Reklama
Reklama
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI
  • OPINIA

„Cywilne awionetki” problemem polskiej obrony powietrznej [OPINIA]

PAŻP
Jak na razie nie wiadomo, czy rosyjska rakieta leciała 30 lipca 2026 roku w strefie bez zakazu lotu cywilnych statków powietrznych.
Autor. www.pansa.pl

Konieczność identyfikowania wzrokiem rakiety Ch-101, która wleciała nad Polskę, wynikała z przestarzałych procedur, a nie z groźby pomyłkowego zestrzelenia „cywilnej awionetki” – pisze kmdr rez. Maksymilian Dura.

Rosyjska rakieta, która wleciała w polską przestrzeń powietrzną w nocy 30 lipca 2026 roku, zniszczyła nie tylko kawałek pola rzepaku, ale również mit o naszym przygotowaniu na tego rodzaju incydenty. Po pierwszych hurraoptymistycznych wystąpieniach polityków i wojskowych już kilka godzin później zaczęły się wyłaniać rysy na „kryształowym obrazie” naszego systemu obrony cywilnej i ochrony ludności oraz systemu obrony powietrznej.

Reklama

Politycy powoli zaczynają się zresztą przyznawać do wszystkich tych błędów, jakie jeszcze tego samego dnia wyartykułowałem na Defence24.pl. W pierwszej kolejności przyznano się, że ludność nie została skutecznie powiadomiona i trzeba to zmienić. Później, że jednocześnie z uruchomieniem syren konieczne jest wysyłanie alertów RCB do wszystkich osób przebywających w zagrożonym rejonie. Trwa też dochodzenie, jak to się stało, że osoby odpowiedzialne za uruchamianie syren ich nie włączyły po otrzymaniu sygnałów („milczało” 10 z 17 zaalarmowanych gmin).

Ponieważ jednak nic nie mówi się na temat procedur zestrzeliwania obcych statków powietrznych, nadlatujących zza wschodniej granicy, postanowiłem wyjaśnić, z jakiego rzeczywiście powodu pozwala się, by rakieta z półtonową głowicą bojową mogła wlecieć ponad 90 km w głąb Polski.

Procedury czy strach przed konsekwencjami podejmowanych decyzji?

Bezpośrednią przyczyną napisania tej krótkiej analizy była wypowiedź rzecznika Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ) podpułkownika Jacka Goryszewskiego, który przed południem 30 lipca 2026 roku tłumaczył dziennikarzom sposób reagowania wojska na wlatującą nad Polskę rakietę. Mówiąc krótko: próbował wyjaśnić, dlaczego wojsko nie zestrzeliło rosyjskiego pocisku wcześniej.

Po pierwsze, należy zwrócić uwagę na dobrą komunikację DO RSZ z mediami, ponieważ informacje były przekazywane na bieżąco i odpowiadano na pytania. I to zmieniło się niewątpliwie na lepsze. Z drugiej jednak strony argumenty przedstawiane na poparcie słuszności podejmowanych decyzji, w żaden sposób nie wyjaśniały, dlaczego nad głowami setek tysięcy mieszkańców wschodniej Polski latała uzbrojona, rosyjska rakieta.

O tym, że procedury, jakimi zasłania się wojsko, nie przystają do obecnych czasów pisałem już wielokrotnie. Te zasady napisano bowiem przed wojną na Ukrainie i przed atakami podprogowymi Rosji na kraje NATO. Dodatkowo i co najważniejsze, obecne procedury, którymi zasłaniają się wojskowi, w żaden sposób nie eliminują zagrożenia dla ludności wschodniej Polski.

„Musimy kierować się przepisami czasu pokoju, bo taki u nas panuje… Procedury mówią jasno. Przed ewentualną neutralizacją konieczna jest identyfikacja tego obiektu, czy to na pewno jest wrogi obiekt i ta neutralizacja musi również odbyć się w jak najmożliwiej bezpiecznym rejonie”.
Rzecznik DO RSZ podpułkownik Jacek Goryszewski 30 lipca 2026 roku

Tymczasem „przepisy czasu pokoju” piszą ludzie i od Przewodowa ktoś powinien się wreszcie odważyć je zmienić. Tych zmian się jednak nie wprowadza i to z kilku powodów. Jednym z nich jest tłumaczenie, „że trzeba chronić latające obiekty cywilne, które mogą również znajdować się w przestrzeni powietrznej razem z rakietą”. I na ten argument wskazywał również rzecznik DO RSZ.

