milicje miasta Ba’adż, co potwierdza kontynuację ofensywy na południe w stronę głównego przejścia granicznego między Syrią i Irakiem, jakim jest Al-Qa’im, położone w dolinie Eufratu.

Bardzo charakterystyczne jest, że wraz z pierwszymi oddziałami Haszd asz-Szaabi na granicy syryjskiej pojawił się irański generał Qasem Solejmani z Korpusu Strażników Rewolucji. Jednocześnie Hadi al-Amiri, przywódca szyickiej Organizacji Badr stanowiącej znaczącą część Haszd asz-Szaabi, oświadczył, że nie dopuści, by USA kontrolowały granicę iracko-syryjską. Jest to o tyle istotne, że już wcześniej zapowiadano, iż szyickie milicje będą zwalczać ISIS także po syryjskiej stronie granicy. Oczywiście było to z zadowoleniem przyjęte przez Assada.

Syria

Powyżej zarysowana sytuacja pokazuje splot wielu międzynarodowych interesów na pustynnych, południowych granicach Syrii. Dla USA cenną jest możliwość rozcięcia „szyickiego półksiężyca” przy pomocy Kurdów i sunnickich milicji syryjskich. Jednak Kurdowie są zaangażowani w ciężkie walki na północy wokół Rakki i nic nie wskazuje na to, by mogli podjąć nową ofensywę na Deir ez-Zor. Ponadto oznaczałoby to potencjalny konflikt z szyickimi milicjami z Haszd asz-Szaabi, co z pewnością nie jest w interesie YPG.

Z perspektywy syryjskich Kurdów każdy kto walczy z ISIS jest ich sojusznikiem, otwieranie więc kolejnego frontu wyłącznie ze względu na interesy USA wydaje się być wątpliwe. Oczywiście nie oznacza to, że YPG zezwoli szyickim milicjom na zajmowanie terenów, które ma pod własną kontrolą. Z drugiej strony rebelianckie milicje na południu Syrii są po prostu za słabe, by powstrzymać siły rządowe oraz wspierające je irackie milicje i Hezbollah. Jeśli więc USA chciałyby doprowadzić swój plan do końca, musiałyby zaangażować się bezpośrednio w walki z ISIS na lądzie, a dodatkowo ryzykować starcie z siłami rządowymi w Syrii i Haszd asz-Szaabi w Iraku.

Taki scenariusz wydaje się więc mało prawdopodobny. Być może siły USA spróbują wspomóc oddziały Wolnej Armii Syryjskiej z powietrza, jednak to z kolei może skutkować zaostrzeniem konfliktu z obecną w regionie Rosją. Ta ostatnia oczywiście w żadnym wypadku nie będzie chciała dopuścić do osłabienia swych regionalnych sojuszników, czyli Iranu i Syrii. W związku z tym można spodziewać się jej przeciwdziałania ewentualnym działaniom zmierzającym do rozdzielania Syrii od Iraku i dalej Iranu. Stopień owego przeciwdziałania jest zależny od tego, na ile realne może być utworzenie takiego kordonu.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się taki, w którym siły rządowe powoli, lecz skutecznie będą przejmowały z rąk Wolnej Armii Syryjskiej kolejne kawałki pustyni, aż wreszcie w rękach rebeliantów pozostanie tylko chronione przez Amerykanów przejście graniczne w at-Tanf. Ma ono oczywiście ważne znaczenie, ponieważ jest to najkrótsza droga z Damaszku do Bagdadu. Jeśli jednak dojdzie do oczyszczenia granicy syryjsko-irackiej z ISIS przez milicje szyickie oraz odblokowanie Deir ez-Zor dzięki współdziałaniu sił Assada oraz Haszd asz-Szaabi, wówczas i tak droga łącząca Irak z Syrią będzie otwarta. W takim kontekście utrzymywanie at-Tanf przez siły amerykańskie nie będzie miało dłużej sensu, tym bardziej, że z pewnością będzie to prowokowało anty-amerykańskie nastroje wśród szyitów.

