Reklama
  • KOMENTARZ

Gotlandia przygotowuje powitanie dla rosyjskich „sołdatów”

Część Rosjan chciałaby wykorzystania Gotlandii jako przyczółka do dalszego uderzenia na Szwecję oraz do kontrolowania całego północnego Bałtyku. Jest to jednak tylko marzenie.

Autor. Försvarsdepartementet/Facebook

Szwedzi uważają, że ich największa wyspa Gotlandia może stać się pierwszoplanowym celem, Rosyjskie samoloty nad Gotlandią. Kreml żąda „gwarancji bezpieczeństwa” od Szwecji i Finlandii. Dlatego wyspa, która wcześniej słynęła ze swojej średniowiecznej historii oraz pięknych plaż, ponownie zamienia się w punkt obrony, gdzie obecnie buduje się mniej hoteli, a więcej obiektów typowo wojskowych. I nie ma się co dziwić, ponieważ do 2027 roku Szwedzi chcą przerzucić na Gotlandię ponad 4000 żołnierzy.

Reklama

Sprawa jest o tyle głośna, że dla Szwedów Gotlandia była wcześniej przede wszystkim bardzo ważnym ośrodkiem turystycznym, co roku odwiedzanym przez ponad milion gości. To właśnie tam znajduje się m.in. średniowieczne miasto Visby, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, piękne krajobrazy oraz niezniszczona przez ludzi przyroda. Między innymi dlatego w 2005 roku doszło do całkowitej demilitaryzacji tej wyspy.

Sytuacja zmieniła się w 2015 roku, gdy w reakcji na aneksję Krymu przez Rosję ponownie wysłano na Gotlandię szwedzkich żołnierzy. Po 2022 roku Szwedzi zaczęli się obawiać, że ich turystycznym kurortem ponownie zainteresowali się Rosjanie, jednak wcale nie po to, by go zwiedzać. O wiele bardziej prawdopodobne stało się wysłanie na Gotlandię rosyjskich grup dywersyjno-sabotażowych, wysadzonych skrycie np. z wykorzystaniem statków cywilnych.

Dlatego Szwecja podjęła się działań mających dwa główne cele. Po pierwsze, Szwedzi chcą zwiększyć nadzór nad północnym i wschodnim Bałtykiem, by utrudnić Rosji prowadzenie kolejnych operacji sabotażowo-dywersyjnych na tamtym akwenie. Po drugie, rozpoczęto przygotowania do obrony Gotlandii, które miałyby zniechęcić rosyjskich dowódców do planowania jakiejkolwiek operacji wobec tej wyspy.

Autor. Försvarsdepartementet/Facebook

W tym drugim przypadku jest to bardziej „chuchanie na zimne” niż przygotowywanie się na rzeczywiste zagrożenie. W obecnej sytuacji Rosja nie ma bowiem żadnych możliwości, by przeprowadzić na Gotlandii dużą operację desantową. I o ile wysadzenie jakiegoś pododdziału żołnierzy jest jeszcze możliwe (korzystając ze sprzyjających warunków brzegowych), to podesłanie drugiej fali desantu z zaopatrzeniem, jest już praktycznie niemożliwe.

W zapobieganiu drugiej fazie ewentualnej operacji desantowej bardzo duże znaczenie miałaby współpraca z krajami bałtyckimi i Finlandią. Rosyjskie okręty i statki transportowe dostarczające ewentualne wsparcie i zaopatrzenie dla wysadzonego desantu będą bowiem musiały dosłownie przedefilować wzdłuż tych państw. Do Gotlandii z Sankt Petersburga jest bowiem ponad 600 km, z czego większość w Cieśninie Fińskiej pomiędzy Finlandią i Estonią.

Z kolei z Obwodu Królewieckiego jest bliżej, ponieważ „tylko” 250 km. Jednak by zrealizować taką operację, Rosjanie musieliby wyjść na Bałtyk z całkowicie kontrolowanego przez polską artylerię Bałtijska (i to nie tylko rakietową, ale również lufową ze względu na odległość około 24 km), a później płynąć wzdłuż brzegów Litwy i Łotwy w przestrzeni powietrznej całkowicie kontrolowanej przez siły NATO.

Pomimo tego, szwedzcy analitycy cały czas ostrzegają, jak ważna jest Gotlandia i jak duże miała znaczenie w kontrolowaniu północnego i wschodniego Morza Bałtyckiego w czasie zimnej wojny. Taka sytuacja powtórzy się jednak tylko w przypadku, gdyby Rosjanom udało się zająć kraje bałtyckie, zniszczyć polskie nadbrzeżne systemy rakietowe oraz uzyskać przynajmniej przewagę w powietrzu.

A to w obecnej sytuacji Federacji Rosyjskiej jest praktycznie niemożliwe.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama