Reklama
  • WIADOMOŚCI

Powstania armia UE? Są konkretne propozycje

Andrius Kubilius, komisarz Unii Europejskiej ds. obrony i przestrzeni kosmicznej, opublikował dokument, w którym przedstawił argumenty za utworzeniem Europejskiej Rady Bezpieczeństwa. Poruszył tam również kwestię wspólnej europejskiej armii.

Posłuchaj artykułu
Estoński żołnierz z uniwersalnym karabinem maszynowym IWI Negev.
Autor. Sõdurileht / Facebook

Dokument litewskiego polityka dotyczy zmian, które w ostatnich miesiącach zaszły w krajach Unii Europejskiej w kontekście wspólnego bezpieczeństwa. W analizie pojawiają się pytania o to, jak Stary Kontynent odnajdzie się w obliczu niedawnej publikacji Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA. Nie brakuje też niewygodnych pytań dotyczących obronności w Europie.

Zdaniem Kubiliusa osiągnięcie europejskiej niezależności obronnej jest nieuchronne. Dodaje przy tym, że dalsze odkładanie w czasie ważnych i trudnych decyzji — o których mówiono już co najmniej od 2017 roku — tym razem może mieć tragiczne skutki dla milionów osób. „To moment przełomowy dla niezależności Europy w dziedzinie obronności” — parafrazuje słowa wypowiedziane przez przewodniczącą Komisji Europejskiej, Ursulę von der Leyen.

Reklama

Co z USA?

Według Kubiliusa Europa musiała (i nadal musi) odnaleźć się w amerykańskiej niejednoznaczności geopolitycznej. Powołuje się tutaj na słowa Maxa Bergmana, analityka z programu Europy, Rosji i Eurazji w waszyngtońskim think tanku Center for Strategic and International Studies (CSIS), który uważa, że Amerykanie ponaglają dziś Europejczyków, aby mocniej zadbali o własną obronność, choć jeszcze do niedawna opierali się europejskim inicjatywom mającym na celu wzmocnienie własnych zdolności obronnych.

„Największym przeciwnikiem zintegrowanej europejskiej obrony, podejmowania przez Unię Europejską jakichkolwiek działań w zakresie obronności lub stworzenia przez NATO europejskiego filaru były Stany Zjednoczone. To pozostawia Europę na lodzie” — pisał jeszcze niedawno Bergman, pokazując w ten sposób pewną niekonsekwencję Amerykanów w kontekście opublikowanej niedawno Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA. Dokument Pentagonu z jednej strony wyraża pewne zaniepokojenie administracji wynikające z bardziej zjednoczonej Unii Europejskiej, a z drugiej oddaje Europie większe pole manewru w kontekście wzmacniania własnej obrony.

Pewne krytyczne podejście do przedstawionych powyżej działań Waszyngtonu nie jest bynajmniej równoznaczne z negowaniem potrzeby kontynuowania współpracy europejsko-amerykańskiej. Kubilius jasno wskazuje, że relacje transatlantyckie pozostają „kamieniem węgielnym” europejskiego bezpieczeństwa, czym wpisuje się w słowa wypowiedziane ostatnio przez sekretarza generalnego NATO Marka Rutte czy szefa polskiego resortu obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza. Równocześnie Litwin jasno zaznacza przy tym, że nie jest to równoznaczne z tym, że Europa ma oczekiwać, że Amerykanie wezmą na siebie odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa Staremu Kontynentowi. Ma on świadomość tego, że nadszedł czas zadbania o własną obronę, a nie wysługiwanie się innymi.

Unia i jej bezpieczeństwo

Jak zauważa unijny komisarz ds. obrony, w ostatnich miesiącach Unia Europejska zrobiła w dziedzinie własnego bezpieczeństwa więcej niż przez kilka poprzednich lat. Wymienia tu przede wszystkim ogłoszony w 2025 roku program ReArm Europe, w tym instrument SAFE. „Niezależność i siła europejskiej obrony stała się jasnym strategicznym priorytetem dla Unii Europejskiej” — stwierdził, doceniając również znaczące zwiększenie nakładów finansowych europejskich państw na zakupy zbrojeniowe.

Kluczowe pytania, które w tym miejscu zadaje Kubilius, dotyczą tego, czy samo zwiększenie wydatków wystarczy, aby zapewnić gotowość obronną Europy. Czy fakt, że wydatki obronne krajów Unii Europejskiej w 2025 roku były o 100 miliardów dolarów wyższe niż wydatki Rosji, świadczy o tym, że europejska część NATO jest już gotowa do ewentualnego starcia z Federacją Rosyjską? Odpowiedź twierdząca na tak zadane pytanie byłaby zdaniem Kubiliusa sporą naiwnością, biorąc pod uwagę fakt, że Rosjanie posiadają sprawdzoną w boju armię (a tego z pewnością nie można powiedzieć o armiach europejskich). „Samo zwiększenie inwestycji w obronność nie rozwiązuje wszystkich najważniejszych problemów związanych z naszą gotowością obronną” — jasno konstatuje polityk, który posiłkuje się przy tym krytycznym komentarzem wymienianego już w tekście Maxa Bergmana.

„Europejskie dyskusje skupiają się niemal wyłącznie na finansowaniu, a nie na ogromnym problemie strukturalnym, jakim jest rozdrobnienie europejskiego krajobrazu obronnego, składającego się z co najmniej 25 odrębnych sił zbrojnych. Mówiąc wprost, siły te nie są przystosowane do obrony Europy. To dobrze, że Europa myśli ambitnie, jeśli chodzi o finansowanie, ale musi również myśleć ambitnie, jeśli chodzi o reformę i integrację sił zbrojnych Europy” — realistycznie spojrzał przedstawiciel CSIS.

W tym miejscu analizy pojawia się bardzo istotny punkt dotyczący trzech filarów, na których powinna opierać się europejska gotowość obronna. Chodzio filar gotowości obronnej w zakresie materialnym, instytucjonalnym i politycznym. „Jeśli którykolwiek z nich zawiedzie, zawiedzie cała nasza gotowość obronna” — czytamy.

Zdaniem Kubiliusa dotychczasowe wysiłki państw europejskich skupiały się praktycznie wyłącznie na realizacji pierwszego filaru. Jak zorganizować obronę na kontynencie europejskim, gdy Amerykanie ograniczają tu swoją obecność? Jak przygotować się do „walki jako Europa” i „europejski filar NATO”? Jak zmobilizować wolę polityczną, aby odstraszać, bronić, a w razie potrzeby walczyć? Jak bronić „serc i umysłów” obywateli przed rosyjskimi próbami osłabienia woli politycznej naszych społeczeństw do obrony? Na te pytania nie do końca potrafiono dotychczas znaleźć odpowiedź.

Reklama

Wspólna europejska armia?

Po tych pytaniach w analizie pojawił się temat, który budzi największe kontrowersje. Mianowicie chodzi o powracający co jakiś czas w debacie publicznej pomysł stworzenia wspólnej europejskiej armii. Według Kubiliusa Europa znalazła się w sytuacji, w której taka idea jest coraz bardziej warta rozważenia. W głównej mierze wynika to — jego zdaniem — z obecnej fragmentaryzacji, która przeszkadza w osiągnięciu realnej skuteczności (szczególnie na wypadek wycofania U.S. Army z Europy).

„Poprawa jakościowa nastąpi tylko wtedy, gdy nasza instytucjonalna gotowość obronna zostanie zasadniczo przekształcona i ujednolicona na szczeblu UE. Aby zrozumieć, dlaczego, zadajmy sobie nieoczywiste pytanie, na które łatwo odpowiedzieć: czy Stany Zjednoczone byłyby silniejsze militarnie, gdyby miały 50 armii na szczeblu stanowym, 50 suwerennych polityk obronnych na szczeblu stanowym i 50 budżetów obronnych?” — pyta retorycznie unijny polityk. Dodaje przy tym serię komentarzy innych analityków, którzy krytycznie odnoszą się do obecnego stanu rzeczy.

„Biorąc pod uwagę, że w europejskich krajach NATO służy 1,86 mln aktywnych żołnierzy, uderzające — jeśli nie żenujące — jest to, że wycofanie mniej niż 100 tysięcy żołnierzy amerykańskich może stworzyć strategiczną próżnię” — pisze, powołując się na tekst Maxa Bergmanna oraz Otto Svendsena, którzy uważają, że Stary Kontynent „musi posiadać własne paneuropejskie siły zbrojne liczące co najmniej 100 tysięcy żołnierzy, które będą mogły zostać zmobilizowane i przeniesione do dowolnego regionu Europy. (…) Takie siły nie zastąpią krajowych sił zbrojnych, ale będą je uzupełniać, zapewniając wartość dodaną, którą obecnie zapewniają stacjonujące w Europie siły amerykańskie” — proponują analitycy.

Konkretne rozwiązania

Nie wchodząc w szczegóły traktatowe, możemy zostawić temat mimo wszystko mglistej wciąż idei europejskiej armii. W tekście pojawia się bowiem kilka propozycji, które z dużą dozą prawdopodobieństwa mogą zadziać się szybciej i — przede wszystkim — mogą łatwiej zyskać zgodę większości poszczególnych państw, które — jak słusznie zauważa Kubilius — wolą koncentrować się na rozwoju własnych zdolności obronnych.

W związku z tym, że Komisja Europejska nie jest — według Kubiliusa — w stanie pełnić roli platformy debat strategicznych, coraz większą rolę odgrywają nieformalne formaty przywództwa. Jako przykład podane są grupy E5+ oraz G5+, gdzie spotykają się przedstawiciele takich krajów jak: Polska, Niemcy, Francja, Włochy, Wielka Brytania i Hiszpania (m.in. w celu koordynacji pomocy wojskowej dla Ukrainy czy współpracy z USA). Pomysłów na podobnie działające formaty jest więcej.

Jednym z nich jest ożywienie idei Europejskiej Rady Bezpieczeństwa, która według Kubiliusa mogłaby składać się z grona członków stałych (E5: Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Polska), rotacyjnych oraz przedstawicieli unijnych struktur.

„Oczywiste jest, że Europejska Rada Bezpieczeństwa powinna być czymś więcej niż tylko instrumentem zarządzania kryzysowego i powinna również pełnić najwyższą rolę koordynacyjną w czasie pokoju lub gotowości obronnej, aby zapewnić materialną gotowość obronną – na przykład zapewnić wdrożenie planu działania w zakresie gotowości obronnej 2030” — czytamy w propozycji, w której wymienia się więcej argumentów „za” powstaniem takiej rady. Za co miałaby ona jeszcze dokładnie odpowiadać? M.in. za koordynację polityki na rzecz defragmentacji europejskiego przemysłu obronnego i rozwoju paneuropejskich projektów obronnych, opracowanie koncepcji „europejskiego filaru NATO” czy integrację potencjału obronnego Ukrainy z UE.

„Trudno sobie wyobrazić, aby w przypadku agresji militarnej zarządzanie kryzysowe było realizowane przez tradycyjne instytucje UE w oparciu o konsensus 27 państw członkowskich. Europejska Rada Bezpieczeństwa musi z wyprzedzeniem otrzymać mandat do działania bez żadnych ograniczeń jako najwyższy organ koordynacyjny i decyzyjny UE, z obowiązkiem uzyskania zatwierdzenia decyzji przez Radę ex post. Stosunki między przewodniczącymi Europejskiej Rady Bezpieczeństwa, Rady UE i Komisji UE w czasie takiego kryzysu powinny zostać dokładniej określone w specjalnym rozporządzeniu UE w sprawie zarządzania kryzysami wojskowymi” — czytamy we fragmencie, który można uznać za dobre podsumowanie przedstawionej idei. Idei, do której realizacji daleka droga, choć na pewno krótsza niż w przypadku rozważanej przez Kubiliusa wspólnej europejskiej armii.

Reklama
WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych
Reklama