Geopolityka

Rakiety z Izraela zastąpią Patrioty w Arabii Saudyjskiej? [KOMENTARZ]

Iron Dome / Fot. Amit Agronov / IDF (CC BY-SA 3.0)
Iron Dome / Fot. Amit Agronov / IDF (CC BY-SA 3.0)

Arabia Saudyjska rozważa zakup izraelskich systemów obrony przeciwrakietowej. W grę może wchodzić zarówno system krótkiego zasięgu Iron Dome, jak i system Barak-8ER (średniego/dalekiego zasięgu, ze zdolnością zwalczania celów balistycznych) – pisze Breaking Defense. Powodem tej sytuacji jest kolejne wycofanie amerykańskich sił z regionu...

Stany Zjednoczone zdecydowały o wycofaniu co najmniej części zestawów Patriot z Arabii Saudyjskiej, jak i cięższych zestawów THAAD. Wycofanie tych systemów, którymi Amerykanie wzmocnili obronę przeciwrakietową i przeciwlotnicza Arabii Saudyjskiej po atakach rakietowych Huti na saudyjskie instalacje wydobywcze w 2019 roku, było czymś czego można się było prędzej czy później spodziewać. Saudyjczycy także zdawali sobie z tego sprawę i w odpowiedzi na to zbierali informacje na temat możliwości dokupienia systemów obronnych na całym świecie, m.in. w Rosji i Chinach ale także w Izraelu. Samo wycofanie było więc przewidywalne, ale nie styl w jakim wykonała to administracja Joego Bidena. Amerykańskie baterie zostały bowiem wycofane z Królestwa Arabii Saudyjskiej, a dokładnie z bazy lotniczej Prince Sultan, nagle i bez rozgłosu.

Forma tego przebazowania przywodzi więc na myśl tą znaną z ostatnich tygodni i miesięcy w Afganistanie, kiedy to Afgańska Armia Narodowa z dnia na dzień została pozbawiona amerykańskich sojuszników. Izraelskie źródła z którymi rozmawiał portal Breaking Defense, mówiły wręcz o „napluciu Saudyjczykom w twarz”. Nawet jeżeli sformułowania te są przesadzone, to po raz kolejny styl zachowania się Waszyngtonu wobec kolejnego sojusznika nie wydaje się właściwy i to pomimo zapewnień o jego „głębokim zaangażowaniu” w sprawy Bliskiego Wschodu

Reklama
Reklama

Do wycofania doszło bowiem nie w chwili kiedy walki z Huti zaczęły słabnąć. Przeciwnie, 29 sierpnia zaatakowali oni za pomocą dronów i pocisków rakietowych bazę lotniczą Al-Anad w Jemenie, gdzie stacjonowały wojska saudyjskie i sprzymierzonych z Arabią Saudyjską państw arabskich. W ataku zginęło 30 żołnierzy a 60 zostało rannych. Wkrótce potem nastąpił kolejny atak na miasto Dammam niedaleko Bahrajnu, a 11 września pięć dronów i pocisk rakietowy spadły na  port Al-Maka, przez który swoje wojska do Jemenu transferują Zjednoczone Emiraty Arabskie.

I chociaż scenariusz szybkiego załamania się wojsk saudyjskich, tak jak to miało miejsce w Afganistanie nie jest realny, to Huti najwyraźniej rosną w siłę, podczas gdy Amerykanie ewakuują strategicznie ważny element swoich sił.

 W tej sytuacji nie dziwi, że  w odpowiedzi Rijad zaczął poważnie rozważać zakup systemów przeciwrakietowych z Izraela, czyli coś co kilka lat temu wydawało się nie do pomyślenia ze względów politycznych. Zdaniem izraelskich źródeł rozmowy na ten temat były wprawdzie prowadzone od kilku lat, ale teraz weszły one na znacznie wyższy poziom. Rozważane są systemy średniego/dalekiego zasięgu typu IAI Barak-8ER (ze zdolnością zwalczania taktycznych pocisków balistycznych) lub (i?) używane od dekady w warunkach bojowych systemy krótkiego zasięgu Rafael Iron Dome. Arabia Saudyjska jest już użytkownikiem zestawów Patriot, włącznie z pociskami PAC-3 CRI, ale najwyraźniej poważnie rozważa ich uzupełnienie o systemy izraelskie, w sytuacji gdy USA - państwo-producent Patriotów - wycofują te zestawy (i THAAD) z jej terytorium.

Obydwie strony wydają się zapominać o kwestiach ideologicznych i patrzeć na sprawę praktycznie - z punktu widzenia „wspólnych nieprzyjaciół” i wspólnego interesu. Ze względów technicznych i politycznych ewentualna transakcja powinna raczej otrzymać błogosławieństwo Waszyngtonu. Przy jego zapewnieniach o nieustającym poparciu dla sojuszników z Bliskiego Wschodu wydaje się to formalnością. Szczególnie, że zakup systemów izraelskich uchroni Arabię Saudyjską przed zakupem rozwiązań rosyjskich i chińskich. Zakup od ChRL bądź Rosji byłby rozwiązaniem niekorzystnym dla samych Saudyjczyków, którzy otrzymaliby broń zupełnie niekompatybilne z posiadanymi obecnie systemami Patriot i THAAD, ale także także z punktu widzenia USA, ponieważ największy światowy importer uzbrojenia nie zacząłby kupować uzbrojenia od geopolitycznych rywali a jedynie od amerykańskiego sojusznika w regionie.

Zakup mógłby też oznaczać izraelsko-saudyjskie zbliżenie polityczne i w dłuższej perspektywie doprowadzić do oficjalnej normalizacji stosunków Rijadu i Jerozolimą. A zatem przyczyniłby się do tzw. „pokoju na Bliskim Wschodzie”, choć faktycznie nie do pokoju a do większej konsolidacji w regionie bloku przeciwnego Iranowi. Niezależnie od tego jak rozwinie się sytuacja to poszkodowanym będzie z pewnością amerykański przemysł zbrojeniowy, który najwyraźniej utraci - przynajmniej częściowo - wspaniały rynek na obronę powietrzną.

Komentarze