Geopolityka

Broń "D" uderza Polskę i Europę: konieczne zdecydowane działania w krajach pochodzenia migrantów

Fot. MON via Twitter
Fot. MON via Twitter

Działania Straży Granicznej na granicy polsko-białoruskiej to ostatnia linia obrony w wojnie hybrydowej z reżimem Łukaszenki. Niestety, nie widać wystarczających działań prowadzonych w krajach pochodzenia migrantów. Przedstawiciele tych państw nie wykazują też większego zainteresowania losem swoich obywateli na granicy.

Działania podejmowane w krajach pochodzenia migrantów, których celem jest powstrzymanie ich napływu, nie budzą raczej kontrowersji. Są one zarówno w interesie Polski (a także szerzej Unii Europejskiej) jak i samych migrantów, którzy w ten sposób nie będą narażać na niebezpieczeństwo życia swojego i dzieci. Migranci przybywający na Białoruś nie muszą wyjeżdżać ze swojego kraju bo przytłaczającej większości z nich nie grozi ani wojna, ani prześladowania, ani też głód. Ci, którzy rzeczywiście znajdują się w beznadziejnej sytuacji humanitarnej i grozi im niedożywienie, nie mają środków na to by opłacić przemytników i dotrzeć do Europy, więc wykorzystywanie ich sytuacji (a zwłaszcza zdjęć głodujących dzieci w Afryce czy Jemenie) jako argumentu do przyjmowania migrantów wysyłanych przez białoruskie służby na naszą granicę, nie ma nic wspólnego z „dobrym sercem”. Wręcz przeciwnie to cynizm i podłość.

Niedawno zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc znajomy z Regionu Kurdystanu w Iraku. Jego brat poleciał na Białoruś z zamiarem dostania się do Wielkiej Brytanii przez Polskę. Nie musiał żebrać o jedzenie w Kurdystanie, nie cierpiał żadnych prześladowań jako gorący zwolennik rządzącej tam rodziny Barzanich i pochodził z terenów, gdzie nigdy nie sięgnęła ani iracka wojna domowa ani terroryzm Państwa Islamskiego. Oczywiście nigdy by nie chciał być w Polsce „uchodźcą” bo to dla przeciętnego Kurda nie jest żadna opcja. Warto pamiętać, że choć jest tam wiele osób ubogich, to głód im nie grozi i jest też sporo osób bogatych. W końcu ropę ma Irak a nie Polska. W Irbilu są domy handlowe, restauracje i kawiarnie, a w górach nawet ośrodki narciarskie. Znajomy tymczasem był zdziwiony gdy mu powiedziałem, że jego brat powinien wracać do domu bo próbując przekroczyć granicę z Polską naraża swoje życie i bierze udział w ataku na Polskę. Szczególnie zdziwiony był gdy mu powiedziałem, że pomaganie w nielegalnym przekraczaniu granicy to ciężkie przestępstwo, za które grozi do 8 lat więzienia. Z kolei inny znajomy Kurd od dawna mieszkający w Polsce, który pomagał jako tłumacz w kontakcie z zatrzymanymi nielegalnymi imigrantami, mówił mi, że ludzie ci opowiadają niestworzone historie dotyczące swojej migracji przez Polskę. Wielu z nich uważa Polskę za biedny kraj, którego najwyraźniej nie stać na służby bezpieczeństwa z prawdziwego zdarzenia. Poza tym niektórzy uparcie twierdzili, że po nielegalnym przekroczeniu granicy, jeśli zostaną zatrzymani to po 15 godzinach Polska musi ich wypuścić i pozwolić im iść dalej. Bo ktoś im powiedział, że takie u nas obowiązuje prawo.

