Siły zbrojne

Rosyjscy admirałowie w paranoi: „Kursk” zatopiony przez NATO

Okręt podwodny „Kursk” po odcięciu dziobu i wydobyciu na powierzchnię. Fot. Wikipedia
Okręt podwodny „Kursk” po odcięciu dziobu i wydobyciu na powierzchnię. Fot. Wikipedia

Były dowódca Floty Północnej admirał Popow oficjalnie poinformował, że atomowy okręt podwodny „Kursk” nie zatonął w wyniku eksplozji w części dziobowej, ale z powodu kolizji z okrętem podwodnym, należącym do jednego z krajów NATO.

Agencja RIA Nowosti opublikowała materiał, w którym całkowicie zmieniono narrację jeżeli chodzi o przyczyny zatonięcia atomowego okrętu podwodnego „Kursk” 12 sierpnia 2000 roku. Z wywiadu opublikowanego 22 listopada 2021 roku wynika bowiem, że rosyjski okręt miał zatonąć w wyniku kolizji ze zidentyfikowanym, natowskim okrętem podwodnym. Teoria ta została o tyle poważnie przyjęta, że ogłosił ją ówczesny dowódca rosyjskiej Floty Północnej admirał Wiaczesław Popow, a więc człowiek teoretycznie najlepiej znający wyniki toczonego później śledztwa.

Popow poinformował, że „atomowy okręt podwodny „Kursk” zaginął w 2000 roku w wyniku zderzenia z okrętem podwodnym NATO, którego nazwa jest znana „z dziewięćdziesięcioprocentowym prawdopodobieństwem”. Okazało się jednak, że nie może jej ujawnić, ponieważ nie ma na to dowodów.

Okręt podwodny, który zderzył się z „Kurskiem”, śledził „Kursk”, widocznie nie był w stanie zapewnić bezpieczeństwa w tych warunkach morskich i we wszystkich innych warunkach zbliżając się za bardzo, albo manewr Kurska doprowadził do utraty kontaktu… Ja z prawdopodobieństwem 90% znam jego nazwę, ale żeby ją publicznie nazwać, trzeba mieć dowody i je wyłożyć. Ja ich wyłożyć nie mogę. Okręt podwodny NATO. I był tam, w rejonie w którym zderzył się z „Kurskiem”.

Admirał Wiaczesław Popow – dowódca Floty Północnej z 2000 roku

Według Popowa, o przyczynie wypadku może świadczyć fakt, że sygnał SOS nie został wysłany z „Kurska”, ale z okrętu podwodnego NATO, który miał zostać uszkodzony. Jednostka ta zresztą miała zostać później namierzona przez samoloty zwalczania okrętów podwodnych rosyjskiego lotnictwa morskiego u wybrzeży Norwegii.

Jak więc widać, w rosyjskiej marynarce wojennej przyjęto tylko do wiadomości, że jej okręt podwodny „Kursk” zatonął 12 sierpnia 2000 roku w Morzu Barentsa na głębokości 108 m, 175 km od Siewieromorska. Nie ma natomiast zgody co do oficjalnej wersji przyczyny katastrofy, którą był wybuch torpedy na pokładzie i wywołanie tym detonacji pozostałej amunicji w przedziale torpedowym.

Okazuje się, że część admiralicji nadal obstaje przy teorii głoszonej oficjalnie przez Popowa jeszcze w 2000 roku, że tragedia została spowodowana kolizją z innym okrętem podwodnym, który „miał uderzyć w najbardziej wrażliwy punkt okrętu podwodnego tego projektu”. Jedyna różnica z dzisiejszymi deklaracjami jest taka, że Popow obecnie przyznał się do wiedzy, która konkretnie jednostka uderzyła w „Kursk” i go zatopiła.

Problemem informacji przekazanej przez agencję RIA Nowosti jest to, że w żaden sposób nie odniesiono się w niej do tego, co już wiadomo o katastrofie z 2000 roku. Przypomniano oczywiście, że na pokładzie „Kurska” zginęło w sumie 118 osób, ale zapomniano dodać, że 23 podwodników zginęło w przedziale rufowym z powodu nie udzielenia im na czas pomocy. A za śmierć tych ludzi odpowiada właśnie niekompetencja admirała Popowa, który nie chciał się przyznać do braku umiejętności swoich służb ratowniczych i nie wezwał na czas pomocy. To on również osobiście kontrolował akcję ratunkową lądując w tym celu śmigłowcem na krążowniku „Piotr Wielikij”, przebywającym w pobliżu miejsca katastrofy.

W jego teorii całkowicie pominięto dodatkowo to, czym był „Kursk”. Samo Rosjanie nazywali przecież ten okręt „podwodnym krążownikiem” i to nie bez powodu. Była to bowiem jednostka projektu 949A typu Antiej (wg. NATO typu Oscar II) o długości 154 m, szerokości 18,2 m oraz wyporności podwodnej 23900 ton. Natomiast przebywające rzeczywiście w Arktyce w tamtym czasie: dwa amerykańskie okręty podwodne typu Los Angeles USS „Memphis” (SSN-691) i USS „Toledo” (SSN-769) oraz brytyjski okręt podwodny typu Swifture HMS „Splendid” (S106) były o wiele mniejsze (wyporność podwodna kolejno: 6900 ton oraz 4900 ton) i zderzając się z rosyjskim „kolosem” to one miałyby problemy. Tymczasem wszystkie te trzy jednostki później aktywnie służyły w linii.

Dodatkowo każdy okręt podwodny przebywający w zanurzeniu na własnym akwenie, po zderzeniu z przeszkodą, dokonałby awaryjnego wynurzenia by sprawdzić rozmiar uszkodzeń. Załoga „Kurska” była zaliczana do najlepszych i nie powinno się nawet przypuszczać, by zrobiono co innego.

Dlatego próby tłumaczenia się Popowa są jedynie dowodem na to, że wyrzuty sumienia prędzej czy później dopadną każdego.

image
Reklama

Komentarze