Geopolityka

Nowa taktyka wojsk rosyjskich – wnioski z operacji krymskiej

Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

Wydarzenia na Krymie wyraźnie pokazały, że taktyka działania wojsk rosyjskich już dawno nie opiera się tylko na uderzeniu pancernym, ale może być bardziej elastyczna i wyrafinowana.

Wyważona operacja wojskowa

Cechą charakterystyczną krymskich działań rosyjskich był wyważony nacisk. Tak więc o ile we wcześniejszych kampaniach w Afganistanie, Czeczeni, Abchazji i Gruzji na masową skalę wykorzystywano czołgi, bojowe wozy piechoty, bojowe statki powietrzne i artylerię, tak na Krym przerzucono nie więcej niż 10000 żołnierzy, a ich najcięższymi pojazdami były kołowe transportery piechoty BTR-80. Na wzór amerykański zastosowano zasadę chirurgicznych cięć, ale nie poprzez wysłanie rakiet czy samolotów, tylko poprzez zajęcie początkowo niewielką ilością ludzi najbardziej strategicznych miejsc i to bez oddania jednego strzału.

Rosjanie nie działali więc jak najeźdźcy, ale jak powracający do pustego domu właściciele, ignorując ukraińskie wojska po wcześniejszym ich zablokowaniu w miejscach stałej dyslokacji. Widać, że Moskwa dobrze zrozumiała jakie zalety ma działanie według proponowanej od Iraku amerykańskiej zasady „zero strat”.

Dlatego tak naprawdę ta blokada jednostek była jedynym wojskowym działaniem w odniesieniu do Ukrainy. W całej tej operacji rzeczywiście trudnym zadaniem było opanowanie portu Kercz, kiedy działający tam Rosjanie byli jeszcze zbyt słabi na przeciwstawienie się aktywnemu oporowi Ukraińców. Ale ci nie przeciwdziałali i dzięki temu szybko stworzono w tamtym miejscu najważniejszą, rosyjską bazę przerzutową.

Rosjanie coraz większą wagę przywiązują też do elektronicznego wsparcia swoich działań. Nieoficjalnie mówi się o zakłóceniu i strąceniu nad Krymem jednego bezzałogowego statku powietrznego, który podobno należał do Amerykanów, ale ani jedna, ani druga strona tego nie potwierdziła. Jednak Rosjanie na pewno jako cel postawili sobie zneutralizowanie systemu pozycjonowania (GPS) i łączności, co jest podstawą tzw. „działań sieciocentrycznych”. Jeżeli by się im to udało, to wtedy znowu najbardziej zacznie się liczyć przewaga liczebna.

Wojna propagandowo - psychologiczna

Krym był miejscem, gdzie na niespotykaną skalę toczyła się wojna propagandowo – psychologiczna. Propagandowa – w odniesieniu do ludności cywilnej, psychologiczna – w odniesieniu do ukraińskich żołnierzy. W obu przypadkach Rosjanie mieli ułatwione zadanie, ponieważ mieszkańcy Krymu w ogromnej większości chcieli przyłączenia do Rosji, natomiast Ukraińcy nie mieli konkretnych rozkazów i nie mogli ufać swoim dowódcom – co wyraźnie pokazała zdrada „jednodniowego” dowódcy Floty- Berezowskiego.

Korzystano ze wszelkich możliwych środków propagandowych – w tym przede wszystkim mediów i Internetu. Zablokowano jakikolwiek dostęp do informacji ze strony ukraińskiej. Stosowano również metody zastraszania w odniesieniu do żołnierzy i przekupstwo. Wykorzystywano bezwzględnie obecność na Krymie rodzin wojskowych, przez co żołnierze ukraińscy tonowali wypowiedzi i nie chcieli się przedstawiać, chcąc uchronić bliskich przed szykanami.

Z drugiej strony Rosjanie nie zachowywali się jak zdobywcy. Ich żołnierze byli zdyscyplinowanie, nieagresywni, kompletnie i jak na warunki rosyjskie - dobrze wyposażeni. Kamizelki kuloodporne i taktyczne, maski na twarzy, okulary, ochraniacze na kolana, całe obuwie, nowe oporządzenie, lekka broń. Ogromny wpływ na pasywną postawę ukraińskich żołnierzy miało zachowanie się miejscowej ludności i władz. Z tego powodu już pierwszego dnia konfliktu to Ukraińcy zaczęli się czuć na Krymie jako obcy, a nie jak obrońcy umiłowanej ojczyzny.

