Geopolityka

Naloty na iracki Kurdystan. Czy to koniec planów Barzaniego?

  • Fot. Mediamodifier/Pixabay

Szumnie ogłoszony wspólny plan USA i Turcji, zgodnie z którym w północnej Syrii miałaby powstać "strefa wolna od IS", przynosi pierwsze owoce, choć nie te, które oficjalnie zapowiadano. Naloty tureckich sił powietrznych na terytorium Kurdyjskiego Regionu Autonomicznego w Iraku będą miały kolosalne i negatywne skutki dla Kurdystanu irackiego, Turcji i ich wzajemnych stosunków - pisze w analizie dla Defence24.pl Witold Repetowicz.

Turcja rozpoczynając naloty na bazy PKK w Kurdystanie irackim (KRG) liczyła na poparcie władz kurdyjskich, w szczególności prezydenta Barzaniego i jego partii – PDK. Nie jest tajemnicą, że relacje między PDK i PKK-PYD-YPG są fatalne, a w ostatnich tygodniach przed rozpoczęciem tureckich nalotów uległy dalszemu pogorszeniu. Premier KRG N. Barzani wezwał PKK do opuszczenia terenu KRG. PDK chciała również wprowadzić do Rożawy tzw. Peszmergę syryjską, czyli oddziały Kurdów syryjskich szkolonych w Kurdystanie irackim, m.in. przez tureckich instruktorów. Dlatego też premier Turcji Davatoglu ogłosił, po rozmowie telefonicznej z Masudem Barzanim, iż ten poparł naloty tureckie na terytorium KRG. Barzani szybko to jednak zdementował, choć nie potępił też jednoznacznie operacji tureckich. To również nie dziwi, Turcja bowiem postawiła Barzaniego w bardzo kłopotliwym położeniu w bardzo delikatnym dla niego momencie.

Barzani miał plan ogłoszenia w najbliższym czasie, najpóźniej w przyszłym roku, niepodległości Kurdystanu. Porozumienie nuklearne z Iranem spowodowało, iż ideę podziału Iraku na trzy regiony poparły arabskie państwa Zatoki Perskiej z Arabia Saudyjską, chcące stworzyć bufor antyirański. Dla Barzaniego kluczowa była zgoda Turcji, gdyż to właśnie ona, obok Iranu, jest głównym partnerem handlowym KRG, a wpływy ze sprzedaży ropy do i poprzez Turcję stanowią niemal wyłączną podstawę budżetu Kurdystanu. Ciągle spory z Bagdadem dotyczące budżetu miały w najbliższym czasie doprowadzić do samodzielnej sprzedaży ropy przez KRG, co doprowadziłoby do ekonomicznej niezależności, a następnie niepodległości.

Tureckie naloty mogą jednak uniemożliwić realizację tego planu. Relacje turecko-kurdyjskie (KRG) oparte są na interesach i Kurdowie w Iraku nigdy nie zapałali sympatią do Turków, a mimo wszelkich różnic dzielących ich z Kurdami tureckimi, czują jednak z nimi więź narodową. Dotyczy to w szczególności niższych warstw społecznych oraz ludzi młodych, którym zaimponowało bohaterstwo YPG w bitwie o Kobane. W KRG stały się popularne wojenne pieśni PKK i YPG, a po wyborczym zwycięstwie HDP w Turcji ludzie w irackim Kurdystanie wyszli na ulice, by to świętować. Te nastroje pro-PKK/YPG/HDP są jeszcze silniejsze w południowej części KRG (Sulejmani, Kirkuk), gdzie dominuje nie PDK lecz konkurencyjne partie – PUK (której członkiem jest prezydent Iraku) i Gorran.

Dlatego trudno się było spodziewać poparcia opinii publicznej w KRG (nawet w pro-PDKowskim Erbilu) dla nalotów tureckich, zwłaszcza po tym, gdy zaczęli w nim ginąć cywile, kurdyjscy wieśniacy. 31 lipca w nalotach na wioskę Zargali zginęło ośmiu wieśniaków, w tym ciężarna kobieta i roczne dziecko. Turcja odrzuciła oskarżenia i zapowiedziała dalsze naloty.  W takiej sytuacji insynuacja Davatoglu, iż Barzani popiera naloty, była dla niego wręcz kompromitująca i wydał on szybko dementi.

Barzani znalazł się między młotem i kowadłem, a sytuację komplikuje to, że 20 sierpnia powinny się odbyć – teoretycznie - wybory nowego prezydenta Kurdystanu irackiego. Kadencja w zasadzie upłynęła 2 lata temu ale wtedy kurdyjskie partie osiągnęły porozumienie w parlamencie i przedłużyły ją do 20.08.2015 r. Ponadto, ponownie teoretycznie, Barzani nie może ponownie sprawować kadencji. Miało temu zaradzić przyjęcie nowej ustawy dotyczącej wyborów i uprawnień prezydenta ale intensywne negocjacje nie przyniosły rezultatu. Istotne znaczenie ma również to, iż PUK i Gorran mają zupełnie inną wizję relacji zagranicznych KRG, są niechętne Turcji, mają lepsze relacje z Bagdadem i optują za reorientacją stosunków handlowych w kierunku Iranu.

Tureckie naloty z całą pewnością nie wzmacniają pozycji Barzaniego w tym szczególnym momencie, gdy potrzebuje on zawarcia jakiegoś układu z przynajmniej jedną z głównych partii opozycyjnych, a czasu na to jest już bardzo mało. PUK i Gorran po zbombardowaniu Zargali wysłały tam swoją delegację i kategorycznie zażądały od Turcji zaprzestania nalotów. Podobne stanowisko zajmuje też rząd iracki, który ostro zaatakował Barzaniego za to, że pozwala na bombardowanie terytorium, które stanowi, bądź co bądź, część Iraku. Bagdad zapowiedział nawet przesłuchanie Barzaniego w tej sprawie przez iracki parlament. Oczywiście, władze w Bagdadzie niewiele mogą zrobić Barzaniemu ale te kroki stawiają go  pod jeszcze silniejszą presją własnej opinii publicznej.

Obecnie Barzani i PDK stoją w rozkroku na barykadzie, wzywając PKK do opuszczenia KRG i oferując pomoc we wznowieniu dialogu pokojowego. Problem w tym, że tego drugiego nie chce Turcja, a co do tego pierwszego to PKK nie bardzo ma gdzie się wycofać. Wszak wycofanie się z Turcji było właśnie elementem dialogu pokojowego, a wyjście o Rożawy mogłoby stać się pretekstem do frontalnego ataku tureckiego na YPG. Barzani nie chce jednak, by jego relacje z Turcją się załamały, gdyż pogrąży to plany niezależności finansowej oraz niepodległości. Problem w tym, że może to się okazać nieuniknione, jeśli Turcja nie zmieni polityki (tj. nie wstrzyma nalotów i nie wróci do negocjacji), a na to się nie zanosi, gdyż naloty mają służyć Erdoganowi do zdobycia większości w parlamencie we wcześniejszych wyborach.

Pewnym pomysłem na odwrócenie uwagi opinii publicznej od nalotów tureckich na pozycje PKK może być ofensywa w Szengalu, którą 3.08, w rocznicę masakry jazydów, zapowiedział Barzani. Prezydent KRG kontroluje przy tym Peszmergę i służbę bezpieczeństwa Asaisz, a ponadto wielu polityków, również z pozostałych partii, ma też świadomość ryzyka dla gospodarki i polityki zagranicznej KRG, jeśli Barzani przestanie być prezydentem. Nie zmienia to jednak faktu, że PUK i Gorran, a także znaczna część opinii publicznej, wreszcie też rząd iracki, chcą powstrzymania Turcji i zmian w relacjach turecko-kurdyjskich. Nie ma też wątpliwości, iż naloty na Irak (Kurdystan iracki) są nielegalne, gdyż nie było żadnego ataku na Turcję z tego terytorium.

Kolejnym problemem dla Barzaniego jest to, że PKK już pokazała, iż też jest w stanie zagrozić relacjom KRG z Turcją, atakując rurociąg Kirkuk – Ceyhan. KRG wyceniła straty z tego powodu na 250 milionów USD, czyli swój miesięczny budżet. PKK stwierdziła natomiast, że nie wiedziała, że to rurociąg pompujący ropę kurdyjską. Na tym etapie celowe atakowanie tego rurociągu przez PKK może bowiem zwrócić opinię publiczną Kurdystanu irackiego przeciw PKK. Jeśli jednak KRG zdecydowałoby się na pełną konfrontację z PKK wspierając Turcję i zmuszając PKK do opuszczenia Kurdystanu irackiego, to PKK zablokuje tranzyt ropy tym rurociągiem, prowadząc do ekonomicznej katastrofy KRG lub konieczności reorientacji zagranicznej na Iran i popraw relacji z Bagdadem.

Relacje gospodarcze turecko-kurdyjskie nie służą wyłącznie jednej stronie. Jeśli ataki PKK lub wewnętrzna opozycja w KRG zmuszą władze Kurdystanu irackiego do ochłodzenia stosunków z Turcją i reorientacji polityki zagranicznej, to Turcja bardzo dużo na tym straci. Turcja jest obecnie największym inwestorem zarówno w KRG, jak i na południu Iraku. Ankara nie bez powodu wspiera  też stworzenie w Mosulu i Anbarze „sunnilandu” kierowanego przez b. gubernatora Niniwy Nudżajfiego, gdyż ten twór byłby całkowicie zależny od Turków. Bez poparcia Kurdów te plany nie mają szansy realizacji, a czas znów ucieka, bo siły rządowe w Iraku są bliskie opanowania Anbaru i jest możliwe, iż jeszcze w tym roku przystąpią do ataku na Mosul. Spojrzenie na mapę pokazuje też, że dla wojsk irackich i Hashd Shaabi cennym sojusznikiem w takiej operacji może się okazać YPG (jeśli Peszmerga odmówi swego udziału). Ofensywa sił YPG na południe od Hasaki w kierunku Eufratu stanowiłaby bowiem ogromne wsparcie dla irackiej ofensywy na północ, z Anbaru do Niniwy.

Od ponad 20 lat w teoretycznych rozważaniach funkcjonuje projekt stworzenia turecko-kurdyjskiej federacji. Danie Kurdom autonomii pozwoliłoby Turcji na anektowanie północnej Syrii i Iraku, ze złożami w Kirkuku i Mosulu. Kurdowie mieliby za to zjednoczony, choć nie niepodległy, Kurdystan. Taki organizm byłby największą potęgą w regionie i szachowałby Iran, którego ludność to w 18% tureccy Azerowie, a w 10% to Kurdowie. Turecki islamizm i nacjonalizm nie pozwala jednak na realizację tego planu i stanowi teraz szansę na przejęcie inicjatywy przez Iran, a Turcja kolejnej szansy może już nie mieć. PKK może również uniemożliwić realizację wszelkich projektów tranzytowych w sektorze paliwowo-gazowym przez Turcję.

Witold Repetowicz

Komentarze