Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Polska w programie myśliwca 6 generacji. Czy to się opłaca?

Według informacji, które przekazał TVP Info Konrad Gołota, podsekretarz stanu w ministerstwie aktywów państwowych, Polska miałaby rozważać a nawet prowadzić negocjacje ws. wejścia do programu lotniczego systemu bojowego „6. generacji” Global Combat Air Dominance (GCAP). Warto się więc dzisiaj zastanowić czy i na ile warto jest inwestować w tego rodzaju przedsięwzięcie. A może raczej: czy robić to w sytuacji, w której znajduje się obecnie Polska.

Zaprezentowany na targach Farnborough 2024 model samolotu bojowego 6. generacji GCAP (Tempest) w barwach Aeronautica Militare.
Zaprezentowany na targach Farnborough 2024 model samolotu bojowego 6. generacji GCAP (Tempest) w barwach Aeronautica Militare.
Autor. Leonardo

Polska zrezygnowała niemal 20 lat temu z udziału w programie Joint Strike Fighter, pomimo że to jej proponowano i w planach był zakup 64 tych samolotów (za 32 Su-22 i 32 MiGi-29). Dzisiaj, po zakupie 32 egzemplarzy, możemy żałować, że nie zdecydowaliśmy się na ten krok. Doprowadziłby on bowiem do ulokowania w polskim przemyśle kompetencji do produkcji niektórych komponentów do tego samolotu. Jednocześnie trzeba pamiętać, że nasz kraj nie dysponował wówczas środkami porównywalnymi z możliwościami, jakie istnieją teraz. Wówczas klimat polityczny wraz z dywidendą pokoju i inwestowaniem w rozwój gospodarki stawiał obronność daleko na końcu polskich priorytetów.

Dzisiaj sytuacja jest nieco inna. Obronność jest na liście priorytetów pierwsza, a możliwości gospodarki znacznie większe. Jednocześnie jednak już zainwestowaliśmy w obronność ogromne środki, a kolejne zostaną wydatkowane w najbliższych latach, a na to nakładają się koszty obsługi zaciągniętych kredytów i utrzymania nowoczesnego sprzętu w sprawności, i rozbudowy liczebnej armii.

Obecnie Polska robi wszystko, aby mieć jak największe możliwe zdolności do obrony około 2030 roku. A zatem w perspektywie czasowej, którą da się dzisiaj przewidzieć i w której potencjalnie może nam grozić konflikt zbrojny. Czy stać nas na wydanie miliardów euro w najbliższych latach, w zamian za dołączenie do programu, który wyda owoce między rokiem 2035 a 2040?

Reklama

Ile to kosztuje?

Na dzisiaj tak naprawdę nie wiemy, ile Polska miałaby zapłacić za ewentualne wejście do programu. Obecnie jest w nim trzech partnerów: Wielka Brytania, Japonia i Włochy. Każde z nich szacuje koszt swojej partycypacji na poziomie 15–20 mld EUR. Gdyby Polska weszła jako czwarty równorzędny partner, także musiałaby się liczyć z kosztami rzędu kilkunastu miliardów. To tyle, co cena kilku dużych współcześnie prowadzonych programów wojskowych, np. zakupu obydwu faz Wisły (Patriotów) plus F-35, a być może nawet więcej. Koszty programu GCAP cały czas bowiem rosną i nie wiadomo, na jakim pułapie się zatrzymają.

Oczywiście Polska mogłaby być pomniejszym partnerem programu, jednak jak na razie w GCAP takich pomniejszych partnerów jeszcze nie ma. Wówczas być może kosztowałoby to nie kilkanaście, ale kilka miliardów EUR, a w zamian nad Wisłę trafiłyby ograniczone, za to łatwiejsze do przyswojenia, kompetencje.

Pytanie jednak, kto miałby zaabsorbować te programy i na jakich zasadach, i czy w Polsce jest jeszcze odpowiedni przemysł lotniczy (w polskich rękach). Oczywiście Polska jest liczącym się graczem, jeżeli chodzi o tworzenie oprogramowania, w tym algorytmów AI, dronów czy systemów łączności, ale nie wiadomo, czy taki udział byłby wystarczającą kompensacją poniesionych wydatków.

Szczególnie, że np. pomniejszym udziałem w GCAP kusi nas dzisiaj chociażby Leonardo jako swoistą nagrodą za ewentualny zakup samolotów Eurofighter Typhoon.

Reklama

Czy stać nas na długofalowe myślenie?

Program GCAP wydaje się dzisiaj najbardziej perspektywicznym programem myśliwca przyszłości, przynajmniej spośród tych, przynajmniej z tych, do których Polska w ogóle może zostać zaproszona. Obecnie istnieją trzy takie programy. Jest jeszcze francusko-niemiecko-hiszpański FCAS/SKAF, który goni ostatkiem sił i już kilkakrotnie odtrąbiono nawet jego upadek. W dodatku przedsięwzięcie to ma być jeszcze bardziej długofalowe i zaowocować powstaniem gotowego systemu po 2040 roku. Trzecia możliwość to koreański KF-21 Boramae, który kiedyś może wyewoluować w system o zdolnościach większych niż dzisiejsza generacja 5.

Wejście w europejski (w dużej mierze), całkiem dobrze rozwijający się program międzynarodowy GCAP, mógłby być ciekawą inwestycją z punktu widzenia rozwoju polskiej gospodarki i jej innowacyjności.

Są jednak poważne wątpliwości co do tego, czy na takie długofalowe perspektywy nas dzisiaj stać, biorąc pod uwagę, że zagrożenie jest tu i teraz. Natomiast jeżeli chodzi o długofalowe inwestycje, to innych potrzeb i tak nie brakuje. Np. trzeba wybudować energetykę atomową.

Środki są potrzebne na rozwój tych systemów, które są dostępne obecnie, a nie takich, które mogą pojawić się w przyszłości. Dodajmy, że te kilka–kilkanaście miliardów EUR zainwestowanych w program nie obejmuje późniejszego zakupu samolotów i towarzyszących systemów, a jedynie udział w stworzeniu samej konstrukcji i zaplecza przemysłowego do niej.

Warto zauważyć, że inne państwa stojące przed podobnymi zagrożeniami jak Polska, także skupiają się na inwestowaniu w istniejące, dostępne w perspektywie kilku lat rozwiązania. Francja opóźnia FCAS/SKAF, a nawet stawia go pod znakiem zapytania. Priorytetem jest zwiększanie floty Rafale (generacja 4+), ich rozwój i budowa do nich dronów towarzyszących oraz nowych środków rażenia (w tym hipersoniczny pocisk z głowicą nuklearną). Włochy, Niemcy i Hiszpania dokupiły najnowsze wersje Eurofightery i także pracują nad stworzeniem do nich lojalnych skrzydłowych. Kolejne państwa powiększają też zamówienia na floty istniejącychi coraz bardziej dojrzałych już F-35. Na równoległe wydawanie miliardów na wieloletnie programy stać dzisiaj tylko najbogatszych.

Reklama
WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151
Reklama