- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Nowe tajne bazy dronowe w Rosji? To bezpodstawne straszenie [ANALIZA]
Autor. HUR
W polskich mediach zaczęły pojawiać się informacje o „20 nowych tajnych rosyjskich bazach dronów”, które mają obejmować swoim zasięgiem państwa NATO, w tym Polskę. Punktem wyjścia dla tych publikacji jest artykuł brytyjskiego „The Telegraph”, który na podstawie zdjęć satelitarnych, dokumentów i analizy OSINT opisał rozbudowę rosyjskiej infrastruktury przeznaczonej do operowania bezzałogowcami.
Według brytyjskiego dziennika na co najmniej 10 rosyjskich obiektach zidentyfikowano łącznie 59 nowych szyn startowych, z czego około 20 ma być dłuższych i przeznaczonych prawdopodobnie dla nowych wariantów rosyjskich dronów. Problem polega na tym, że w obiegu informacyjnym nowe stanowiska startowe zostały zamienione na nowe tajne bazy. To zasadnicza różnica, która w tym przypadku prowadzi do stworzenia obrazu, który nie odpowiada temu, co faktycznie pokazują dostępne dane.
Nie mamy bowiem do czynienia z budową od podstaw 20 nowych baz dronowych. Rosja od lat posiada te bazy i rozbudowaną sieć miejsc wykorzystywanych do operowania Szahidami/Geraniami. Ukraińskie Siły Powietrzne już w kwietniu 2023 roku wskazywały na starty Szahidów z rejonu lotniska Sieszcza, a w sierpniu tego samego roku informowano o wykorzystaniu Sieszczy, Primorsko-Achtarska i Kurska, czyli miejsc, które obecnie wskazywane są jako niesamowicie tajne bazy.
Nie jest więc tak, że w 2026 roku Rosjanie nagle stworzyli w zachodniej części kraju nową sieć baz, których wcześniej nie było. One tam funkcjonowały od kilku lat. Istniejące miejsca są rozbudowywane i dostosowywane do zwiększającej się skali użycia bezzałogowców oraz nowych typów maszyn. To właśnie jest najważniejsza informacja wynikająca z analizy zdjęć satelitarnych. A nie to, że Rosja nagle buduje jakieś bazy, gdzieś blisko NATO.
Nie nowe bazy, lecz nowa infrastruktura
W przypadku opisanych przez „The Telegraph” obiektów należy rozróżnić dwie rzeczy: miejsce bazowania i infrastrukturę znajdującą się na jego terenie. Baza czy lotnisko może funkcjonować od wielu lat. Może być wykorzystywane przez rosyjskie wojsko, a od 2023 roku także jako miejsce przygotowywania i odpalania dronów. Jeżeli w 2026 roku Rosjanie dobudują tam kolejne prowadnice, magazyny czy infrastrukturę pomocniczą, nie oznacza to powstania nowej bazy. Oznacza to modernizację istniejącego obiektu. Chyba trzeba to kilku mediom w Polsce wytłumaczyć, może skończy się wtedy mnożenie wszystkiego pod chwytliwe tytuły.
Dobrym przykładem jest Tsymbułowa w obwodzie orłowskim. Obiekt jest znany od 2022 roku jako rosyjski ośrodek wykorzystywany do operowania Szahidami a następnie Geraniami. W listopadzie 2025 roku analiza zdjęć satelitarnych wskazywała tam już co najmniej 93 garaże, 15 obiektów magazynowych i osiem stałych stanowisk startowych. Cały kompleks zajmował ponad 5 km². W 2026 roku nie „odkryto” nowej tajnej bazy w Tsymbułowej. Zaobserwowano kolejny etap jej rozbudowy. W kwietniu 2026 roku pojawiły się tam nowe stanowiska przeznaczone dla odrzutowych wariantów Geraniów. Te, wymienione w artykule „The Telegraph” nowe prowadnice są dostosowane do Geraniów-3/4 i Gerania-5 i mają około 80 metrów długości, czyli około trzykrotnie więcej niż stanowiska wykorzystywane przez starsze modele.
Dlaczego prowadnice są tak długie?
Odpowiedź jest stosunkowo prosta: chodzi o charakterystykę nowych dronów. Klasyczny Gerań-2 jest znacznie mniejszym i wolniejszym bezzałogowcem z silnikiem tłokowym i śmigłem. Nowe warianty, takie jak Gerań-3, Gerań-4 i Gerań-5, wykorzystują napęd odrzutowy i są znacznie szybsze, a Gerań-5 jest również zdecydowanie większy i cięższy. Długa prowadnica pozwala nadać maszynie odpowiednią prędkość podczas startu i bezpiecznie przeprowadzić fazę początkową lotu, zanim bezzałogowiec przejdzie do samodzielnego lotu.
Kolejnym problemem części publikacji jest wrzucanie wszystkich nowych Geraniów do jednego worka. Gerań-4 jest już wykorzystywany bojowo. Według danych ukraińskiego wywiadu jego maksymalny zasięg wynosi około 770 km, przy prędkości maksymalnej 350 km/h i prędkości przelotowej około 320 km/h. Nie można więc przedstawiać Gerań-4 jako konstrukcji o zasięgu 1000 km, bo takiego po prosu nie ma.
Jeszcze ważniejszy od samego Gerania-4 jest w tym przypadku Gerań-5. To nie kolejna, zwykła modyfikacja klasycznego Szahida-136, ale znacznie większy, odrzutowy bezzałogowiec uderzeniowy, którego konstrukcja zbliża go pod względem sposobu wykorzystania do taniego pocisku manewrującego. Według danych ukraińskiego wywiadu Gerań-5 ma masę startową około 850 kg, prędkość przelotową 450–600 km/h, czas lotu około dwóch godzin i deklarowany zasięg do 950 km. Maszyna wykorzystuje silnik turboodrzutowy o ciągu około 200 kgf i może przenosić głowicę o masie około 90 kg.
Co jednak szczególnie istotne z punktu widzenia całej historii o „wydłużonych szynach” i „bezzałogowcach które mają nagle w zasięgu Warszawę”, Gerań-5 może być uruchamiany na więcej niż jeden sposób. Bezałogowiec może startować z platformy naziemnej, ale również powietrznej. Ukraiński wywiad już w styczniu 2026 roku informował, że Rosjanie opracowali możliwość odpalania Gerania-5 z samolotów Su-25. IISS również wskazywał, że Rosja posiada możliwość wykorzystania Su-25 jako nosiciela nowych wariantów Gerania.
Gierań-5 może startować z powietrza
To ma fundamentalne znaczenie dla interpretacji materiału „The Telegraph”. Jeżeli przyjmiemy nawet najbardziej alarmistyczną interpretację brytyjskiego materiału i założymy, że celem byłoby wykorzystanie Gerania-5 do ataku na Warszawę, Rosja nie musi wcale budować specjalnej naziemnej bazy gdzieś blisko zachodniej granicy Rosji, aby zwiększyć zasięg takiego uderzenia. Wystarczy zmienić miejsce, z którego rozpoczyna się lot. Jeżeli Gerań-5 zostanie przeniesiony przez Su-25 i wypuszczony w powietrzu, nie potrzebuje do rozpoczęcia lotu naziemnej, kilkudziesięciometrowej prowadnicy. Samolot może wystartować z istniejącego lotniska, np. gdzieś na Białorusi, wznieść się na odpowiednią wysokość, przelecieć określony dystans i dopiero wtedy wypuścić bezzałogowiec. Dopiero od tego momentu Gerań-5 rozpoczyna własny lot do celu. W konsekwencji miejsce stacjonowania lub startu samego drona nie musi być tożsame z miejscem startu jego nosiciela.
Jeżeli argument brzmi:Rosja buduje nowe stanowiska startowe blisko zachodniej granicy, ponieważ dzięki nim nowe drony mogą zaatakować Warszawę, to trzeba zadać podstawowe pytanie: czy do osiągnięcia tego efektu rzeczywiście potrzebne są te stanowiska? W przypadku Gerania-5 odpowiedź brzmi: niekoniecznie. To prowadzi do zasadniczego pytania: co więc właściwie pokazują nowe, wydłużone prowadnice?
Przede wszystkim pokazują, że Rosja chce mieć możliwość uruchamiania nowych, ciężkich i szybkich bezzałogowców z ziemi w większych ilościach. To jest ważna informacja sama w sobie. Oznacza większą elastyczność, możliwość rozproszenia miejsc startowych i zwiększenia liczby jednocześnie przygotowywanych maszyn. Nie oznacza natomiast, że bez tych prowadnic Rosja nie byłaby w stanie przeprowadzić ataku na cele odległe o setki kilometrów. To wymysł „Daily Telegraph” i polskich mediów, które te rewelacje przepisują.
W tym miejscu pojawia się kolejna nadinterpretacja. Tak, Rosja posiada drony o zasięgu, który potencjalnie może obejmować cele położone na terytorium państw NATO. Ale z tego nie wynika automatycznie, że konkretna rosyjska baza jest przygotowana do ataku na Warszawę. Aby dojść do takiego wniosku, trzeba znać dokładną lokalizację stanowiska, konkretny typ drona, jego konfigurację, masę głowicy, rzeczywisty profil lotu i faktyczny zasięg bojowy. Samo narysowanie na mapie okręgu o promieniu 950 czy 1000 km nie jest dowodem zdolności operacyjnej. Pewnie czytający to, wiedzą do czego piję. Jeszcze mniej jest dowodów na jakikolwiek zamiar wykorzystania tej zdolności, bo możliwość techniczna nie oznacza zamiaru operacyjnego. Sam „The Telegraph” przyznaje zresztą, że nie ma dowodów na to, aby Rosja planowała taki atak.


Wybrane okazje dla Ciebie