Reklama
  • WIADOMOŚCI

Pogrzeb Chameneiego oznacza koniec wojny? „Niech ropa płynie”

Władze w Teheranie ogłosiły, że uroczystości pogrzebowe zabitego na początku wojny Najwyższego Przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego odbędą się na początku lipca. Waszyngton wysyła coraz więcej sygnałów o możliwym pokoju.

Donald Trump
Donald Trump
Autor. Gage Skidmore/ wikimedia.org/ CC BY-SA 2.0
Reklama

Sytuacja z konfliktem zbrojnym, w trójkącie państw, USA-Izrael-Iran, jest niejasna. Choć formalnie na linii USA-Iran, oraz Izrael-Hezbollah, obowiązuje rozejm, to walki trwają, po prostu zmienia się ich intensywność. Mowa, więc albo o zawarciu trwalszego rozejmu, albo o podpisaniu traktatu pokojowego, bądź umowy międzypaństwowej, która wprost nienazwana traktatem pokojowym de facto nim będzie.

O tym, że dojdzie do podpisania „umowy z Islamską Republiką Iranu” napisał ostatnio sam Donald Trump na Truth Social. Stwierdził on bowiem, że „umowa z Islamską Republiką Iranu została zawarta. Gratulacje dla wszystkich! Niniejszym w pełni upoważniam do bezpłatnego otwarcia Cieśniny Ormuz i jednocześnie upoważniam do natychmiastowego zniesienia blokady morskiej Stanów Zjednoczonych. Statki świata, odpalcie silniki. Niech ropa płynie!”. Problem w tym, że Trump już wielokrotnie zapowiadał zakończenie wojny. W tym wypadku, wydaje się to najbliższe prawdy, ponieważ Teheran ogłosił, że w dniach 4-9 lipca ruszą państwowe uroczystości pogrzebowe Alego Chameneiego.

Wojna zaczęła się od bombardowania kwatery rządowej Chameneiego w Teheranie. Początkowo, władze Iranu nie chciały się przyznać, że ówczesny Najwyższy Przywódca zginął. Jako sukcesora obrano jego syna – Modżtabę Chamaneiego – co z resztą przewidywałem w zeszłym roku na łamach Defence24.pl – ale ten zniknął. Mnożą się teorie spiskowe na temat statusu syna Chamaneiego, w jednej z nich sukcesor irańskiej władzy został ranny, a następnie miał zostać wywieziony z Iranu do Federacji Rosyjskiej, gdzie jest hospitalizowany.

Gdzie jest następca?

Być może następca czeka na definitywne zawieszenie walk i z uwagi na obsesję na punkcie swojego bezpieczeństwa, pojawi się dopiero na pogrzebie ojca. W innym wariancie, Modżtabę Chameneiego w ciężkim stanie zdrowotnym wybrano po to, by ukrywając jego stan zdrowia, rządzić bez pośredników i skupić władzę w rękach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Absencja Modżtaby na pogrzebie ojca będzie wyraźnym sygnałem, że sukcesor jest niezdolny do rządzenia, a być może już nie żyje.  

Ale wróćmy do rozejmu. Trump zapowiedział zniesienie amerykańskiej blokady morskiej Cieśniny Ormuz, która była odpowiedzią na analogiczną blokadę ze strony IRGC. Umowa USA-Iran ma zostać – w teorii – podpisana 19 czerwca w Szwajcarii.

Problem w tym, że Iran zapowiedział utrzymanie niezgodnego z prawem morskim (UNCLOS) myta. Przypomnę, że zgodnie z międzynarodowym prawem żegluga przez cieśniny jest „wolna”, a państwa, które geograficznie posiadają cieśniny mogą pobierać jedynie opłaty za usługi morskie – ale z pewnością nie jest nią ultimatum zapłacenia myta lub zostania zatopionym przez drony lub rakiety. Z perspektywy prawa międzynarodowego jest to morskie piractwo. Teheran ponadto chce, by żołnierze USA wycofali się z baz w regionie Zatoki Perskiej. Zapowiedziano także, że podpisanie piątkowej umowy w Szwajcarii nie dotyczy programu nuklearnego.

Pierwotnie podpisanie umowy miało się odbyć w dniu urodzin Donalda Trumpa – 14 czerwca. Z nieznanych nam powodów, których możemy się tylko domyślać, przesunięto to o tydzień. Jeżeli Iran utrzyma myto, a status nuklearnego programu pozostanie z przedwojnia, Waszyngtonowi trudno będzie to przedstawić jako wojenne zwycięstwo. Iran, rzecz jasna, wychodzi z wojny solidnie poturbowany – z widmem kryzysu gospodarczego, bez floty, bez wielu dowódców, bez ośrodków nuklearnych. Mimo wszystko to, jak umowę przedstawia Iran pokazuje, że władz nie złamano. Największym błędem Pentagonu w tej wojnie, było przystąpienie do niej bez kluczowych elementów, których znaczenie pokazują współczesne konflikty zbrojne, czyli posiadania tzw. StratCom’u (strategii komunikacyjnej) oraz PsyOps’u (operacji psychologicznych).

Pogrzeb męczennika

Islamska Republika Iranu to państwo ufundowane na teologicznej podstawie. Pogrzeb Alego Chameneiego będzie więc wydarzeniem o charakterze silnych narodowych i politycznych emocji. Spowodują one erupcję antyamerykanizmu wśród irańskich elit i większą polityczną bierność wśród opozycji. Już samo to, że z uroczystościami pogrzebowymi zaczekano, jest wbrew muzułmańskim zasadom które sugerują, że zmarłego należy oficjalnie pochować najszybciej jak to możliwe (najlepiej, maksymalnie 24 godziny po śmierci). Zaczekano, z tym, aby stworzyć z pogrzebu polityczną manifestację.

Opłakiwanie i obwożenie zmarłego to procesja, na której złamanie nie pozwolą sobie najwięksi wrogowie Chameneich, a umówmy się, sędziwy dyktator Iranu miał perską krew na rękach. Ponadto, pogrzeb ten będzie erupcją antyamerykanizmu w sąsiednim Iraku, gdzie w oparciu o szyicką część kraju Iran zbudował swoją – dosłowną – kolonię. Dla „Ummy”, czyli muzułmańskiej światowej wspólnoty Teheran zbuduje przekaz, w którym Chamenei umarł męczeńską śmiercią, by Iran mógł wygrać wojnę. Będzie „pierwszym szahidem” kraju. Władze się utrzymały, część uroczystości w Iraku obnaży to, że Amerykanie z tego Iraku wyjechali, czyli przegrali wojnę. Jeżeli umowa USA-Iran stanie się faktem i dotrwa do pogrzebu, to także w Libanie Iran będzie pokazywał swoje zwycięstwo jako państwo, które powstrzymało Izrael.

Finałem tej wojny – najdziwniejszej wojny w historii amerykańskiego imperium – jest to, że wybuchła ona o ostateczną degradację znaczenia Iranu w regionie Bliskiego Wschodu. I faktycznie Iran stracił militarne i budżetowe możliwości, by choćby wspierać Hezbollah w Libanie. Problem w tym, że uzyskując wpływ na ekonomię Cieśniny Ormuz i przeczekując w schronach amerykańsko-izraelskie bombardowania, na poziomie komunikacji strategicznej przedstawia się światu jako wygrany.

Zobacz również

WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama