Geopolityka

Antyirański pakt Trumpa i Putina. Polska największym przegranym? [OPINIA]

Fot. kremlin.ru
Fot. kremlin.ru

Prezydenci USA i Rosji w Helsinkach będą rozmawiać o wojnie w Syrii i zawarciu układu przeciwko Iranowi. „Pakt” prezydentów Trumpa i Putina może mieć mocno niekorzystne skutki dla Polski - dla Defence24.pl pisze Witold Repetowicz.

Wojna w Syrii znalazła się obecnie w punkcie zwrotnym, może to mieć ogromne konsekwencje dla Polski. Jest to bowiem główny powód, dla którego Trump spotka się 16 lipca z Putinem w Helsinkach. USA chcą zawrzeć układ z Rosją eliminujący Iran z gry. Dla Rosjan, którzy tylko pozornie są sojusznikiem Iranu, to korzystne rozwiązanie. Nad zmontowaniem antyirańskiego układu od dawna pracuje też Izrael i Arabia Saudyjska. Natomiast Europa nie chce rezygnować ze współpracy gospodarczej z Iranem, a Polska znajduje się coraz bardziej pod ścianą i może być w tej rozgrywce największym przegranym.

Nie jest żadną tajemnicą, że od początku swojej kadencji Trump zdefiniował Iran jako głównego wroga USA, kwestionując jednocześnie sens porozumienia nuklearnego z Teheranem, podpisanego przez jego poprzednika. Co więcej, w tym sceptycyzmie wobec Iranu Trump ma wsparcie ze strony większości Republikanów, choć w innych kwestiach jego polityki zagranicznej często jest krytykowany przez swoją własną partię. Wynika to z trzech kwestii.

Po pierwsze, na zniesieniu sankcji nałożonych na Iran skorzystały nie USA, ale Europa (w tym - co warto podkreślić od razu – również Polska). Tymczasem dla USA Iran jest potencjalnym konkurentem na rynku energetycznym. Po drugie, Izrael ma obecnie większy niż kiedykolwiek wpływ na amerykańską politykę zagraniczną, a kraj ten nigdy nie zaakceptował porozumienia nuklearnego. Izrael w Iranie widzi największe zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa i dąży do zniweczenia strategicznego projektu stworzenia tzw. "szyickiego półksiężyca". Znów warto podkreślić, że projekt ten ma nie tylko militarny wymiar, ale również, a może przede wszystkim, gospodarczy. I w tym kontekście byłby on korzystny dla Europy, w tym również dla Polski. Po trzecie, eliminacja Iranu z rynku naftowego pozwoli na zwiększenie wydobycia ropy przez Arabię Saudyjską, przy czym niekoniecznie ceny tego surowca muszą spaść. Saudowie zdobędą w ten sposób nowe fundusze na prowadzenie wojny w Jemenie i zakupy amerykańskiej broni. Problem w tym, że spowoduje to też wzrost saudyjskich zakupów i inwestycji w Rosji, co zniweczy (przynajmniej częściowo) skutki sankcji nałożonych na Rosję przez UE i da Moskwie nowe środki na prowadzenie agresywnej polityki zagranicznej.

Z punktu widzenia Rosji wywołany przez USA kryzys wokół Iranu jest sytuacją komfortową, a sprzeciw Kremla wobec polityki antyirańskich sankcji ma wymiar czysto deklaratywny, przykrywający prawdziwe cele i intencje Moskwy. Wyjście Iranu z międzynarodowej izolacji oznaczało złamanie rosyjskiego monopolu w relacjach z Iranem i szybko okazało się, że Teheran traktuje „przyjaźń” z Rosją czysto taktycznie. Gdy w odpowiedzi na sankcje UE nałożone na Rosję w związku z rosyjską agresją na Ukrainę Kreml zaczął grozić zakręceniem kurków z gazem, to Iran pośpieszył z deklaracją, że jest w stanie pokryć każde zapotrzebowanie Europy na ten surowiec. Im mniejsze są również środki izolacji Iranu (np. ograniczenia w bankowych rozliczeniach finansowych), tym mniejszy jest udział Rosji w inwestycjach w Iranie. W 2016 r. Rosja nie znalazła się ani w pierwszej piątce partnerów handlowych Iranu jeśli chodzi o import (na piątym miejscu są natomiast Niemcy), ani jeśli chodzi o eksport (na piątym miejscu jest Francja).

Szczególnie groźne dla Rosji byłoby jednak stworzenie przez Iran "szyickiego półksiężyca", czyli otwarcie trasy tranzytowej z Iranu, przez Irak i Syrię, do Libanu. Rosja, zawierając z Turcją umowę na budowę Turkish Stream, jest bliska zniweczenia europejskiego dążenia do dywersyfikacji dostaw gazu ze wschodu i południa. Służyć ma temu zintegrowanie systemu tranzytowego Turkish Stream i TANAP, którym pompowany byłby gaz z Kaukazu i Morza Kaspijskiego. Jednak gazociąg i ropociąg prowadzący z Iranu do Libanu (lub syryjskiej Latakii) stworzyłby potężną alternatywę.

Iran jest obecnie trzecim największym producentem gazu i czwartym producentem ropy, choć jego udział w sprzedaży jest wciąż nieproporcjonalnie mały. Natomiast pod względem potwierdzonych rezerw Iran jest drugi jeżeli chodzi o gaz i czwarty jeśli chodzi o ropę. Największe potwierdzone zasoby gazu ma Rosja, ale podejrzewa się, że faktycznie to Iran ma większe rezerwy. To jednak nie wszystko. Stworzenie transportowego szlaku z Iranu do Morza Śródziemnego pozwoliłoby na włączenie do niego również gazu i ropy irackiej, a także zasobów syryjskich i libańskich. Irak obecnie nie jest liczącym się eksporterem gazu, jednak jest na 11 miejscu jeśli chodzi o potwierdzone rezerwy tego surowca (przy czym władze Iraku spodziewają się, że nowe prace eksploracyjne spowodują awans na czwarte miejsce) oraz na szóstym miejscu pod względem produkcji ropy (na trzecim jeśli chodzi o eksport, przy czym Irak zamierza do 2022 r. zwiększyć wydobycie do 7 mln baryłek dziennie i awansować na drugie miejsce na liście największych eksporterów). Znaczne, nieeksploatowane wciąż, zasoby gazu znajduję się przy tym w północnoirackiej prowincji Kirkuk, przez którą przechodzi najbardziej optymalna opcja szlaku tranzytowego Liban – Morze Śródziemne.

Pozory sojuszu irańsko-rosyjskiego nie powinny zatem nikogo mylić. Iran robi dobrą minę do złej gry, bo nie ma innego wyjścia. Konflikt z Rosją, w sytuacji gdy nacisk USA na Europę powoduje, że przyszłość relacji irańsko-europejskich jest wciąż niepewna, jest ostatnią rzeczą, której potrzebuje Teheran. Również Rosja nie może grac w otwarte karty, bo przecież nie skorzysta z izolacji Iranu jeśli przyzna, że działa na jego niekorzyść i do tej izolacji faktycznie dąży. Dlatego publiczne deklaracje Rosji są w tym zakresie całkowicie sprzeczne z jej interesami. Wspólnota interesów czterech krajów tj. USA, Izraela, Arabii Saudyjskiej i Rosji w kwestii Iranu jest ewidentna i potwierdzają to działania Rosji.

Stosunki rosyjsko-izraelskie są świetne, a propalestyńska postawa Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nie ma w tym zakresie żadnego znaczenia, bo obie strony doskonale wiedzą, że USA i tak wszystko zawetuje. Mamy więc po raz kolejny grę pozorów. Znacznie więcej mówiący jest fakt, że 11 lipca izraelski premier Benjamin Netanjahu już po raz trzeci w tym roku uda się z wizytą do Moskwy. Zgodnie z zasadami dyplomatycznymi po wizycie powinna nastąpić rewizyta, ale Miedwiediew ostatni raz w Izraelu był w listopadzie ub.r., a Putin w 2012 r. To dowód na to, komu bardziej zależy na tych relacjach. Na relacje rosyjsko-izraelskie ogromny wpływ ma również to, że co siódmy Izraelczyk pochodzi z obszaru b. ZSRR i niektórzy izraelscy politycy są byłymi rosyjskim oficerami. Izraelski dziennik Haretz w maju br., po drugiej wizycie Netanjahu w Moskwie, zwracał uwagę  na to, że w Izraelu panuje dość powszechny podziw wobec Putina. Przypomniał również, że w 2014 r. Izrael nie głosował w ONZ za potępieniem rosyjskiej aneksji Krymu. Dowodów na specjalne więzi rosyjsko-izraelskie jest zresztą znacznie więcej.

Nie było przypadkiem, że dwa tygodnie po styczniowej wizycie Netanjahu w Moskwie doszło do największej izraelsko-irańskiej konfrontacji zbrojnej w Syrii, po tym jak Izrael dokonał potężnego nalotu na bazy irańskie pod Damaszkiem. Rosja od dawna zresztą pozwalała Izraelowi na bombardowanie oddziałów irańskich i proirańskich (m.in. Hezbollahu) w Syrii. Nie było również przypadkiem to, że kolejna wizyta zbiegła się z ogłoszeniem przez Trumpa wycofania się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem. Miesiąc później Rosjanie, po raz pierwszy całkowicie oficjalnie, wsparli kolejną ofensywę armii syryjskiej przeciwko rebeliantom i to w newralgicznym dla Izraela miejscu tj. w południowosyryjskiej prowincji Dera. USA od razu zapowiedziały, że się nie będą do tego mieszać, a Izrael w tym samym czasie zbombardował szyickie milicje walczące z Państwem Islamskim w rejonie Abu Kamal.

Dera i Abu Kamal leżą w zupełnie innych częściach Syrii, ale związek między tymi dwoma wydarzeniami jest oczywisty, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę brak wyraźnej reakcji Rosji na ten nalot. Rosja i Izrael dogadały się w kwestii odbicia terenów południowej Syrii (czyli znajdujących się w pobliżu izraelskiej granicy) w zamian za gwarancję nieobecności sił proirańskich w tym miejscu i rosyjską zgodę na naloty na pozycje irańskie na potencjalnych trasach tranzytowych Iran – Morze Śródziemne. Abu Kamal leży właśnie na jednej z nich.

image
Sytuacja wojskowa na terenie Syrii, maj 2018. Mapa wikipedia.org

 

Istnieją trzy opcje jeśli chodzi o ten szlak tranzytowy. Pierwsza droga biegnie na południu, wzdłuż autostrady Bagdad-Damaszek, ale jest zablokowana przez niewielką enklawę rebeliancką przy przejściu granicznym al-Tanf. USA bombardowały oddziały syryjskie za każdym razem, gdy te chciały się zbliżyć do tego miejsca, którego znaczenie dla politycznej przyszłości Syrii jest zerowe. Chodzi wyłącznie o blokowanie Iranu. Druga droga biegnie przez Dolinę Eufratu i teoretycznie jest otwarta. W praktyce biegnie ona przez niechętny szyitom iracki Anbar, a w Syrii w okolicach tego szlaku utrzymuje się obecność Państwa Islamskiego. To tu zresztą leży właśnie Abu Kamal. Trzecia zaś to droga północna, teoretycznie najkorzystniejsza ekonomicznie, gdyż przechodzi przez bogate w ropę i gaz tereny Iraku (m.in. Kurdystanu) i Syrii.

Iraccy Kurdowie wielokrotnie udowodnili, że są bardzo elastyczni i nie jest dla nich najmniejszym problemem dogadać się z Iranem, choć są postrzegani jako sojusznik USA i mają dobre relacje z Izraelem. Z drugiej strony to Rosjanie, a nie USA, stanowią tu główną przeszkodę dla realizacji irańskich planów. To bowiem Rosnieft w 2017 r. przystąpił do iście ekspresowej ofensywy i zawarł szereg umów z kurdyjskimi władzami, dzięki którym w znacznym stopniu przejął kontrolę nad handlem kurdyjską ropą i gazem. Znacznie bardziej skomplikowana jest sytuacja po syryjskiej stronie granicy, gdzie syryjscy Kurdowie są sojusznikami USA i mają ciche porozumienie z Arabią Saudyjską. Rosja chce rozbić ten sojusz rękoma Turków, ale nie zamierza wpuszczać na ten teren ani Turcji ani Iranu. Saudowie, mający wrogie stosunki zarówno z Turcją jak i Iranem, naciskają natomiast na USA, by nie opuszczały tych terenów i utrzymały wsparcie dla Kurdów.

Saudowie nie robią tego jednak z sympatii dla Kurdów, lecz z obawy, że Iran wypełni lukę i porozumiewając się z Kurdami otworzy swój wymarzony szlak tranzytowy. Iran mógłby być przy tym znacznie skuteczniejszym mediatorem między Asadem a Kurdami niż Rosja, gdyż - po pierwsze - jest bliższy Asadowi, a po drugie, w przeciwieństwie  do Rosji, zależałoby mu na osiągnięciu takiego porozumienia. Rosyjska mediacja między Kurdami a Damaszkiem to bowiem kolejna gra pozorów. Wiele wskazuje na to, że USA mogą się dogadać z Rosją w kwestii ich wycofania się z Syrii pod warunkiem udzielenia gwarancji zablokowania szlaku Iran – Morze Śródziemne, czemu służyłoby m.in. nie dopuszczenie do porozumienia Kurdów z Damaszkiem (zamiast tego północna Syria byłaby okupowana przez rosyjskie „siły pokojowe”). Warto dodać, że relacje saudyjsko-rosyjskie co najmniej od roku ulegają dynamicznemu ożywieniu. W 2017 r. inwestycje saudyjskie w Rosji były warte 2 mld USD, ale docelowo mają wzrosnąć do 10 mld USD. To również porozumienie saudyjsko-rosyjskie w sprawie ograniczenia wydobycia zablokowało spadek cen ropy.

Fakt, że w celu przygotowania szczytu Trump-Putin do Moskwy poleciał doradca ds. bezpieczeństwa John Bolton, który jeszcze niedawno wzywał do dokonania nalotów na Iran, mówi jednoznacznie o tym co Amerykanie chcą osiągnąć przez to spotkanie. Podobnie jak fakt, że trzecia wizyta Netanjahu w Moskwie zbiega się w czasie ze szczytem NATO i ma miejsce pięć dni przed szczytem amerykańsko-rosyjskim. Pytanie brzmi jednak również jak wiele Amerykanie są gotowi zapłacić za osiągnięcie swych celów i jak bardzo Rosja może się odkryć w swej antyirańskiej polityce.

image
Fot. kremlin.ru

 

Stosunki między USA a zachodnioeuropejskimi sojusznikami (w szczególności Niemcami) uległy ostatnio znacznemu pogorszeniu. Oczywiście, osłabienie więzi euroatlantyckich jest na rękę Rosji. To, że jedną z kości niezgody jest stosunek do Iranu jest kolejną korzyścią jaką Rosja wyciąga z faktu wycofania się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem. Warto przy tym zaznaczyć, że raporty Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej nie potwierdzały zarzutów stawianych Iranowi o łamanie zasad porozumienia, a oczekiwanie od Iranu rezygnacji z programu rakietowego nie ma uzasadnienia prawnomiędzynarodowego. Brak też jakichkolwiek zdarzeń potwierdzających tezę, iż Iran stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela. Ponadto, Izrael ma gwarancje bezpieczeństwa zarówno ze strony USA jak i Rosji.

Dla Europy rynek irański jest zbyt atrakcyjny, by mogła ona sobie pozwolić na rezygnację z ratowania porozumienia nuklearnego mimo stanowiska USA. Np. francuski Total zaangażowany jest w warty 2 mld USD projekt eksploracji pól gazowych Południowy Pars, a Airbus szykował się do zaspokojenia znacznej części z wartego 40 mld dolarów zapotrzebowania irańskich linii lotniczych na nowe samoloty i części. Total stara się przy tym o wyłączenie go spod działania sankcji. O to samo stara się zresztą PGNiG.

Porozumienie rosyjsko-amerykańskie najprawdopodobniej nie wpłynie bezpośrednio na stosunki amerykańsko-polskie w zakresie bezpieczeństwa. Może natomiast wpłynąć na stosunek USA do problemu ukraińskiego. Uznanie aneksji Krymu przez Trumpa to cena jaką jest on z całą pewnością w stanie zapłacić, jeśli otrzyma od Rosji odpowiednią propozycję w kwestii Iranu. Z punktu widzenia Polski Krym nie jest jednak największym problemem. Znacznie ważniejsze jest to, czy Polska będzie musiała zrezygnować ze współpracy z Iranem. Będzie to dla nas szczególnie bolesne, jeśli inne kraje europejskie nie odwrócą się od Iranu mimo polityki USA (lub otrzymają od Amerykanów wyłączenie z sankcji). Wtedy stracimy bezpowrotnie okazję zaistnienia na tym rynku, a Irańczycy wielokrotnie pokazali że są zainteresowani współpracą z nami m.in. ze względu na konkurencyjność cenową polskich firm.

Po zniesieniu sankcji obroty handlowe polsko-irańskie gwałtownie wzrosły w 2016 r. choć dalszy rozwój tego trendu zahamowała antyirańska polityka Trumpa. W 2016 r. byliśmy jednak znaczącym  i perspektywicznym graczem w Iranie. Nasz import z Iranu był wprawdzie 10 razy mniejszy niż francuski, ale tylko dwukrotnie mniejszy niż rosyjski. Rósł również nasz eksport do Iranu, a Ministerstwo Rozwoju prognozowało wzrost obrotów do 1 mld USD. Import z Iranu obejmował przede wszystkim ropę, którą Iran, by odzyskać rynki, zaczął sprzedawać po cenach dumpingowych (co było kolejnym uderzeniem w Rosjan, bo to z rosyjską ropą na polskim rynku rywalizuje irańska). W sierpniu 2016 r. do Grupy Lotos trafiło 300 tys. ton irańskiej ropy a w kwietniu 2018 r. 130 tys. ton ropy otrzymał Orlen. Warto przy tym zwrócić uwagę, że tankowiec płynący z ropą dla Lotosu nie mógł przepłynąć Kanału Sueskiego. Gdyby istniał szlak transportowy Iran-Morze Śródziemne, to sytuacja byłaby znacznie prostsza.

To jednak nie wyczerpuje strat jakie poniesie Polska, jeśli w wyniku amerykańskich nacisków zostaniemy zmuszeni do wycofania się ze współpracy z Iranem. Od końca 2018 r. Iran zamierza rozpocząć sprzedaż swojego LNG, co stanowiłoby dużą szansę na dalszą dywersyfikację dostaw gazu do Polski i uniezależnianie się od gazu rosyjskiego. Ponadto PGNiG pod koniec 2016 r. podpisał z North Iranian Oil Company list intencyjny, którego efektem miała być wspólna eksploatacja ropy z irańskiego złoża Soumar. Dalsze prace jednak zostały zawieszone ze względu na politykę USA. PGNiG jeszcze w maju wyrażało jednak nadzieję, że spółce tej uda się wynegocjować z USA wyłączenie spod sankcji.

Odcięcie Polski od irańskiego rynku będzie korzystne zarówno dla Rosji, jak i dla USA, które jest zainteresowane sprzedażą do Polski swojego LNG i swojej ropy. Układ międzynarodowy jest jednak obecnie bardzo niekorzystny dla Polski, zważywszy na to, że głównym brokerem porozumienia rosyjsko-amerykańskiego przeciwko Iranowi jest Izrael, który nie jest zainteresowany jakimikolwiek ustępstwami ze strony USA w kwestii stosunków irańsko-polskich. Jest to paradoks, gdyż w przeciwieństwie do Rosji, Polska tradycyjnie popiera Izrael na forum międzynarodowym. Izrael jednak potrzebuje wsparcia Rosji na Bliskim Wschodzie, a jego wpływ na politykę USA jest ogromny. Dla Rosji jest to idealny, dodatkowy kanał nacisku dla osiągania swoich celów w Europie Wschodniej. Być może odpowiedzią powinna być bardziej asertywna postawa Polski.

Komentarze (66)

  1. Wrt

    Uznanie ankeksji Krymu mniejszym problemem dla Polski niż jakieś marginalne w sumie geszefty z Iranem? No bez żartów. Pomijając uproszczoną wizję powyższej analizy, dyktowaną chyba jakąś XIX wieczną optyką stosunków międzynarodowych i osobistymi sympatiami i antypatiami wobec narodów Bl.Wsch, to uznanie aneksji Krymu jest kompletnym wywróceniem realiów - burzy porządek, a do tego oddaje Ukrainę Rosji. Z punktu widzenia interesów Polski to sprawa życiowych interesów, zwłaszcza w porównaniu z jakimiś interesikami lotosu, czy innej spółki w Iranie, rynku odległym i ryzykownym. Przewartościowanie w sprawie Ukrainy bedzie nasza największa strata, jeśli do tego dojdzie w Helsinkach, a nie Iran.

    1. asdgsd

      Ukraina zawsze była pod Rosyjską kuratelą, dopiero jak zachód zaczął coś próbować, Krym padł żeby pokazać kto tam rządzi. Krym to jedynie wyjście na Morze Czarne, ot. Kontrakty z Iranem są znacznie ważniejsze ponieważ: 1. Iran to duży rynek zbytu. 2. Ceny ropy są niskie. 3. Uniezależnia nas od Rosyjskiego surowca.

  2. asd

    \"Największy przegrany\" to chyba przegięcie; czym są nasze inwestycje w porównaniu do zachodnioeuropejskich gigantów ? Poza tym zawierucha wokół Iranu to może być tylko zasłona dymna przed likwidacją Izraela, którą to przewidział Kissinger w 2012 r. i która ma nastąpić do 2022.

  3. Marek L.

    PS. Odnośnie Instytutu Yad-Vashem w Jerozolimie, to ja miałem tu na myśli ten absolutnie największy tam polski las Drzewek Pamięci w tym tam Parku .......

  4. Marek L.

    Zdumiewają mnie tutaj te wszystkie lamenty, biadolenia, oraz jeremiady autora tego tutaj powyższego artykułu, jak to rzekomo Trump \'przyblokuje\' te genialne Super-Interesy, które Państwo Polskie miałoby robić z Islamską Republiką Iranu. Czyli, z KIM ???? Z fanatycznie teokratyczną, i całkowicie totalitarną dyktaturą Ayatollahów & Mullahów z Teheranu, którzy już od całych, pełnych, bitych 39:ciu lat gnębią i brutalnie \'cisną\' swój własny naród.... Gdzie prawdziwą władzę posiada tam Korpus Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej, całkowicie tam \'Państwo w Państwie\', w pełni wzorowane na modelu SS & SS-Waffen, również będącymi 100-procentowym Państwem w Państwie w ramach Trzeciej Rzeszy. Tenże Korpus, który zakwalifikowany jest przez większość państw zachodnich, jako organizacja czysto terrorystyczna, eksportująca Islamski terroryzm, w jego wersji szyickej, na cały świat, w tym też na Europę !!!!....... Jeśli chodzi o narrację Ayatollahów od 1979 roku, to używają oni od tego czasu wokabularza na 100 % rodem z III Rzeszy, autorstwa Josepha Goebbelsa. O Państwie Izrael mówią oni wyłącznie jako o \'Jednostce Syjonistycznej\', o trującej chorobie / narośli Raka, którą trzeba raz na zawsze \'wyciąć\' z Bliskiego Wschodu, i regularnie, co dwa tygodnie, Ayatollahowie & Mullahowie, oraz najwyższe dowództwo Irańskiego Korpusu Gwardii Rewolucyjnej grożą \'całkowitym starciem Jednostki Syjonistycznej z powierzchni Ziemi\'.... Tego typu czysto-nazistowski język był ostatnio używany przez egipskiego Gamala Abdela Nassera w latach sześćdziesiątych, no a wcześniej to jedynie przez Trzecią Rzeszę.... No a oprócz tego, to Iran, jako jedno z niewielu państw, całkowicie zaprzecza Holokaustowi w latach 1939 - 1945. Ci bardziej \'liberalni\' Ayatollahowie to czynią to bardziej \'oględnie\', a z kolei ci bardziej \'twardogłowi\' to czynią to całkowicie otwarcie. Czyli, według nich wszystkich to ta nasza obecna ustawa o IPN\'nie to w ogóle NIE byłaby potrzebna, ponieważ, skoro nigdy nie było Holokaustu, no to w takim razie również NIGDY NIE było tych naszych polskich \'Sprawiedliwych Wśród Narodów\', którzy mają absolutnie największy las tam w Parku Yad-Vashem pod Jerozolimą....... Oczywiście, można się tutaj zastanawiać, czy moralność w ogóle powinno się łączyć z biznesem???? Szczególnie, że firmy niemieckie oraz francuskie tak obecnie ganiają w kierunku rynku irańskiego, że aż kurz się kłębi.... Chociaż, jest bardzo prawdopodobne, że za jakiś czas Trump na nich (Niemców, Francuzów) mocno warknie ---- i wtedy oni z podkulonymi ogonami się z tej swojej \'pogoni\' za tym irańskim rynkiem wycofają.... A my to jak gdyby nie mielibyśmy NIC przeciwko temu, aby NASZE pieniądze, czyli pieniądze NAS, polskich konsumentów miały finansować irański eksport terroryzmu, oraz irańskiej religijnej, islamskiej \'Rewolucji\' w wydaniu Szyickim, na cały świat ???.... A może, jak raz, to warto by było być w tej kwestii choć trochę bardziej moralnym, aniżeli obecnie są Niemcy, czy też Francuzi ????

  5. Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda

    Do - Hanys! ------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Panie Hanys, ze zdumieniem przeczytałem Pańskie stwierdzenie, że cyt.: < ... pierwsze co zrobi Iran, gdy zostanie napadnięty, to odpali 1500 rakiet na Izrael, niszcząc go doszczętnie ... >. Hmm, oczywiście tradycyjnie niczego nie wykluczam. Podobno na naszym, najlepszym ze światów, wszystko jest możliwe. Ale w tym przypadku, mam określone wątpliwości. Otóż wydaje mi się, i to nie jest tylko moja opinia, że Pana przewidywania - odnośnie Iranu i Izraela - będą miały tyle wspólnego z rzeczywistością, ile publiczna zapowiedź, iż od nowego roku kalendarzowego - nie Ziemia będzie krążyć wokół Słońca lecz odwrotnie? Mam wiele, nieskrywanej sympatii dla Persów, m.in. za ich bardzo pozytywny stosunek do Polaków (żołnierzy gen. W. Andersa oraz polskiej ludności cywilnej) podczas II wojny światowej. Dlatego ze swej strony, prywatnie apeluję do przedstawicieli władz Iranu, aby - w taki bądź jakikolwiek inny sposób - nie prowokowali Izraela. Ponieważ dla Iranu, to może się bardzo źle skończyć. Panie Hanys, w przypadku bezpośredniego konfliktu zbrojnego (zakładam teoretycznie!), to nie Iran zniszczy Izrael, lecz będzie dokładnie odwrotnie: to Izrael dokumentnie zetrze Iran na proch. Bez względu na to, jak Iran obecnie dobrze jest lub będzie w przyszłości uzbrojony! I proszę mi wierzyć, nie ma tutaj żadnych wątpliwości! A wszelkiego rodzaju dywagacje w tej sprawie są jałowe, bezprzedmiotowe i zwykłą stratą czasu. Natomiast, jakie byłyby światowe reperkusje z powodu unicestwienia Iranu przez Izrael, to jest oddzielny temat. Ale to już są spekulacje akademickie na inny komentarz.

  6. Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda

    Do - gegroza! ------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Panie gegroza! Czy dopiero tekst powyższej analizy, autorstwa Witolda Repetowicza, uzmysłowił i przekonał Pana, że mechanizmy polityki międzynarodowej są zgniłe, amoralne, a nawet jeszcze o wiele, wiele gorsze? Otóż proszę przyjąć do wiadomości, że polityka międzynarodowa zawsze taka była! To nic nowego pod Słońcem! Z tą jedynie różnicą, że w poprzednich wiekach - osoby, które zawodowo zajmowały się realizacją określonej polityki międzynarodowej swoich władców i pryncypałów, to w przypadku braku efektów swoich działań - nie tylko byli odsuwani na boczny tor i popadali w niełaskę. Ale najczęściej - byli skracani o głowę, a także członkowie ich rodzin oraz tracili cały swój majątek i dobytek! Bardzo rzadko byli skazywani na długoletnie lub dożywotnie wygnanie bądź umieszczano ich na całe lata w koszmarnych lochach. Taką praktykę prowadzono we wszystkich ówczesnych państwach, a nie tylko w tzw. despocjach wschodnich! Żeby daleko nie szukać, podam tylko jeden przykład, a mianowicie: książę Mieszko I, pierwszy historyczny władca Polan, który przez współczesnych jest uważany za faktycznego twórcę państwowości polskiej. Sprawny polityk, utalentowany wódz i charyzmatyczny władca, który prowadził zręczne działania dyplomatyczne. W polityce zagranicznej kierował się (w dzisiejszym rozumieniu tego słowa), przede wszystkim racją stanu, wchodząc w układy i sojusze - nawet ze swoimi wcześniejszymi wrogami. I na odwrót. Np., zawierał sojusze z Czechami, by w ostatnich latach swego życia, przystąpić do wojny z Czechami, zdobywając Śląsk i prawdopodobnie Małopolskę. W życiu prywatnym, zachowywał się bardzo podobnie, a właściwie tak samo. Mieszko I, zanim zdecydował się w 966 roku przyjąć chrzest i włączyć swoje państwo w zachodni krąg kultury chrześcijańskiej, to rok wcześniej - w 965 roku - wziął ślub z księżniczką czeską Dobrawą Przemyślidką z dynastii Przemyślidów, córką księcia czeskiego Bolesława I Srogiego. Obecnie sądzi się, że zmiana wyznania przez Mieszka I, była jednym z punktów porozumienia polsko-czeskiego, a rola Dobrawy w nawróceniu męża nie była aż tak istotna, jak przedstawiali ją kronikarze średniowieczni? Ale ... Chciałbym, aby sprawa była już jasna do końca: zanim Mieszko I w 965 roku wziął ślub z Dobrawą, to wcześniej rozkazał uśmiercić ... swoje siedem żon pogańskich. Panie gegroza, myślę iż tylko ten jeden przykład wystarczy, aby przekonać się, że mechanizmy polityki międzynarodowej <od zawsze> są - powtarzam - zgniłe, amoralne, a nawet jeszcze gorsze.

  7. Marek L.

    Dla \"Jarka\", oraz też i dla sporej ilości innych : To, iż Putin ostatnimi czasy wysłał te trzy bardzo \"świeże\" PROTOTYPY maszyn SU-57 do Syrii, to świadczy jedynie i tylko o jego pełnej desperacji ---- albowiem oznacza to, że te obecnie stacjonujące tam rosyjskie myśliwce, oraz myśliwce-bombardujące, jak te SU-33, czy też te MIG-29 SM, to jest kupa bardzo już przestarzałego złomu, która nie jest w stanie skonfrontować się z jakimikolwiek nowoczesnymi myśliwcami (i ich systemami bojowymi, typu: radary, pociski powietrze-powietrze, itd.) produkcji zachodniej.... A twierdzenie, jakoby te izraelskie F-35 miały jakoby \"specjalnie\" latać nad tą rosyjską bazą powietrzną w Syrii, aby te stacjonujące tam trzy rosyjskie myśliwce SU-57 miały: \"....aby ruskie zdobyli ich profile termiczne i radiolokacyjne....\" (ma Pan chyba, Panie \"Jarku\", tutaj na myśli \"rosyjskie\", a NIE \"ruskie\") ------ to jest to całkowicie NIEMOŻLIWE, chociażby z tego jednego i JEDYNEGO powodu, a mianowicie, że te rosyjskie PROTOTYPY są wciąż jeszcze całkowicie do tego typu bardzo zaawansowanych bojowo możliwości jeszcze, i jak do tej pory CAŁKOWICIE NIEPRZYGOTOWANE, są one nie \"opracowane/dopracowane\", i jeszcze w tym aspekcie nierozwinięte ----- za kilka lat, to być może TAK, natomiast jeszcze obecnie ---- to jeszcze całkowicie NIE....... Owszem, te maszyny bojowe IAF\'u (do niedawna, ich 10, a obecnie to już ich 12), mogły, (i nadal mogą!) sobie spokojnie oraz swobodnie latać nad tą rosyjską bazą w Syrii, aby tam \"pooglądać\" sobie całkiem z bliska stojące i zaparkowane tam te trzy SU-57 ----- ale były to wtedy akcje jedynie \"JEDNOKIERUNKOWE\"..... Odnośnie zaś tego, aby Izraelczycy mieli przekazywać \"każdą śrubkę, oraz każdy kod oprogramowania\" Rosjanom (\"ruskim\"), to jest to oczywiście ten klasyczny MIT, propagowany (i to już od bardzo wielu lat!!! ---- i to już całe pełne bite wiele TYSIĘCY razy!!!), przez BARDZO aktywnych między innymi i tu, na tym tutaj forum, Potomków Rasputina....... A jeżeli JUŻ, to oczywiście, Rosjanie otrzymają \"w prezencie\" \"każdą najmniejszą nawet śrubkę, oraz każdy wiersz kodu oprogramowania\" tego największego oraz najdroższego pojedynczego programu zbrojeniowego całego dotychczasowego Świata, czyli całego programu US F-35, za jakiś czas od Turków, gdy dyktator Erdogan przekaże, w ten, lub w inny sposób, całą oraz pełną dokumentację projektu F-35 dyktatorowi rosyjskiemu Putinowi, w dowód \"wdzięczności\" za tę wyjątkowo błyskawiczną oraz sprawną dostawę do Turcji rosyjskich systemów S-400.... Oczywiście, o ile Amerykanie w końcu w ostatniej sekundzie się nie opamiętają, i całkowicie nie zablokują dostaw tych tureckich F-35 do Turcji (no bo póki co, to te już zapłacone tureckie maszyny wciąż jeszcze znajdują się na terytorium USA.).......

  8. yaro

    Panie @Reset again nie będzie żadnego nieporozumienia pomiędzy Rosją a Chinami, zacytuję Panu dzisiejsza informację podaną przez agencję lotniczą oczywiście wycinek tylko: --------- \" Poprzednia wersja rosyjskiego pocisku, R-37, mogła być przenoszona wyłącznie przez samoloty myśliwskie MiG-31. Jak podaje freebeacon R-73M ma stanowić uzbrojenie nie tylko zmodernizowanych MiGów-31BM, ale także innych myśliwców WKS FR – Su-30, Su-35 i Su-57 (Bojowe użycie Su-57 w Syrii, 2018-05-26). Co gorsza dla Zachodu, oznacza to, że w jego posiadanie może wejść wkrótce także ChRL – według niepotwierdzonych informacji przeprowadzono już pierwsze testy kompatybilności chińskich Su-35 z R-37M\" ---------- Proszę zwrócić uwagę na ostatnie zdanie bo ono daje dużo do myślenia. Rosja i Chiny pomimo gry pozorów (np. Chiny wstrzymują sie od głosu np w RB ONZ kiedy Rosjanie coś chcą uchwalić) grają do jednej bramki ale jeszcze nie zobrazowały jaki jest dokładnie ich cel, na pewno jest związany z pozbawieniem USA roli globalnego mocarstwa tyle tylko, że jest to robione stopniowo i jest rozłożone na długi czas. Chiny otrzymują od Rosjan (pewnie w wersji zubożonej) najnowszy pocisk rakietowy. Osobiście nie uważam by Rosja odrzuciła obecnie Iran, jeśli ten zezwala jej samolotom na przeloty przez ich terytorium to rosyjski układ z Iranem jest głębszy niż my tutaj myślimy.

  9. Grueber

    Szanowny Panie Witoldzie, czy na pewno chodzi o North Iranian Oil Company a nie National Iranian Oil Company?

  10. konfiv

    wszystko są to działania dla P0koju.....

  11. saint

    Dlatego zawsze śmiech mnie ogarnia jak słyszę pianie kogucików, że jesteśmy suwerennym, niepodległym państwem z niezależnym rządem. Gdyby tak było, to takie pakty nic by nas nie obchodziły. A tak USA pstryknie, a my się kulimy. Jak wcześniej ZSRR (Rosja).

  12. megik06

    Witam Panie Witoldzie dziękuję za interesujący artykuł.W ostatnim zdaniu zasugerował Pan,że Polska powinna mieć bardziej asertywną politykę.Widząc działania w.w Państw nie widzę możliwości bardziej asertywnej polityki,bo nasze interesy są przeciwstawne do USA,Izralela,Rosji,Arabii Saudyjskiej.Nasz antyeuropejski stosunek jednocześnie spowodował,że jesteśmy \"niewolnikiem USA\".Ewentualnie prosiłbym o artykuł,gdzie Pan wyjaśni zasady tej \"asertywnej polityki Polski\".

  13. Fred

    Tak się zastanawiam, po co Iran tak mocno chce położyć rurę nad Morze Śródziemne jak może próbować z Azerbejdżanem i Gruzją lub Armenią i Gruzją wybudować połączenie nad Morze Czarne. Kierunek zasadniczo ten sam, Europa.

  14. Reset again

    Czyli wszystko wraca w stare koleiny. Mamy znów \"reset\" Rosja-USA, zresztą na zbliżonych warunkach. Znów cenę ma zapłacić Polska i Persowie. Wtedy ceną było wycofanie się Amerykanów z bazy GBI w Redzikowie, a Rosji z dostawy S-300 dla Achmadinedżada, a de facto cały ten deal, namotany przez Szymona Pereza w Soczi w sierpniu 2009, wymierzony był strategicznie w Chiny, by przeciwstawić ten sojusz rodzącemu się sojuszowi Chin z krajami muzułmańskimi. Przy okazji, treścią oficjalnego komunikatu prezydentów Rosji i państwa położonego w Palestynie była koordynacja polityki tych państw wokół dwóch \"dogmatów\": \"wyzwolicielskiej\" roli Armii Czerwonej i absolutnej wyjątkowości holocaustu w dziejach. Próba likwidacji pomnika w Jersey City nie jest zatem żadnym \"nieporozumieniem\", tylko znakiem nowych czasów (\"nowe\" wraca). Jakiekolwiek strategiczne porozumienie pomiędzy Rosją a USA będzie miało tych samych akuszerów, którzy zrealizują te same co zwykle swoje interesy, dlatego ceną znów zapłacimy my i Persowie. Chyba że pójdziemy w końcu po rozum do głowy i wspólnie z Persami poprosimy o pomoc Pekin, w najlepiej zresztą rozumianym interesie zarówno Chin jak i szerzej - pokoju na świecie, który w tej chwili - po ludzku rzecz biorąc - może uratować jedynie \"Wejście żółtego Smoka\", zarówno do Zatoki Perskiej (w ochronie złóż które są gwarancją możliwości ekonomicznego rozwoju Chin), jak i do serca Heartlandu, co uniemożliwi powstanie efektywnego sojuszu wojskowego Rosji z Zachodem, siłą rzeczy utworzonego przeciw Chinom i po naszym trupie. Rosja i Zachód chce powrotu \"koncertu mocarstw\", \"la belle epoque\", czyli XIX wieku. który jednak ani dla Polski, ani dla Chin nie był zbyt łaskawy...

  15. Podporucznik wojsk kwatermistrzowskich

    Izrael na pewno nie boi się ataku Iranu, bo ma 300 bomb atomowych. Izrael obawia się, że nie mógłby tak swobodnie atakować Iranu i innych państw, gdyby utracił monopol na broń atomową na Bliskim Wschodzie. _______ Rosja broni Syrii, bo z Kataru miał iść gazociąg przez Syrię do UE wpychając z rynku UE Rosję, co byłoby dla Rosji katastrofą. Dla Rosji byłoby opłacalnym transportowanie gazu z Iranu gazociągiem Rosji przez Turcję do UE pod warunkiem , że Iran kupowałby rosyjską broń nakręcając koniunkturę gospodarczą Rosji. ________ Podejrzewam, że Trump chce koniecznie znieść sankcje wobec Rosji i potrzebuje Iranu jako pretekstu, to zaś oznacza, że Rosja może się porozumieć z Iranem, aby nie przejmował się porozumieniem Rosji z USA kosztem Iranu.

  16. Trzcinerro

    I to jest DEAL miedzy mocarstwami. Malutcy- m.in. my..... musimy cicho siedzieć, nie podskakiwać i mieć nadzieję że nas oszczędzą. USA czy FR, UE czy UW a jaka to różnica. Zawsze na kolanach

  17. papuga

    Jak zawsze Pan Witold Repetowicz przedstawił nam bardzo dobry artykuł. W sposób oczywisty koncentruje się on na perspektywie bliskowschodniej, bo takie są zainteresowania autora. Jest zupełnie oczywiste, że blok USA - Izrael - Arabia Saudyjska chce \"coś zrobić\" z Iranem. Pytanie, czy destabilizacja Iranu nie ma związku z budową przez ten kraj i Turcję południowej odnogi Nowego Jedwabnego Szlaku. I tutaj pojawiają się interesy Chin, których wpływy będą cały czas rosnąć. A przecież Iran byłby wymarzonym sojusznikiem dla USA - daje dostęp do Azji Środkowej, można równoważyć Saudów, ze względu na swoją wielkość i zasoby ma perspektywiczną gospodarkę. Ale chyba nie przy tej administracji. Pełna zgoda z autorem jeżeli chodzi o nasze interesy w tamtym regionie świata.

  18. Wacek

    Ostatnio czytałem jak Trump przeprowadza negocjacje, na podstawie przeprowadzonych w przeszłości transakcji. Strategia jest bardzo prosta. Najpierw firma budowlana buduje hotel za swoje a na końcu Pan Trump ma jej zapłacić. Jak hotel jest gotowy to Pan Trump i jego prawnicy szukaja sposobów aby nie płacić. Kiedy firma budowlana jest przy finansowej ścianie wtedy Pan Trump godzi sie zaplacic ale dużo mniejsza kwotę jak pierwotnie było w kontrakcie. Pozdrawiam Polskich strategow którzy kupili sobie bezpieczenstwo w Patriotach drogich jak zboże.

  19. Szept

    Nie mogę się zgodzić z autorem że istnienie szyickiego półksiężyca zagraża rosyjskim interesom gospodarczym. Do wiosny arabskiej szyicki półksiężyc był stabilny i nikt nawet nie planował budowy gazociągów czy ropociągów, a pamiętajmy że ceny ropy i gazu były znacznie wyższe. To USA z wahabickimi sojusznikami zrobiło wiele aby ten półksiężyc rozerwać, gdyby się to udało budowa rur ruszyła by pełną parą. Dlatego w wojnę w Syrii ładowano i ładuje się nadal grube pieniądze. Oczywiście zamieszanie wokół Iranu jest dla Rosji korzystne bo powoduje wzrosty cen surowców energetycznych. Powtarzane cyklicznie groźby Trumpa i Izraela napędzają ceny ropy i gazu. Jednak w mojej ocenie Rosjanie już raz zaufali Amerykanom w Libii i zakończyło się to z ich perspektywy katastrofą, dlatego nie mogą ustąpić teraz z Iranem. Oczywiście jakiś układ jest możliwy ale nie będzie to nic przełomowego, obecne napięcie jest korzystne dla Rosji i USA więc grilowanie Iranu będzie kontynuowane. A co do naszych interesów z Iranem to cóż, albo masz jaja i kręgosłup albo wszyscy tobą pomiatają. Pozdrawiam.

  20. Niuniu

    Raczej się nie zgadzam z główną tezą autora o jakoby ukrytej chęci Rosji do \"dokopania\" Iranowi i to do spółki z USA, AS i Izraelem. Jest możliwe również diametralnie inne spojrzenie na stosunek i plany Rosji wobec Iranu. Rosjanie celowo mogą rozegrać Trumpa w celu \"zmiękczenia\" ajatollahów. Na pewno nie przehandlują ich USA. Wcześniej czy później nastąpi uruchomienie irańskich pokładów ropy i gazu. Jeśli teraz Rosja \"odda\" IranTrumpowi to za kilka lat irańską ropę i gaz będą pompować i sprzedawać na całym świecie amerykańskie koncerny natomiast w techeranie będzie rządzić prozachodnia \"demokracja\" lub wróci z emigracji \"potomek\" szacha i powstanie tam ustrój zbliżony do proamerykańskie Arabii. To będzie koniec dla Rosji - utrata wpływu na światowy rynek ropy i gazu oraz powstanie u swoich granic prozachodniego państwa wyznaniowego - w perspektywie rozpad całego południa Rosji+Kazachstanu itd. Jednym słowem samobójstwo. Wydaję się, że Rosja może się zgodzić \"powstrzymać\" ekspansje Iranu w Syrii ale nie całkowicie \"wyeleminować\" go z niej. Rurociąg/gazociąg z Iranu do Europy przez Syrję - a co to za problem dla Rosji jeśli ta ropa czy gaz będzie kupiona/sprzedana przez Gazprom lub Rosnieft? A to jest możliwe tylko jeśli Rosja pozostanie sprzymierzeńcem Iranu i nie \"odda\" go USA. Trump potrzebuje sukcesu dziś (wybory i jeszcze raz wybory - reelekcja). Putin dziś niczego nie potrzebuje od USA.

  21. Polanski

    Nie trzeba być geopolitykiem, żeby wiedzieć, że Iran jest naturalnym sojusznikiem dla USA. Co temu Trampowi strzeliło do łba? Jedynie taka polityka Obamy była prawdziwa. Reszta to katastrofa. Co Stany zyskują na popieraniu Izraela? Proszę mi powiedzieć, co? Panie Witoldzie błagam o odpowiedź.

  22. B22

    \"….są zainteresowani współpracą z nami m.in. ze względu na konkurencyjność cenową polskich firm.\'\' Jak się walczy ceną to ryzyko straty rynku jest i tak duże. Irańczycy, którzy zapragną Mercedesa S to zapłacą tyle ile zechcą Niemcy. No i żeby być mocną kartą w talii USA trzeba mieć mocną gospodarkę i znaczącą armię. W tym skomplikowanym układzie nie widzę osobowości skutecznie reprezentującej interesy PL. Trzeba być wreszcie \"in\" a nie poza.

  23. Bardzo Jasnowłosa

    dobry artykuł. A wniosek dla nas: po pierwsze sami powinniśmy być swoim sojusznikiem, a nie działać autodestrukcyjnie. Zmiana organizacji całej RP, postrzeganie perspektywiczne /a nie w kategoriach sondaży i kiełbasy wyborczej/ wzmacnianie się ekonomicznie i militarnie. Wyznacznikiem i warunkiem skuteczności naszego państwa jest, czy najaktywniejsi obywatele wyjeżdżają, co osłabia, czy wracają z zagranicy, co wzmacnia państwo. Ale obawiam się, patrząc na naszą historię najnowszą, że te postulaty przerastają możliwości naszych tzw. elit.

  24. Olgierd

    @Davian Charakterystyka radarowa SU-57 jest inna niż F-35, nie wiem czy gorsza czy lepsza. Na tą chwilę nie ma jednoznacznych informacji o tym, żę piloci F-35 prawie padli ze śmiechu gdy zobaczyli rosyjskie samoloty 5-generacji. Śmiem twierdzić, że nawet się do nich nie zbliżyli i jedyne na co sobie pozwolili to na test radarowy polegający na śledzeniu tych maszyn różnymi typami urządzeń radarowych aby sprawdzić jak bardzo jest \"niewidoczna\".

  25. Realista

    Prosze podac mi choc jedyna dziedzine gospodarki, obszar w polityce, sporcie, kulturze, finansach etc. gdzie Polska nie bylaby na przegranej pozycji. Pozdrawiam