- WIADOMOŚCI
„Wysłać dziecko za granicę”. Urzędnicy Putina boją się swojej Rosji
Autor. Kremlin.ru
Boją się Władimira Putina i zarazem boją się jego upadku, bo wiedzą że czekają ich rozliczenia. Urzędnicy Kremla chcą wywieźć swoje dzieci za granicę.
Jak raportuje „Verstka” urzędnicy aparatu państwowego pod rządami Władimira Putina weszli w stan apatii, godząc się z tym, że nie mają żadnego wpływu na pozytywne zmiany i trwają na stanowiskach z obawy przed zmianą władzy i rozliczenia. Źródła serwisu informują, że urzędnicy mają „ogólną depresję”, a ich światopogląd to „jutro będzie gorzej, albo tak samo. Nie masz na to wpływu”.
Jeden z rozmówców „Verstki” twierdzi, iż „fakt, że system nie ma przyszłości, jest oczywisty dla wszystkich i jest omawiany przez wszystkich”. Urzędnicy stali się bierni „pomimo naturalnej idei, że trzeba coś z tym zrobić”.
Zobacz też

Nie chcą oni jednak, by w Rosji zostały ich rodziny. Urzędnik pracujący w kancelarii prezydenckiej Władimira Putina żali się redakcji, że chce wysłać dziecko na studia za granicę, bo w przypadku przegranej Putina „nie mają żadnej przyszłości”. „Wszyscy (urzędnicy) to rozumieją, chociaż nikt tego nie mówi” – dodaje.
Federacja Rosyjska pod rządami Putina zmierza w stronę neosowieckiej dyktatury. Na wszystkich padają podejrzenia, że są „spiskowcami”. „Wojna ciągnie się dłużej, niż wszyscy przewidywali” – mówi jeden z rosyjskich urzędników. „System nie upada, ale się trzęsie” – dodaje.
System władzy w Rosji ma się także obawiać, że fałszerstwa wyborczy przestaną się udawać. „Teraz główne pytanie dotyczące systemu to: co się stanie, jeśli, zgodnie z oficjalnymi obliczeniami w końcowym protokole, będzie 65 proc. dla Jednej Rosji (partii Putina – przyp. red.), a w prawdziwych urnach wyborczych – no, na przykład, 15 proc.” – komentuje „Verstka”.
Jak informowała organizacja „Gołos” w 2024 roku, w wyborach prezydenckich w Rosji, dosypano ponad 20 mln głosów. Poprzednie wybory w Rosji uznaje się za rekord fałszerstw. Zwłaszcza, że przymusowa paszportyzacja na okupowanych terytoriach Ukrainy spowodowała, że aparat państwa rosyjskiego fałszuje tam wybory na potęgę. Stalinowi przypisuje się powiedzenie: nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy. W czasach sowieckich w Rosji na tzw. listę rządową głosowało – w teorii – 99 proc. głosujących.


