Polityka obronna

Co dalej z Edukacją dla Bezpieczeństwa? [OPINIA]

Fot. Ministerstwo Edukacji i Nauki [gov.pl]

W obliczu wojny na Ukrainie państwo Polskie postanowiło działać. Przyjęliśmy uchodźców wojennych z Ukrainy i wysyłamy pomoc wojskową i humanitarną dla kraju ogarniętego wojną. Obecna sytuacja wpłynęła również na przyspieszenie zmian w Edukacji dla bezpieczeństwa. Co wiemy o zmianach i co o nich sądzą nauczyciele?

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Zmiany w programie Edukacji dla bezpieczeństwa są bardzo ważne i potrzebne. Defence24 wielokrotnie zachęcał do debaty na ten temat, na długo przed ogłoszeniem zmian przez ministra edukacji narodowej Przemysława Czarnka. Świadome społeczeństwo to niesamowicie ważna sprawa, dzięki której można skutecznie prowadzić ewakuacje czy zachować bezpieczeństwo w trakcie sytuacji awaryjnej. Nie chodzi tu tylko o działania wojenne i asymetryczne, ale również wszelkiego rodzaju katastrofy naturalne czy niebezpieczne zdarzenia w codziennym życiu. Ważne by na zajęciach największa wagę przykładać na naukę praktyczną. To, czy dana broń jest zakazana jakąś konwencją, jest dużo mniej ważne od udzielenia pomocy przedmedycznej.

Czytaj też

Pierwsza pomoc to jedna z najważniejszych umiejętności dla każdego człowieka bo dzięki niej możemy pomóc drugiemu człowiekowi. Podczas rozmowy na Twitterze, w pokoju Defence24.pl i dyskusji na temat nauki pierwszej pomocy na wysokim poziomie w ramach EDB minister Czarnek zauważył, że nie jesteśmy w stanie wykształcić w ten sposób ratowników medycznych. Pozwolę sobie w tym miejscu na polemikę. Tu nie chodzi o wykształcenie ratownika medycznego. Musimy pamiętać o gradacji, najpierw mówimy o pierwszej pomocy, następnie o kwalifikowanej pierwszej pomocy, dopiero potem o kursach ratownika. Nie róbmy z każdego ratownika medycznego, uczmy pierwszej pomocy w teorii i praktyce.

Pozwólmy, by na ten temat wypowiedzieli się nauczyciele.

W podstawie jest zapis odnośnie nauczania pierwszej pomocy – by naukę RKO zrobić w blokach po dwie godziny i po 15 osób. W planie szkolnym będzie to trudne do ustawienia, bo co wtedy w drugą połową klasy i kosztem jakiej lekcji wyjdą na dwie godziny, potem zmiana i tak ze wszystkimi klasami pierwszymi w liceum (przyjmując, że mam tych klas 7 i nauczyciela, który przychodzi tylko na EDB i po kolei ma w planie te klasy bo pracuje jeszcze w 3 innych szkołach). Szczerze - nie widzę tego. Kolejna sprawa: nacisk na praktykę. Super, tylko są szkoły, które nie mają fantomów, a już na pewno nie ma wszystkich modeli (dorosły, dziecko, niemowlę) czy innych pomocy dydaktycznych. Skąd na to pieniądze? Szkoła nie ma, gmina nie ma. Czy będą dodatkowe pieniądze na doposażenie? Beata Ługowska, nauczyciel EDB i PO z piętnastoletnim stażem, wicedyrektor liceum ogólnokształcącego w Sulejówku.

Duże wątpliwości budzi też nowa podstawa programowa i przygotowanie nauczycieli do pracy po zmianach. Mamy tydzień do startu nowego roku szkolnego. Jak wygląda dostęp do podręczników? Czy nauczyciele są już przeszkoleni?

Czy nauczyciele są przygotowani? Część na pewno tak, tych starszych stażem lub pasjonatów, (aczkolwiek przypomnienie pewnych zagadnień by nie zaszkodziło) część na pewno nie (program studiów nie pokrywa się z programem nowej podstawy). Nasuwa się tu pytanie: Czy będą szkolenia dla nauczycieli i ponownie, kto za to zapłaci? Czy zostanie jak zawsze, czyli "nauczycielu radź sobie sam"? Zaznaczyć należy, że tak jak w każdym zawodzie są ci lepsi nauczyciele, zafiksowani na tym punkcie, co ogarną wszystko i są słabsi, szczególnie ci, którzy uczą innych przedmiotów a EDB mają dodatkowo bo ktoś musiał zrobić uprawnienia w małych szkołach, głównie podstawowych i wiejskich. Co do podręczników: aktualnych podręczników nie ma i nie wiadomo kiedy będą. Podam przykład: wydawnictwo Nowa Era twierdzi, że jest podręcznik na 2022 rok – owszem jest, ale według starej podstawy programowej.
Beata Ługowska, nauczyciel EDB, wicedyrektor liceum ogólnokształcącego w Sulejówku.

Czytaj też

Przejdźmy więc dalej. Medialnym hitem okazało się wdrożenie do podstawy programowej zajęć strzeleckich. To bardzo ważny krok. Uważam, że nauka bezpiecznego obsługiwania broni jest bardzo ważna. Oczywiście nie chodzi tutaj o wykształcenie strzelców wyborowych. Takie lekcje mogą zachęcić młodych ludzi do wybrania strzeleckiej kariery sportowej, wstąpienia do wojska czy innych służb. Zaznaczam: mogą, nie muszą. Oczywiście w tej kwestii pojawiają się kontrowersje. Sam słyszałem zdanie: „Czyli co? Teraz będziemy wychowywać zabójców?". Niezrozumiałym jest dla mnie strach ludzi przed nauczeniem ich dzieci bezpiecznego korzystania z broni. Czy jesteśmy przygotowani do tego typu lekcji? Mamy infrastrukturę i potrzebny sprzęt? Czy strzelnice wirtualne będą rozwiązaniem tego problemu? Zdania są podzielone.

Pomijając fakt, że tych strzelnic jest bardzo mało i wbrew oczekiwaniom wcale nie są bezobsługowe i bezawaryjne, to uważam, że powinno się koniecznie zapoznać uczniów, ze zjawiskiem odrzutu czy procesem ładowania. Czy można pranie wirtualnie zrobić? Podobnie jak strzelania nie. Moje doświadczenie to potwierdza. Moim zdaniem powinny to być zajęcia przypisane do ucznia (jak np. Wdż, ale obowiązkowe jak praktyki w technikach). Zaliczeniem tych zajęć powinny zająć się instytucje, które mają warunki techniczne i mogą wystawić zaświadczenie uczestnikowi. Może to być np. klub strzelecki, jednostka wojskowa (wiele z nich ma podpisane umowy ze szkołami na patronat nad klasami mundurowymi) albo "Strzelec". - Mirosław Stański, nauczyciel Edb i Po z dwudziestosiedmioletnim stażem, Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych Nr 4 w Siedlcach.

W sprawie wirtualnych strzelnic wypowiedział się Radomir Korsak, który popiera wątpliwości Mirosława Stańskiego.

Biorąc pod uwagę swoje doświadczenia z pracy z harcerzami ( w szczególności z drużyn paramilitarnych i obronnych) i później ze strzelcami sportowymi, ochroniarzami, PMC, i różnymi kursantami z firm rządowych i cywilno-prywatnych uważam, że  rozpoczynanie nauki od trenażera komputerowego jest błędną drogą. Nie wiem kto lobbuje w MEiN to rozwiązanie ale mam wrażenie, że ktoś ma produkt, który chce po prostu sprzedać i znalazł ku temu okoliczności sprzyjające. Za kwotę 60 tys. PLN można skompletować wyposażenie dla 6 szkół, w tym opłacić przeszkolenie dwóch nauczycieli na kursie w celu uzyskania uprawnień „Prowadzącego strzelanie". To są proste wyliczenia, chyba większy kłopot będzie ze standaryzacją broni (urządzeń pneumatycznych o mocy poniżej 17 J) do szkolenia. Swego czasu były dostępne karabinki pneumatyczne na bazie AK-47 – niestety produkowane w Rosji. Tu widzę pole do popisu dla polskich przedsiębiorców, bo raczej nie inwestowałbym w chińskie produkty. W gry komputerowe można się bawić w domu. E-learning też nie zastąpi treningu nawykowego w realnych warunkach. Mam na myśli same postawy strzeleckie, pracę na spuście, oddychanie i pracę z bronią – cały cykl złożenia do strzału w warunkach naturalnego i sztucznego oświetlenia oraz warunki fizyczne otoczenia: temperatura, wiatr – oświetlenie słoneczne itp., reakcje na broń podczas strzału – to są zagadnienia nie do opanowania na trenażerach mające olbrzymie znaczenie w szkoleniu strzeleckim.

Trzeba tutaj jednak zróżnicować pewne kwestie. Są świetne symulatory jak i te gorsze. Rodzi się pytanie: Kto będzie koordynował zakupy w szkołach i sprawdzał użyteczność sprzętu planowanego do zakupu. Bezpiecznej obsługi broni można nauczać na różne sposoby, na różnym sprzęcie. Jak rozumiem, pozostanie to kwestią wyboru danej placówki.

Co do symulatorów strzelania – to jest jeden z lepszych pomysłów. Daje możliwość wykorzystania nowoczesnych technologii. Nie mówię o strzelnicach kontenerowych, które są przeznaczone raczej dla wojska. Są jednak rozwiązania, które można zastosować w szkołach średnich, przede wszystkim w klasach starszych. Można je przynieść do szkoły, wręcz w walizce. Będą one tworzyły podstawę do dalszej nauki już po ukończeniu szkoły, bo przecież na tym etapie tworzymy tylko podstawy. Dodam, że znam głosy sceptyczne co do samej nauki o broni, ale realia są takie, że musimy myśleć o powszechnym przygotowaniu obronnym, być może nawet idącym dalej niż nauka PO lub Edukacji dla Bezpieczeństwa. Wojna na Ukrainie pokazuje, że „wojnę wygrywają rezerwy”
Były żołnierz, oficer, a obecnie bloger występujący pod nickiem "Wczoraj żołnierz, dziś tata"

Czytaj też

Ważny głos w tej sprawie od Jakuba Palowskiego, zastępcy redaktora naczelnego Defence24.pl:

Musimy pamiętać, że strzelanie to tylko jeden z elementów Edukacji dla Bezpieczeństwa i wcale nie jest to najważniejszy element. Na dobór narzędzi przyjdzie jeszcze czas. Systemy szkoleniowe mają różne parametry i cechy. Jest ważne, by dokonując zakupu takiego czy innego rozwiązania – niezależnie czy będzie to strzelnica wirtualna czy replika broni – mieć pełną wiedzę odnośnie tego jak ma to wyglądać. Konieczne jest dopracowanie i ujednolicenie specyfikacji, może próby porównawcze, testy – także z udziałem uczniów i nie tylko tych najbardziej zaawansowanych z klas mundurowych. Na zakupy broni lub symulatorów do niej czas powinien przyjść zdecydowanie dopiero po tym, jak zaopatrzymy szkoły w bardziej elementarne pomoce, podręczniki, fantomy, bo bez tych ostatnich szkolić z pierwszej pomocy się nie da. Jeśli nawet od 1 września nie będziemy w stu procentach pewni jak uczyć strzelania, a zrealizujemy wszystkie inne elementy przygotowania obronnego, począwszy od pierwszej pomocy, poprzez zasady obrony cywilnej, aż po przekazanie uczniom wiedzy o systemie bezpieczeństwa narodowego i roli sił zbrojnych, to i tak będzie to bardzo duży krok do przodu.

Poruszone tutaj problemy są wierzchołkiem góry lodowej. Mówimy o dobrym przygotowaniu do ewakuacji, więc gdzie są schrony i miejsca zbiórek? Proszę zapytać w swoich gminach... Oczywiście zmiany w EDB są dobrym krokiem, ale należałoby je lepiej przygotować. Minister Czarnek zaznaczył, że przyspieszenie zmian w EDB było wynikiem wojny na Ukrainie.

Dostrzeżono niebezpieczeństwo – bardzo dobrze, ale co robiono przez wszystkie lata od likwidacji Przysposobienia Obronnego? Uwierzono w mit końca czasów i bezpieczeństwa europejskiego. Cieszę się, że to podejście się zmieniło. Potrzebujemy nadal debaty w tej sprawie i właściwego przygotowania. Obrona powszechna, obrona cywilna i edukacja szkolna nie są po to by napędzać strach, ale by być przygotowanym. Filmy instruktażowe o syrenach alarmowych to edukacja, a nie sianie paniki. Warto o tym pamiętać.

Komentarze (8)

  1. Z firmy

    Potrzeba przywrócenia do szkoły takich zajęć nie podlega dyskusji. Natomiast inną kwestią jest to: - jak to zrobić, - kto ma uczyć tego przedmiotu, - jakie nakłady zostaną przeznaczone na wdrożenie takich zajęć. Wydaje się, że MEN powinien zastanowić się nad możliwością wykorzystania w charakterze nauczycieli emerytowanych żołnierzy, policjantów, czy strażaków. Mają oni bez wątpienia większą i do tego praktyczną wiedzę w omawianej materii niż nauczyciele, zmuszani na cito do robienia zaocznie jakiś kursów i studiów. Wystarczy dla tego przedmiotu zmienić minimalne wymagania dot.kwalifikacji pedagogicznych umożliwiając dyrekcjom szkół zatrudnienie osoby, mające stosowne doświadczenie zawodowe, wskazujące na posiadanie często o wiele bardziej rozległej wiedzy niż wymaga to nauka tego przedmiotu. Myślę, że wielu oficerów (a może nie tylko oficerów) w stanie spoczynku chętnie podejmie się tego zadania i podzieli się swoją wiedzą z młodzieżą.

  2. Z firmy

    Potrzeba przywrócenia do szkoły takich zajęć nie podlega dyskusji. Natomiast inną kwestią jest to: - jak to zrobić, - kto ma uczyć tego przedmiotu, - jakie nakłady zostaną przeznaczone na wdrożenie takich zajęć. Wydaje się, że MEN powinien zastanowić się nad możliwością wykorzystania w charakterze nauczycieli emerytowanych żołnierzy, policjantów, czy strażaków. Mają oni bez wątpienia większą i do tego praktyczną wiedzę w omawianej materii niż nauczyciele, zmuszani na cito do robienia zaocznie jakiś kursów i studiów. Wystarczy dla tego przedmiotu zmienić minimalne wymagania dot.kwalifikacji pedagogicznych umożliwiając dyrekcjom szkół zatrudnienie osoby, mające stosowne doświadczenie zawodowe, wskazujące na posiadanie często o wiele bardziej rozległej wiedzy niż wymaga to nauka tego przedmiotu. Myślę, że wielu oficerów (a może nie tylko oficerów) w stanie spoczynku chętnie podejmie się tego zadania i podzieli się swoją wiedzą z młodzieżą.

  3. Cyber Will

    Edukacja z zakresu bezpieczeństwa powinna zacząć się m.in. od zasady że na pasach nie przechodzi się w kapturze i słuchawkami w uszach. Oczywiscie ćwiczenia na wzór dawnego Przysposobienia Obronnego są przydatne ale w dzisiejszym swiecie młodzież opowinna się orientować w podstawach geopolityki i typach wrogich działań (poza kinetycznych) Żeby zdać maturę uczniowie powinni znać pojęcia typu: obca agentura, wojna hybrydowa, broń D, akcja pod fałszywą flagą , V kolumna, soft power,, deep fake, itp. Innymi słowy należy podniesć ŚWIADOMOŚĆ SYTUACYJNĄ w społeczeństwie. Rzecz jasna . nauczyciel wyjasniając pojęcie obcej agentury czy Targowicy nie wskazywał by kto jest kim w dzisiejszej Polsce by nie być posądzonym o upolitycznienie lekcji , zostawiając to uczniom do własnej oceny.

  4. [email protected]

    krótko, choć uczę EDB. Do tej pory pół roku uczyłem pierwszej pomocy a pół bzdetów wrzuconych przez byłych trepów do podstawy programowej jak np. tablice informacyjne na cysternach z chemikaliami. Na dzień dzisiejszy potrzebna jest nauka strzelania i obchodzenia się z bronią. Nawet kupiłem ( oczywiście na własną kasę) pistolet pneumatyczny ale bałem się go przynieść do szkoły bo zaraz jakiś genialny rodzic zrobiłby aferę wraz z TVN i innymi postępowymi....

  5. bc

    Co oni się czepili tak tego strzelania. Tego to niech uczą profesjonaliści w armii albo na strzelnicach od początku z odpowiednimi nawykami BLOS, postawą, poruszaniem się itd a zajmie im to w razie potrzeby kilka godzin a nie ludzie z przypadku. W szkołach to niech lepiej uczą gdzie znaleść wodę w mieście jak nie będzie zasilania, czym leczyć najprostsze choroby albo jak nie panikować w byle zagajniku.

  6. T.Kreber

    Idee szczytne ale wykonanie rządu i ministerstwa będzie polegać na tym że scedują to na szkoły i samorządy. A to tak nie zaskoczy. Plany lekcji są przeładowane, W szkołach brak wolnych klas. A głównie to brak pieniędzy na nowe etaty nie mówiąc że nie ma ludzi do prowadzenia tych tematów. Reasumując: to się nie uda i nic a nic nie da. A szkoda bo temat ważny i istotny

  7. Andybuba

    O czy ci inteligenci mówią?! Popisują się jenteligencjom żoliborska? Z mojego LO z lat zapomnianych lekcja PO. Umiejętność bandażowania, tamowania krwotoku otwartego, unieruchamiania złamań, selekcji rannych, linia telefoniczna polowa, strzelanie z kbks na 50m. To zostało do dziś.. Po 1 godzinie tygodniowo w 3 klasie. I nigdy więcej. A oni mówią o kosztach fantomów i nauczycielach którzy tego nie umieją. I umieć nie będą. Jest jeszcze trochę emerytowanych oficerów WP co potrafią i się przydadzą.

    1. T.Kreber

      Jesteś jedynym wyjątkiem potwierdzającym regułę że to się nie uda. U mnie w Liceum przedmiot PO był beznadziejny i poniżej krytyki i tak było w większości szkół. A tak na marginesie to żadna nauka bandażowania itp nic nie da jak nie będzie ćwiczona i utrwalana.

  8. Ein

    Wygląd na to, że rzucono hasło i potem: "jakoś to będzie". Najgorszy jest ten bezwład, działania pozorowane. OK, wiadomo, że startuje się tu z poziomu niemalże ZERA, bo tak obecnie wygląda edukacja proobronna i coś, bez czego trudno sobie w ogóle wyobrazić przygotowanie społeczeństwa do wojny tj. Obrona Cywilna. To problem oczywiście szerszy, ale jak nie w szkole to gdzie wyedukować młode pokolenie, by było LEPIEJ przygotowane niż rodzice w tych sprawach? Wiatrówki i w ogóle broń pneumatyczna to nie jest prom kosmiczny, to można sensownie rozwiązać, niewielkim kosztem, bez drogiego zaplecza. Broń prochowa odpada wg. mnie z wielu powodów i w ogóle bym tego nie proponował szkołom. Pierwsza pomoc = bardzo ważne, coś tam się robi, ale niewystarczająco. Tylko właśnie jw pewnie skończy się na propagandzie i zerowych rezultatach. Przygotowanie społeczeństwa to warunek skutecznej obrony!