- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Co z rosyjskim lotnictwem po wojnie? Te samoloty mogą pójść na żyletki
Niezależnie od tego kiedy i jak skończy się trwająca wojna, Rosja będzie musiała po niej wycofać z użytku kilka typów samolotów bojowych. Choć wiele z nich już teraz okazało się nieprzydatnych, to będzie to oznaczało duże redukcje potencjału bojowego. Przynajmniej tego, który jest na papierze.
Historia długotrwałych konfliktów zbrojnych pokazuje, że po ich zakończeniu wiele zużytego lub zdezaktualizowanego przez postęp techniczny sprzętu idzie na złom albo jest wyprzedawany do państw trzecich w ramach oszczędności i redukcji. W linii pozostaje jedynie broń najnowocześniejsza i najnowsza, a to, co jeszcze kilka lat wcześniej walczyło na polach bitew, szło na żyletki. Dobrym przykładem jest tutaj amerykański sprzęt wojskowy pozostały po drugiej wojnie światowej. Samoloty takie jak P-38 Lightning, bombowce Dauntless czy ciężkie B-17 Flying Fortress i B-24 Liberator żegnały się ze służbą. Szły na złomowiska, względnie były przebudowywane na samoloty transportowe.
W podobnej sytuacji znajdzie się po wojnie Rosja. Niezależnie od tego, jakim wynikiem się ten konflikt skończy, i niezależnie od tego, kiedy (perspektywa maksymalnie kilkuletnia, choć nawet przy założeniu, że wojna skończy się jutro). Moskwa nie ma wprawdzie klęski urodzaju, jeśli chodzi o liczbę samolotów bojowych, tak jak Stany Zjednoczone po drugiej wojnie światowej. Ma jednak lotnictwo silnie wyeksploatowane, a wiele maszyn jest tak starych, że nie mają, a po wojnie zupełnie nie będą miały, racji bytu. Już teraz często są wymieniane tylko na papierze jako rzekomy dowód na rosyjską potęgę. Jednak wiele z nich będzie trzeba wycofać, a najbardziej zasadne ze względów finansowych będzie pozbywanie się ich całymi rodzinami typów.
Rosja w latach 90.
Rosyjska historia najnowsza zna już zresztą podobny przypadek. Po rozpadzie ZSRR w Moskwie podjęto decyzję o wycofaniu ze służby wszystkich jednosilnikowych samolotów bojowych.
W ciągu zaledwie kilku lat z linii wycofane zostały całe rodziny samolotów (lata 1992–1998), w tym wszystkie myśliwce MiG-21 i MiG-23, samoloty pola walki MiG-27, myśliwsko-bombowe Su-17, a z marynarki wojennej pionowzloty Jak-38. Pod nóż poszły także inne konstrukcje dwusilnikowe, w tym niesławne myśliwce przechwytujące Su-15 i myśliwce MiG-25.
Niewielkie liczby maszyn trafiły do szkolenia. Tym samym odziedziczone po mocarstwowym ZSRR jednostki lotnicze uległy znacznej redukcji. Uzyskano jednak oszczędności, dzięki którym Rosja mogła się skupić na utrzymaniu w służbie najnowocześniejszych i najbardziej przyszłościowych konstrukcji, czyli dwusilnikowych: Su-24, Su-25, MiG-ów-29, Su-27 i MiG-ów-31. Przetrwały też bombowce strategiczne Tu-95 i Tu-160, a także bombowce dalekiego zasięgu Tu-22M3.
30 lat później
Od tamtego czasu minęło 30 lat, a zatem czas, na który planuje się cały cykl życia samolotu bojowego. To, co zostało ocalone w Rosji w latach 90. dzisiaj przekroczyło zakładany czas swojego życia. Pojawili się też następcy tych konstrukcji: Su-30 (trochę z przypadku, efekt udanego eksportu do Indii, Chin i innych państw), Su-35 (planowany następca Su-27), Su-34 (następca Su-24 powstały w oparciu o udany układ aerodynamiczny Su-27) i wreszcie konsekwentnie, choć z problemami wdrażany Su-57. Mimo to stare maszyny nadal pozostają w służbie w setkach egzemplarzy, a wojna tylko przyspieszyła ich zużycie.
Bombowiec frontowy Su-24
Zgodnie ze statystykami oficjalnie podawanymi przez poważne źródła dotyczące sił zbrojnych na świecie Rosja ma w służbie jeszcze około 260 z ponad 290 wykazywanych przed wojną bombowców frontowych rodziny Su-24. Maszyny te nie wzięły jednak udziału w agresji na Ukrainę, a przynajmniej nie od początku i nie na najważniejszych kierunkach. Prawdopodobnie to dlatego ich potwierdzone straty to dzisiaj zaledwie 13 maszyn zniszczonych plus pięć uszkodzonych. Maszyny te były wykorzystywane m.in. przez Grupę Wagnera, co wskazuje na ich „tyłowy” charakter, skoro państwo rosyjskie było skłonne przekazywać je w ręce „prywatne”.
Wydaje się, że w realnej służbie może być dzisiaj zaledwie 100-140 samolotów, w tym w marynarce wojennej. I to te ostatnie, poza „wagnerowskimi” epizodami, wydają się dzisiaj używane w działaniach bojowych. Su-24 były tracone nad Morzem Czarnym i w bazach na Krymie. Wrak jednego był widoczny w ruinach Bachmutu w 2023 roku. Su-24 pozostają w służbie tylko dlatego, że nie udaje się zwiększyć flot samolotów Su-30 i Su-34 w stopniu, który wystarczyłby do ich zastąpienia.
O ich niewielkiej przydatności świadczy choćby to, że nie przystosowano ich do precyzyjnych bomb szybujących z nakładkami UMPK. Ich nosicielami są dzisiaj wyłącznie samoloty z nowej produkcji, przede wszystkim Su-34. Pomoc ze strony Su-24 mogłaby je odciążyć, ale najwyraźniej ich flota jest w takim stanie, że nie ma to sensu. Podobnie jak montaż nowszych systemów samoobrony. I właśnie brak udziału w tych względnie bezpiecznych nalotach prowadzonych spoza własnych linii świadczy najdobitniej o końcu Su-24. Co ciekawe, maszyny te są wytaczane w bazach na Krymie i innych, gdzie służą jako wabiki dla ukraińskich dronów. Trafiane raz po raz nie wybuchają i nie płoną, bo nie ma w nich paliwa ani płynów technicznych. Produkcja Su-24 zakończyła się w roku 1993, a zatem najmłodszy samolot ma dzisiaj 33 lata, a wojna tylko przyspieszyła proces ich starzenia, pomimo ograniczonego użycia egzemplarzy należących do Floty Czarnomorskiej.
Koniec Su-24 w obliczu utrzymywania się floty Su-34 na podobnym poziomie około 130 samolotów (produkcja równoważy się ze stratami, względnie następuje niewielkie powiększenie tej floty) sprawia, że oficjalna liczba rosyjskich statków powietrznych spadnie o niemal 300 egzemplarzy.
Samolot pola walki Su-25
W przeciwieństwie do Su-24, Su-25 Grach od samego początku był aktywnie wykorzystywany w agresji na Ukrainę. Flota 192 samolotów poniosła w związku z tym duże straty bezpowrotne, szacowane przez nas na co najmniej 39 samolotów zniszczonych i dwa uszkodzone. Co ciekawe straty te to zestrzelenia i wypadki. Su-25 praktycznie nie ginęły w ukraińskich uderzeniach rakietowych i dronowych na lotniska. Ponad 20 proc. straty bezpowrotne przy braku produkcji szły w parze ze zużyciem. O ile w 2022 roku naliczyliśmy 23 zniszczone Su-25, w 2023 – sześć, w 2024 sześć (z czego dwa mogą być z lat poprzednich), a w 2025 – cztery.
Ostatnie znane zestrzelenie Su-25 nad frontem miało miejsce w lutym 2025 roku, a ostatnia strata z powodu wypadku w czerwcu 2025. Potem licznik się zatrzymuje, samolot znika znad linii frontu. Za to formacja kilku maszyn zastępuje na defiladach 9 maja paradę lotniczą. Teoretycznie ich flota przechodzi modernizację, jednak Su-25 zastąpiły na wojnie bomby szybujące i różnej klasy drony, co oznacza, że maszyny tej klasy nie mają obecnie racji bytu na współczesnym polu bitwy, a przynajmniej, że w wojnie pozycyjnej można je zastąpić w sposób znacznie mniej ryzykowny. Po zakończeniu wojny decyzja o ich wycofaniu lub dużej redukcji nie powinna być zaskoczeniem.
Teoretycznie mówi się o następcy Gracha w postaci ubojowionego Jaka-130M, jednak najpierw trzeba byłoby je wyprodukować, a to wcale nie jest taka łatwa sprawa, biorąc pod uwagę dotychczasową produkcję tych samolotów.
Myśliwiec MiG-29
Autor. Fot. mil.ru
MiG-29 nadal jest wykazywany oficjalnie w ponad 200 egzemplarzach wliczając w to eskadrę MiG-ów-29 w marynarce wojennej. Samoloty te, pomimo potencjału jaki reprezentowały jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia, nie uzyskały takiego finansowania jak Su-27. Nie było też cudownych klientów eksportowych, którzy by je uratowali, jak to było z Indiami i Su-27, dzięki czemu powstał Su-30.
Samolot ten pozostawał w Rosji zaniedbany dużo dłużej niż jego większy generacyjny partner. A stan techniczny tej niedoinwestowanej floty stale się pogarszał. Prawdziwa bomba wybuchła w 2009 roku, kiedy nastąpiła cała seria wypadków lotniczych z udziałem tych samolotów. Zarządzono przegląd i okazało się, że 90 samolotów ma tak zużyte bądź skorodowane struktury, że trzeba je spisać ze stanu. A było to 17 lat temu…
Pomimo planów MiG-29 nigdy nie doczekał się swojej przyszłościowej wielozadaniowej wersji. Miał nim być MiG-35, jednak w obliczu braku zainteresowania klientów eksportowych sama Rosja zamówiła tylko sześć tych samolotów. Względnie nowoczesnymi MiG-ami-29 w Rosji są jeszcze maszyny wersji pokładowych i eskadra MiG-29SMT stacjonująca w Armenii. Nowym rosyjskim lekkim, bądź średnim myśliwcem (wszystkie pozostałe maszyny to kategoria ciężka) o ile powstanie, będzie Su-75 Checkmate. Jednosilnikowa maszyna czerpiąca z doświadczeń Su-57. Najpierw trzeba będzie jednak zakończyć jej program, a potem jeszcze wyprodukować. Za czyje pieniądze? Klientów z zagranicy brak, a sama Algieria (potencjał na 50-70 maszyn) rosyjskich programów nie sfinansuje. A tymczasem ponad 200 MiG-ów-29 kończy swój żywot w jednostkach szkolnych i testowych na terytorium całej Rosji.
Straty wojenne rosyjskich MiG-ów-29 to prawdopodobnie dwie maszyny wersji morskiej, zniszczone dronami na Krymie, o ile nie były to stare, przetaczane po powierzchniach lotniskowych skorupy. Na podobnej zasadzie jak robione jest to z Su-24.
Myśliwiec Su-27
W służbie pozostaje liczba około 100 Su-27, z których część została zmodernizowana. Ich liczebność jednak spada, wraz z wypieraniem tych maszyn w ostatnich pułkach przez Su-35S i Su-57. Tutaj proces idzie – jak na rosyjskie warunki – planowo i nie widać znamion katastrofy. Natomiast nadal jest to 100 maszyn, które muszą zostać zastąpione. Tymczasem floty Su-35 i Su-57 rosną, jednak względnie powoli. W 2025 Rosja przekazała do służby 14 Su-35, w 2024 – 16 maszyn (8 Su-35 i 8 Su-57). W tym roku jak na razie 12 (6+6). Zastępowanie setki samolotów potrwa więc długo, szczególnie biorąc pod uwagę straty.
Myśliwiec przechwytujący MiG-31
Produkcja MiGa-31 zakończyła się w roku 1994, a więc najmłodszy samolot ma 32 lata. Co gorsza (dla Rosjan) maszyna ta ze względu na osiągi podlega dużemu zużyciu i nie ma dla niej żadnego następcy, poza wizjami i rysunkami przedstawianymi co jakiś czas w różnych publikacjach. Pieniędzy, a zapewne i potencjału technicznego dla rosyjskich myśliwców przechwytujących nie ma. Szczególnie, że po ukończeniu programu trzeba byłoby je jeszcze wyprodukować. MiG-ów-31 w służbie jest nieco ponad 100, wg niektórych źródeł około 130. Kilkanaście lub ponad 20 z nich zostało przebudowanych na nosicieli pocisków aerobalistycznych Ch-47M2 Kindżał. Trudno jednak ocenić, ile samolotów tej rodziny jest dzisiaj jeszcze sprawnych.
Wiadomo, że większość ich strat w czasie wojny wynikała jednak z wypadków, pożarów silnika, awarii podwozi itp. Po wojnie MiG-31 być może zostanie utrzymany w służbie, ale tylko dlatego, że nie ma dla niego alternatywy i kosztem kanibalizacji i dalszej redukcji liczebności ich floty. Chyba, że zmieni się doktryna i pomysł na ochronę przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej, a ich rolę przejmą klasyczne maszyny przewagi powietrznej. Tak czy inaczej to kolejna redukcja i jeszcze krótsza kołdra do osłaniania wielkiego terytorium rosyjskiego.
Bombowiec dalekiego zasięgu Tu-22M3
Autor. Department of Defense / Wikimedia Commons
Samolotem, którego istnienie może być zagrożone, jest w naszej ocenie nieprodukowany już bombowiec Tu-22M3. Maszyny te rozpoczynały wojnę w liczbie około 60 egzemplarzy, jednak przynajmniej 9 zostało zniszczonych (w tym trzy w wypadkach), kolejnych kilka uszkodzonych, a reszta floty uległa zużyciu. Tu-22M3 nie ma możliwości przenoszenia groźnych ciężkich pocisków manewrujących w rodzaju Ch-101, tak jak mogą to robić Tu-95MS czy Tu-160. Do celu muszą podchodzić bliżej, stosując pociski krótszego zasięgu: Ch-15, Ch-22 i Ch-32, możliwe jest także przenoszenie pocisków Kindżał. Co do tych ostatnich jednak nie jest jasne, czy Rosja dalej produkuje tę broń. Wiosną tego roku były doniesienia, że jej produkcję wstrzymano ze względu na małą skuteczność (przez ukraiński spoofing), a także wysokie koszty wytworzenia. Czy awaryjne, wykruszające się wielkie odrzutowce mają rację bytu w wojnach przyszłości? Na to pytanie także będą sobie musieli Rosjanie odpowiedzieć po wojnie.
Co zostanie?
Wyjście ze służby lub uziemienie i utrzymywanie na papierze starych samolotów sprawi, że in służbie pozostaną niemal wyłącznie maszyny nowych typów, których wdrażanie rozpoczęło się po 2008 roku. Dzięki wycofaniu starych typów będzie można przełożyć na nie zasoby zużywane wcześniej na typy przestarzałe. 5. generację reprezentować będą Su-57, co do których wiadomo o zamówieniu 76 sztuk, ale dostarczono między 20 a 30 egzemplarzy. Generację czwartą będą stanowiły Su-30SM/SM2 (dziś około 130 w służbie), Su-35S (też około 130 w służbie) i bombowce frontowe Su-34 (też około 130 w służbie). Lotnictwo taktyczne „przyszłości” jest więc dzisiaj reprezentowane przez około 400 maszyn i to dodajmy, że nie wiadomo in jakim stopniu wyeksploatowanych po 4,5 roku prowadzenia intensywnych działań bojowych. Dużym wysiłkiem Moskwie uda się zapewne zwiększyć liczebność tych samolotów, które są produkowane także dzisiaj. Szczególnie celowe wydaje się inwestowanie in Su-35S i Su-57. Samoloty te poza dotychczasowymi rolami być może będą musiały przejąć te należące do MiG-a-31.
