Szwedzka marynarka wojenna wraca do atomowych bunkrów

2 października 2019, 14:42
Muskötunneln_2012b
Tunel „drogowy” bazy Muskö. Fot. Holger.Ellgaard/CC BY SA 3.0/Wikipedia

Szwedzi zamierzają ponownie rozpocząć użytkowanie wykutych w skałach schronów dla swoich okrętów nawodnych i podwodnych. Jest to skutek coraz agresywniejszej polityki prowadzonej przez Federację Rosyjską na Morzu Bałtyckim.

Dowództwo szwedzkiej marynarki wojennej planuje przenieść się do niewykorzystywanej od czasów Zimnej Wojny ściśle tajnej bazy morskiej w Muskö, która 30 września 2019 r. obchodziła pięćdziesięciolecie powstania. Baza ta opiera się na schronach wykutych w granitowych skałach - tak zaprojektowanych, by wytrzymać atak nuklearny. Ma to być odpowiedź na agresywne działania Federacji Rosyjskiej na Morzu Bałtyckim.

Sam pomysł przeniesienia się dowództwa szwedzkich sił morskich poza Sztokholm nie jest zaskoczeniem, ponieważ tak samo postanowiono uczynić z dowództwami wojsk lądowych i sił powietrznych. Jednak wybór do tego bazy umieszczonej na wyspie Muskö leżącej około 40 km na południe od Sztokholmu może wzbudzić zdziwienie, szczególnie, gdy się weźmie pod uwagę poprzednie oceny tego miejsca, jakie zostały opublikowane w szwedzkich mediach. Badanie przeprowadzone w 2000 r. miały bowiem wykazać, że osady zgromadzone w poszczególnych tunelach zawierają wiele szkodliwych dla ludzi związków chemicznych i pierwiastków: takich jak metale ciężkie, rtęć i miedź. To właśnie m.in. dlatego zdecydowano się utrzymywać tylko dwie bazy morskie: w Karlskronie i Berga.

Z drugiej jednak strony ukończony w 1961 roku kompleks ma rozmiar sztokholmskiej starówki (powierzchnię kilku kilometrów kwadratowych) i zawiera wiele podziemnych tuneli mogących przyjąć nie tylko okręty (w trzech dokach przygotowywanych dla okrętów podwodnych i niszczycieli) i pojazdy (dzięki podziemnym drogom o długości ponad 20 km), ale pozwalających również na zorganizowanie biur, szpitali, kuchni i jadalni wydającej do 2000 porcji, oczyszczalni ścieków oraz koszar dla żołnierzy.

image
Była szwedzka fregata HMS „Södermanland” wpływająca do jednego z tuneli bazy Muskö. Fot. Wikipedia

Znajdują się tam także podziemne warsztaty stoczniowe obsługiwane przez stocznie Saab Kockums i Muskövarvet AB. Dodatkowo sama baza wojskowa nigdy nie była całkowicie opuszczona, ale utrzymywana w dobrym stanie i chroniona, o czym świadczy aresztowanie z użyciem broni dwóch pasjonatów militariów (brytyjskiego i belgijskiego), którzy chcieli skrycie zwiedzić to miejsce w grudniu 2018 r. W ostatnich latach zwiększono również o 200 osób liczbę zatrudnionych w tym kompleksie.

Według marynarki wojennej Szwecji nowa lokalizacja ma dać większą swobodę manewru oraz zapewnić funkcjonowanie sił morskich nawet w trakcie ataku. Będzie to jednak wymagało przeprowadzenia kompleksowego remontu połączonego z modernizacją, który ma potrwać kilka lat. Według wstępnych szacunków podziemne centrum dowodzenia może być gotowe nie wcześniej niż w 2021-2022 roku.

Uaktywnienie bazy w Muskö to kolejny dowód na to, że rząd szwedzki zaczyna poważniej myśleć o wzmocnieniu swojego systemu obronnego. Sytuacja jest o tyle trudna, że od ponad dwudziestu lat w Szwecji systematycznie zmniejszano wydatki na obronność z 2,5% PKB w 1990 roku do około 1% PKB w 2010 roku. Był to również okres, gdy pozbywano się stoczni budujących okrety sprzedając je niemieckiemu koncernowi Thyssen Krupp.

Otrzeźwienie przyszło dopiero po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 roku, kiedy okazało się, jak władze w Moskwie mogą potraktować swoich mniejszych i nie włączonych w sojusze międzynarodowe sąsiadów. To właśnie wtedy zaczęto bardzo poważnie traktować w Szwecji takie wypadki, jak pojawienie się niezidentyfikowanego, miniaturowego okrętu podwodnego na szwedzkich wodach terytorialnych, czy ćwiczenia rosyjskich bombowców przygotowujących się do ataku na Sztokholm.

Takie wydarzenie diametralnie zmieniły postawę Szwedów, którzy zaczęli się coraz bardziej przekonywać się do wstąpienia do NATO, myśleć o przywróceniu obowiązkowej służby wojskowej (co ostatecznie miało miejsce), rozpoczęli też specjalny program informacyjny dla społeczeństwa (związany np. z rozesłaniem do każdego domu ulotki o sposobie postępowania w czasie ataku atomowego).

Podjęto też konkretne działania związane np. z odkupieniem w czerwcu 2014 r. udziałów szwedzkich stoczni od koncernu Thyssen Krupp, przejęciem jego pracowników, jak również całej dokumentacji (w czasie balansującego na pograniczu prawa nalotu na biura). Po raz pierwszy od wielu lat zaczęły również rosnąć wydatki na wojsko. O ile bowiem w 2016 r. budżet obronny w Szwecji wynosił 43 miliardy szwedzkich koron, to w 2020 ma on urosnąć do 50 miliardów koron.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 14
Reklama
Pol
piątek, 4 października 2019, 13:43

Dlatego tez należy kupic od szwedów łodzie podwodne jak a 26 bo w razie zamierzonego czy nie zamiezonego wybuchu atomowego jest opcja zadokowania lub naprawy w owych łodzi w schronach.Jak i zakupem gripena ng przynajmniej do szkolen pilotów 12 szt. W czasie konfliktu w bardzo szybkim tempie mozna pozyskać samoloty różnych klas i producentów a szwecja daje ten komfort ze nawet po zniszczeniu lotnisk i struktury można je serwisowac rzut beretem.

-CB-
niedziela, 6 października 2019, 18:55

Szwecja jest państwem neutralnym i w razie jakiegokolwiek konfliktu wstrzyma wszelkie dostawy oraz pomoc techniczną. Dokładnie tak samo jak w czasie II WŚ, kiedy chociażby internowano tam nasze okręty podwodne.

Faszysta
czwartek, 16 stycznia 2020, 13:00

Nie wstrzyma, systemy dostarczone w czasie pokoju beda obslugiwane w czasie wojny. Wskazowka jest obsluga szwedzkich krazownikow kupionych przez Chile. Zajadly lewak Olof Palme stwierdzil ze Allende jak Allende, Pinochet jak Pinochet ale pacta beda servanda. Aby utrzymac wiarygodnosc Szwecji jako eksportera broni.

CodyBancks
czwartek, 3 października 2019, 17:30

Pozazdrościć tych ukrytych schronów dla ludzi i sprzętu !!! U nas powinny powstać przepisy , że każdy nowy budynek wieżowiec i centrum handlowe musi mieć podziemny parking , może być 2 poziomowy parking z możliwością przebywania ludzi -nawiew filtrowanego powietrza i UPS !!!

Hunter
piątek, 4 października 2019, 08:31

W Warszawie pierwszą część metra tak budowali jako schron atomowy na 100 000 ludzi ale później odeszli od tego bo to kosztuje

Ok
czwartek, 3 października 2019, 13:55

W porę zmądrzeli .

Echtam
środa, 2 października 2019, 17:37

Moim zdaniem to zagrożenie rosyjskie to blef, tak naprawdę szykują się do resetu. Kto znajdzie schron ten przeżyje. Dowództwo do schronow, a co resztą narodów, tylko Szwajcaria ma to rozwiązane. Może to wydawać się śmieszne, ale Szwajcarzy to całkiem poważny naród.?

Atam
czwartek, 3 października 2019, 09:50

tia... blef, powiadasz, tak jak ,,wizyta" SPECNAZ-u na północy Norwegii i Svalbardzie oraz wizyta ruskiego okrętu podwodnego w wodach Szwecji jak i to że symulowali oni atak z użyciem broni jądrowej na Danię. To nieliczne przykłady, bo o nie chcianych ,,wizyt" ruskich samolotów to nawet nie liczę...

zyzol
czwartek, 3 października 2019, 19:36

Chodzi ci o tą łódź podwodną, a właściwie wrak łodzi z napisami cyrylicą?Komediowe to było.

kalkoi
środa, 2 października 2019, 22:54

mysle ze przy nastepnym duzym koflikcje szwajcaria nie bedzie miala tyle szczescia jak w ww2. wyglada na to ze sa debilami poki co.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
czwartek, 3 października 2019, 20:37

W Szwajcarii prawie każdy obywatel jest żołnierzem bo regularnie się szkoli i ma w domu karabin to kto tam wejdzie i po co, do tego to kraj górzysty gdzie ciężkie wojska są bezradne.

Fluffy
czwartek, 3 października 2019, 10:17

Ale czy większymi od nas?

Extern
piątek, 4 października 2019, 11:23

Byłem w Szwajcarii. Co krok to polowa strzelnica na których rzeczywiście często ktoś strzelał. Łażąc po lesie natrafiłem na zamknięty stalowymi drzwiami wojskowy bunkier ziemiankę, prawdopodobnie z zaopatrzeniem, który nie wyglądał wcale na opuszczony czy zaniedbany (świeże napisy i plomby na drzwiach). Państwo finansuje tam obywatelom budowę piwnicy jeśli projekt uwzględnia że ta piwnica będzie mogła pełnić rolę bunkra. Tak więc oni są przygotowani. Dla kontrastu u nas najnowsza informacja że władze Warszawy na obronę cywilną przeznaczyły w tym roku 3,5 tysiąca złotych, a na stado kóz pana Abdullaha z Dagestanu, które to kozy miały redukować roślinność na Wiślanej wyspie wydają 12 tyś miesięcznie. Tak więc pytanie kto jest większym debi..... my czy oni jest po prostu retoryczne.

niedziela, 6 października 2019, 09:34

Cała platforma...

Tweets Defence24