Reklama
Reklama

Problem w tym, że internet jest przepełniony takimi szkodliwymi fake-newsami, pełno jest grup dyskusyjnych, na których doradza się jak przekroczyć granicę, ogłoszeń „biur turystycznych” organizujących takie wyjazdy itp. Działania drugiej strony wyglądają przy tym mizernie. Gdy chciałem wysłać owemu Kurdowi ostrzeżenie przed próbami nielegalnego przekraczania granicy z Polską to długo musiałem szukać by coś znaleźć. MSZ faktycznie przygotował takie ostrzeżenie ale wyłącznie po arabsku (i w językach europejskich). Tymczasem wielu Kurdów nie mówi po arabsku, nie jest to bynajmniej lingua franca w świecie islamskim, bo nawet jeśli ktoś zna Koran po arabsku to arabski-koraniczny różni się od języków potocznych i nie oznacza, że np. Afgańczyk będzie rozumiał komunikat w tym języku. Takie komunikaty powinny być również co najmniej w następujących językach: kurmandżi, sorani, paszto, urdu i dari. Polska powinna również przygotować propagandowy film ostrzegający przed przyjazdem i film ten powinien być pokazywany codziennie w różnych telewizjach w krajach, z których przyjeżdżają migranci. W szczególności w Iraku i Turcji. Grupy dyskusyjne i dezinformacja internetowa powinny być monitorowane, powinno się podejmować działania w celu blokowania takich grup lub ostrzegania na nich przed przyjazdem, a także zbierać dane nt. organizatorów. Niestety nie ma takich działań.

Od wizyty szefa tureckiej dyplomacji Mevluta Cavusoglu i jego rozmowy z ministrem Zbigniewem Rauem na temat współpracy w związku z demograficznym atakiem na Polskę minął miesiąc i żadne działania ze strony Turcji nie zostały podjęte. Tak jak w latach 2014-2017, gdy Państwo Islamskie atakowało w Europie, to Turcja była tak ważnym „sojusznikiem”, że na jej terenie półlegalnie działały biura werbunkowe tej organizacji, tak samo obecnie jest tak ważnym „sojusznikiem” w walce z atakiem demograficznym (w zakresie którego trudno odmówić jej wiedzy i doświadczenia bo to wszak na atakach demograficznych Turcji na Europę z 2015 r. i 2020 r. wzoruje się Łukaszenko), że strumień migracyjny z Iraku swobodnie sobie przepływa przez ten kraj, latają stamtąd też Afrykańczycy, Syryjczycy, Afgańczycy (dawno już nie mieszkający w Afganistanie), a Turkish Airlines są w czołówce linii lotniczych przywożących migrantów na Białoruś. Skoro uznajemy (a powinniśmy tak uznawać, bo jest to oczywiste), że Polska stałą się celem ataku demograficznego ze strony Białorusi i jesteśmy z nią w stanie wojny hybrydowej, to konsekwencją musi być uznanie, że migranci są wykorzystywani jako broń i każdy kto dostarcza, lub pozwala dostarczać tę broń na Białoruś jest naszym wrogiem. Dlatego Turkish Airlines i wszystkie inne linie lotnicze zaangażowane w dostarczanie migrantów na Białoruś powinny mieć jasny wybór: albo zawieszacie połączenia lotnicze z Białorusią albo macie zakaz lotów do Europy, a wszystkie osoby z kierownictwa tych linii są wpisane na czarną listę z zakazem wjazdu do strefy Schengen. Skoro kosztem tej wojny jest już życie ludzkie to dlaczego podjęcie takich działań jest uważane za zbyt radykalne? Irak przynajmniej zawiesił połączenia z Białorusią, co powinno być normą jeśli dany kraj nie chce być uważany za naszego (i to nie tylko Polski ale całej UE bo atakowana jest wszak zewnętrzna granica Unii a celem migrantów nie jest Polska) wroga.

Za śmierć migrantów na granicy winę ponosi nie tylko Łukaszenko ale również wszyscy ci, którzy organizują przerzut tych migrantów. Znane są białoruskie „organizacje turystyczne” organizujące takie wyjazdy i każdy kto w nich pracuje powinien mieć zakaz wjazdu do strefy Schengen. Podobnie jak osoby, których tożsamość zostałaby ustalona w wyniku monitoringu internetu, o czym pisałem wcześniej. Te osoby są również winne śmierci swoich rodaków, którym opowiadają kłamstwa na temat łatwego przedostania się z Białorusi przez Polskę do Niemiec, a zatem powinni być traktowani jak groźni przestępcy. Dlatego znów może dziwić, że brak jakichkolwiek informacji na temat ścigania takich osób w krajach takich jak Turcja czy Irak, w tym w szczególności Region Kurdystanu. Brak też informacji o naciskach ze strony Polski i Unii Europejskiej by takie ściganie miało miejsce.

Kilka dni temu doszło do spotkania polskiego konsula w Irbilu Dominika Musiała z szefem Departamentu Spraw Zagranicznych Kurdyjskiego Rządu Regionalnego w Iraku Safinem Dizaji. Lepiej późno niż wcale. Szkoda tylko, że póki co jedynym efektem tego spotkania był osobliwy wpis na twitterze Safina Dizaji, w którym stwierdził on, że przedmiotem rozmowy był „tragiczny los uchodźców” na granicy białorusko-polskiej. Warto byłoby się zapytać przedstawiciela władz Regionu Kurdystanu w Iraku czy jego rząd stosuje jakieś masowe prześladowania na swoim terenie skoro twierdzi on, że przybywają do nas stamtąd jacyś uchodźcy. Bo pomijając to, że nasz inny „sojusznik” (i zarazem sojusznik władz Regionu Kurdystanu) czyli Turcja od czasu do czasu bombarduje jakieś wioski w górach w Kurdystanie to żadna wojna się tam nie toczy. Chyba że cenowa między Family Mall i Royal Mall w Irbilu. Znacznie bardziej istotne jest jednak to jakie działania zamierzają podjąć władze kurdyjskie w celu ścigania osób zaangażowanych w proceder organizowania „turystyki na Białoruś”. I czy również podejmują jakieś działania ostrzegające własnych obywateli przed takimi wyjazdami.

Oczywiście dotyczy to nie tylko Regionu Kurdystanu. Rządy krajów, w których nie ściga się organizatorów przerzutu migrantów na Białoruś, które w obecnej sytuacji pozwalają na działalność białoruskich organizacji turystycznych na swoim terenie i z których lotnisk latają samoloty na Białoruś, powinny być traktowane jako sojusznicy Białorusi w wojnie hybrydowej przeciw Polsce i całej Unii Europejskiej, z daleko idącymi konsekwencjami tego faktu.

Obrazy zmarzniętych dzieci i informacje o ofiarach śmiertelnych, ludziach błądzących po lasach, pushbackach itp. wykorzystywane są do psychologiczno-informacyjnej części ataku na Polskę. Twierdzi się też, że osoby odesłane z powrotem na Białoruś nie mogą dostać się z powrotem na lotnisko w Mińsku by wrócić do domu bo są blokowane przez funkcjonariuszy reżimu Łukaszenki. Czy ambasadę któregokolwiek z państw, którego obywatelami są ci migranci to zainteresowało? Czy podejmowane były jakiekolwiek próby dotarcia do tych migrantów przez dyplomatów tych państw? Niestety, są to póki co pytania retoryczne, bo wiadomo, że odpowiedź jest negatywna. I wobec podejmowanych działań w celu psucia naszego wizerunku jako rzekomo niehumanitarnie odnoszących się do „uchodźców” powinniśmy żądać by takie interwencje na Białorusi miały miejsce. Ale takich działań, przynajmniej skutecznych, też nie ma. Tymczasem należąca do prezydenta Regionu Kurdystanu telewizja Rudaw pokazuje reportaże jak okrutnie Polska traktuje „uchodźców” z Kurdystanu. A co Rudaw zrobił by te osoby nie wyjeżdżały? Nadał jedną rozmowę z ministrem Marcinem Przydaczem. A przedstawiciel Kurdyjskiego Rządu Regionalnego w Polsce Zijad Rauf zainteresowany jest cały czas tylko konferencjami i bankietami. Ile razy był na granicy? Czy wraz z przedstawicielem KRG w Moskwie podjął jakieś działania w celu repatriacji migrantów z granicy polsko-białoruskiej? To oczywiście również pytanie retoryczne.

Działania „na miejscu” są bardzo ważne i pilne bo widać, że Łukaszenko nie zamierza rezygnować. Pojawiają się też informacje wskazujące na to, że planuje ściągać Syryjczyków z Libanu oraz bezpośrednio z Syrii. Bardzo prawdopodobne jest też, że za kilka miesięcy dojdzie do katastrofy humanitarnej w Afganistanie, która „wypchnie” z kraju nawet kilka milionów Afgańczyków. Będą oni oczywiście chcieli się dostać do Europy.

Komentarze