- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
- KOMENTARZ
Tanio już było. Polskie zakupy pod pręgierzem rynków [KOMENTARZ]
Autor. St. szer. Sławomir Kozioł / 18. Dywizja Zmechanizowana
Choć Polska przeznacza na obronę około 200 mld złotych rocznielub 4,5 proc. PKB, to na efektywność wydawania tych środków mogą wpłynąć czynniki związane z rynkami finansowymi. Niektóre z nich są niezależne od Polski, inne wymagają trudnych decyzji politycznych.
Z tego tekstu dowiesz się:
- Jakie zagrożenia dla polskiej modernizacji armii są związane z obecną sytuacją na rynkach finansowych?
- W jakim stopniu dotyczą one zakupów zagranicznych, a w jakim również krajowych?
- Co obok wahań kursów walutowych jest dużym ryzykiem dla procesu modernizacji?
Do 2020 roku Polska przeznaczała na obronę w zasadzie nie więcej niż 2 proc. PKB, z „wyjątkiem” 2015 roku, kiedy trzeba było wydać nieco ponad 2,2 proc. PKB, bo zapadały odroczone spłaty za myśliwce F-16. Zdecydowany wzrost wydatków na obronę miał jednak miejsce po 2022 roku, w następstwie pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. Dziś na obronę – zarówno w ramach budżetu, jak i Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych – przeznaczamy około 4,5 proc. PKB, a planowane wydatki obronne wynoszą około 200 mld złotych, podczas gdy jeszcze w 2020 roku było to mniej niż 53 mld zł.
Choć obecnie rosną kwoty w zasadzie wszystkich pozycji związanych z finansowaniem armii (nakłady na personel, infrastrukturę, bieżące funkcjonowanie Sił Zbrojnych), to bardzo duża część tych nakładów przeznaczana jest na modernizację techniczną Sił Zbrojnych. Przy czym ponad połowa z zadań modernizacyjnych finansowana jest nie z budżetu, a z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ), wprowadzonego przyjętą w 2022 roku ustawą o obronie Ojczyzny. To za pośrednictwem Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych finansowane są zakupy sprzętu z Republiki Korei (m.in. czołgi K2GF i K2PL, samoloty FA-50/FA-50PL oraz haubice K9A1/K9PL i systemy artylerii rakietowej), ale też duża część kontraktów z USA.
Jednocześnie wiadomo, że duża część umów, zarówno z USA, jak i z Republiką Korei, nominowana jest w walucie obcej (w dolarach amerykańskich). W tym celu na potrzeby Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych zaciągane są zobowiązania, często również w walutach obcych. Ale te zobowiązania trzeba będzie spłacić. I nawet, jeśli te spłaty nie będą dokonywane z budżetu MON (to postuluje resort obrony i prowadzi w tym kierunku prace legislacyjne) to obciąży to budżet państwa.
Rynki finansowe a modernizacja - waluty
Obecnie na rynkach finansowych obserwowane są dwie niekorzystne dla Polski tendencje. Pierwszą jest osłabienie waluty PLN w stosunku do dolara amerykańskiego USD. Na razie jest ono dość ograniczone (kurs wynosi 3,92), jeśli porównać je z sytuacją z 2022 roku. Wtedy kurs dolara momentami przekraczał 4,5 PLN, a na razie jest poniżej bariery 4 PLN. Tyle że nawet zwiększenie kursu o mniej niż 10 procent (w lipcu wynosił on 3,77 PLN, w maju – około 3,60 PLN, a na przełomie stycznia i lutego 2026 roku był jeszcze niższy) przy skali zakupów, jaką realizuje Polska, oznacza istotne zwiększenie przyszłych wydatków obronnych. Przykładowo – dla kwoty 100 mld dolarów, zwiększenie kursu z 3,5 do 3,9 oznacza podniesienie wartości zakupów o 40 mld złotych.
I taka kwota, choć do lat 2020-2021 niemal niewyobrażalna w polskim budżecie obronnym, wcale nie jest kwotą abstrakcyjną. Wartość umów, jakimi zarządza Agencja Uzbrojenia, już przekroczyła 600 mld zł, a tylko w przemyśle amerykańskim, uwzględniając zakupy i utrzymanie sprzętu, zdaniem wiceministra obrony Cezarego Tomczyka zamówiono sprzęt za 65 mld dolarów. I w najbliższych latach kwota ta może wzrosnąć nawet do 150 mld dolarów. A przecież dochodzą do tego kontrakty z Republiką Korei.
Krajowy przemysł obronny i pożyczki SAFE łagodzą koszty wahań kursowych
Dodajmy, że nawet kontrakty zawierane w polskim przemyśle obronnym nie są pozbawione ryzyka, choć jest ono oczywiście kilkukrotnie mniejsze. Polskie firmy zbrojeniowe kupują bowiem komponenty od państw zachodnich (w dużej mierze europejskich), warte kilkadziesiąt procent ceny sprzętu. Jeśli chodzi o ryzyko związane z zakupami w krajach europejskich, wahania kursu PLN wobec euro mają z reguły mniejszy zakres niż wobec dolara, ale kurs również rośnie.
To, w jak dużym stopniu zmiany kursów walut wpłyną na polską modernizację, zależy przede wszystkim od tego, jak długo będą one trwać i jak głębokie będą. Na razie jest za wcześnie, by to rozsądzać, choć powód wahań kursów walut – wojna na Bliskim Wschodzie – wykazuje raczej tendencje do eskalacjiniż wygaszania. W najbliższym czasie paradoksalnie część efektów wahań kursów walutowych może „zamortyzować” fakt, że będą one finansowane z pożyczek SAFE udzielanych w euro. Ale i te trzeba będzie spłacić w walucie obcej w dłuższym terminie. Czynnikiem łagodzącym koszty zakupów w krajowym przemyśle jest jednak to, że w pewien sposób zwiększają one tzw. bazę podatkową. Przyczyniają się do wzrostu gospodarki, a co za tym idzie – wzrostu dochodów budżetu, absorbując część kosztów związanych z zakupem czy spłatą zadłużenia.
Rynki finansowe a modernizacja - obligacje
Choć pewien wpływ rosnących kosztów związanych z kursami walutowymi na procesy modernizacyjne (i na całe funkcjonowanie wojska, bo rosną koszty paliwa) można obserwować już dziś, to jest co najmniej jedno poważniejsze ryzyko, o którym dziś mówi się już dużo mniej. Chodzi o wzrost kosztów finansowania dłużnego państw, w tym Polski. Po wybuchu wojny USA i Izraela z Iranem obserwuje się znaczący wzrost oprocentowania obligacji. Przykładowo, polskie obligacje 5-letnie na przełomie 2025 i 2026 roku miały oprocentowanie 4,4 proc., obecnie jest to 5,9 proc. W wypadku obligacji amerykańskich jest to odpowiednio 3,5 i 5 proc.
Biorąc pod uwagę, że duża część państw NATO (w tym Polska) finansuje swoje wydatki obronne (i inne) poprzez deficyty budżetowe, taka sytuacja może wpływać na utrudnienie dalszego finansowania modernizacji.
Taka sytuacja może być szczególnie dotkliwa dla Polski, która ma deficyt budżetowy na poziomie około 7 proc. PKB. Choć zakumulowane zadłużenie (dług publiczny) jest niższe niż w państwach zachodnich (tam często jest na poziomie powyżej 100 proc. PKB), to bardzo szybko rośnie. Zgodnie z danymi Komisji Europejskiej przekracza już 64 proc. PKB (unijna definicja długu jest nieco inna niż polska) i będzie dalej rosnąć.
Nie tylko Polska
Z kolei wiodące państwa NATO, takie jak Francja czy USA, również mają wysokie deficyty budżetowe (ponad 5 proc. PKB), a ich zakumulowane zadłużenie zbliża się do poziomu aż 120 proc. PKB. Wszystko to powoduje, że gospodarki są coraz mniej odporne na kolejne szoki (zaburzenia), takie jak te wywołane eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. Coraz więcej ekonomistów uważa też, że – w przeciwieństwie do wahań na rynkach walutowych – problemy i wzrost cen obligacji mają charakter strukturalny. A to oznacza, że będą się utrzymywać przez dłuższy czas, nawet jeśli ten czy inny kryzys zostanie (chwilowo) zażegnany.
Wnioski dla Polski
Co to oznacza dla Polski? W sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie Polska, z Rosją przeznaczającą 10 proc. PKB (a de facto więcej) na wojsko i „uczącą się” walczyć w realnym konflikcie wydatki na obronę muszą nadal być utrzymywane na wysokim poziomie. Niemniej koszty wynikające ze zmian kursów walut, a także wzrostu obsługi zadłużenia, mogą wpływać negatywnie na realny potencjał, jaki można zbudować wydając określone kwoty.
To poważne elementy, które muszą zostać wzięte pod uwagę przy planowaniu modernizacji technicznej i zakupów. Szczególnie że mamy do czynienia ze zmianami na polu walki, wskutek których w zasadzie cały czas albo powstają nowe zagrożenia, albo zwiększa się ich natężenie. Co w większości wypadków nie oznacza rezygnacji z istniejących zdolności, ale przeciwnie – konieczność ich rozbudowy i integracji z nowymi elementami. A za to oczywiście trzeba płacić.
Obecna sytuacja powoduje konieczność spojrzenia na efektywność wydatków obronnych, także pod kątem tego, ile z nich zostaje w kraju i może częściowo zasilać własną gospodarkę. Ale od dyskusji o bardziej strukturalnych zmianach w strukturze wydatków państwa, aby uniknąć spirali trudnego do obsługi zadłużenia, w Polsce w sytuacji lawinowo rosnących zagrożeń raczej nie da się uciec.