Dr hab. Maciej Münnich, prof. KUL

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 23
Reklama
yaro_bez_komentarza
wtorek, 6 czerwca 2017, 22:55

Rosja zażąda zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w związku z przeprowadzonym we wtorek atakiem na syryjskie wojska rządowe przez koalicję z USA na czele - poinformował wiceprzewodniczący Komisji ds. Obrony i Bezpieczeństwa Rady Federacji Franc Klincewicz. W tym momencie informuje się o 2 ofiarach śmiertelnych wśród żołnierzy syryjskiej armii i 15 rannych w wyniku ataku koalicji kierowanej przez USA w miejscowości At-Tanfe. „Atak koalicji kierowanej przez USA to jej bezpośrednie wejście w konflikt wojenny w Syrii. To akt agresji, Rosja bezzwłocznie zażąda zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ" — poinformował senator. Według niego atak nie był pomyłkowym. „To zaplanowana akcja, mająca na celu osłabienie przygotowywanego natarcia sił rządowych. To nie była pomyłka" — powiedział Klincewicz.

LL
wtorek, 6 czerwca 2017, 21:52

Dziwne jest to, że cały świat patrzył spokojnie na wojnę domową wSyrii dopóty, dopóki w konflikt nie zaangażowała się Rosja, To przyniosło przełom w walce z ISIS, alejednocześnie zmusiło do zaangażowania się Państwa zachodnie. Wniosek? Państwom zachodnim wojna była na rękę z wielu względów - zaangażowali się dopiero wtedy gdy musieli. Dziwne jest też to, że ISIS ma swoją enklawę przy granicy z Izraelem, tak jakby byli tam pod ochroną. Dziwne jest że USA rości sobie prawa do pasa terenu izolującego Syrię od Iraku i Iranu. Dziwne że 2 tygodnie po wizycie Trumpa w Arabii Saudyjskiej robi się wielka afera w sprawie Kataru. Mając te wszystkie wydarzenia zabawię się we wróżbitę: Taka sytuacja jest na rękę kilku graczom: Kraje zatoki osłabiają wpływy rywalizującego z nimi Iranu. Jako że same maczały palce w wojnie syryjskiej,ale bez ostatecznego zwycięstwa, to USA złożyło im propozycję że USA załatwi ich interesy w Syrii, za co Saudowie i reszta krajów zatoki słono płacą. USA osłabia Rosję (słaby powód) i Iran (mocny powód) - działa w interesie Izraela. Dzięki temu zyskuje wpływy w krajach zatoki, zarabia gorę pieniędzy na kontraktach zbrojeniowych i innych oraz utrzymuje wpływ na podaż ropy. Izrael - główny beneficjent - Kraje w sąsiedztwie które są wrogie Izraelowi zostają albo cofnięte w rozwoju o dekady (Syria) albo zmarginalizowane (Iran). Wiele wskazuje na to że Izrael wspiera rebeliantów i być może ISIS, dokonuje też bombardowań SAA. Głównym wygranym jest Izrael, który stojąc w cieniu jest też prawdopodobnie głównym inspiratorem spraw,które się tam dzieją. Każdy inny wynik tej wojny, niż osiągnięcie wszystkich celów przez Izrael, USA i kraje zatoki będzie ich porażką, a jednocześnie zwycięstwem Iranu i Rosji. Zdziwię się jeśli tak się stanie.

pablo
środa, 7 czerwca 2017, 10:24

Jaki to przełom w walce z ISIS dało wejście Rosji? Sam pierwotnie myślałem, że tak będzie, ale szybko zorientowałem się, że niewiele więcej poza PR-em za tym stoi. W praktyce realne sukcesy w walce z ISIS w Syrii mają miejsce tam, gdzie są Kurdowie, wspierani przez USA, oraz w Iraku, gdzie również USA wspiera armię. Jeśli chodzi o SAA i Rosjan, to głównym sukcesem (propagandowym) było odzyskanie Palmiry, którą później znowu stracili. Rosjanie realizują w Syrii określone interesy, ale walka z ISIS to jest dla nich najniższy priorytet. Oczywiście Amerykanie robią to samo, ale w praktyce, w walce z ISIS (niekoniecznie bezpośredniej) sukcesy odnieśli znacznie większe. Z pozostałymi tezami z komentarza można się zgodzić.

Zoom
środa, 7 czerwca 2017, 09:38

LL Twoje twierdzenie że to Izrael jest głównym beneficjentem bieżącej sytuacji opiera się na założeniu, że kraj ten zawsze stoi "po ciemniej stronie mocy". Prawda, jest dużo bardziej brutalna. Jeśli znasz realia Bliskiego Wschody, musisz wiedzieć, że głównym celem tego państwa od jego powstania w 1943 r. jest przetrwanie we wrogim w założeniach środowisku. Nic więc dziwnego, że będą oni negocjować z każdym kto ma wpływ na sytuację w regionie. A jeśli negocjacje nie przyniosą korzyści - zostaną po prostu wyeliminowani.

Su-35
wtorek, 6 czerwca 2017, 14:18

Nikt nie powinien przeszkadzać Asadowi w oczyszczaniu swojego kraju z terrorystów i tzw. "zbrojnej opozycji" to w sumie to samo. Jak "opozycja" jest opozycją, to niech sie rozbroi i wygra wybory, a nie korzysta z pomocy zagranicy. Zwłaszcza zbrojnej...

QDark
wtorek, 6 czerwca 2017, 22:44

Wygrać wybory u assada ? wolne żarty, to tak jak wygrać "wolne " wybory w rosji. Identyczne "demokracje".

daruniu01
wtorek, 6 czerwca 2017, 20:34

A kiedy to w Syrii były uczciwe wybory? Przecież Assad to dyktator.

F-35
wtorek, 6 czerwca 2017, 17:14

Oczywiście, że nie. Tylko nie pozwolą na to finansujący terrorystów Amerykanie.

rober
wtorek, 6 czerwca 2017, 14:08

Przykład w postaci unicestwienia Libii powinien nas czegoś nauczyć. czasami trzeba wybrać mniejsze zło. i tak trzeba było postąpić w przypadku Kadafiego - dziś Libia byłaby stabilnym krajem na morzu Śródziemnym nie toneły by tysiące ludzi. Analogicznie jest w przypadku rządów Assada w Syrii .....na obecna chwile jest najlepszą alternatywa w stosunków do tego co dziś na mapie pokazuje kolor zielony - czyli różnej maści mniej lub bardziej radykalnych organizacji terorystcznych

leming
wtorek, 6 czerwca 2017, 19:33

Umocowanie prawne takich wezwań, uśmiałem się serdecznie z tej uwagi. Tym "umocowaniem prawnym" jest sila militarna tego co sie tam umacnia.

Kij
wtorek, 6 czerwca 2017, 19:22

Dlaczego Polska nie zaoferuje pomocy w Syrii w likwidowaniu islamskich zbrodniarzy? Mamy siły i środki a zyskalibyśmy bezcenne doświadczenie! Już dawno powinniśmy pomoc Assadowi.

Naiwny
wtorek, 6 czerwca 2017, 12:25

A teraz zaczęła się jeszcze "zabawa" z Qatarem.

rozczochrany
wtorek, 6 czerwca 2017, 18:53

To wojna o między innymi trasy przebiegu rurociągów.

yaro
wtorek, 6 czerwca 2017, 11:51

Jakiej analizy by tu nie dokonywać to jedynym krajem który jest legalnie w Syrii, jest Rosja.

Fakt
wtorek, 6 czerwca 2017, 18:34

Fakt Rosja jest na zaproszenie Asada, czyli legalnie, natomiast USA..co tam robi się pytam ??

Piotr
wtorek, 6 czerwca 2017, 15:23

Racja tylko Rosja jest tam za zgodą legalnego rządu czyli reżimu Assada.

?
wtorek, 6 czerwca 2017, 13:33

A gdy by tak rozpocząć konflikt na dużą skalę w Europie, angażując Rosję. Czy w tej sytuacji Rosjanie znikną z bliskiego wschodu pozostawiając Syrię i Iran samemu sobie? Czy wtedy zwycięzcom były by USA i ich sojusznicy?

robertpk
środa, 7 czerwca 2017, 07:43

"...to z kolei może skutkować zaostrzeniem konfliktu z obecną w regionie Rosją. Ta ostatnia oczywiście w żadnym wypadku nie będzie chciała dopuścić do osłabienia swych regionalnych sojuszników, czyli Iranu i Syrii..." oczywiście, że Rosja będzie chciała osłabić Iran w Syrii. "Iran" od morza śródziemnego do zatoki perskiej - to zbyt silny gracz... Moim zdaniem Rosja będzie grała na Kurdów - w dłuższej perspektywie ich sojusz z USA jest niepewny a "federacja" alawitów, Kurdów i innych mniejszości, jest bardziej sterowalna dla Moskwy i mniej sterowalna dla Iranu. Zatem byłbym ostrożny w analizach ..

DSA
wtorek, 6 czerwca 2017, 17:34

wczoraj na wschód od Damaszku SyAF straciły MiGa 23. Pilot zginął. FSA poinformowała o zestrzeleniu ale nie ma informacji w jaki sposób. Siła Assada także nie informują co było przyczyną. Z zamieszczonych zdjęć nie sposób ocenić czy była to katastrofa, zestrzelenie a jeżeli tak to w jaki sposób.

cuda
środa, 7 czerwca 2017, 00:39

Patrz Pan, enklawa ISIS przy granicy z bezcennym Izraelem. Takie islamisty i wahabity, ze hoho, a nawet jedna bombka na nich nie spadnie, a i oni bardzo kulturalni dla zaprzysięgłego wroga islamu.

dk.
sobota, 10 czerwca 2017, 03:58

Atakując Izrael, przestaliby istnieć. Izrael atakujący ich, zaraz miałby przeciw sobie wszystkich, chwilowo zwaśnionych (czy też naturalnie zwaśnionych) Arabów. Więc granica jest spokojna. Czasem jakaś grupka wyrwie się z własnej inicjatywy... i już nie istnieje. I granica dalej jest spokojna.

Jacek
wtorek, 6 czerwca 2017, 23:44

W dniu 21 lipca 2016 roku amerykański dziennik "The Wall Street Journal" ujawnił, że w w dniu 16 czerwca ubiegłego roku na pograniczu syryjsko-jordańskim w pobliżu przejścia granicznego at-Tanf doszło do dwóch nalotów, przeprowadzonych przez rosyjski lotnictwo wojskowe, stacjonujące w Syrii. Celem była placówka tzw. koalicji zachodnio-arabskiej z które operowały amerykańskie i brytyjskie siły specjalne, działające w Syrii. Wartym wspomnienia jest fakt, że na 24 godziny przed atakiem z tej placówki ewakuowani zostali operatorzy Special Air Service (SAS). Dowództwo rosyjskiego kontyngentu wojskowego w Syrii stwierdziło wtedy, że wydano rozkaz ataku lotniczego, gdyż z przeprowadzonego wcześniej rozpoznania wynikało, że placówka w rejonie at-Tanf była bazą dżihadystów Państwa Islamskiego (ISIS). Poinformowano również, iż z uwagi na bliskość terytorium Jordanii, władze tego kraju wydały zgodę na przeprowadzenie nalotu przez rosyjskie lotnictwo wojskowe...

Cleo
wtorek, 6 czerwca 2017, 16:07

Niepojęte, że Syryjczycy nie doceniają szlachetnych intencji USA, chcących zaprowadzić pokój w tym regionie. Dobrze, ze przynajmniej u nas jest inaczej.

Tweets Defence24