Identyfikacja jest konieczna… Musimy wiedzieć, czy to, nie daj Boże, nie jest obiekt cywilny… Latają też tam cywilne obiekty, mogła być to również zabłąkana awionetka bądź co innego, więc tutaj musimy mieć pewność. Tutaj nie ma marginesu błędu.
Rzecznik DO RSZ podpułkownik Jacek Goryszewski 30 lipca 2026 roku

Argument ten jest jednak zupełnie chybiony, ponieważ przestrzeń powietrzna do wysokości 3000 m i odległości od 20 do 50 km od wschodniej granicy jest w nocy całkowicie zamknięta dla cywilnych statków powietrznych.

I Dowództwo Operacyjne RSZ powinno to wiedzieć, ponieważ ta strefa została wprowadzona przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej (PAŻP) właśnie na wniosek Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Zresztą na wniosek całkowicie uzasadniony.

A jeżeli później rzeczywiście pojawiło się niebezpieczeństwo dla obiektów cywilnych, to tylko dlatego, że:

  • wojsko zareagowało za późno (to na pewno),
  • a później nie zrealizowało odpowiednich procedur (to prawdopodobnie).

Czy zamknięto przestrzeń powietrzną nad wszystkimi, zagrożonymi rejonami wschodniej Polski?

Wojsko zareagowało zbyt późno, ponieważ nie zdążono zestrzelić obiektu, gdy znajdował się on jeszcze w strefie, w której na pewno nie mogło być cywilnych statków powietrznych. A jest to strefa utworzona od 10 czerwca 2026 do 9 września 2026 do godz. 23:59, w pasie od około 20 do około 50 km w głąb terytorium Polski (w zależności od miejsca) i do wysokości 3 km.

W strefie tej obowiązuje całkowity zakaz lotów od zachodu do wschodu słońca (z wyjątkiem dokładnie określonych, wojskowych statków powietrznych). Ale również w dzień, w wyznaczonym pasie do 50 km od granicy, loty są ograniczone tylko do tych cywilnych statków powietrznych, które można łatwo zidentyfikować drogą radiową i radiolokacyjną (z transponderem pracującym w modzie A i C, lub w modzie S).

Reklama

Dowództwo Operacyjne RSZ doskonale więc wiedziało, że obiekt lecący od wschodniej granicy to rakieta, a nie „awionetka”, tym bardziej, że potwierdzały to wcześniejsze dane płynące od strony Ukrainy i parametry celu, jakie uzyskano z polskich radarów (prędkość za duża na mały samolot i charakterystyczna dla rakiety oraz niski pułap lotu). Nie było więc konieczności identyfikowania wzrokiem obiektu, ze względu na to, że „latają tam cywilne obiekty.

PAŻP
Jakby przewidując wlot rosyjskiej rakiety, 23 lipca 2026 roku PAŻP i DO RSZ podpisały bardzo ważne porozumienie o wzajemnej wymianie informacji o sytuacji w polskiej przestrzeni powietrznej, w tym jawnych danych radiolokacyjnych
Autor. www.pansa.pl

Po co zresztą było wprowadzać zakaz lotów w strefie przygranicznej, jeżeli z tego zakazu się później nie korzysta? W ten sposób pojawił się problem, co zrobić z obiektami, które wylecą poza pas przestrzeni powietrznej z obowiązującym zakazem lotów. I tutaj rzeczywiście rzecznik DO RSZ miał rację, wskazując na możliwość zestrzelenia cywilnej awionetki.

Jednak, ponieważ sama, lecąca bez kontroli, rosyjska rakieta stanowi zagrożenie dla ruchu lotniczego, to już przy samym zagrożeniu jej pojawieniem się, powinien zostać wydany chwilowy zakaz lotu nad tym obszarem. Ponieważ nigdzie nie znalazłem śladu takiego chwilowego zakazu wydanego 30 lipca 2026 roku, zwróciłem się do Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej PAŻP z zapytaniem „czy tego dnia w nocy, na wniosek Sił Zbrojnych RP lub RCB zamknięto jakiś fragment przestrzeni powietrznej poza oczywiście czasowo zamkniętym już pasem wzdłuż granicy wschodniej o szerokości 50 km i do pułapu 3000 m”.

I znowu wystarczyłaby mi odpowiedź tak lub nie. Tymczasem nawet takiej informacji mi nie udzielono, zasłaniając się tym, że takie dane mają „charakter wewnętrzny i operacyjny”.

Nie odnosimy się jednak do szczegółów dotyczących konkretnych działań operacyjnych, w tym zakresu, czasu i przyczyn ewentualnych ograniczeń lub zamknięć przestrzeni powietrznej wprowadzanych w związku z realizacją zadań z obszaru obronności i bezpieczeństwa państwa. Informacje tego rodzaju mają charakter wewnętrzny i operacyjny
Rzecznik Prasowy PAŻP

Poinformowano mnie jedynie, że PAŻP:

  • na bieżąco i stale współpracuje z Siłami Zbrojnymi RP oraz innymi właściwymi instytucjami państwowymi w zakresie zarządzania przestrzenią powietrzną;
  • koordynuje wprowadzanie ograniczeń i czasowych zamknięć przestrzeni powietrznej wynikających m. in. z potrzeb obronności państwa, działań wojskowych oraz sytuacji kryzysowych w ramach obowiązujących procedur;
  • uczestniczy w wymianie informacji mogących mieć wpływ na funkcjonowanie ruchu lotniczego pomiędzy Siłami Zbrojnymi RP oraz Rządowym Centrum Bezpieczeństwa w trybie całodobowym zgodnie z przyjętymi procedurami.

Są więc dwie możliwości. Albo więc nie było prośby i rakieta leciała w przestrzeni powietrznej, gdzie mogły się również znaleźć cywilne statki powietrzne, albo prośba była i zakaz lotów wprowadzono z odpowiednim wyprzedzeniem. Jednak w tym przypadku rzecznik DO RSZ nie mógłby użyć argumentu, że w tej strefie „latają cywilne obiekty”.

Przez postawę rzecznika PAŻP, który nie chciał udzielić prostej informacji, niestety nie można tego definitywnie stwierdzić.

W tym wypadku procedury związane z zarządzaniem przestrzenią powietrzną w Polsce oraz współpracą cywilno-wojskową zadziałały modelowo, zgodnie z przyjętymi założeniami.
Marcin Hadaj - Rzecznik Prasowy PAŻP

Co trzeba sprawdzić?

Według PAŻP procedury związane z zarządzaniem przestrzenią powietrzną w Polsce oraz sama współpraca cywilno-wojskowa w czasie przelotu rakiety manewrującej Ch-101 zadziałały modelowo. Wyjaśnienia rzecznika DO RSZ tego jednak nie potwierdzają. Wyraźnie wskazywał on bowiem na możliwość pojawienia się w strefie zakazu lotów obiektów cywilnych.

Teraz tym również powinni się zająć ludzie, którzy, mam nadzieję, oceniają właśnie prawidłowość działania poszczególnych podmiotów 30 lipca 2026 roku. Mam nadzieję, że im uda się uzyskać odpowiedź na pytanie, które ja zadałem: „czy na wniosek Sił Zbrojnych RP lub RCB zamknięto ten fragment przestrzeni powietrznej nad Polską, w której rzeczywiście latała rosyjska rakieta i w której ta rakieta mogła się później znaleźć?” I czy jeżeli był ten zakaz, to rzeczywiście konieczne jest identyfikowanie wzrokiem nadlatującej rakiety.

Takich pytań w sprawie działań 30 lipca 2026 roku jest jeszcze kilka i na pewno na Defence24.pl będziemy próbowali na nie odpowiedzieć.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować