Strona główna

„Pearl Harbor 2.0” jest możliwy?

Fot. Rosoboronexport
Fot. Rosoboronexport

W amerykańskich mediach cyklicznie pojawiają się publikacje na temat możliwości powtórzenia ataku na amerykańskie bazy i zespoły okrętowe, podobnego w skutkach do nalotu na Pearl Harbor. Obecnie uważa się, że do takiego niespodziewanego uderzenia przygotowują się Rosja, Chiny, Korea Północna i Iran.

Scenariusz „samostraszenia” u Amerykanów jest zasadniczo zawsze taki sam. Nagle pojawia się informacja o jakimś nowym uzbrojeniu w krajach traktowanych jako potencjalny przeciwnik, by w chwile później rozpoczęły się dywagacje na temat możliwości zaatakowania amerykańskich baz oraz zespołów okrętowych i wywołania czegoś co potocznie nazywa się: „Pearl Harbor 2.0”.

W przypadku Chin takim celem ataku ma być przede wszystkim wyspa Guam. Tutaj za szczególnie niebezpieczne uważa się rakiety balistyczne średniego zasięgu (3000–5470 km) z głowicami nieatomowymi np. typu DF-26 (Dong-Feng). Uważa się, że zsynchronizowany napad powietrzny z wykorzystaniem tego rodzaju pocisków może spowodować straty na Guam porównywalne jeżeli chodzi o znaczenie psychologiczne i militarne, z nalotem japońskim zorganizowanym 7 grudnia 1941 roku.

Atak taki będzie o tyle trudny do odparcia, że same wyrzutnie są montowane w Chinach przede wszystkim na pojazdach kołowych, co utrudnia wykrycie przygotowania do startu. Pewną pomocą w ograniczeniu skutków uderzenia może być tutaj system THAAD (Theater High Altitude Area Defense) rozmieszczany cyklicznie na Guam, wspomagany bateriami Patriot.

Plan ataku „Pearl Harbor 2.0” podobno rozważają również Rosjanie. W ich przypadku użyte mają być przede wszystkim rakiety manewrujące systemu Kalibr typu 3M-14 o zasięgu ponad 2000 km. Amerykanie obawiają się tego ataku przede wszystkim dlatego, że może być on prowadzony w sposób asymetryczny.

Rosjanie od dawna chwalą się możliwością montażu Kalibrów w standardowych kontenerach (system Club-K), które są praktycznie nie do odróżnienia od tych, jakie się wykorzystuje w normalnym transporcie. To właśnie z tego powodu rosyjskie pociski mogą teoretycznie zostać wystrzelone z jakiegoś składu kolejowego gdzieś w Europie, z terminala kontenerowego w Meksyku lub Kubie, ze statku przepływającego przez Kanał La Manche czy z samochodu ciężarowego znajdującego się na jednej z niemieckich autostrad.

image
Fot. Rosoboronexport

Teoretycznie istnieje również możliwość przeszmuglowania kontenera z rakietami na terytorium takich krajów jak np. Iran czy nawet do Stanów Zjednoczonych. Sprzyjają temu globalizacja i ogólnoświatowe powiązania przemysłowe. Przemytowi kontenerów może pomóc np. przekazanie w 2014 roku terminalu kontenerowego Port Canaveral na Florydzie do mającej siedzibę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich firmy Gulftainer. W USA wskazuje się bardzo ścisłe powiązanie tej firmy z Federacją Rosyjską (Gulftainer jest spółką joint venture z rosyjskim, państwowym koncernem ROSTEC, eksportującym m.in. system rakiet kontenerowych Club-K poprzez swoją spółkę zależną Rosoboronoexport) oraz z finansowaniem byłego, irackiego programu atomowego w Iraku (za czasów Saddama Husseina).

Oznacza to zagrożenie nie tylko dla stałych baz amerykańskich, ale również jednostek pływających. System Kalibr jest bowiem przystosowany do odpalania z kontenerów także rakiet przeciwokrętowych 3M-54. Zagrożeniem mogą być bawet najmniejsze jednostki pływające (okręty o wyporności kilkuset ton), byle by tylko miały miejsce dla jednego lub dwóch kontenerów. Rakiety manewrujące są nawet odpalane spod wody przez okręty podwodne o napędzie diesel-elektrycznym, które mogą być rozmieszczone praktycznie na całym świecie.

image
Fot. Rosoboronexport

 Atak na Amerykanów wcale nie musi być zresztą przeprowadzony bezpośrednio przez Rosjan. System Kalibr staje się powoli przebojem eksportowym i już prawdopodobnie został zaoferowany Iranowi. Technologie rakietowe „przeciekają” również do Korei Północnej, która jest bezpośrednim zagrożeniem nie tylko dla baz amerykańskich, ale również dla tak ważnych sojuszników Stanów Zjednoczonych, jak Japonia czy Korea Południowa.

Takie cykliczne „straszenie” ma bardzo ważną rolę w uzasadnianiu w USA wydatków na rozwijanie i wprowadzanie zupełnie nowych systemów antyrakietowych. Bez wyszukiwania zagrożeń pieniądze na zbrojenia byłyby coraz mniejsze i wtedy rzeczywiście prawdopodobieństwo wystąpienia „Pearl Harbor 2.0” mogłoby wzrosnąć.

image
Fot. Rosoboronexport

 

Komentarze