- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Jak zwalczać rosyjskie drony turboodrzutowe? Gierań-5 wymusza nową generację interceptorów
Autor. Mil.ru (CC BY 4.0)
Rosja szybko zmienia charakter swoich bezzałogowych środków napadu powietrznego, a rozwój turboodrzutowych wariantów rodziny Geran pokazuje, że Ukraina wchodzi obecnie w zupełnie nowy etap wojny powietrznej. Przez długi czas podstawowym problemem były stosunkowo wolne Gieranie-2, które można było zwalczać za pomocą szerokiej gamy relatywnie prostych i tanich środków: mobilnych grup ogniowych, karabinów maszynowych, coraz liczniejszych dronów przechwytujących. Ten model obrony został przez Ukrainę rozwinięty do bardzo wysokiego poziomu, jednak pojawienie się Gierania-5 oznacza, że część dotychczasowych rozwiązań zaczyna tracić swoją przewagę.
Nie chodzi wyłącznie o wzrost prędkości. Nowe rosyjskie bezzałogowce łączą napęd turboodrzutowy z większym zasięgiem, możliwością lotu na wyższym pułapie, coraz bardziej odporną na zakłócenia nawigacją oraz rozwiązaniami zwiększającymi ich zdolność do wykonywania precyzyjnych uderzeń. W przypadku Gierania-5 mówimy już o konstrukcji, której parametry zbliżają ją pod niektórymi względami do taniego pocisku manewrującego. Według dostępnych danych prędkość tych maszyn może sięgać około 600 km/h, a więc znacznie więcej niż w przypadku klasycznego Szaheda.
Prędkość jest pierwszym elementem, który powinien zmienić sposób myślenia o obronie przed bezzałogowcami turboodrzutowymi. Nie można bowiem zakładać, że skoro Ukraina stworzyła skuteczny system tanich dronów przechwytujących przeciwko klasycznym Gieraniom, to wystarczy zwiększyć ich produkcję i skierować je przeciwko nowym rosyjskim konstrukcjom. Takie podejście pomija podstawowy problem fizyczny: interceptor musi mieć możliwość znalezienia się w odpowiednim miejscu przestrzeni powietrznej przed celem, a im szybszy jest Gierań tym krótsze staje się okno, w którym można to zrobić.
Dlaczego obecne drony przechwytujące nie wystarczą
Ukraińska koncepcja drona przechwytującego była jednym z najważniejszych przełomów w walce z rosyjskimi bezzałogowcami. Tani interceptor może zastąpić znacznie droższy pocisk przeciwlotniczy, a jego produkcję można zwiększać znacznie łatwiej niż produkcję zaawansowanych rakiet. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy cel zaczyna poruszać się zdecydowanie szybciej, znajduje się wyżej i jednocześnie dysponuje coraz bardziej zaawansowanymi systemami nawigacyjnymi.
Nawet w przypadku starszych Geranów największym problemem nie było wyłącznie ich zniszczenie, ale stworzenie odpowiednio gęstej sieci wykrywania i efektorów. Wcześniejsze interceptory o napędzie śmigłowym miały ograniczenia dotyczące pułapu, zasięgu i czasu potrzebnego na dotarcie do celu. W przypadku wolniejszego Gerana można było częściowo kompensować te ograniczenia geograficzną głębokością obrony, bo bezzałogowiec przemierzał setki kilometrów i po drodze mógł wejść w zasięg kolejnych systemów. Przy bezzałogowcu turboodrzutowym margines na takie błędy jest jednak znacznie mniejszy.
Jeszcze ważniejszy jest problem przechwycenia od tyłu. Jeżeli interceptor jest tylko nieco szybszy od celu albo wręcz wolniejszy, nie może liczyć na długi pościg, ponieważ zanim zacznie skutecznie zmniejszać dystans, bezzałogowiec może znaleźć się już poza jego efektywnym rejonem działania. W przypadku dronów turboodrzutowych problem jest szczególnie poważny, ponieważ prędkość rzędu 500–600 km/h oznacza, że klasyczny interceptor elektryczny, którego główną zaletą jest niski koszt, nie dysponuje prędkościami zdolnymi do dogonienia tego typu obiektu.
Turboodrzutowy interceptor jest naturalną odpowiedzią
Najbardziej oczywistym rozwiązaniem jest stworzenie turboodrzutowego odpowiednika obecnych interceptorów. Jeżeli Rosja wyposaża swoje bezzałogowce w silniki odrzutowe po to, aby zwiększyć ich prędkość i skrócić czas reakcji obrony, obrońca musi odpowiedzieć w podobny sposób.
To nie ma być kopia, lustrzane odbicie Gierania. Wręcz przeciwnie, jego konstrukcja powinna być zoptymalizowana pod zupełnie inne zadanie. Nie potrzebuje ogromnego zasięgu ani dużej głowicy bojowej, ponieważ jego zadaniem jest jedynie dotarcie do celu, wykrycie go w końcowej fazie lotu i doprowadzenie do jego zniszczenia. Powinien natomiast mieć możliwie wysoką prędkość, dobre przyspieszenie, odpowiednią prędkość wznoszenia, dużą manewrowość i autonomię wystarczającą do wykonania ostatniej fazy przechwycenia.
Co istotne, Ukraina już pracuje nad takimi konstrukcjami. Co najmniej dwie ukraińskie firmy prowadziły w 2026 roku testy turboodrzutowych interceptorów, a jeden z przedstawicieli ukraińskiego przemysłu obronnego powiedział mi wprost: „Do zwalczania turboodrzutowych Geranów potrzebne będą własne rozwiązania turboodrzutowe”. Jeden z testowanych interceptorów miał już zestrzelić rosyjskiego Gerana, chociaż w tym przypadku chodziło o wariant nieposiadający jeszcze silnika turboodrzutowego.
Jeszcze bardziej konkretnym przykładem jest Chaklun Jet. Konstrukcja została opracowana właśnie z myślą o przechwytywaniu Geraniów-4 i Geraniów-5. Według producenta interceptor może osiągać około 450 km/h, przy prędkości przelotowej około 220 km/h, a jego system Chaklun LRS posiada automatyczne pozyskiwanie celu i funkcję automatycznego śledzenia. To pokazuje kierunek rozwoju, który moim zdaniem będzie miał coraz większe znaczenie: nie wystarczy już tani dron z kamerą, potrzebny jest wyspecjalizowany bezzałogowiec przechwytujący, będący de facto małym, bezzałogowym statkiem powietrznym o parametrach bliższych pociskowi przechwytującemu niż FPV. Z tym, że taki bezzałogowiec przechwytujący, nawet turboodrzutowy można wyprodukować niższym kosztem.
W tym miejscu pojawia się jednak zasadnicza trudność. Zbudowanie taniego drona, który będzie w stanie wystartować, znaleźć cel i uderzyć w niego, jest stosunkowo łatwe w porównaniu ze stworzeniem taniego, szybkiego bezzałogowca turboodrzutowego. Wraz ze wzrostem prędkości rosną bowiem wymagania dotyczące całego płatowca, układu sterowania, aerodynamiki, konstrukcji, elektroniki i systemu naprowadzania, a problemy, które przy 200–300 km/h można jeszcze stosunkowo łatwo kontrolować, przy znacznie wyższych prędkościach stają się dużo bardziej wymagające. Szczególnie trudne jest połączenie wysokiej prędkości z manewrowością. Interceptor nie może być po prostu rakietą lecącą w jednym kierunku, ponieważ cel również się porusza i może zmieniać trajektorię. Bezzałogowiec musi więc zachować odpowiednią kontrolę podczas szybkiego lotu, a jednocześnie być wystarczająco tani, aby jego użycie przeciwko masowo produkowanym rosyjskim dronom miało sens ekonomiczny.
Nie chodzi o to, żeby interceptor był po prostu szybszy od GIerania
W tym miejscu trzeba rozróżnić dwie rzeczy: prędkość maksymalną i geometrię przechwycenia.
