- KOMENTARZ
Pszczel: kryzys wokół Grenlandii wymaga szczytu NATO [WYWIAD]
Czy postępowanie administracji Trumpa w sprawie Grenlandii zagraża spójności NATO? Analityk OSW, wieloletni pracownik Kwatery Głównej Sojuszu Robert Pszczel odpowiada twierdząco. Według niego kryzys wymaga zwołania nadzwyczajnego szczytu Organizacji lub co najmniej spotkania ministrów państw członkowskich. Pszczel zgadza się z Amerykanami, że trzeba zwiększyć bezpieczeństwo Grenlandii, ale wskazuje drogę inną niż aneksja.
Autor. Ssgt. Jaime Sanchez/US Space Force
W środę sekretarz stanu USA Marco Rubio ma się spotkać z przedstawicielami władz Danii i Grenlandii, by rozmawiać o przyszłości wyspy. Obecna amerykańska administracja mówi o konieczności wchłonięcia tego terytorium przez USA. W rozmowach ma też uczestniczyć wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance.
„Patrząc na to, co się dzieje wokół Grenlandii, w związku z działaniami obecnej administracji USA i osobiście prezydenta Trumpa, mamy w tej chwili do czynienia z czymś, co się nazywa trollowaniem Europejczyków. To już nie są wypowiedzi, np. w prezydenckim samolocie – pojawiają się oficjalnie na stronie Białego Domu. Pewien usłużny kongresman z Florydy już złożył formalny projekt ustawy, która miałaby wręcz nakazać Stanom Zjednoczonym dążenie do przejęcia po prostu Grenlandii. A więc, z którejkolwiek strony spojrzeć, jest to oczywiście cios w dobre relacje transatlantyckie, relacje z sojusznikiem takim jak Dania i z zasadami, które do tej pory regulowały te relacje. I z oczywistych względów to jest rzeczywiste, ogromne zagrożenie – sytuacja jest bezprecedensowa” – powiedział Pszczel Defence24.pl.
Grenlandia jest tzw. terytorium zależnym, ale de facto, z punktu widzenia prawa międzynarodowego, jako część Danii „jest terytorium NATO ze wszystkimi tego konsekwencjami”. „NATO jako organizacja jest zobowiązana do ochrony tego terytorium z punktu widzenia integralności terytorialnej i zmiany statusu. A tu mamy do czynienia z sytuacją, gdy największy, najważniejszy sojusznik nagle stwierdza, że właściwie chciałby dokonać aktu – tak to trzeba nazwać wprost – agresji” – powiedział dyplomata.
Dylemat SACEUR-a
Według Pszczela retoryka administracji Trumpa wobec Grenlandii i Danii to rzecz bez precedensu „i trudno się nawet do tego odnieść”. Wskazał na jej konsekwencje dla naczelnego dowódcy sojuszniczych sił w Europie (SACEUR), który zarazem dowodzi siłami amerykańskimi w Europie. „Jako SACEUR generał Alexus Grynkewich odpowiada za plany obronne w ramach NATO – to jest jego główne zadanie. W ramach tych planów istnieją plany dotyczące Danii, tak jak każdego innego terytorium, w tym Grenlandii. Z drugiej strony Grynkewich jest głównodowodzącym siłami amerykańskimi w Europie. Więc jest to sytuacja niezwykła, niesłychana i trudno przewidzieć, w którą stronę się rozwinie” – zauważył Pszczel.
„Oczywiście są głosy sugerujące, że to część taktyki – do której prezydent Trump już nas trochę przyzwyczaił – polegającej na stawianiu różnych żądań – po części niekoniecznie realistycznych albo takich, które sam nie do końca chciałby zrealizować, po to, żeby wymusić pewne ustępstwa negocjacyjne. W przypadku Grenlandii trudno zgadnąć, o jakie ustępstwo miałoby chodzić” – powiedział ekspert. „Oficjalna argumentacja Białego Domu i samego Donalda Trumpa jest taka, że Grenlandia jest zbyt ważna strategicznie i nie można dopuścić, by znalazła się w stanie zagrożenia ze strony takich państw jak Rosja i Chiny, które ostrzą sobie na nią zęby, a ponieważ Dania i inne kraje nie radzą sobie z zapewnieniem Grenlandii bezpieczeństwa, Stany Zjednoczone muszą przejąć wyspę” – dodał.
To – podkreślił Pszczel – „niezgodne ze stanem faktycznym i zupełnie niezrozumiałe”. „Amerykanie, gdyby tylko chcieli, mogliby znacząco zwiększyć swoją obecność wojskową na Grenlandii. Są też pomysły dotyczące zwiększenia zaangażowania NATO jako organizacji. Mówimy o patrolach, zwiększonej obecności - również wojsk innych krajów sojuszniczych. Jest także grupa państw arktycznych. Są więc dziesiątki sposobów działania, wiele forów, gdzie to powinno być dyskutowane”.
Są sposoby, należy je wykorzystać
„Jeśli Amerykanie rzeczywiście uważają, że poziom bezpieczeństwa w Grenlandii powinien być wyższy, to w żaden sposób nie uzasadnia to działań, które wychodzą poza wszystkie możliwe akceptowalne ramy. Żądania przejęcia czy dążenie do zaboru terytorium to nie jest coś, czego powinniśmy się spodziewać ze strony sojusznika, a jednak mamy z tym do czynienia” – zaznaczył.
Jak temu zaradzić? Według dyplomaty są sposoby, które należy stosować zawsze, gdy ma się do czynienia z problemem bardzo skomplikowanym i nietypowym, i ogólnie w razie kryzysu – „a mamy do czynienia z kryzysem”. „Są rzeczy, które bezwzględnie należy robić teraz, nie można z nimi czekać. Są rzeczy, które nawet jeśli zadeklarujemy, że będziemy iść w tym kierunku, wymagają czasu, ale trzeba je robić. Problem już wywołał ogromny kryzys – niektórym puszczają nerwy, o czym świadczą wypowiedzi pewnych emerytowanych francuskich generałów, którzy wręcz nawołują do tego, żeby iść na wojnę ze Stanami Zjednoczonymi w razie ataku USA na Grenlandię. Wstrzymajmy się może z takimi hasłami, natomiast uważam, że nie są wykorzystywane pewne kanały, przede wszystkim sam Sojusz” – podkreślił.
Przyznał, że „co prawda trudno sobie wyobrazić rozwój wydarzeń, w którym sojusznicy mówią: »Usiądźmy do stołu i wydajmy komunikat, żeby wszystkich uspokoić«, ale głównym problemem jest postawa Stanów Zjednoczonych, które nie zgodzą się na komunikat, gdyby ten miał je skrytykować”.
„Jednak NATO służy nie tylko do wypracowywania wspólnego stanowiska tam, gdzie są ku temu możliwości, czyli zgoda polityczna. Poza wszystkim to także kluczowe forum dyskusji. Wiele spraw może być omawianych przy otwartej kurtynie, ale też wiele rzeczy powinno się odbywać przy zamkniętych drzwiach. Do tego służy Rada Północnoatlantycka. Kiedy słucham takich wypowiedzi jak poniedziałkowa konferencja prasowa sekretarza generalnego i jego narracja, że właściwie wszystko jest w porządku, nic się nie dzieje, poukładamy sobie sprawy szeroko rozumianej Arktyki, porozmawiamy, bo jest dużo dobrych pomysłów, to z jednej strony oczywiście podoba mi się spokój. Spokój przydaje się w takich sytuacjach, ale nie można udawać, że problemu nie ma” – powiedział.
Według Pszczela sytuacja zasługuje na zwołanie specjalnego, nadzwyczajnego szczytu albo przynajmniej spotkania ministerialnego, „bo trzeba konfrontować Amerykanów z innymi racjami nie tylko poprzez media społecznościowe czy wizyty bilateralne”. „Wiemy, że sekretarz generalny Mark Rutte rozmawia telefonicznie z Marco Rubio, ale nie wiemy, co się stało w czasie tej rozmowy; wiele rozmów odbywają też ostatnio Niemcy. Sekretarz Marco Rubio i wiceprezydent J. D. Vance mają rozmawiać z władzami Grenlandii i Danii. Dobrze, że są rozmowy, ale w tej układance zdecydowanie brakuje mi NATO. Udawanie, że problemu nie ma, to błąd, bo w ten sposób Sojusz niejako sam się marginalizuje, a sam może ponieść największe konsekwencje tego kryzysu” – przestrzegł.
Dyplomata jest zdania, że „nawet gdyby spotkanie na forum NATO miało się skończyć swego rodzaju kłótnią – bo gdy są różnice zdań, to trudno, żeby wszyscy byli dla siebie mili – to lepiej, kiedy sojusznicy mówią sobie prawdę w oczy”. „Mamy do czynienia z potencjalnie największym kryzysem egzystencjalnym NATO, a główna dyskusja odbywa się poprzez media społecznościowe” – zauważył.
„Wiele osób, np. prezydent Finlandii, ostatnio lubiło dosyć często jeździć do Waszyngtonu i przedstawiać się jako te, które mają specjalne »kanały dojścia« do prezydenta Trumpa. Powinny je teraz wykorzystać. To jest ten moment, by różne kraje się zaangażowały. Ale dla mnie najważniejsza politycznie jest idea tego szczytu albo przynajmniej spotkania ministerialnego” – podkreślił.
Sojusznicza obecność, wspólne inwestycje
Według Pszczela potrzebne są konkretne działania, jeśli Europejczycy i Duńczycy mają otrzymać wsparcie w postaci argumentów w odpowiedzi na amerykańskie zarzuty niedostatecznej ochrony Grenlandii. „Należałoby rozważyć rozpoczęcie jakiejś specjalnej misji natowskiej albo misji grupy państw. Misja wiązałaby się z liczniejszymi patrolami, większą obecnością wojskową na samej Grenlandii i na całym szlaku, zwanym GIUK (Grenlandia, Islandia, UK, czyli Zjednoczone Królestwo). Problem wynika z tego, że przez ostatnie lata ciężar obowiązków związanych z patrolowaniem, obecnością wojskową, jeszcze bardziej przechylił się w stronę Stanów Zjednoczonych. Jeżeli 15-20 lat temu Wielka Brytania i Norwegia ponosiły 30-40 proc. tych obciążeń, to dziś to znacznie mniejsza proporcja i coś z tym fantem trzeba zrobić. To są konkretne kroki które dawałyby Danii, Grenlandii, wszystkim Europejczykom, którzy są przestraszeni ideą siłowego zajęcia Grenlandii, więcej argumentów” – ocenił.
„Trzecia sprawa związana z transakcyjnym, handlowym podejściem prezydenta Trumpa to inwestycje na Grenlandii, na której terytorium znajduje się wiele cennych minerałów i innych zasobów. Ich wydobycie, ze względu na specyficzny, trudny klimat, wymaga sporych nakładów. Dlaczego więc nie zastanowić się nad jakimś specjalnym funduszem, by pomóc zainwestować różnym firmom? To są po prostu duże pieniądze. Tego typu pomysłów oczywiście nie da się zrealizować w ciągu kilku dni, ale wydaje mi się, że to racjonalna i konkretna odpowiedź, kierunek, w którym powinniśmy zmierzać, zamiast epatować strachem, który nie jest najlepszym doradcą” – powiedział.



PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142