Reklama

Geopolityka

Wojna Prigożyna

Jewgienij Prigożyn wraz z wagnerowcami przejął główną kwaterę dow. Południowego Okręgu Wojskowego w Rostowie nad Donem
Autor. mat. Grupy Wagnera/Telegram

Każda wojna w trakcie jej trwania osnuta jest mgłą. Jedna jest mniej, a inna bardziej gęsta. Ale zawsze powoduje to brak możliwości rzetelnych relacji i rzetelnych analiz. Obecna agresja Rosji na Ukrainę jest przykładem skrajnego braku dostępu do prawdziwych danych i informacji.

Reklama

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Reklama

Nie inaczej ma się z piątkowo-sobotnimi wydarzeniami związanymi z Grupą Wagnera, kierowaną przez Jewgienija Prigożyna. Skala możliwości ocen co tak naprawę się wydarzyło jest bardzo szeroko. Od rzeczywistego buntu Prigożyna wykorzystującego całkowity już rozpad struktur kierowania i dowodzenia Rosją po pełną ustawkę czyli akcję ustaloną w władzami w Moskwie. Na razie nie wydaje się możliwe danie prawidłowej diagnozy. Nawet nie wiadomo czy wspólnota wywiadowcza Zachodu jest w stanie ustalić o co tak naprawdę chodziło. Zapewne za jakiś czas będzie wiadomo więcej, ale na razie warto zwrócić uwagę na szereg niekonsekwencji i zaskakujących zwrotów akcji.

Czytaj też

Prigożyn twierdził, iż nie występuje przeciwko prezydentowi Putinowi tylko przeciwko ministrowi obrony generałowi armii Szojgu i jego pierwszemu zastępcy – szefowi Sztabu Generalnego Federacji Rosyjskiej generałowi armii Gierasimowowi. Miało to być spowodowane całkowicie błędnie prowadzoną przez nich wojną na Ukrainie. W niedzielę, gdy zakomunikowano zakończenie akcji Grupy Wagnera, zapowiedziano, że sprawa ta zostanie „załatwiona". Tymczasem w poniedziałek rano na oficjalnej stronie internetowej rosyjskiej armii pokazano film i zdjęcia z kolejnej wizyty ministra Szojgu w dowództwie Zgrupowania Wojsk (Sił) „Zachód". Oczywiście nie wiadomo, z którego dnia pochodzą te materiały, ale nieprzypadkowo znalazły się w porannym serwisie informacyjnym. Jest to ewidentny przykład, że Szojgu się broni.

Reklama

Tak samo dziwnie wygląda sobotni film z porannych negocjacji Prigożyna z delegacją rosyjskich generałów w Rostowie nad Donem. Właściwie film ten nie wygląda na negocjacje, a raczej połajanki ze stronu Prigożyna. A rozmówcami byli wiceminister obrony generał-pułkownik Junus-Biek Jewkurow odpowiedzialny na szkolenie całych Sił Zbrojnych oraz zastępca szefa Głównego Zarządu (dawniej GRU) Sztabu Generalnego generał-lejtnant Władimir Aleksiejew. Szokujący był nie tylko przebieg tej rozmowy, ale również jej okoliczności. Odbywała się ona na podwórzu prawdopodobnie kompleksu koszarowego Dowództwa Południowego Okręgu Wojskowego i była nagrywana prze Wagnerowców. Rozmówcy otoczeni byli przez uzbrojoną ochronę Progożina, a rosyjscy generałowie byli sami i oczywiście nieuzbrojeni. Czy tak prowadzi się negocjacje ?

Czytaj też

Samo wejście oddziałów Grupy Wagnera do Rostowa nad Donem również wyglądało spektakularnie. Grupa ta jest prywatną firmą wykonującą zlecenia władz rosyjskich i rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Z filmów widać, iż wjechali oni do miasta zupełnie swobodnie. Wagnerowcy mieli do pokonania ponad 100 km, musieli opuścić strefę specjalnej operacji wojennej czyli wojny i poruszali się drogami publicznymi. Rosjanie mają na czas takich działań rozbudowaną wojskową organizację kontroli ruchu. Ruchy kolumn żołnierzy Prigożyna nie mogły ujść uwadze armii rosyjskiej. Zagadką jest czy tolerowała ona ten przemarsz, czy też bezwład hierarchicznej struktury wojska spowodował pełne zaskoczenie w Rostowie.

Niestety bardzo trudno jest określić jakie siły armii rosyjskiej znajdują się w poszczególnych rejonach Rosji. Na często publikowanych w internecie mapkach na froncie na Ukrainie pokazywane są całe rosyjskie jednostki i związki taktyczne. A należy pamiętać, iż w większości nie walczą tam całe jednostki tylko ich wydzielone części. Spowodowane jest to tym, iż na Ukrainie walczą żołnierze zawodowi, kontraktowi i ochotnicy. Te jednostki, które w czasie kolejnego poboru przyjmują poborowych i szkolą ich częściowo nadal znajdują się w miejscach stałej dyslokacji na terenie Rosji. Tak samo jak część ciężkiego rosyjskiego sprzętu nadal znajduje się na terenie Rosji. A w obronie Rostowa, Woroneża czy Moskwy mogą stanąć jednostki składające się z poborowych lub liczne jednostki, które z racji swojego charakteru nie biorą udziału w wojnie.

Czytaj też

Nic takiego nie było widać w piątek wieczorem ani w sobotę. Wręcz przeciwnie. Pokazywane blokady na drogach raczej nie wyglądały poważnie. Małe grupki żołnierzy i funkcjonariuszy Rosgwardii oraz policji z lekkim uzbrojeniem czy pojedynczym transporterem opancerzonym nie stawiły by oporu kolumnom Prigożyna.

A Grupa Wagnera została uzbrojona przez Rosję w czołgi, bojowe wozy piechoty czy samoloty. Na filmie było widać nawet działający zestaw przeciwlotniczy Pancyr-S1. Gdyby Rosjanie na poważnie brali możliwość dalszego marszu kolumn na Moskwę, zaczęliby od unieszkodliwienia ich obrony przeciwlotniczej. Doniesienia o zestrzeleniu Mi-35, Mi-8 i samolotu Ił-22M nie pozwalają na jednoznaczne określenie, które z nich po prostu znalazły się przypadkowo w zasięgu obrony przeciwlotniczej Wagnerowców. Ci nie wiedząc kto i w jakim celu leci, zestrzeli ich. Kolumny Wagnerowców przypominające bardziej tabory niż zorganizowane kolumny marszowe byłyby stosunkowo łatwym celem dla rosyjskiego lotnictwa. Pytaniem pozostaje na razie, czy nie zbombardowano ich celowo ponieważ toczyły się negocjacje, czy ktoś w Moskwie w jakiś sposób wspierał ich działania i sabotował zdecydowane użycie siły przez armię rosyjską?

Same negocjacje, w których miał brać udział prezydent Białorusi Łukaszenka, też zostały pokazane w zaskakujący sposób. Z jednej strony propaganda białoruska przedstawiła je jako kluczowe, a prezydent Putin podziękował Łukaszence, a z drugiej strony jaki cel miał Prigożyn negocjując właśnie z nim? Otrzymanie „azylu" na Białorusi nie było chyba celem człowieka, który zapewne bardzo dorobił się na współpracy z władzami na Kremlu. Dodatkowo jeśli odwrót Wagnerowców załatwił Łukaszenka to w jakim świetle stawia to jego obecnego mentora czyli prezydenta Putina. Czyżby Łukaszenka coraz bardziej chciał wyzwolić się z ucisku Putina i stanąć na czele nowego państwa związkowego czyli połączonej Rosji i Białorusi ?

Kolejną zagadką pozostają informacje na temat przygotowań do obrony Moskwy. Sprawa wydaje się raczej humorystyczna niż poważna. W 1941 roku Moskwy bronił cały naród radziecki, a w sobotę wprowadzono tylko reżim antyterrorystyczny. Ewidentnie były to działania propagandowo-pokazowe, a nie realne przygotowania do obrony miasta. Wyraźnie nie wierzono, iż Prigożyn na czele kolumny swoich żołnierzy przyjedzie do Moskwy. A nawet jeśli przyjedzie to co kilkutysięczne jego wojsko zrobi w kilkunastomilionowej stolicy? Aby taki pucz czy też bunt udał się, to zapalnik w postaci Prigożyna musiałby spowodować wybuch struktur siłowych w Moskwie, które musiałyby go poprzeć lub wręcz nim sterować. Tymczasem nie ujawniły się, żadne struktury czy też ośrodki władzy, które choć w minimalny sposób dały sygnał o poparciu Prigożyna. Nawet jeśli miał on sprzymierzeńców w Moskwie to brak ich działania całkowicie zanegował ich przydatność i kreatywność w „konspiracji".

Zaskakujące jest również publiczne działanie prezydenta Putina, a właściwie praktycznie jego brak. Sobotnie poranne jego wystąpienie telewizyjne brzmiało groźnie. Ale już kilka godzin później, gdy Wagnerowcy zwijali się z Rostowa, nie pojawił się on ponownie publicznie i nie ogłosił zwycięstwa. Wręcz odwrotnie. Jego sekretarz prasowy Dmitrij Pieskow przekazał, iż gwarancją „azylu" Prigożyna na Białorusi są właśnie słowa Putina. Ta polityczna część sobotnich wydarzeń, pozbawiona jakiejkolwiek dynamiki, nie daje podstaw do osądu, czy na Kremlu wrzało od dyskusji i walki politycznej, czy był to element wcześniej przygotowanej układanki.

Wydarzenia polityczne w Rosji, które będą miały tam miejsce w przeciągu następnych kilku dni, może trochę wyjaśnią o co tak naprawdę w tym wszystkim chodziło. Na razie wydaje się, że Moskwa straciła reszki prestiżu i wiarygodności międzynarodowej i wewnątrzrosyjskiej oraz zachwiała się pozycja Putina. Ale jeśli była to celowa gra, to może jest ona zapowiedzią poważnych zmian w wojnie na Ukrainie. Albo doprowadzi ona do rozpoczęcia jakichkolwiek rozmów pomiędzy stronami lub wręcz przeciwnie do intensyfikacji rosyjskiej agresji pod nowym kierownictwem wojskowym.

Możliwe, iż w starciu Prigożyn kontra Szojgu i Gierasimow na kremlowskich salonach wygrała ta druga opcja i ten „rajd" Wagnerowców był łabędzim śpiewem ich szefa i właściciela. Oznaczałoby to, iż osobiste ambicje Prigożyna wzięły górę nad dalszym prowadzeniem dochodowego biznesu. Możliwe jest również, iż rozkaz ministra Szojgu o „rejestracji" oddziałów pozawojskowych walczących na Ukrainie miał go do tego właśnie sprowokować. Wydaje się to realne, bo przecież Grupa Wagnera działa na froncie na podstawie umów z ministerstwem obrony. Dotyczą one zarówno wynagrodzenia grupy, jak i przekazywania jej sprzętu wojskowego i amunicji. W takim przypadku jaka „rejestracja" była potrzebna? Piątkowo-sobotnie wydarzenia prawdopodobnie doprowadzą do rozłamu wśród żołnierzy Prigożyna. Część z nich może przejść na służbę kontraktową bezpośrednio do armii rosyjskiej, a pozostała część pozostać w jakiejś nowej organizacji powstałej na zgliszczach Grupy Wagnera. Chyba, że będzie ona dalej działać, na podstawie poleceń napływających z Białorusi. Jednak wydaje się to mało prawdopodobne.

Najbliższe godziny i dni na pewno przyniosą kolejne informacje, które będą podstawą do wyciągania kolejnych, miejmy nadzieję bardziej szczegółowych, wniosków.

Czytaj też

Przy okazji warto po raz kolejny zasygnalizować, jak bardzo nieobliczalnym krajem jest Rosja. Jak bardzo dużo uwagi trzeba poświęcić na zbieranie danych i ich analizę. Należy przy tym pamiętać, iż nawet to nie zapewni zawsze wyciągnięcia prawidłowych wniosków. Tymczasem medialne podgrzewanie tematu oparte jest na natychmiastowym wyciąganiu wniosków na podstawie braku rzetelnych informacji. Tak w sobotę wyglądały opisy marszu na Moskwę, buntu i dezercji rosyjskich oddziałów z frontu na Ukrainie, porównania z rokiem 1917, wieszczenie załamania się rosyjskiego imperium i wiele, wiele innych komentarzy.

Niestety w przypadku Rosji tak się nie uda. W poniedziałek wydaje się, iż linia frontu nadal jest w miarę statyczna i trwa wojna pozycyjna. Wojna ta pochłania kolejne setki, tysiące ofiar i nadal nie widać chęci oraz możliwości zmiany jej z pozycyjnej na manewrową. Może właśnie ten brak możliwości przełamania losów tej wojny był również czynnikiem wywołującym „bunt" Prigożyna?

Reklama

Komentarze (7)

  1. Franek Dolas

    Najbardziej kuriozalne w tym wszystkim jest to że porozumienie z Prigożinem negocjował Łukaszenko który zagwarantował mu azyl na terenie Białorusi. A może Łukaszenki już nie ma a na jego tron wstąpi Prigożin?

    1. z00rro

      Dokładnie!

  2. Zbyszek

    Właśnie za takie artykuły cenie Defence24!

    1. drzewo

      Niestety 1 na 5

  3. drzewo

    GENeralnie zgadzam sie. Za duzo idiotcznych kometrzy z uprszczniem a tu dokadna ANALIZA i wiele opcji. Z Tym ze dodam ze takie ~nieobliczane; - akcje sa tez w USa np atak na Capitol - a nawet w otwartym intrencje jest bardzo duzo o dzilanch w tym czasie slzb US. Oczywiscie my sie tym nie intesujemy, ale juz np Niemcy zwracaja uwage na podsuchy instalowane przez CIA i inne agencje. A to nie jest tak ze w ROsji sie dzieje a w USa - pustka. Wrecz odwrotnie.

  4. ms wenda

    Pod koniec maja Putin spotyka się z Łukaszenką, ten trafia do szpitala, po tym co tam usłyszał. W tym czasie Prigożin pozwala sobie na coraz większą krytykę dowództwa FR w przestrzeni publicznej. Zaraz po tym Kadyrowcy zostają ponownie wysłani na Ukrainę. Kończy się sztama Czeczena i Kucharza. W okolicach 10 czerwca Prigozin otwarcie już podważa zdolności Szojgu do przewodzenia resortem. W tym samym czasie ogłasza pobór chętnych do rajdu na Warszawę i pisze o konieczności przebycia 700km, oferuje naukę kilku zwrotów po polsku. Rozpoczęcie naboru wskazuje na datę 28 czerwca. Putin zaczyna akcję rozmieszczenia w swojej kolonii głowic atomowych. Wskazuje na początek lipca ale możliwe, że głowice już tam są. Wydarzeń ostatniego weekendu przypominać nie trzeba. W Osipowiczach, odległych prawie 700km od Warszawy, rozpoczyna się budowa obozu, mogącego pomieścić 8000 Wagnerowców. Łukaszenka ogłasza legalną kontynuację działalności Grupy. Czy to jednak nie jest jeden wielki teatr?

  5. Bunio

    Może chodziło aby odsłonili się przeciwnicy putina? Putin chciał sprawdzić na kogo może liczyć a kogo ma się pozbyć. Znaleźć najsłabszy element tej układanki. A tak swoją drogą to ciekawe czy putin jeszcze żyje, bo może już tylko pozostali sobowtórzy, którymi ktoś kieruje ;-)

  6. papa lebel

    Na razie mieliśmy "rewolucję 1905 ver.2.0". Czekam na powtórkę rewolucji roku 1917 :)

  7. Komi

    Ja zupełnie nie mogę zrozumieć, co tam się właściwie w piątek i sobotę wydarzyło... Jeżeli to była jakaś ustawka, to nie potrafię dostrzec kto na tym zyskał, jeżeli to nie była ustawka to nie rozumiem, czemu Prigożyn ustąpił i w zasadzie się poddał... dla mnie to najdziwniejsze wydarzenie jakie widziałem.

Reklama