Interceptor nie zawsze musi być szybszy od celu, jeśli zostanie odpowiednio wcześniej skierowany w jego stronę. Jeżeli jednak oba obiekty poruszają się w tym samym kierunku, a interceptor próbuje dogonić Gierania, różnica prędkości ma fundamentalne znaczenie. Jeśli natomiast interceptor otrzyma dane o pozycji celu i zostanie skierowany na kurs przecięcia jego trajektorii, sytuacja jest zupełnie inna. Przechwycenie czołowe pozwala bowiem wykorzystać względną prędkość obu obiektów, a nie tylko prędkość samego interceptora. Właśnie dlatego automatyczne wyznaczenie punktu przechwycenia może być równie ważne jak maksymalna prędkość samego bezzałogowca. Przyszły interceptor powinien być elementem systemu, który wcześniej wykrywa , przewiduje jego trasę i kieruje przeciwko niemu efektor zanim cel znajdzie się bezpośrednio nad chronionym obszarem. Jeżeli interceptor ma dopiero po wykryciu wzrokowym rozpocząć pościg za szybko lecącym dronem, może być zwyczajnie za późno.
W przypadku starszych modeli rosyjskich bezzałogowców można było w większym stopniu tolerować opóźnienia w procesie wykrywania i naprowadzania. Silnik turboodrzutowy ogranicza ten margines, dlatego przyszły system powinien działać znacznie bardziej automatycznie. Najpierw potrzebny jest sensor naziemny, który wykryje cel i określi jego położenie oraz kierunek ruchu. Następnie dane powinny trafić do systemu dowodzenia, który wybierze odpowiedni efektor i skieruje go w przewidywany rejon spotkania. Dopiero wtedy własny sensor interceptora powinien przejąć cel i wykonać końcową fazę przechwycenia. To może być radar, sensor elektrooptyczny, podczerwień albo kombinacja kilku rozwiązań. W przypadku rozwiązań turboodrzutowych szczególnie interesująca jest podczerwień, ponieważ silnik odrzutowy generuje gorące gazy wylotowe, tworząc charakterystyczną sygnaturę termiczną. Nie oznacza to jednak, że interceptor powinien po prostu „szukać gorącego silnika”. Ukraiński Chaklun twierdzi, że jego system wykorzystuje computer vision do rozpoznawania całego celu, a nie tylko sygnatury silnika. Jest to istotne o tyle, że faza przechwycenia może odbywać się w warunkach, w których sam sensor termiczny nie zapewni wystarczającej informacji.
Gierań-5 może być problemem także dla klasycznych pocisków
Nowe rozwiązania przechwytujące nie oznaczają, że klasyczne pociski przechwytujące przestają być potrzebne. Wręcz przeciwnie, pozostają jednym z podstawowych środków, szczególnie w sytuacjach, w których wymagane jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo zniszczenia celu albo gdy interceptor nie jest w stanie dotrzeć do odpowiedniego rejonu w wystarczająco krótkim czasie. Problemem jest jednak koszt. Jeżeli Rosja może produkować tysiące takich bezzałogowców miesięcznie, nie da się odpowiadać na każdy z nich najbardziej zaawansowanym pociskiem, ponieważ w dłuższej perspektywie doprowadziłoby to do wyczerpania zapasów. Właśnie dlatego przyszła obrona powietrzna musi posiadać znacznie większą liczbę efektorów znajdujących się pomiędzy bardzo tanim dronem przechwytującym a drogim pociskiem przeciwlotniczym. Turboodrzutowy interceptor jest interesujący właśnie dlatego, że może wypełnić tę lukę. Nie musi być tani jak FPV, ale powinien być zdecydowanie tańszy od zaawansowanego pocisku ziemia-powietrze, a jednocześnie powinien dysponować wystarczającą prędkością i pułapem, aby zwalczać cele, których nie mogą skutecznie dosięgnąć wolniejsze interceptory.
Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy liczba takich przechwyceń rośnie wraz ze skalą rosyjskich ataków. Roman Kostenko, sekretarz parlamentarnego komitetu Rady Najwyższej Ukrainy ds. bezpieczeństwa narodowego, obrony i wywiadu, zwracał uwagę, że ukraińskie lotnictwo zmaga się z niedoborem pocisków powietrze-powietrze AIM-9, co w praktyce zmusza pilotów do szukania innych sposobów zwalczania bezzałogowców turboodrzutowych. Jednym z nich jest wykorzystanie pokładowych działek. Kostenko wskazuje, że ukraińscy piloci podczas prób takich przechwyceń ryzykują uszkodzenie własnych maszyn przez odłamki powstające po trafieniu drona, o ile zostanie on zniszczony Działko pozostaje użytecznym efektorem i może nadal mieć zastosowanie w określonych sytuacjach, ale im szybszy jest cel, tym bardziej kurczy się okno czasowe na przeprowadzenie bezpiecznego przechwycenia, a jednocześnie rośnie znaczenie odległości, na której można rozpocząć zwalczanie.
Co powinien mieć idealny interceptor?
W mojej ocenie powinien być projektowany przede wszystkim jako system przechwycenia, a dopiero później jako „dron”. Powinien posiadać turboodrzutowy napęd zapewniający wysoką prędkość i dobre przyspieszenie, konstrukcję zoptymalizowaną pod kątem szybkiego wznoszenia oraz manewrowania, możliwość otrzymywania danych o celu z zewnętrznej sieci sensorów, autonomiczne lub półautonomiczne naprowadzanie w końcowej fazie lotu oraz sensor zdolny do identyfikacji celu niezależnie od operatora. Jednocześnie nie powinien być wyposażony w rozwiązania, które są niepotrzebne z punktu widzenia jego zadania. Nie potrzebuje możliwości walki z myśliwcem, ogromnego zasięgu ani ciężkiej głowicy. Jego celem jest konkretny rodzaj bezzałogowca, dlatego każda funkcja zwiększająca cenę powinna być oceniana pod kątem tego, czy rzeczywiście zwiększa prawdopodobieństwo przechwycenia.
Ukraina nie pozostaje już na etapie koncepcji. Według ukraińskiego Ministerstwa Obrony do wyposażenia przyjęto turboodrzutowy interceptor Alexa Spatium, którego przeznaczeniem jest między innymi zwalczanie Geranów-3, -4 i -5. Równocześnie rozwijane są inne konstrukcje, w tym wspomniany wcześniej Chaklun Jet. To pokazuje, że problem został już prawidłowo zdefiniowany.
Problemem jednak jest skala. Nawet najlepszy interceptor nie rozwiąże problemu, jeżeli będzie produkowany w dziesiątkach/setkach sztuk, podczas gdy Rosja będzie w stanie produkować tysiące turboodrzutowych Geraniów. Według ukraińskich szacunków rosyjska produkcja turboodrzutowych dronów może sięgać około 3000 sztuk miesięcznie, a w tylko sierpniu Rosja miała wykorzystać około 2850 takich maszyn. Są to oczywiście dane strony ukraińskiej, których nie można traktować jako niezależnie potwierdzonego bilansu rosyjskiej produkcji, ale nawet przy istotnym błędzie skali problemu nie można ignorować. Dlatego nie wystarczy stworzyć dobrego turboodrzutowego interceptora. Trzeba stworzyć dobry turboodrzutowy interceptor, który można produkować masowo.
Lekcja dla Polski
Rozwój rosyjskich turboodrzutowych Geranów powinien być dla Polski sygnałem, że dotychczasowy model obrony przed bezzałogowcami będzie musiał zostać uzupełniony o kolejną warstwę. Nie oznacza to, że rozwiązania takie jak SAN stracą swoją wartość. Pozostaną potrzebne do zwalczania wolniejszych i prostszych celów. Problem polega na tym, że nie można zakładać, iż ten sam efektor będzie równie skuteczny wobec bezzałogowca poruszającego się z prędkością 500–600 km/h. A w przyszłości może nawet szybciej. Rozwój rosyjskich konstrukcji nie musi zatrzymać się na obecnych parametrach. Jeżeli Rosja będzie zwiększać prędkość, pułap, odporność na zakłócenia i autonomię swoich bezzałogowców, obrona powietrzna będzie musiała rozwijać się w podobnym tempie.
Polska powinna więc traktować SAN jako jeden z elementów przyszłego systemu zwalczania bezzałogowców, a nie jako rozwiązanie problemu wszystkich klas dronów. W przypadku wolniejszych konstrukcji tego rodzaju efektor może być bardzo użyteczny. Jego przewagą jest przede wszystkim koszt oraz możliwość wykorzystania go w dużej liczbie. Jednak wraz ze wzrostem prędkości celu coraz większe znaczenie ma czas reakcji, prędkość wznoszenia, przyspieszenie i możliwość wykonania przechwycenia w odpowiednim miejscu.
W tej sytuacji zasadne byłoby rozpoczęcie w Polsce programu szybkiego bezzałogowego interceptora, najlepiej od początku projektowanego jako element sieci obrony powietrznej. Taki system powinien być maksymalnie wyspecjalizowany. Ma szybko wystartować, otrzymać dane o celu, dotrzeć w przewidywany rejon jego przelotu, przejąć cel własnymi sensorami i doprowadzić do jego zniszczenia. Kluczowa będzie przy tym możliwość masowej produkcji. Polska nie potrzebuje kilkudziesięciu zaawansowanych demonstratorów technologii. Potrzebuje rozwiązania, które można produkować w setkach i tysiącach egzemplarzy, stale modernizując jego oprogramowanie, sensory i napęd. Podobnie jak to wygląda po stronie ukraińskiej. To wymaga również zmiany sposobu myślenia o zamówieniach. W przypadku tak szybko rozwijającego się zagrożenia wieloletni cykl projektowania, testowania i wdrażania jednego docelowego modelu może okazać się zbyt wolny. Znacznie bardziej racjonalne byłoby rozwijanie kilku konstrukcji równolegle, szybkie testowanie ich w warunkach możliwie zbliżonych do rzeczywistych i następnie zwiększanie produkcji najlepiej sprawdzonych rozwiązań.
Sam interceptor jednak nie wystarczy. Równie ważne jest stworzenie systemu, który będzie w stanie odpowiednio wcześnie wykryć szybki bezzałogowiec. Polska obrona powietrzna powinna rozwijać sieć sensorów zdolnych do szybkiego wykrywania małych celów oraz automatycznego przekazywania informacji pomiędzy poszczególnymi elementami systemu. Radar powinien wykryć cel, system dowodzenia określić jego trajektorię, a następnie odpowiedni efektor powinien zostać skierowany w miejsce, w którym dojdzie do przechwycenia. Operator nie powinien za każdym razem wykonywać całego procesu ręcznie. Przy masowym ataku byłoby to zwyczajnie zbyt wolne.
Nie można czekać, aż masowe zagrożenie pojawi się nad Polską. Najważniejszą lekcją z Ukrainy jest konieczność rozwijania takich zdolności zanim staną się one absolutnie niezbędne. Polska ma tę przewagę, że może obserwować rozwój rosyjskich środków napadu powietrznego podczas wojny toczącej się za wschodnią granicą NATO. Można więc z wyprzedzeniem określić, które rozwiązania działają, które przestają działać i jakie problemy pojawiają się wraz ze zmianą parametrów celów. Nie ma powodu, aby czekać na pojawienie się masowych ataków turboodrzutowych bezzałogowców, żeby dopiero wtedy rozpocząć prace nad odpowiednim efektorem. Rosja pokazała już kierunek rozwoju. Drony będą droższe. Będą zbliżone do pocisków manewrujacych, ale nadal od nich tańsze. Niestety moim zdaniem to konieczność budowy warstwowego systemu antydronowego, w którym obok obecnych rozwiązań znajdą się np. interceptory turboodrzutowe. Całość takiego projektu z pewnością nie będzie tania. Ale jakie w tym momencie mamy lepsze wyjście?