Przygotowanie do operacji

Wyrachowanie Rosjan można by udowodnić znając datę rozpoczęcie przygotowań do działań na Krymie. Wszystko wskazuje na to, że Rosja wiedząc o negocjacjach w sprawie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską już od ponad roku przygotowywała się do tej operacji. Być może wiązało się to nawet z wprowadzeniem do najwyższych władz ukraińskich ludzi, którzy nie tyle działali na korzyść Rosjan, ale nie działali przeciwko nim. To właśnie te osoby m.in. dopuściły by armia ukraińską była przez pierwszy okres konfliktu niezdolna do jakiegokolwiek reagowania.

Już samo to, że oddziały ukraińskie na Krymie (a szczególnie 1 batalion piechoty morskiej w Teodozji) nie miały rozkazów alarmowego zabezpieczenia najważniejszych obiektów (port w Kerczu i lotniska) – co jest kanonem działań wojskowych, świadczy o specjalnym i ukrytym wspieraniu polityki rosyjskiej przez niektórych decydentów i wojskowych. Sprawa jest o tyle niezrozumiała, że Ukraina początkowo miała na Krymie zarówno przewagę liczebną jak i ciężki sprzęt wojskowy (w tym prawdopodobnie czołgi).

Rosjanie stanęli tak naprawdę jedynie przed problemem logistycznego wsparcia swoich żołnierzy, począwszy od dostarczenia im paliwa i żywności po zabezpieczenie noclegu i toalet. Zadanie było o tyle trudne, że rosyjscy żołnierze musieli się zachowywać jak wyzwoliciele, a nie jak zdobywcy. Wymagało to wcześniejszego zaplanowania operacji, która jak się okazało w większości przypadków zakończona została powodzeniem.

Kto wygrał?

Trudność w określeniu kto został ostatecznym zwycięzcą w „wojnie o Krym” jest jeszcze jednym znakiem tego, jak zmieniły się konflikty zbrojne. Patrząc „tradycyjnie” to Rosjanie wygrali zajmując Krym i osiągając (prawdopodobnie) założone cele. Osiągnęli oni też sukces psychologiczny i propagandowy, ponieważ dla większości Rosjan Putin postąpił słusznie, a zajęcie części Ukrainy jest wielkim zwycięstwem rosyjskiej armii.

Z drugiej strony jest Ukraina, która wyważonymi działaniami wojskowymi i wielką, międzynarodową ofensywą polityczną uratowała się przed krwawą wojną. Takie działania pozwoliły pokazać Europie prawdziwy obraz rosyjskiego wojska, które wbrew niektórym przekazom wcale nie jest tak doskonale wyposażone i wyszkolone. Poza zdjęciami oficjalnymi, z bojowo wyglądającymi żołnierzami były też neutralne, medialne przekazy pokazujące: niejednolite umundurowanie, złe obuwie, brak współdziałania w grupach patrolowych, starą broń bez szyn montażowych, brak indywidualnych środków łączności, karygodny wprost sposób prowadzenia operacji abordażowych, które w normalnych warunkach zakończyły by się dla nich katastrofą. A przecież na Krymie działały głównie oddziały specjalne i desantowo - szturmowe, a więc elita. To wszystko jest sygnałem, że w armii rosyjskiej są prowadzone zmiany, ale ich zakończenie na pewno nie jest kwestią kilku najbliższych lat. Pieniądze wydane na działania wojskowe i polityczne w pierwszych miesiącach tego roku jeszcze bardziej ten proces opóźnią.

Putin będzie teraz prawdopodobnie działał wykorzystując taktykę hieny. Będzie spokojnie czekał, patrząc na to co się dzieje na Ukrainie, różnymi posunięciami gospodarczymi starając się pogorszyć sytuację gospodarczą i polityczną tego kraju. To następny sygnał jak będą w przyszłości przebiegały konflikty na świecie. Armia staje się bowiem narzędziem wykorzystywanym tylko by zatwierdzić to, co już się osiągnęło wcześniej prowadzonymi działaniami politycznymi i gospodarczymi. Zadaniem Zachodu jest teraz nie dopuścić, by Putinowi się to udało. A jest to trudniejsze niż wysłanie kilku tysięcy żołnierzy amerykańskich do „wschodnich” krajów NATO. Tym bardziej, ze Putin mając „czerwony guzik atomowy” wie, że te wojska nie będą mogły być wykorzystane.

Dlatego w dzisiejszych czasach tylko politycy, biznesmeni i bankowcy mają szansę by powstrzymać Putina. Prawdziwa katastrofa nastąpi wtedy, gdy będą to za nich musieli robić generałowie.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.