Siły zbrojne

Rzecznik WOT o działaniach terytorialsów w strefie stanu wyjątkowego

Fot. WOT
Fot. WOT

Na linii granicy, wraz ze Strażą Graniczną, służą żołnierze wojsk operacyjnych; żołnierze WOT wykonują zadania w szerszej strefie stanu wyjątkowego — poinformował rzecznik WOT płk Marek Pietrzak. Zapewnił, że żołnierze jego formacji są gotowi pozostać w tym rejonie tak długo, jak będą potrzebni.

Rzecznik prasowy WOT był w środę gościem TV Republika, gdzie odpowiadał na pytania dot. sytuacji na granicy i wsparcia, jakie pogranicznikom udziela wojsko. "Na linii granicy Straż Graniczna wspierają wojska operacyjne z 16. i 18. Dywizji Zmechanizowanej. To są jednostki, które bezpośrednio wspierają funkcjonariuszy Straży Granicznej. Natomiast żołnierze WOT wykonują zadania w strefie stanu wyjątkowego, która jest szersza" - poinformował rzecznik WOT .

Zapytany, jak długo zostaną tam żołnierze, płk Pietrzak przypomniał, że stan wyjątkowy na obszarze przygranicznym z Białorusią został przedłużony już o 60 dni, a prawo nie przewiduje dalszego przedłużania tego stanu. "Ale my jako wojsko będziemy tam tak długo, jak będzie na to zapotrzebowanie" - dodał. Poinformował jednocześnie, że obecnie wnioski o wsparcie wojska ze strony Straży Granicznej "dotyczą coraz większej liczby żołnierzy, celem uszczelnienia granicy". Według niego wynika to z tego, że "pojawiają się coraz większe grupy migrantów, które w sposób zorganizowany próbują taranować granicę".

Rzecznik WOT zapewnił jednocześnie: "Jesteśmy do dyspozycji. Jesteśmy gotowi do wystawienia kolejnych sił". Od 2 września w związku z presją migracyjną w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego leżących w pobliżu granicy z Białorusią obowiązuje stan wyjątkowy. Początkowo został wprowadzony na 30 dni, ale Sejm zgodził się przedłużenie go o kolejne 60 dni. Został wprowadzony — jak argumentowano — w związku z sytuacją na granicy z Białorusią, gdzie reżim Łukaszenki prowadzi "wojnę hybrydową", używając do tego migrantów.

Od wiosny na granicy Białorusi z Litwą, Łotwą i Polską zanotowano gwałtowny wzrost liczby prób jej nielegalnego przekroczenia przez migrantów z krajów Bliskiego Wschodu, Afryki i innych regionów. UE i państwa członkowskie uważają, że jest to efekt celowych działań Białorusi w odpowiedzi na sankcje. Mińsk odrzuca oskarżenia o wywołanie kryzysu migracyjnego. Od sierpnia polska Straż Graniczna udaremniła ponad 10 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, a 1,5 tys. osób zostało zatrzymanych w głębi kraju i przewiezionych do ośrodków dla cudzoziemców. Tylko we wrześniu 7535 razy próbowano sforsować granicę.

Granice z Białorusią — obok funkcjonariuszy SG — patrolują także żołnierze. Szef MON Mariusz Błaszczak zapowiedział we wtorek, że do służby na granicy polsko-białoruskiej zostanie skierowanych więcej żołnierzy. Zapewnił też, że jest w stanie podwoić obecny stan wojska przy granicy. W ubiegłym tygodniu rzeczniczka SG ppor. Anna Michalska poinformowała, że patrol służb białoruskich oddał strzały w kierunku żołnierzy Wojska Polskiego, którzy razem z SG patrolują granicę. Jak zaznaczyła, prawdopodobnie strzały te oddano przy użyciu ślepej amunicji. Nikomu nic się stało.

Po tej informacji wiceszef MON Marcin Ociepa przyznał, że strzały na granicy polsko-białoruskiej "nie są nową sprawą". "Niemal każdego dnia notujemy gesty białoruskich pograniczników symulujące zachowania agresywne: strzały w powietrze i rzucenie granatem. Jesteśmy w tej sprawie cały czas w kontakcie z NATO — powiedział Ociepa w TVN 24. Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych ocenił w rozmowie z PAP, że takie agresywne zachowania — jak oddawanie strzałów — ze strony Białorusinów mają na celu sprowokowanie odpowiedzi ze strony polskiej.

image
Reklama

Komentarze