Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Syryjscy rebelianci zajęli ważną bazę na południu kraju

Jeden z rebeliantów cieszy się ze zdobycia czołgu sił reżymowych - fot. www.farah.net.au
Jeden z rebeliantów cieszy się ze zdobycia czołgu sił reżymowych - fot. www.farah.net.au

Rebelianci z Dżabhat an-Nusra, Brygady Yarmuk i innych ugrupowań zajęli, po 16 dniach ciężkich walk, strategicznie położoną bazę syryjskiej 38. dywizji obrony powietrznej w prowincji Dera.



Baza ta znajduje się w pobliżu miejscowości Saida przy autostradzie Damaszek - Amman. Pozwoli to rebeliantom wzmocnić ich linie zaopatrzenia wiodące z Jordanii do stolicy Syrii.

Dżabhat an-Nusra to organizacja wpisana przez USA na listę ugrupowań terrorystycznych, a jej trzon składa się prawdopodobnie z terrorystów przybyłych z Iraku na skutek systematycznej utraty przez rząd centralny w Damaszku, kontroli nad granicami.

Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, wśród zabitych w ataku na bazę znalazł się jej dowódca. Rebelianci przejęli również, jak wynika z umieszczonych przez nich w internecie materiałów wideo, czołgi i amunicję tam zgromadzone. Według tych samych źródeł uwolniono także kilkudziesięciu jeńców.

Czytaj też: Szef izraelskiego wywiadu wojskowego: Iran i Hezbollah tworzą w Syrii 50-tysięczną milicję

Tymczasem na Wzgórzach Golan, w pobliżu linii demarkacyjnej oddzielającej tereny okupowane przez Izrael od terenów syryjskich, doszło do zaciętych starć zbrojnej opozycji anty-asadowskiej z milicjami jemu wiernymi.  W starciach po stronie rządu mieli wziąć udział przede wszystkim członkowie druzyjskiej mniejszości etnicznej, co może zwiastować zaostrzenie konfliktu wyznaniowego w Syrii.

Warto przypomnieć, że w ostatnich tygodniach ze Wzgórz Golan wycofali się członkowie międzynarodowych sił rozjemczych ONZ - UNDOF w obawie o własne bezpieczeństwo.

Te wydarzenia mają miejsce równolegle do trwającej wizyty prezydenta USA Baracka Obama w Jordanii, który przyjechał wprost z Izraela. Amerykański prezydent unikał jednak zdecydowanych deklaracji, a tym bardziej konkretnych decyzji o konsekwencjach militarnych wobec Syrii, która stanowi palący problem zarówno dla Izraela, jak i Jordanii.

Czytaj też: Między Jerozolimą, Damaszkiem a Waszyngtonem, czyli bliskowschodni kocioł przed wizytą Obamy w Izraelu

Wydawało się, że takie decyzje mogą zapaść, po doniesieniach rządu syryjskiego, o tym że powstańcy użyli broni chemicznej w Aleppo. Biały Dom ogłosił jednak, że nie posiada wiarygodnych informacji potwierdzających taki czyn popełniony przez rebeliantów, ani przez siły rządowe, o co od razu opozycjoniści oskarżyli al-Asada.

Obama zapowiadał wcześniej, że potwierdzone użycie broni chemicznej w Syrii może otworzyć drogę do amerykańskiej zbrojnej interwencji w tym kraju. Tę wypowiedź chcą jednak przede wszystkim wykorzystać rebelianci, szukający pretekstu do sprowokowania szerszego zaangażowania w konflikt ze strony USA. Do tej pory Waszyngton oficjalnie ogranicza się tylko do dostarczania nie-śmiercionośnych środków dla rebeliantów oraz pomocy finansowej.

Przedstawiciele ONZ zapowiedzieli wysłanie do Syrii niezależnej komisji śledczej  której celem miałoby być zbadanie okoliczności zdarzeń w Aleppo.

W kontekście użycia broni chemicznej przez którąś ze stron, wypowiadał się również szef BBN-u Stanisław Koziej na antenie Polskiego Radia , stwierdzając że Polska na pewno nie wyśle żołnierzy do Syrii, jeśli interwencja nie uzyska mandatu ONZ.

MMT

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować