Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Czarny miesiąc rosyjskiego lotnictwa. Straty bliskie rekordu

Suchoj rozpoczął dostawy samolotów Su-34 w ramach zamówienia, zgodnie z którym dostarczonych zostanie 92 maszyn tego typu. Łącznie siły powietrzne Rosji będą docelowo mieć na wyposażeniu ponad 120 samolotów Su-34. Fot. Suchoj.
Suchoj rozpoczął dostawy samolotów Su-34 w ramach zamówienia, zgodnie z którym dostarczonych zostanie 92 maszyn tego typu. Łącznie siły powietrzne Rosji będą docelowo mieć na wyposażeniu ponad 120 samolotów Su-34. Fot. Suchoj.

Tak złego miesiąca dla wojsk lotniczych Federacji Rosyjskiej nie było w tej wojnie od dawna. Między 1 a 31 października utraconych zostało 11 samolotów i dwa śmigłowce wojskowe. To trzeci najwyższy wynik tej wojny.

Reklama

Największe miesięczne potwierdzone straty liczebne rosyjskich sił powietrznych przypadają oczywiście na marzec 2022. A zatem na czas, kiedy Rosjanie nie doceniając przeciwnika, uderzali na wielu kierunkach na całej Ukrainie i bez większych oporów wykorzystywali do tego swoje siły powietrzne. Potwierdzone straty z tamtego miesiąca to 20 samolotów i 31 śmigłowców. Drugie miejsce ma czerwiec roku 2025, kiedy w operacji Pajęczyna zniszczonych zostało 11 rosyjskich bombowców dalekiego zasięgu, a z innych przyczyn utracono jeszcze trzy śmigłowce i trzy samoloty lotnictwa taktycznego. Dawało to łącznie 14 samolotów i 3 śmigłowce.

Na pierwszy rzut oka te miesięczne liczby te mogą wydawać się nieduże. Biorąc jednak pod uwagę, że Rosja ma obecnie funkcjonalnych około 600 samolotów, a rocznie jej przemysł może dostarczonych ich 20-30 sztuk, to taka skala miesięczna zaczyna nabierać znaczenia. Szczególnie, że są miesiące w których w ogóle nie ma udokumentowanych strat lotniczych, albo Moskwa traci np. jeden samolot.

Październikowa passa zaczęła się już 1 października. W czasie odpierania nalotów ukraińskich dronów samobójczych dalekiego zasięgu (OWA UAV) Su-35 zestrzelił omyłkowo nad obwodem woroneskim własny śmigłowiec wielozadaniowy Mi-8, który spadł wraz z załogą. Kilka dni później, 4 października, ukraińskie drony, konstrukcyjnie podobne do Szahidów i Gierani, uderzyły w bazę Chanskaja w Adygei. Zniszczone zostały tam dwa samoloty na płaszczyznach kołowania: Su-34 i maszyna identyfikowana jako Su-35.

Reklama

Ataki na bazy lotnicze i wypadki samolotów

Ogromny sukces odniesiono 15 października, kiedy pociski Long Neptun trafiły w skupisko sześciu bombowców Su-34 w bazie w Borisoglebsku. W efekcie co najmniej cztery maszyny zostały doszczętnie zniszczone. Ich szczątki było widać na zdjęciach satelitarnych, choć dwa z kadłubów rosyjskie służby zdołały wcześniej ściągnąć, to fragmenty i odłamki zdają się to uwiarygadniać. Oprócz tego dwie stojące najdalej od centrum maszyny, po lewej i prawej stronie zostały najwyraźniej odholowane przed przelotem satelity. Wygląda na to, że musiały zostać co najmniej podziurawione odłamkami z eksplozji.

Kolejny tydzień nie przyniósł sukcesów bojowych, jednak Rosjanie zanotowali wyjątkowo pechowy dzień. 21 października spadł w wyniku złej pogody (oficjalnie) Su-30SM należący do grupy akrobacyjnej Russije Witiazie i zginęło na nim dwóch doświadczonych pilotów. Tego samego dnia nad obwodem królewieckim zderzyły się dwa kolejne Su-30SM, z czego jeden został zniszczony, a drugi zdołał wylądować.

23 października Ukraińcy próbowali powtórzyć sukces z Borisoglebska i uderzyli czterema Long Neptunami w jedną z rosyjskich baz, jednak pociski zostały przechwycone. Sukces odniesiono za to 29 października, kiedy w bazie Marinowka, niedaleko Wołgogradu, udało się zniszczyć Neptunami dwa Su-34. Tego samego dnia w bazie w Achtubińsku spłonął bądź eksplodował i spłonął myśliwiec nowej generacji Su-57. To dopiero drugi potwierdzony w czasie tej niemal pięcioletniej wojny, ale ich flota liczy około 30 maszyn, a poprzedni parł ofiarą bratobójczego ognia pod Moskwą, zaledwie w lipcu.

Reklama

Bilans strat objął wyłącznie nowoczesne maszyny

Ostatni sukces domykający miesiąc zgrabną klamrą odnotowano 29 października. Wtedy to w okupowanym obwodzie ługańskim ukraińscy operatorzy dronów FPV zaatakowali śmigłowiec Mi-8, najpierw zmuszając go do lądowania, a następnie niszcząc dwoma kolejnymi uderzeniami.

Łączny plon października zamknął się więc na 11 samolotach bojowych (1x Su-57, 1x Su-35, 2x Su-30, 7x Su-34) i dwóch śmigłowcach (2x Mi-8). Warto zauważyć, że każdy ze zniszczonych samolotów był maszyną nowoczesną, wyprodukowaną po 2010 roku i nie chodzi tutaj o żadne stare lotnicze „wrostki” dobijane dronami FPV w bazie na Krymie, czy nawet sprawne samoloty z czasów ZSRR i początku lat 90.

Dodajmy, że passa październikowa była tak naprawdę kontynuacją zjawiska, które obserwujemy od września. W różnych okolicznościach ofiarami dronów padło wówczas pięć śmigłowców (plus jeden uszkodzony na Sachalinie), w katastrofie lotniczej na Dalekim Wschodzie rozbił się bombowiec strategiczny Tu-95MS, zderzyły się i spadły na ziemię dwa Su-35, a w porcie lotniczym Anapa dobity został uszkodzony już wcześniej Su-30 (Ukraińcy twierdzą, że to Su-33, a więc samolot pokładowy o podobnej wartości bojowej). A zatem cztery samoloty i pięć śmigłowców.

Reklama

Słabość szkolenia i starzejąca się flota

W przypadku samolotów warto zauważyć kilka rodzących się prawidłowości wrześniowo-październikowych. Po pierwsze, trzeba odnotować dużą liczbę strat spowodowanych usterkami i błędami załóg. W ciągu dwóch miesięcy doszło do dwóch zderzeń samolotów myśliwskich, co jest dużym zbiegiem okoliczności albo dowodem na słabe wyszkolenie, albo przemęczenie załóg. Upadek Tu-95 i jednego z Su-30, który spadł w wyniku „warunków pogodowych”, może z kolei świadczyć o pogarszającym się stanie technicznym floty.

Widać też, że ukraińskie sukcesy przeciw lotnictwu, jeżeli już są odnoszone, to nie w powietrzu, tylko w uderzeniach na bazy. Polityka „zabij łucznika, a nie strzałę” od dawna jest realizowana i zdarza się, że przynosi efekty. Na uderzenia dronowe Rosjanie już się w pewien sposób uodpornili i przestają one przynosić takie rezultaty jak w poprzednich latach. Obecnie jednak ich rolę przejmują rakiety. Przynajmniej jeżeli chodzi o uderzenia na dobrze chronione obiekty, takie jak bazy wojskowe.

Ukraińcy chcą zmęczyć załogi i zużyć sprzęt?

Październikowe ataki pokazują też, że Ukraińcy biorą na cel rosyjskie bombowce. Strategiczne, dalekiego zasięgu, frontowe – nie ma to znaczenia. Priorytet mają jednak te konstrukcje, które na co dzień są utrapieniem dla ukraińskich wojsk na froncie, a więc Su-34. Atak z czwartego października wydaje się już takim uderzeniem, przy czym Su-35 zniszczono raczej z braku lepszego celu (target of opportunity, oczywiście sam w sobie ten samolot też jest cennym łupem). Potem mamy trzy kolejne uderzenia w te maszyny, z czego dwa udane.

Reklama

W rosyjskim internecie pojawiają się głosy, że Su-34 powinny zostać przeniesione do dalszych, bezpieczniejszych baz. Może jednak właśnie o to Ukrainie chodzi. Bardziej oddalone bazy to dłuższy dolot do miejsca zrzutu bomb szybujących i dłuższy powrót, a więc większe zmęczenie załóg i większe zużycie samolotów. Straty w wyniku ataków na bazy kontra zużycie.

Otwartym pytaniem pozostanie, co dalej. Czy listopad będzie kontynuacją października i września? Kolejne tygodnie odpowiedzą na to pytanie. Gdyby październikowe statystyki udało się utrzymać przez kilka czy kilkanaście miesięcy, mielibyśmy do czynienia z istotną degradacją zdolności rosyjskiego lotnictwa bojowego.

Reklama
Mogą Cię zainteresować
Najpopularniejsze
Najnowsze
Wojna na Ukrainie
Zobacz także
Reklama