Defence24.pl - wojsko, przemysł, bezpieczeństwo, geopolityka

"Bombardowania w Syrii zbrodnią wojenną". Moskwa odpowiada

Rosjanie często zapraszają dziennikarzy do swojej bazy lotniczej i na pokład okrętów pływających w pobliżu Syrii - fot. mil.ru
Rosjanie często zapraszają dziennikarzy do swojej bazy lotniczej i na pokład okrętów pływających w pobliżu Syrii - fot. mil.ru

Według raportu organizacji Amnesty International ogłoszonego 23 grudnia br., ofiarami rosyjskich bombardowań w Syrii są bardzo często osoby cywilne, co jest jednoznaczne z popełnieniem zbrodni wojennej. Według Rosjan te wywody są bezpodstawne.

W odpowiedzi na oskarżenia Amnesty International, już kilka godzin później (23 grudnia br.), rosyjskie ministerstwo obrony zorganizowało specjalną konferencję prasową. W jej trakcie Rosjanie krytycznie ustosunkowali się do raportu, a dodatkowo oskarżyli Amerykanów o pomaganie Turcji w zestrzeleniu samolotu Su-24 i przedstawili skutki ataków lotniczych, jakie przeprowadzono w Syrii w okresie od 18 do 23 grudnia br.

Sześćdziesiąt wylotów bojowych dziennie

Według Minoborony, rosyjskie samoloty wykonały w ciągu ostatnich pięciu dób 302 loty bojowe na 1093 obiekty „terrorystów” w prowincjach Aleppo, Homs, Idlib, Latakia i Dajr-az-Zaur. Rosjanie zgodnie z tradycją dokładnie opisali cele wybranych ataków oraz skutki, jakie w ich wyniku osiągnięto:

  • W prowincji Homs bombowiec Su-24 zaatakował zgrupowanie sprzętu wojskowego należącego do terrorystów z ugrupowania Daesh. Według danych z rozpoznania zniszczone 6 pojazdów terenowych z ciężkimi karabinami maszynowymi oraz 3 ciężarówki;
  • W prowincji Aleppo samolot Su-34 uderzył na punkt dowodzenia jednej z grup „bandyckich” ugrupowania Ahrar asz-Szam wykryty przez bezzałogowy aparat latający. W wyniku bezpośredniego trafienia obiekt został całkowicie zniszczony.

Rosjanie ujawnili dodatkowo, że kontynuowane są również naloty na te obiekty przemysłu naftowego, z którego korzystają ugrupowania terrorystyczne. Jako przykład wskazano na atak bombowców Su-34 w pobliżu miasta Dajr az-Zaur, przeprowadzony 22 grudnia br., w trakcie którego zniszczono dwie bazy przechowywania produktów naftowych i trzy stanowiska załadunku oleju z kilkudziesięcioma znajdującymi się tam, dużymi cysternami samochodowymi.

Turecko - rosyjska wojna propagandowa

Minoborona zwróciła szczególną uwagę na nalot w prowincji Idlib, w którym bombowiec Su-34 zniszczył duży obóz szkoleniowy dla terrorystów pochodzących m.in. z Turcji i Wspólnoty Niepodległych Państw. W obozie tym miało znajdować się wielu doświadczonych instruktorów – w tym zagranicznych. Informacje o centrum szkoleniowym w Idlib przekazali Rosjanom sami Syryjczycy, a ich wiarygodność miano potwierdzić w kilku źródłach – m.in. w centrum wywiadowczym, jakie zorganizowano w Bagdadzie. Z uderzeniem czekano jednak kilka dni - do momentu, aż na miejsce przybędzie duża grupa terrorystów.

Już kilka godzin po tym nalocie tureckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oskarżyło stronę rosyjską o „rzekome zabicie w prowincji Idlib dokładnie SZEŚCIUSET cywilów, z czego równo STO PIĘĆDZIESIĄT to miały być dzieci”. Rosjanie zwracają uwagę, że Turcja podając tak szybko tą informację: po pierwsze wymyśliła bardzo konkretne i okrągłe cyfry, a po drugie nie podała jakichkolwiek dowodów na swoje oskarżenia.

Za kolejną manipulację strony tureckiej władze w Moskwie uznały wypowiedź przedstawiciela rządu Ankary - Numana Kurtulmuşa, który przekazał dla prasy informację, że na 4198 nalotów przeprowadzonych przez rosyjską grupę lotniczą tylko 391 było nakierowana na obiekty Daesh. Rosjanie ponownie zwracają uwagę na „dokładność” danych wychodzących z Turcji na temat ich działalności w Syrii.

Amerykanie pomogli Turkom zestrzelić rosyjski samolot

Minoborona oskarżyła przy tym Amerykanów, że wszelkie informacje uzyskiwane przez nich z Rosji w ramach podpisanej wcześniej umowy, są przez stronę amerykańską natychmiast przekazywane do tureckiego sztabu generalnego. To właśnie z tego powodu, „24 listopada br., gdy turecki myśliwiec zdradziecko zaatakował nasz bombowiec Su-24, sztab generalny Turcji był bardzo dobrze uświadomiony o tym, w jakim czasie i w jakim rejonie będzie wykonywała bojowe zadanie para rosyjskich samolotów.

Rosjanie często zapraszają dziennikarzy do swojej bazy lotniczej i na pokład okrętów pływających w pobliżu Syrii - fot. mil.ru

Słowa Numana Kurtulmuşa można uznać za oficjalne przyznanie się Turcji do faktu przeprowadzenia wcześniej zaplanowanej operacji, której celem było zniszczenie na syryjskim niebie rosyjskiego samolotu i zabicie rosyjskich wojskowych”.

Systematyczne preparowanie zarzutów wobec Rosji?

Najważniejsza część konferencji rosyjskiego ministerstwa obrony była poświęcona jednak raportowi organizacji Amnesty International z 23 grudnia br.. Nie można się temu dziwić, ponieważ większość zachodnich mediów od razu uznało go za wiarygodny informując, że „rosyjskie naloty w Syrii mogą być zbrodnią wojenną… zabiły setki cywilów i spowodowanego masowe zniszczenia na terenach zamieszkałych, uderzając w domy, meczet i zatłoczony rynek, jak również w infrastrukturę medyczną”. Dodawano dodatkowo, że Amnesty International opublikowała dowody naruszania prawa humanitarnego.

fot. mil.ru

Na profesjonalnie przygotowanej konferencji prasowej, Minoborona kategorycznie zaprzecza oskarżeniom, zarówno że w efekcie nalotów prowadzonych przez rosyjskie samoloty masowo ginęli pokojowi Syryjczycy, jak i że w ich trakcie używano niezgodnego z prawem uzbrojenia – w tym bomb kasetowych i paliwowo – powietrznych. Wskazuje natomiast na wyraźną okresowość, w pojawianiu się oskarżeń, co może oznaczać, że są one celowo zaplanowane i mają tylko zdyskredytować działanie rosyjskiej, lotniczej grupy ekspedycyjnej.

Pierwsza fala zarzutów pod adresem Rosji miała się pojawić zaraz po tym, jak amerykańskie samoloty bojowe zniszczyły elektrociepłownię w Aleppo, pozbawiając energii elektrycznej cały region.

Druga fala ataków propagandowych na Rosję pojawiła się w chwilę po zbombardowaniu przez lotnictwo Stanów Zjednoczonych, 3 października br., szpitala w afgańskim Kunduzie, zarządzanego przez organizację „Lekarze bez granic”. Zginąć miały wtedy aż 42 osoby. Sprawa się natychmiast wydała, ponieważ filmy i zdjęcia z tej tragedii natychmiast pojawiły się w sieci. „Dlatego cały potok kłamstw został nakierowany na obwinianie rosyjskich wojsk za bombardowanie syryjskich przychodni i szpitali”. Według Minoborony, strona rosyjska zareagowała natychmiast na te oskarżenia, pokazując zdjęcia i filmy temu zaprzeczające.

Trzecia fala zarzutów pojawiła się zaraz po zbombardowaniu przez samoloty amerykańskie irackiego wojska w rejonie Faludży 18 grudnia br. Zginęło wtedy ponad 50 osób zupełnie niepowiązanych z terrorystami i Daesh.

Atak Amnesty International na Rosjan

Oskarżenia Amnesty International wobec Rosjan w raporcie z 23 grudnia br. są bardzo konkretne. W oparciu o dane przekazane przez Syryjczyków wskazuje się np., że rosyjskie naloty zabiły od września do listopada br. około 200 osób cywilnych i tylko dwunastu „bojowników”. W raporcie skupiono się na sześciu atakach przeprowadzonych w Homs, Idlib i Aleppo. Opierano się przy tym na wywiadach ze świadkami i osobami, które przeżyły oraz na zdjęciach i filmach pokazujących skutki ataków.

Bazując na tych dowodach, szef Amnesty International na Środkowy Wschód oraz Afrykę Północną Philip Luther przekazał oświadczenie zawierające oskarżenie, że rosyjskie naloty poprzez uderzanie na tereny zamieszkałe, bez ewidentnych instalacji wojskowych, a nawet na ośrodki służby zdrowia, wydają się być wprost nastawione na atakowanie cywilów i cywilnych obiektów. „Takie ataki mogą się sprowadzać do zbrodni wojennych”.

Tuż po opublikowaniu raportu dziennikarze zachodni zapytali się o opinię zarówno rosyjskiego ministra obrony, jak i ministra spraw zagranicznych. Rosjanie wyraźnie wskazali, że muszą się najpierw zapoznać z opracowaniem wykonanym przez obrońców praw człowieka, a dopiero później przekażą oficjalny komentarz na ten temat. W rzeczywistości na reakcję trzeba było czekać tylko kilka godzin.

Ze sposobu prowadzenia konferencji „wyjaśniającej” od razu było widać, że odnosząc się do raportu organizacji Amnesty International Rosjanie wcale nie nastawiali się na przekonanie o swoich racjach społeczności międzynarodowej, ale przede wszystkim własnych obywateli. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że im się udało - tym bardziej, że obrońcy praw człowieka popełnili w swoim raporcie kilka kardynalnych błędów. Jak się później okazało, Rosjanie je od razu wyciągnęli i propagandowo tą bitwę wygrali bez problemu.

Według Minoborony dowody spreparowali islamiści

Rosjanie wskazali przede wszystkim na brak jakichkolwiek dowodów na doniesienia "tzw. obrońców praw człowieka”. Wytknęli, że „już we wstępie raportu stwierdza, że wszystkie pokazane w nim dowody działacze Amnesty International badali na odległość, opierając się na informacjach otrzymanych w trakcie rozmów telefonicznych z mieszkającymi w Syrii „obrońcami praw człowieka””.

Na potwierdzenie swoich tez, Rosjanie zaproponowali, by zwrócić uwagę skąd przychodzą „świadectwa zbrodni”. Wskazali, że praktycznie niemożliwe jest działanie przedstawicieli „zachodnich” organizacji humanitarnych na terenach zajętych przez Daesh, Dżabhat an-Nusra i inne ugrupowania terrorystyczne. Tak więc wszelkie informacje pochodzące z tamtych rejonów mogą być przygotowane przez samych islamistów. Według Rosjan trudno jest nawet przypuszczać by ludzie, którzy sami łamią prawa humanitarne cały czas monitorowali łamanie tych praw przez innych.

Moskwa zarzuca wprost, że na stronach międzynarodowych organizacji praw człowieka nie ma praktycznie nic na temat zbrodni popełnianych przez Daesh na Syryjczykach. Co więcej, materiały wykorzystywane do oskarżeń Rosji bardzo często pokazują zbrodnie samych terrorystów.

Rosjanie stwierdzili też, że wewnątrz raportu nie było: ani niczego konkretnego, ani niczego nowego. Znalazły się tam natomiast stare „wpisy internetowe” i klasyczne „fejki” (fałszywe informacje), które były już wcześniej opublikowane. Minoborona wskazała, że prawdopodobnie sami autorzy raportu o tym wiedzieli, dlatego zawsze używali takich wyrażeń jak:domniemane ataki rosyjskiego lotnictwa, możliwe naruszenia prawa międzynarodowego, itd.”. Rosjanie od razu wytknęli przy tym zachodnim mediom, że przy opisywaniu zawartości publikacji Amnesty International wszystkie te niuanse nie zostały zauważone.

Naiwne błędy Amnesty International

Rosjanie bezwzględnie wykorzystali ewidentne błędy popełnione przez Amnesty International. Przede wszystkim zauważyli od razu, że w raporcie wskazano na uderzenia rosyjskiego lotnictwa na obszary, gdzie nie było wojskowych celów i bojowników. Bardzo słusznie zauważyli, że Amnesty International takich danych na pewno nie mogła uzyskać. „Wiadomo, że dżihadyści w Syrii działają wysokomobilnymi pododdziałami, które wykorzystują przede wszystkim znane pikapy „Toyota” z zamontowanymi na nich uzbrojeniem dużego kalibru”.

Rosjanie przypomnieli, że według klasyfikacji przyjętej przez amerykańską armię, takie pojazdy są traktowane jako technika wojskowa i są oznaczane jako cele. Co więcej według strony rosyjskiej część tego sprzętu jest pochodzenia amerykańskiego.

Rosjanie często zapraszają dziennikarzy do swojej bazy lotniczej i na pokład okrętów pływających w pobliżu Syrii - fot. mil.ru

Drugim poważnym błędem stanowiącym dowód na antyrosyjski charakter raportu jest niewątpliwie wskazywanie tylko na winę Rosjan, podczas gdy ataki są również prowadzone przez lotnictwo syryjskie, amerykańskie, koalicji antyterrorystycznej i zupełnie oddzielnie - przez tureckie. Poziom koordynacji tych działań według Minoborony jest bardzo niski, albo zerowy.

Bardzo trudno jest więc określić, który atak lotniczy był przez kogo prowadzony. Tymczasem Rosjanie słusznie zauważyli, że pomimo tego zamieszania Amnesty International wskazuje jedynie na Rosjan. Jako przykład podali zdarzenie w prowincji Idlib, gdy w odległości kilkudziesięciu metrów od szpitala w Sarmin wybuchło kilka rakiet. Przy czym w raporcie wyraźnie zaznaczono, że świadkowie tego zdarzenia nie widzieli, ani nie słyszeli samolotu. Założono jednak, że pociski pochodziły od rosyjskich bombowców i Rosjanie to od razu wyciągnęli.

Przypomnieli przy okazji podobne oskarżenia, które postawiono przeciwko nim pod koniec października br. „Syryjsko-Amerykańskie Towarzystwo Medyczne” poinformowało wtedy o domniemanych rosyjskich nalotach na szpitale w miastach Al-Ejs, Al-Khader, Khan-Tuman, Al Zirba, Sarmin i Latamna nie popierając tego żadnymi, faktycznymi dowodami. Pokazano za to film wideo o rzekomym zniszczeniu szpitala w miejscowości Sarmin w prowincji Idlib i cytowano świadków twierdzących, że zginęło wtedy 12 ludzi, a co najmniej 28 było rannych.

Sposób identyfikacji szpitala Sarmin - fot. mil.ru

Szpital w miejscowości Sarmin miał zostać zniszczony 23 października br., ale zdjęcia lotnicze wskazują na co innego - fot. mil.ru

Rosyjskie ministerstwo obrony sprawdziło te informacje i okazało się, że szpital tak naprawdę istniał i istnieje tylko w miejscowości Sarmin. W pozostałych, wskazywanych miejscach nie było, ani ośrodków zdrowia, ani tym bardziej personelu medycznego.

Co do szpitala w Sarmin Rosjanie pokazali zdjęcie z jego budowy w 2014 r. i wskazali charakterystyczną kopułę (otaczając ją na fotografii czerwonym kółkiem) znajdującą się obok konstruowanego budynku. Ujawnili oni również zdjęcie z rozpoznania lotniczego tego miejsca z 31 października 2015 r., na którym widać wyraźnie, że budynek jest cały – podobnie jak okoliczny teren. Tymczasem zdjęcia opublikowane w zachodnich mediach 23 października br. wyraźnie pokazywały, że budynek został całkowicie zniszczony.

Kolejnym błędem Amnesty International było stwierdzenie, że po zestrzeleniu przez Turków rosyjskiego samolotu ministerstwa obrony zaczęło przekazywać mniej informacji na temat działań swojego lotnictwa w Syrii. Rosjanie bez problemu udowodnili, że było wprost przeciwnie. Co więcej po śmierci swojego pilota zaczęli oni również zapraszać dziennikarzy do swojej bazy lotniczej i na pokład pływających w pobliżu okrętów.

Rosjanie często zapraszają dziennikarzy do swojej bazy lotniczej i na pokład okrętów pływających w pobliżu Syrii - fot. mil.ru

Dziennikarze ci mogli tam porozmawiać z rosyjskimi żołnierzami, jak również zapoznać się z wykorzystywanym przez nich uzbrojeniem, To właśnie wtedy można się było naocznie przekonać, że Rosjanie nie wykorzystują bomb kasetowych. Minoborona od razu zadała pytanie do Amnesty International, dlaczego ta organizacja nie zareagowała, gdy przedstawiali dowody na użycie przez ukraińską armię broni kasetowej w miastach wschodniej Ukrainy.

Rosjanie przypomnieli, że konflikt w Syrii trwa już około 5 lat i zginęło w nim około 300000 osób. Pytają się więc również: dlaczego raportu o zbrodniach wojennych nie opracowano przed przybyciem rosyjskiej grupy lotniczej, dlaczego nie opisuje się „zbrodni koalicji saudyjskiej w Jemenie” i nie opisuje ludobójstwa w Iraki i Syrii.

Obrońcy praw człowieka bardziej pomogli władzom na Kremlu niż zaszkodzili

Raport organizacji Amnesty International, ogłoszony 23 grudnia br. zawierał merytoryczne błędy i Rosjanie bez litości je wykorzystali na swoją korzyść. Nie tylko udało im się zbić argumenty obrońców praw człowieka, ale również zdołali: zdyskredytować w oczach rosyjskiego społeczeństwa całą organizację, oskarżyć Amerykanów o pomoc Turkom w zabiciu ich pilota oraz pokazać jak ważna jest misja lotniczych sił ekspedycyjnych.

W starciu z okrzepłym od lat aparatem propagandowym Kremla obrońcy praw człowieka nie mieli żadnych szans i przegrali je z kretesem - robiąc więcej złego niż dobrego. Co gorsza cała konferencja prasowa byłą relacjonowana przez media i teraz rosyjskie społeczeństwo na pewno nie zareaguje, gdy rzeczywiście pojawią się jakieś, tym razem niezbite, dowody popełnienia zbrodni wojennych.

Morał z tego jest znany od wieków. „Jeżeli idziesz na wojnę z Rosją – to się do niej naprawdę dobrze przygotuj”.

Rosja rozpoczęła naloty na obiekty terrorystyczne w Syrii od 30 września br. Od samego początku władze na Kremlu informowały, że bardzo dużo uwagi poświęca się na ograniczeniu strat wśród ludności cywilnej – m.in. poprzez unikanie atakowania obszarów gęsto zaludnionych. Właściwym celem miały być natomiast siły walczące z wojskami syryjskiego prezydenta Bashar al-Assada: w tym przede wszystkim organizacji Daesh. Rosyjska Minoborona systematycznie i szczegółowo opisuje działanie swojej lotniczej grupy ekspedycyjnej zamieszczając zdjęcia i filmy – czego nie robią w taki sposób ani Amerykanie, ani siły koalicji antyterrorystycznej.

D24

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.