- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Niemcy: F-35 zamiast europejskiego myśliwca
W obliczu zbliżającego się fiaska europejskiego programu FCAS/SKAF, Niemcy rozważają najprostsze i najszybsze rozwiązanie w postaci powiększenia floty samolotów piątej generacji F-35A – donosi Reuters, powołując się na dwa niezależne źródła.
Autor. Lockheed Martin
W Niemczech kwestia zakupów samolotów bojowych dla Luftwaffe zawsze była drażliwa. Rodzimy przemysł wywierał duże naciski, mające na celu zablokowanie zakupu jedynego dostępnego, lecz zagranicznego samolotu piątej generacji, czyli F-35. W zamian lobbowano za kolejnymi zakupami produkowanego lokalnie Eurofightera. Ostatecznie stanęło na programie Kwadryga i zakupie 38 maszyn wersji Tranche 4 w roku 2020 oraz dokupieniu jeszcze 20 maszyn wersji Tranche 5 w roku 2024. Samoloty te miały umożliwić „dotrwanie” niemieckich sił powietrznych do czasu wprowadzenia do użytku europejskiego, a dokładnie niemiecko-francusko-hiszpańskiego samolotu bojowego kolejnej generacji, tworzonego wraz z towarzyszącymi systemami w ramach programu FCAS (fr. SCAF).
Plany te zostały jednak zweryfikowane – potrzebny był bowiem skuteczny nosiciel taktycznych bomb atomowych, który zastąpiłby w tej roli myśliwce bombardujące Tornado. Eurofighter nie ma możliwości przenoszenia ładunków nuklearnych, więc Berlin przez pewien czas rozważał zakup tandemu F/A-18E/F Super Hornet i EF-18G Growler, ale ostatecznie zdecydowano się i wybrano F-35A. Samolot, który nie tylko jest nosicielem, ale także jest w stanie spenetrować obronę powietrzną przeciwnika.
Zobacz też

Zakup w obliczu wojny na Ukrainie i groźby wojny w Europie został jakoś przez niemiecki przemysł „zniesiony”. Tymczasem jednak francusko-niemiecki program FCAS, począwszy od połowy 2024 roku, zaczął coraz bardziej erodować. Powodem jest postawa Francji, która nie chce dzielić się pracami w programie po równo z Niemcami, a jej przemysł (szczególnie firma Dassault) chce grać w nim pierwsze skrzypce. Postawie Francuzów trudno się dziwić, ze względu na ich doświadczenie w budowie niezależnych samolotów i systemów bojowych czy sukcesy eksportowe. Historia najnowsza pokazuje też, że międzynarodowe programy zbrojeniowe, w których nie ma wyraźnych liderów, odnotowują zawsze problemy.
„Czy będziemy potrzebować załogowego myśliwca za 20 lat? Czy nadal go potrzebujemy, biorąc pod uwagę, że będziemy musieli go rozwinąć ogromnym kosztem?” – pytał 18 lutego kanclerz Merz.
Choć tego jeszcze nie odtrąbiono, to wygląda na to, że Francuzi pójdą własną drogą i rzeczywiście przeskoczą piątą generację koncentrując się na Rafale i stworzeniu własnego niezależnego samolotu „generacji szóstej”. Tymczasem Niemcy ze swoimi ograniczonymi zdolnościami są w trudniejszej sytuacji. Wiadomo, że sondowali możliwość wejścia do programu brytyjsko-japońsko-włoskiego GCAP (dawny Tempest, jednak ze względu na torpedowanie przez Berlin eksportu Eurofighterów raczej nikt nie przyzna im kluczowych zdolności ani prawa weta.
Teraz Reuters dowiaduje się, że rozważane jest po prostu zwiększenie zakupu F-35A. Już nie jako unikalnego nosiciela bomb atomowych, ale po prostu jako pełnoprawnej platformy nowej generacji. Warto dodać, że w Niemczech już po pierwszym zakupie ulokowano znaczne kompetencje, jeżeli chodzi o serwisowanie i produkcję elementów samolotu. Dalszy zakup tylko te kompetencje i związane z nim zatrudnienie oraz zaangażowanie niemieckiego przemysłu zwiększy.
Nowy zakup – zdaniem jednego ze źródeł Reutersa – miałby dotyczyć „więcej niż 35 samolotów”. Ich niemiecka flota liczyłaby więc ponad 70 egzemplarzy, a być może przekroczyłaby nawet 100. Z kolei los europejskiego programu FCAS/SCAF ma się rozstrzygnąć w ciągu „najbliższych dni”…


WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner