Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

M&Ms nad Moskwą. Ukraina miała szykować tysiąc autonomicznych dronów na noc, by sparaliżować rosyjską stolicę

Moskwa rosja ukraina operacja HUR FSB
Autor. Дмитрий Трепольский/Pexels

Do tysiąca tanich dronów każdej nocy, autonomiczna nawigacja wykorzystująca sztuczną inteligencję i jeden cel: sprawić, aby linie lotnicze przestały latać do Moskwy. Według „The Atlantic” taki plan przygotowywano w otoczeniu ówczesnego ministra obrony Ukrainy Mychajła Fedorova. Operacja o kryptonimie „M&Ms” miała nie tyle zniszczyć moskiewskie lotniska, ile uczynić ich funkcjonowanie tak ryzykownym i nieprzewidywalnym, aby rosyjska stolica została faktycznie odcięta od części międzynarodowego ruchu lotniczego. Plan został jednak wstrzymany. Nie oznacza to, że jego technologiczne podstawy były nierealne. Wiele elementów potrzebnych do przeprowadzenia podobnej operacji Ukraina już rozwija i wykorzystuje na polu walki.

Informacje o operacji „M&Ms” nie zostały oficjalnie potwierdzone przez władze Ukrainy. Ich podstawą jest publikacja Simona Shustera w The Atlantic” z 20 sierpnia 2026 roku. Autor powołuje się na dwie osoby mające bezpośrednią wiedzę o projekcie. Jeden z przedstawicieli Biura Prezydenta Ukrainy stanowczo zaprzeczył istnieniu planu, określając tę informację jako „total nonsense”.

Większość publikacji, które ukazały się następnie w ukraińskich mediach – m.in. Ukrainska PravdaThe New Voice of UkraineKurs czy Telegraf – opiera się właśnie na materiale „The Atlantic”, a więc nie stanowi niezależnego potwierdzenia operacji. Sama The New Voice of Ukraine zaznacza, że twierdzenia dotyczące masowego uderzenia opierają się na anonimowych źródłach i nie zostały niezależnie zweryfikowane.

Reklama

Nie zniszczyć lotniska. Sprawić, żeby nikt nie chciał na nim lądować

Jeżeli relacja Shustera jest prawdziwa, najbardziej interesująca jest sama logika operacji. Nie chodziło przede wszystkim o fizyczne zniszczenie terminali czy pasów startowych. Celem miało być doprowadzenie do trwałego lub powtarzającego się zamykania przestrzeni powietrznej nad Moskwą.

Rosyjskie lotniska już dziś są okresowo zamykane w związku z zagrożeniem ze strony ukraińskich dronów. W rosyjskiej nomenklaturze procedura ta określana jest jako „kowior” – „dywan”. Kiedy istnieje ryzyko pojawienia się bezzałogowców, Rosawiacja może wstrzymywać starty i lądowania, samoloty kierowane są na lotniska zapasowe, a pasażerowie pozostają w terminalach przez wiele godzin.

„The Atlantic” przywołuje dane, według których od 28 czerwca do 28 lipca 2025 roku ograniczenia w rosyjskich portach lotniczych wprowadzano 114 razy, przy czym najczęściej dotyczyły one właśnie Moskwy. W pierwszym kwartale 2026 roku rosyjskie stowarzyszenie branży turystycznej miało odnotować ponad 290 podobnych przypadków w całym kraju.

Nie jest to zatem hipotetyczna podatność systemu. Reuters 22 lutego 2026 roku informował, że z powodu zagrożenia bezzałogowcami ograniczenia wprowadzono jednocześnie na czterech lotniskach rosyjskiej stolicy. Natomiast Kommersant, na podstawie danych z internetowych tablic moskiewskich lotnisk, podał, że 18 czerwca odwołano lub przełożono łącznie ponad 500 rejsów. Projekt „M&Ms” miał tę podatność zwielokrotnić.

Według źródeł „The Atlantic” do przeciążenia rosyjskiej obrony powietrznej zakładano wykorzystanie nawet około tysiąca bezzałogowców jednej nocy. Kryptonim miał być żartobliwym odniesieniem do cukierków M&M’s – dużej liczby niewielkich, tanich i podobnych do siebie obiektów.

Nie trzeba byłoby zestrzelić wszystkich ani nawet większości. Z punktu widzenia bezpieczeństwa ruchu lotniczego sama wiarygodna możliwość pojawienia się uzbrojonego drona w rejonie podejścia do lotniska mogłaby prowadzić do czasowego zamykania przestrzeni powietrznej. Na tym właśnie polega zasadnicza różnica między klasycznym bombardowaniem lotniska a strategią jego funkcjonalnego paraliżu.

Reklama

Tysiąc dronów nie jest już liczbą fantastyczną

Jeszcze kilka lat temu skala opisywana przez „The Atlantic” brzmiałaby niewiarygodnie. W sierpniu 2026 roku wygląda to już znacznie mniej abstrakcyjnie. Associated Press 16 sierpnia podała, powołując się na rosyjskie Ministerstwo Obrony, że w ciągu jednej nocy Rosja miała zniszczyć 822 ukraińskie drony, a mer Moskwy Siergiej Sobianin twierdził, że około 600 leciało w kierunku rosyjskiej stolicy.

Rosyjskie liczby nie mogą być traktowane jako niezależnie zweryfikowane dane o rzeczywistej liczbie wysłanych maszyn, ale pokazują skalę, z którą rosyjska obrona twierdzi, że już musi się mierzyć.

Natomiast 18 sierpnia Siergiej Sobianin podał, że w ciągu nocy w kierunku Moskwy skierowano co najmniej 637 ukraińskich dronów. Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdziło natomiast, że w tym samym czasie nad Rosją, okupowanym Krymem oraz Morzem Czarnym i Azowskim przechwycono i zniszczono łącznie 791 maszyn. Należy jednak zaznaczyć, że są to dane strony rosyjskiej i nie zostały niezależnie zweryfikowane.

Oznacza to, że różnica między obecnymi masowymi nalotami a hipotetycznym tysiącem dronów przewidzianym w „M&Ms” byłaby przede wszystkim różnicą skali i sposobu użycia, a nie przejściem od technologii istniejącej do całkowicie fantastycznej broni przyszłości.

Najważniejsza miała być jednak nie liczba, lecz autonomia

Operacja opisywana przez Shustera różniłaby się od dotychczasowych masowych uderzeń w jeszcze jednym, znacznie istotniejszym aspekcie.

Drony miały być zdolne do dotarcia do celu bez ciągłego sterowania przez operatora.

Według „The Atlantic” zastosowana miała zostać technika określana jako map matching. Do komputera pokładowego można wprowadzić szczegółowe mapy trasy oraz obrazy charakterystycznych punktów terenowych i celu. Kamera obserwuje teren podczas lotu, a system komputerowy porównuje rejestrowany obraz z wcześniej zapisanym materiałem. Pozwala to dronowi orientować się względem zaplanowanej trasy i samodzielnie rozpoznawać określone obiekty bez konieczności ciągłego naprowadzania przez operatora.

Nie należy jednak automatycznie utożsamiać tej technologii z całkowitą niezależnością od GPS. „The Atlantic” opisuje wykorzystanie technologii map matching i autonomicznej analizy obrazu, natomiast rozwój nawigacji niezależnej od GPS jest odrębnym kierunkiem oficjalnie potwierdzonym przez ukraińskie Ministerstwo Obrony.

Ma to istotne znaczenie w środowisku intensywnej walki radioelektronicznej. Klasyczny dron zależny od ciągłego połączenia z operatorem może zostać zakłócony poprzez zerwanie lub degradację tego łącza. Autonomia ogranicza skuteczność takiego sposobu przeciwdziałania, ponieważ maszyna może kontynuować część zadania bez stałych komend z zewnątrz. Nie oznacza to jednak pełnej odporności na rosyjskie systemy walki radioelektronicznej ani inne środki przeciwdziałania.

Oficjalne komunikaty ukraińskiego Ministerstwa Obrony pokazują, że w 2026 roku zwiększanie autonomii stało się jednym z ważnych kierunków rozwoju ukraińskich systemów bezzałogowych. Ministerstwo Obrony Ukrainy 11 czerwca 2026 roku w swym komunikacie informowało, że ukraińskie przedsiębiorstwa pracują m.in. nad autonomicznym naprowadzaniem, wykrywaniem celów oraz nawigacją niezależną od GPS w warunkach walki radioelektronicznej. Trzy dni wcześniej resort informował, że jeden z ukraińskich systemów automatyzuje 95% pełnego cyklu przechwytywania – od wystrzelenia drona po zniszczenie bezzałogowego statku powietrznego typu Shahed. Człowiek wskazuje cel, po czym system może samodzielnie wykonywać kolejne elementy procesu – naprowadzanie, rozpoznanie, śledzenie i przechwycenie.

Już 12 marca Ministerstwo Obrony deklarowało wprost, że jednym z kluczowych celów państwa jest zwiększenie autonomii dronów i innych systemów bojowych, wykorzystując do szkolenia algorytmów rzeczywiste dane z pola walki. Te informacje nie potwierdzają istnienia „M&Ms”, ale pokazują, że prace badawczo-rozwojowe związane z opisywanym projektem na Ukrainie trwają.

Reklama

Fedorov miał być architektem

Według dwóch rozmówców „The Atlantic” centralną postacią projektu był ówczesny minister obrony Mychajło Fedorov. Miał pomóc w zorganizowaniu zespołu ukraińskich programistów rozwijających system autonomicznego naprowadzania oraz uzyskać od europejskich sojuszników finansowanie pozwalające na masową produkcję tego typu dronów. Z tym że państw ani konkretnych programów finansujących przedsięwzięcie nie wymieniono, dlatego tej części relacji również nie można niezależnie zweryfikować. Natomiast tego typu projekt byłby jednak logiczną kontynuacją polityki prowadzonej przez Fedorova.

Jeszcze jako minister transformacji cyfrowej stał się jednym z głównych promotorów ukraińskiej „armii dronów”. Po objęciu resortu obrony próbował przenieść logikę ukraińskich start-upów bezpośrednio do systemu wojskowego: skracać procesy zamówień, decentralizować zakupy, zwiększać znaczenie konstrukcji sprawdzonych na froncie oraz rozwijać wykorzystanie danych i automatyzacji.

„The Atlantic” we wspomnianej uprzednio analizie Simona Shustera opisywał wielomiesięczny spór Fedorova z ówczesnym naczelnym dowódcą Ołeksandrem Syrskim o kierunek przebudowy armii. Fedorov forsował decentralizację i gwałtowne przyspieszenie rewolucji bezzałogowej; Syrski ostrzegał przed zastępowaniem całego systemu wojskowego technologicznym eksperymentem.

Projekt „M&Ms”, jeżeli rzeczywiście istniał, byłby prawdopodobnie jednym z najbardziej radykalnych rozwinięć tej koncepcji: masowość zamiast drogich pojedynczych pocisków, większa autonomia zamiast stałego sterowania oraz ekonomiczno-polityczny efekt operacji ważniejszy niż fizyczne zniszczenie infrastruktury.

Reklama

Chodziło o elitę Putina

Najbardziej nietypowy był jednak zakładany mechanizm polityczny operacji. Według „The Atlantic” jej twórcy wychodzili z założenia, że konsekwentne zamykanie moskiewskich lotnisk może doprowadzić do wycofania się z Rosji ostatnich dużych zagranicznych przewoźników obsługujących stolicę, w tym Turkish Airlines czy Emirates.

Po zachodnich sankcjach połączenia przez Stambuł i Dubaj stały się dla zamożnych Rosjan jednym z ważnych kanałów podróży do innych części świata. Projekt miał więc wywierać presję przede wszystkim na komfort i poczucie bezpieczeństwa moskiewskiej elity – urzędników, oligarchów, menedżerów i ludzi związanych z systemem Putina.

Źródło Shustera przedstawiało mechanizm w prosty sposób: jeżeli wpływowi ludzie zaczną sygnalizować Kremlowi, że wojna bezpośrednio ogranicza ich możliwości normalnego funkcjonowania, może to zwiększać wewnętrzną presję na władzę.

Byłaby to więc operacja znajdująca się na styku wojny powietrznej, presji ekonomicznej i wojny psychologicznej.

Dotychczas Ukraina przede wszystkim próbowała podnosić koszt wojny dla Kremla poprzez niszczenie rafinerii, składów paliwa, zakładów zbrojeniowych, logistyki i infrastruktury wojskowej. „M&Ms” przesuwałby ciężar jeszcze dalej: nie tylko ograniczać rosyjskie możliwości prowadzenia wojny, lecz również sprawić, aby jej konsekwencje były silniej odczuwane przez środowiska funkcjonujące najbliżej centrum władzy.

Nie wiadomo jednak, czy taki mechanizm rzeczywiście zadziałałby politycznie. System autorytarny nie musi reagować na niezadowolenie elit w taki sam sposób jak demokracja. Utrudnienie podróży mogłoby wywołać presję na władzę, ale równie dobrze zostać wykorzystane przez Kreml propagandowo jako argument, że Ukraina atakuje rosyjską ludność cywilną.

Zełenski miał dostrzec ryzyko

Według relacji Shustera plan przedstawiono Wołodymyrowi Zełenskiemu zimą 2026 roku. Prezydent miał mieć poważne zastrzeżenia właśnie z powodu zagrożenia dla lotnictwa cywilnego.

Ryzyko jest oczywiste. Operowanie dużą liczbą autonomicznych urządzeń w przestrzeni wokół czynnych lotnisk zwiększa możliwość błędu systemu, awarii, upadku drona w zabudowanym terenie, uderzenia odłamków rakiet obrony przeciwlotniczej albo – w najbardziej katastrofalnym wariancie – zagrożenia dla samolotu pasażerskiego.

Według „The Atlantic” projektanci proponowali uprzedzanie międzynarodowych przewoźników o nadchodzącym zagrożeniu, tak aby wcześniej wycofywali samoloty z rosyjskich lotnisk. Sama konieczność takich ostrzeżeń miała z czasem przekonać linie lotnicze, że dalsze wykonywanie połączeń do Moskwy stało się zbyt ryzykowne.

Nie rozwiązywałoby to jednak automatycznie problemu prawnego. Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża zwraca uwagę, że atak może być skierowany wyłącznie przeciwko celowi wojskowemu. Obiekt cywilny traci ochronę tylko wtedy i tylko na tak długo, jak spełnia kryteria celu wojskowego.

Art. 52 I Protokołu dodatkowego do konwencji genewskich stanowi, że obiekt staje się celem wojskowym, jeżeli ze względu na charakter, położenie, przeznaczenie lub wykorzystanie skutecznie przyczynia się do działań wojskowych, a jego zniszczenie lub neutralizacja daje w danych okolicznościach konkretną korzyść wojskową.

Z tego wynika, że samo utrudnienie zagranicznych podróży rosyjskim elitom byłoby bardzo problematycznym uzasadnieniem uderzenia w obiekt mający charakter cywilny. Inaczej wyglądałaby sytuacja dotycząca konkretnych elementów infrastruktury wykorzystywanych bezpośrednio do celów wojskowych – ale „The Atlantic” nie przedstawił informacji pozwalających stwierdzić, że właśnie takie obiekty miały być celami „M&Ms”.

Ostrzeżenie linii lotniczej również nie zmienia obiektu cywilnego w cel wojskowy. Może być środkiem ograniczającym ryzyko dla ludności, ale nie zastępuje obowiązku rozróżnienia między celami wojskowymi i cywilnymi.

Jeszcze poważniejsze pytania prawne powstałyby, gdyby o wyborze konkretnego celu w końcowej fazie działania rzeczywiście decydował sam algorytm.

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża w stanowisku z 3 marca 2026 roku„Autonomiczne systemy uzbrojenia a międzynarodowe prawo humanitarne: wybrane zagadnienia” ponownie zwrócił uwagę, że systemy, które po aktywacji samodzielnie wybierają i rażą cele, rodzą szczególne problemy związane z przewidywalnością działania, odpowiedzialnością oraz ochroną ludności cywilnej.

Reklama

Dlaczego plan zatrzymano?

Według dwóch źródeł Shustera przygotowania przerwano w lipcu, kiedy Zełenski zdymisjonował Fedorova. Były minister miał utrzymywać projekt w tak ścisłej tajemnicy, że nie wiedzieli o nim nawet niektórzy jego najbliżsi współpracownicy. Jedno ze źródeł oceniało, że nowy zespół mógłby odtworzyć przedsięwzięcie w ciągu około trzech miesięcy.

Nie wiadomo zatem, czy „M&Ms” zostało anulowane z powodów politycznych, prawnych, technicznych czy tylko organizacyjnych. Dostępne informacje mówią jedynie, że prace miały zatrzymać się wraz z odejściem głównego promotora. I w tym właśnie miejscu zaczyna się to łączyć z ukraińską polityką.

Fedorov został odwołany w połowie lipca. Jego odejście wywołało protesty, a były minister znalazł się następnie w coraz bardziej otwartym sporze politycznym z Zełenskim. The Kyiv Independent 19 sierpnia informował, że Fedorov może pojechać do USA i że stał się jednym z bardziej otwartych krytyków wojennego systemu politycznego Ukrainy. Dzień wcześniej zaapelował o stworzenie mechanizmu pozwalającego przywrócić proces wyborczy mimo trwającej wojny.

Także Reuters informował, że wezwanie Fedorova do przeprowadzenia wyborów oznaczało próbę rozszerzenia politycznego sporu z Zełenskim. Agencja wskazywała jednocześnie, że były minister jest postrzegany jako jeden z potencjalnych konkurentów obecnego prezydenta, choć jego inicjatywa wyborcza spotkała się z chłodnym przyjęciem części wcześniejszych demonstrantów.

Równocześnie tego samego dnia ukazał się artykuł Shustera przedstawiający Fedorova jako autora jednego z najbardziej śmiałych planów militarnych całej wojny.

Obecnie nie ma żadnych dowodów, że publikacja informacji o „M&Ms” została zainspirowana przez którąkolwiek ze stron ukraińskiego konfliktu politycznego. Nie wiadomo, kim są dwa źródła „The Atlantic” ani dlaczego zdecydowały się mówić właśnie teraz. Sam autor, od siedemnastu lat piszący reportaże z Rosji i z Ukrainy, przez większość tego czasu jako dziennikarz magazynu „Time”, nie jest więc postacią przypadkową. Sam moment publikacji jest jednak trudny do całkowitego oddzielenia od szerszego kontekstu: dymisji Fedorova, protestów, jego rosnącej samodzielności politycznej, wezwania do wznowienia procesu wyborczego i zapowiedzi możliwej podróży do USA.

Reklama

M&Ms pokazuje coś ważniejszego niż sam nieprzeprowadzony atak

Nawet jeśli projekt nigdy nie wyszedł poza etap planowania, ujawniona koncepcja pokazuje, w jakim kierunku zmienia się wojna.

Pierwsza rewolucja dronowa polegała na zastąpieniu części drogich pocisków i samolotów tańszymi bezzałogowcami. Druga dotyczy masowości: setki urządzeń używanych jednocześnie mogą przeciążać nawet rozbudowane systemy obronne. Trzecia dokonuje się obecnie i polega na stopniowym zwiększaniu autonomii.

Im silniejsza staje się walka radioelektroniczna, tym większą wartość ma system, który nie musi przez cały czas utrzymywać łączności z operatorem. Im więcej dronów wykorzystuje się równocześnie, tym trudniejsze staje się indywidualne sterowanie każdym z nich. Masowe użycie bezzałogowców tworzy więc silną presję na zwiększanie automatyzacji i autonomii.

„M&Ms” byłby przejściem do kolejnego etapu: nie dziesięciu czy stu autonomicznych platform działających nad frontem, lecz potencjalnie setek albo nawet tysiąca maszyn wykorzystanych jednocześnie przeciw systemowi funkcjonującemu wokół jednej z największych europejskich metropolii.

Z tej racji najważniejsze pytanie nie brzmi, czy operacja ostatecznie zostanie reaktywowana. Znacznie ważniejsze jest to, że część technologii potrzebnych do przeprowadzenia podobnej operacji przestała być hipotetyczna. Ukraina oficjalnie rozwija autonomiczne naprowadzanie, rozpoznawanie celów, systemy nawigacji niezależne od GPS oraz modele AI trenowane na rzeczywistych danych bojowych. W przypadku jednego z systemów przechwytujących deklaruje już automatyzację 95 proc. cyklu przechwycenia po wcześniejszym wskazaniu celu przez operatora.

Jednocześnie Ukraina demonstruje zdolność do wykorzystywania setek dronów przeciw celom na głębokim rosyjskim zapleczu.

Jeżeli relacja „The Atlantic” jest więc zgodna z rzeczywistością, to Fedorov próbował połączyć te dwa procesy w jeden system: masową produkcję, coraz większą autonomię i presję strategiczną wymierzoną nie tylko w pojedynczy obiekt wojskowy, lecz w zdolność państwa do normalnego funkcjonowania.

I właśnie to jest najbardziej znaczące w sprawie „M&Ms”. Nie sam pomysł wysłania tysiąca dronów nad Moskwę, lecz próba wykorzystania masowych i częściowo autonomicznych systemów bezzałogowych do stworzenia nowego rodzaju presji – bez zdobywania lotnisk, bez trwałego kontrolowania przestrzeni powietrznej i bez klasycznej przewagi lotniczej. To, że plan został zatrzymany, nie ma znaczenia ponieważ Ukraina nadal rozwija technologie, które mogłyby umożliwić przeprowadzenie podobnej operacji: autonomiczne naprowadzanie dronów, nawigację niezależną od GPS, rozpoznawanie celów przez AI oraz masowe wykorzystanie bezzałogowców.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować