- KOMENTARZ
- WIADOMOŚCI
Francja boi się dronów z Białorusi
Rosyjskie drony na Białorusi przestają być problemem wyłącznie dla Ukrainy i wschodniej flanki NATO. W Pałacu Elizejskim i Sztabie Generalnym coraz mocniej wybrzmiewa obawa, że współczesna wojna może szybciej niż zakładano dosięgnąć także Francji.
Republika Francuska coraz bardziej dostrzega, że współczesna wojna w Europie nie będzie opierała się wyłącznie na otwartej wojnie daleko od jej terytorium. Na znaczeniu zyskują systemy bezzałogowe, które są stosunkowo tanie, trudne do wykrycia i pozwalają atakować poniżej progu otwartego konfliktu.
Z perspektywy Paryża szczególne znaczenie ma tutaj rozwój rosyjskich zdolności dronowych, zwłaszcza jeśli potwierdzą się informacje o planowanym uruchomieniu czterech stacji kontroli dla dronów dalekiego zasięgu na Białorusi. W takim wariancie nie chodzi już wyłącznie o bezpieczeństwo Ukrainy czy wschodniej flanki NATO. Problem polega na tym, że skoro Szahed mogą przelecieć nawet 2000 km, w zasięgu rosyjskich systemów znalazłaby się również część Europy Zachodniej, w tym Niemcy i Francja.
Stąd też ogromne poruszenie w Paryżu, ponieważ francuskie spojrzenie na zagrożenie ze strony Rosji i Białorusi miało dotychczas bardzo ograniczony charakter, a coraz częściej wychodzi poza tradycyjny wymiar możliwych działań Kremla. Francja reagowała już na Morzu Bałtyckim, wysłała Rafale do Polski, stale utrzymuje wojska w Estonii oraz realizuje ćwiczenia z Finlandią i Szwecją. Teraz jednak, oprócz rywalizacji lądowej i morskiej, zagrożenie obejmuje również wykorzystanie bezzałogowców.
Drony nad Francją i lekcja z Bliskiego Wschodu
Nie jest to jednak problem nieznany lub nowy. Francja od miesięcy obserwuje przypadki pojawiania się niezidentyfikowanych dronów nad własnym terytorium, także w pobliżu obiektów szczególnie wrażliwych, w tym baz wojskowych i infrastruktury związanej z odstraszaniem jądrowym. Paryż nie traktuje zagrożenia dronowego jako odległego scenariusza „tylko z wojny na Ukrainie”, ale jako prawdziwe wyzwanie dla własnego bezpieczeństwa.
Dodatkowo Francja dostrzegła już na Bliskim Wschodzie, jak duże znaczenie ma dziś rywalizacja dronowa i jak ogromnie wpływa na sposób prowadzenia działań wojennych. To właśnie tam dostrzeżono, że bezzałogowce nie są jedynie dodatkiem do pola walki, ale jednym z jego najważniejszych elementów. Z tego punktu widzenia francuska wizja współczesnej wojny coraz mocniej opiera się na założeniu, że państwo musi być gotowe nie tylko na klasyczne uderzenia rakietowe, ale również na długotrwałą presję wywieraną przez systemy bezzałogowe, sabotaż i działania prowadzone poniżej progu otwartego konfliktu – czyli wprost – wojnę hybrydową.
Autor. Defence24
Białoruś i Rosja jako jedno zagrożenie
Ważne jest to, że w rozumowaniu francuskim coraz mocniej wybrzmiewa znaczenie współpracy rosyjsko-białoruskiej. Paryż widzi, że Białoruś nie jest już tylko zapleczem Rosji, ale staje się aktywnym elementem rosyjskich działań militarnych, które zwiększają przestrzeń działania Moskwy przeciwko Europie. Informacje o rozbudowie infrastruktury dla rosyjskich dronów, właśnie na terytorium Białorusi, są tu szczególnie ważne.
Pokazują bowiem, że Mińsk nie pełni wyłącznie funkcji politycznego sojusznika Kremla, ale zaczyna odgrywać coraz bardziej praktyczną rolę w rozwoju rosyjskich zdolności ofensywnych. Z perspektywy Francji oznacza to, że zagrożenie dla Europy rośnie nie tylko z powodu samej Rosji, ale również przez pogłębiającą się integrację rosyjsko-białoruską.
Czy Francja widzi zagrożenie?
Co ciekawe, w tym francuskim rozumowaniu zagrożenia z terytorium Białorusi dość słabo wybrzmiewa zagrożenie dla Polski i państw bałtyckich, choć to one pozostają na pierwszej linii rosyjskich i białoruskich ataków hybrydowych. Paryż raczej akcentuje własną podatność na uderzenia dalekiego zasięgu, zarówno ze strony Rosji i Białorusi, jak i szerzej ze strony państw takich jak Iran.
To pokazuje, że Francja patrzy na wojnę nie przez pryzmat wschodniej flanki NATO, ale przez zagrożenia dla własnego terytorium i rodzących się nowych obaw. Być może Republika Francuska zaakceptowała już, że Polska pozostaje jednym z głównych celów rosyjskiej wojny hybrydowej. A być może wychodzi z założenia, że w sytuacji dalszej eskalacji to właśnie największe państwa europejskie będą traktowane przez Moskwę jako główni przeciwnicy (cele). W takim ujęciu Rosja i jej partnerzy (Białoruś i Iran) mieliby w większym stopniu atakować właśnie Francję niż państwa położone bliżej frontu.
Amerykańsko-białoruska odwilż
Francja zaczęła dostrzegać odmrażanie relacji amerykańsko-białoruskich, co z jej perspektywy dodatkowo komplikuje sytuację w Europie. Z jednej strony, Mińsk pozostaje mocno związany z rosyjskim systemem wojskowym. Z drugiej strony, pojawiają się sygnały politycznego zbliżenia ze Stanami Zjednoczonymi, czego przykładem są decyzje dotyczące zdejmowania sankcji i kwestie związane z uwolnieniem więźniów. Taki obraz jest dla Paryża niejednoznaczny, ponieważ francuski pragmatyzm nakazuje szukania korzyści, nawet z państwami, które przez kraje Europy Wschodniej mogą być postrzegane jako wrogie.
Nie zmienia to jednak faktu, że podobnie jak w Polsce, także we Francji, coraz mocniej widzi się, jak duży wpływ na bezpieczeństwo Europy ma współpraca rosyjsko-białoruska. To już nie jest tylko kwestia politycznej zależności Mińska od Moskwy, ale mocny mechanizm wzmacniania rosyjskich zdolności wojskowych, zwiększania presji na całą północną i wschodnią flankę NATO oraz rozszerzania przestrzeni, z której można prowadzić działania przeciwko Europie, w tym także i Francji. Po irańskich testach rakiet i daleko latających rosyjskich/białoruskich dronach w Paryżu nie ma już tylko obaw, a jest identyfikacja zagrożenia.
WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153