- WIADOMOŚCI
Akt oskarżenia przeciwko Michałowi Dworczykowi. Poseł odpowiada
Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Michałowi Dworczykowi, byłemu szefowi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i europosłowi Prawa i Sprawiedliwości. Sprawa dotyczy tzw. afery mailowej, która wybuchła w 2021 roku po publikacji setek wiadomości z prywatnej skrzynki polityka.
Według komunikatu prokuratury Michał Dworczyk usłyszał dwa główne zarzuty. Pierwszym miałoby być niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego w zakresie ochrony informacji niejawnych - śledczy twierdzą, że posługiwał się wówczas prywatną, niecertyfikowaną i niezabezpieczoną skrzynką mailową do prowadzenia korespondencji służbowej. W przesyłanych wiadomościach miały znajdować się m.in.:
- informacje niejawne;
- kwestie dotyczące obronności i bezpieczeństwa państwa;
- sprawy związane ze służbami specjalnymi;
- tematy bezpieczeństwa teleinformatycznego;
- zagadnienia gospodarcze i dotyczące pandemii COVID-19;
- relacje zagraniczne i stosunki międzynarodowe.
Drugi zarzut prokuratury dotyczy utrudniania postępowania karnego poprzez zacieranie śladów. Dotyczy to krótkiego okresu od 8 do 22 czerwca 2021 r. Według aktu oskarżenia, po tym, jak na prywatną skrzynkę Dworczyka doszło do ataku phishingowego i przełamania zabezpieczeń (co stanowiło przestępstwo z art. 267 § 1 k.k.), polityk miał polecić trwałe usunięcie podejrzanych wiadomości phishingowych oraz powiązanych metadanych. Czyn ten miał utrudnić ustalenie sprawcy włamania i publikacji zawartości skrzynki.
Dworczyk: prokuratura ograniczyła mi możliwość zapoznanie się z aktami
„Należy zacząć od tego, że wbrew kłamstwom niektórych polityków PO oraz usłużnych im mediów, prokuratura nie stawia mi zarzutu naruszenia ustawy o ochronie informacji niejawnych (…) żadne tajne (niezależnie od stopnia klauzuli) informacje nie były przeze mnie wysyłane czy przetwarzane i w tym zakresie nie było żadnych uchybień. Krótko mówiąc, wszystkie pomówienia o ujawnieniu przeze mnie jakiejkolwiek tajemnicy państwowej związanej z bezpieczeństwem Polski okazały się kłamstwem” - napisał na X w swoim oświadczeniu poseł do PE Michał Dworczyk. Dodał, że sama prokuratura ograniczyła mu możliwość rzetelnego zapoznania się z aktami sprawy.
🧵 1/3
— Michał Dworczyk (@michaldworczyk) March 11, 2026
Dziś od dziennikarzy dowiedziałem się, że do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko mnie. Wkrótce potem taki komunikat został opublikowany na stronie prokuratury. W prokuraturze ograniczono mi możliwość rzetelnego zapoznania się z aktami sprawy, a moje wszystkie wnioski… pic.twitter.com/tKEuOuUxOM
Polityk odniósł się też do samych zarzutów - „Pierwszy - niedopełnienia obowiązków - choć prokurator nie potrafi doprecyzować jakich obowiązków. Prokurator Generalny nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, które oficjalnie zadała Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego (JURI). Drugi zarzut - utrudniania śledztwa - ten zarzut jest niebywale kuriozalny, ponieważ to ja jestem najbardziej zainteresowany złapaniem hakerów. Prokurator stawia tezę, jakobym miał zlecić usunięcie maili. Nie potwierdzają tego ani dowody, ani zeznania świadków. Gdybym rzeczywiście chciał to zrobić, nie miałbym z tym żadnego kłopotu, ponieważ to ja byłem właścicielem i dysponentem swojej skrzynki. Chciałbym przypomnieć, że ten atak hakerski, pomimo bezradności prokuratury i polskich służb, został zdefiniowany przez firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem - między innymi amerykańską Mandiant jako atak hakerów powiązanych ze służbami Federacji Rosyjskiej i Białorusi” - kontynuuje poseł.
Dworczyk podkreślił, że to on zgłosił do ABW i Prokuratury przestępstwo hakerskie i nigdy nie uchylał się od współpracy z obiema instytucjami w tej sprawie. Następnie przedstawił kolejność zdarzeń:
„1. Po ujawnieniu ataku hakerskiego na moją skrzynkę mailową od razu zgłosiłem ten fakt szefowi ABW.
- Następnego dnia funkcjonariusze ABW zgrali z mojej poczty maile o charakterze phishingowym, a jednocześnie starali się odzyskać kontrolę nad skrzynką.
- Kolejnego dnia okazało się, że hakerzy są wciąż aktywni. Ze skrzynki zaczęto wysyłać obsceniczne wiadomości.
- Dlatego po dwóch dniach, w trakcie których funkcjonariusze oraz informatycy nie mogli odzyskać kontroli nad moją skrzynką, poleciłem wykonanie kopii binarnej jej zawartości oraz usunięcie materiałów z serwerów Wirtualnej Polski.
- Kopia binarna z zawartością mojej skrzynki trafiła do prokuratury.
- Nie kasowałem ani nie polecałem kasować żadnych maili.
- Od początku współpracowałem z funkcjonariuszami ABW i prokuraturą w tej sprawie. Wszystkie działania były podejmowane za ich pełną wiedzą i kontrolą.
- Nigdy nie wysyłałem z mojej skrzynki żadnych informacji, które posiadałyby klauzulę oznaczającą informacje niejawne.
- Od początku podkreślałem, że w publikowanej na rosyjskich serwerach materiałach są wiadomości prawdziwe, zmanipulowane oraz całkiem fałszywe. Świadczy o tym między innymi edycja metadanych, której hakerzy dokonali po włamaniu na skrzynkę.
- Prokuratura od trzech lat nie może znaleźć hakerów, którzy dokonali przestępstwa, włamując się na skrzynkę moją oraz innych polityków, między innymi J. Brudzińskiego, D. Obajtka czy R. Terleckiego. Za to – według moich adwokatów – jak widać, ktoś ciężko pracuje na rzecz znalezienia jakichkolwiek maili, które mogłyby mnie w jakiejkolwiek sprawie obciążyć. Nie zaskakuje mnie to, ponieważ jest to typowe działanie dla ludzi o ubeckiej mentalności.
- Kilka międzynarodowych firm zajmujących się cyberbezpieczeństwem, w tym amerykańska firma Mandiant, której właścicielem jest Google – wskazały, że atakujący są powiązani ze służbami specjalnymi Federacji Rosyjskiej i Białorusi. Nie wiem, czy działanie prokuratury to efekt niekompetencji, czy złej woli.
- Mimo to od początku były rozsiewane plotki i insynuacje w zaprzyjaźnionych z obecną władzą mediach, jakoby maile zostały wykradzione przez moich współpracowników itp.
- Oczywiście są to działania, które mają na celu moją dyskredytację i przedstawienie mnie w złym świetle. W głowach usłużnych obecnej władzy pracowników mediów nie mieści się, że polityk PiS może być zwalczany przez białoruskie i rosyjskie służby.
- Na marginesie przypomnę, że przez 10 lat miałem zakaz wjazdu na teren Federacji Rosyjskiej i Białorusi ze względu na walkę z reżimem w tych krajach. Z Białorusi zostałem deportowany po zatrzymaniu przez KGB. Jestem inspiratorem i współautorem największego w 2020 r. w Europie programu pomocy opozycji białoruskiej, współtworzyłem telewizję Biełsat i Radio Racja, a Fundacja, którą w 2005 roku powołaliśmy z A. Lipińskim do życia, została uznana za organizację ekstremistyczną na Białorusi na wniosek KGB, a przedstawiciele jej zarządu mają zakaz wjazdu do tego państwa" - wymieniał po kolei poseł Dworczyk.
WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151