Siły zbrojne

NATO na równi pochyłej. Co dalej ze wspólną obroną?

Sojusz Północnoatlantycki podjął w następstwie kryzysu ukraińskiego pewne działania w celu wzmocnienia obecności w Europie Środkowo – Wschodniej. W opinii generała Fałkowskiego, mogą się one jednak nie okazać wystarczające. Na zdjęciu ćwiczenia Saber Strike 2014. Fot. US Army National Guard/ Spc. Cassandra Simonton, 116 Public Affairs Detachment.
Sojusz Północnoatlantycki podjął w następstwie kryzysu ukraińskiego pewne działania w celu wzmocnienia obecności w Europie Środkowo – Wschodniej. W opinii generała Fałkowskiego, mogą się one jednak nie okazać wystarczające. Na zdjęciu ćwiczenia Saber Strike 2014. Fot. US Army National Guard/ Spc. Cassandra Simonton, 116 Public Affairs Detachment.

Brak spójności działań polskich władz i konflikty interesów pomiędzy państwami granicznymi NATO stawiają pod znakiem zapytania skuteczność działań Paktu w ramach systemu obrony kolektywnej w Europie Środkowo - Wschodniej – mówi gen. dyw. Andrzej Fałkowski, polski przedstawiciel wojskowy przy komitetach wojskowych NATO i Unii Europejskiej.

W wywiadzie dla „Polski Zbrojnej” generał Fałkowski twierdzi, że NATO nie przywiązuje wystarczającej wagi do problemu obrony kolektywnej w kontekście kryzysu na Ukrainie, pomimo pewnych działań podjętych przez Sojusz. Jest to spowodowane między innymi brakiem spójności stanowisk państw położonych na wschodniej granicy Paktu Północnoatlantyckiego.

Niestety, w pasie od Estonii do Turcji nie mówimy jednym głosem i nie jesteśmy jednorodni co do oceny sytuacji i zagrożenia. Kraje bałtyckie i Rumunia stoją w tej sprawie w zasadzie w jednym szeregu z Polską. Chcemy namacalnych dowodów siły Sojuszu i wzywamy do zwrócenia uwagi na to, co się dzieje na wschodzie. Ale już na przykład niektóre kraje na południe od nas twierdzą, że to nie jest ani ich problem, ani interes.

gen. dyw. Andrzej Fałkowski

Generał Fałkowski stwierdził także, że kraje południa Europy zdołały zbudować relatywnie silną pozycję w strukturach Paktu Północnoatlantyckiego właśnie dzięki współpracy międzynarodowej, ale też spójnym działaniom organów poszczególnych państw. Przytoczył on między innymi przykład Hiszpanii, wspierającej kandydatury swoich przedstawicieli do struktur międzynarodowych nie tylko za pośrednictwem ministerstwa obrony, ale także resortu spraw zagranicznych oraz innych osób i instytucji. W Polsce natomiast brakuje tego typu spójności działania.

Jesteśmy w NATO już piętnaście lat, wchodzimy w wiek dojrzałości. Musimy więc zacząć skutecznie wykorzystywać całe instrumentarium, które mamy do dyspozycji.(…) Polska musi przedstawiać spójny komunikat na wielu forach, bo NATO to ponad 100 komitetów. W każdym z nich obowiązuje zasada konsensusu. Jeżeli mamy do osiągnięcia cel, to musimy koordynować działania wszystkich polskich przedstawicieli.

gen. dyw. Andrzej Fałkowski

Polski przedstawiciel wojskowy przy NATO i UE przypomniał także, że kraje południa Europy w przeciwieństwie do Europy Środkowo – Wschodniej nie są zagrożone konwencjonalnym konfliktem zbrojnym. Pomimo tego zagrożenia, z jakimi zmagają się państwa basenu Morza Śródziemnego stawiane są bardzo wysoko w hierarchii priorytetów Sojuszu. Dzieje się między innymi spójnym wysiłkom krajów południowej Europy w celu przedstawienia zagrożeń dla regionu jako zagrożeń dla całego Sojuszu. Z drugiej strony, wysiłki na rzecz wzmocnienia konwencjonalnego systemu obrony kolektywnej mogą się okazać niewystarczające. Nieadekwatna postawa wobec Rosji jest zagrożeniem dla Europy i NATO, a działania Federacji Rosyjskiej w celu rozbicia spójności członków Paktu dodatkowo pogarszają sytuację.

Treść wypowiedzi gen. Fałkowskiego wskazuje na szereg problemów, z jakimi zmagają się państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego graniczące z Rosją, zwłaszcza w kontekście przebiegu kryzysu ukraińskiego. Pomimo użycia przez Rosję sił zbrojnych na terytorium Ukrainy, nadal brak jest politycznej woli dla istotnego wzmocnienia mechanizmów obrony kolektywnej, które powinny przecież stanowić podstawę funkcjonowania Paktu. Sytuację dodatkowo pogarsza niski poziom nakładów na obronę oraz istnienie innych zagrożeń, odwracających uwagę od problemu obrony kolektywnej. Na to wszystko nakładają się niedostatki polskiej administracji, jak brak spójności działań poszczególnych jej organów.

Z drugiej strony, zgodnie z zapowiedziami generała Fałkowskiego Polska będzie dążyć do wzmocnienia pozycji w Sojuszu Północnoatlantyckim. Mogą tutaj się okazać pomocne programy modernizacji Sił Zbrojnych, ale tylko pod warunkiem że zostaną zrealizowane zgodnie z harmonogramem. Wiąże się z tym między innymi konieczność stabilnego finansowania, co jednak stawiają pod znakiem zapytania doświadczenia z niedalekiej przeszłości.

Komentarze (12)

  1. pragmatyk

    Unia jako 28 krajów jeszcze nie zrozumiała sama siebie, nie docenia swojej wielkości i możliwosci , politycy typu socjaldemokratycznego uwikłani w wewnętrzne rozgrywki nie potrafią kojarzyć i nie chcą strategicznych interesów unii z zyskami płynącymi z siły Unii jako zgranego kolektywu wielu państw w rejonie , gdzie geostrategia sie o to sama prosi.Wynikiem takiego myślenia jest wybór "słabych ludzi" na polityków reprezentujących unię na zewnątrz ,w efekcie czego w kryzysie nie odgrywają ci wybrańcy zasadniczej roli w rozwiązywaniu problemów Europy.Trzeba sie pogodzić z tym ,że w rozdrobnionej Europie nadal sie będą liczyć duże państwa i one będą decydować swoją polityką o przetrwaniu unii ze względu na swój potencjał społeczny i gospodarczy.Polska jest tu krajem raczkującym jeżeli chodzi o sprawy gospodarcze, .Problemy militarne są odbiciem kondycji społecznej państw zachodniej Europy , nie jest z tym najlepiej ,starzejąca sie Europa nie ma potencjału społecznego ,ratują to nieco nowoczesne technologie, ale inwestycje w rozwój uzbrojenia też są przyhamowane kryzysem , który od 10 lat mamy nie tylko w Europie. Politycy muszą dorosnąć do zadań jakie spowodowala rozbudowa Unii do 28 państw i wyznaczyć unii nowe cele , unia musi sie skonsolidować ,choćby z utratą kilku członków, którzy i tak wrócą gdyby wrócil kryzys militarny. Inaczej to będzie zabawa w Luzny sojusz nieco zaprzyjażnionych państw , który polegnie na każdym zakręcie historii .

    1. Elf

      dodajmy do tego, że politycy typu prawicowo-narodowego z kolei są krytykanccy, przeciwni dalszej integracji, puszą się jak pawie i kłócą między sobą o historię i honory... tu na forum pełno komentatorów o takim podejściu i oni także są destruktorami integracji i wspólnego bezpieczeństwa...

  2. A_S

    Nie rozumiem po co wydatki na armie członkom sojuszu geograficznie położonym w jego środku. Można je zmniejszyć a zainwestować mniejsze, bo wspólne środki w krajach granicznych

  3. PZ

    @Podpułkownik Wareda „Pozostaje pytanie: a jak zachowa się NATO, w przypadku, np. "apetytu" Rosji na kraje bałtyckie? Powiem wprost, nie znam odpowiedzi na to pytanie.” Juz nawet takie postawienie sprawy, czyli tworzenie niepewnosci, sklania do wysokiej dawki sceptycyzmu ze strony Polski. Mozliwe, ze niestety bedzie rowniez sklaniac Rosje do dalszego testowania spojnosci sojuszu. Bardzo przekonywujaco opisal Pan kwestie zwiazane z zaangazowaniem NATO na Ukrainie, rozciagajac wiec to na kraje Baltyckie, czy nalezy sie spodziewac ryzykowania konfrontacji nuklearnej przez dwa mocarstwa taka bron posiadajace? Co stanie sie gdyby Rosja zdecydowala sie uzyc takiego szantazu? Moim zdaniem staloby sie to samo co na Ukrainie. Czy Polska powinna wtedy bronic Baltow, sama bedac czlonkiem drugiej kategorii w NATO Nuclear Sharing, czy powinna odpuscic sobie jednoczesnie tym samym przyczyniajac sie do definitywnego konca spojnosci NATO? Na chwile obecna to tylko pytania teoretyczne, ale najwyrazniej swiat zmierza w kierunku dla nas niekoniecznie pozytywnym, wiec moze warto na to odpowiedziec juz teraz, zeby nie byc zaskoczonym. „Ale jedno wiem na pewno: nadal jest nam potrzebny sojusz z USA i członkostwo w NATO” Kwestia istotniejsza to jak USA widzi potrzebe poglebienia relacji z Europa Srodkowa, w tym z Polska? Na pewno nie pomaga uwiarygodnianiu przysylanie do Polski nieuzbrojonych Patriotow, czy ponoc propozycja udostepnienia JASSM, ale pod kontrola operacyjna z Waszyngtonu. To sa propozycje niepowazne. Niestety nie pomaga tez knajacki jezyk szefa polskiego MSZ, na ktory sobie pozwolil. Obecny rzad z pewnoscia bilateralnej wspolpracy z USA juz nie urealni, gdyz stal sie partnerem niewiarygodnym. Istotne rowniez jak USA (circa 70% budzetu NATO) plus UK, Francja i Niemcy (polowa z pozostalych 30% budzetu) widzi dalsza przyszlosc NATO. Obecny stan jest nie do utrzymania, choc mozliwe, ze niektorym krajom w Europie dokladnie o to chodzi. „Co pewien czas, wraca na forum, propozycja utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy.” Niestety to jest niemozliwe, choc eurofanatycy zrobia wszystko aby to przetestowac. Pomijam juz kwestie takie jak to, ze UE to 28 roznych krajow, z rozna kultura i spojrzeniem na wspolna historie oraz co istotne z roznymi jezykami, choc to kwestia polityczna to nie da sie jej ominac. Skoro wewnatrz NATO nie da sie ustalic spojnego stanowiska w sprawie percepcji zagrozen i odpowiedzi na nie, to tym bardziej nie uda sie tego zrobic w ramach tylko Europy. Zabraknie zwornika w postaci USA, to niestety nie widze kandydata na ich zastapienie. Niemcy na pewno takim sie nie stana, juz teraz swoimi dzialaniami wobec Rosji wbrew Europie Srodkowej alienuja spora grupe krajow w regionie. Najpewniej w piatek zacznie sie odliczanie czasu do jakiejs formy wystapienia Wielkiej Brytanii z UE, a bez tego nie da sie stworzyc stabilnej UE i nie bedzie zadnej wspolnej obronnosci ani polityki zagranicznej. Moze byc polityka Niemiec pod flaga UE, ale bedzie to krotkotrwale i niestabilne, jak zawsze w historii bywalo kiedy Niemcom snilo podporzadkowanie Europy wlasnym interesom. Europa, podobnie jak tak zwana spojnosc Zachodu to twory wylacznie efemeryczne, co coraz bardziej widac. Istnieja tylko jako pewna koncepcja ideologiczna, a te jak wiadomo sa z natury nietrwale.

    1. Podpułkownik Wareda

      PZ! Dziękuję Panu za okazanie zainteresowania moim postem i zamieszczenie obszernej odpowiedzi. Pana opinie i uwagi w przedmiotowej sprawie, przyjmuję do wiadomości.

    2. Elf

      PZ: Stany Zjednoczone Europy: - to konieczność dziejowa i całkiem logiczna - fanatyzmem jest twierdzić coś innego... argumenty: - zgodnie z potwierdzonymi w skali świata tendencjami integracyjnymi mającymi podstawy: gospodarcze, społeczne, prawne, kulturowe, techniczne i naukowe (Huntington, Brzeziński) - za wyjątkiem mniejszych konfliktów lokalnych gdzie dominuje krótkotrwale separatyzm - świat się podzieli na kilka zintegrowanych kręgów kulturowych w których ktoś będzie pełnił rolę lidera (Huntington). To konieczność aby utrzymać swoją rolę w świecie. - kryzysy wspierają współpracę i konsolidację - trudne i kryzysowe sytuacje wspierają współpracę o ile ten kryzys można wspólnie rozwiązać - widzimy to w UE: wkrótce będzie kolejne zacieśnienie Unii np o politykę fiskalną (z czego jakiś czas temu zrezygnowano, a gdyby nie zrezygnowano kryzys ekonomiczny byłby słabszy), w dodatku jest wspólny wróg - Rosja, Islam i napływ imigrantów - taktycznie powstają różnice w ocenie tych zagrożeń oraz stopnia odpowiedzi na nie i różne są zachowania wobec nich - lecz strategicznie nie ma innego wyjścia, - USA - zabraknie wkrótce tego łącznika. Obecność USA w Europie jest już bardzo niewielka i będzie się zmniejszać wraz ze wzrostem ich obaw na pacyfiku. Amerykanie (wszystkie partie i społeczeństwo), ma już dość niańczenia Europy i nie ma na to środków, siły ani ochoty. Nawet Sikorski doskonale to określił w wywiadzie dla BBC. - Nie może być tak, że Europa będąca gospodarczo potęgą jest karłem politycznie co wynika z jej niezorganizowania, - UK - gadanie o wyjściu z UE jest tylko gadaniem na użytek negocjacji z UE i krajami wchodzącymi w jej skład oraz na użytek polityki wewnętrznej. A jeśli się odważą i wyjdą sami na tym najwięcej stracą. UE się nie rozpadnie. Mogę się założyć z wami - że zgodnie z powyższym proces integracji przyspieszy. Fanatyzmem jest twierdzić i popierać odwrotny kierunek. Wielcy tego świata nie mają wątpliwości. Gdy byłem w Chinach: tam wszyscy mówią: Europa... prawie już nie rozróżniają innych krajów a powstanie jednej wielkiej Europy uznają za oczywistość i normalność - dziwią się, że jeszcze to nie nastąpiło. Putin już pomógł w tym procesie. Niedawno wielcy polityki europejskiej zdali sobie właśnie sprawę z kulawości takiej struktury jaka jest obecnie i wiedzą, że na przyszłość trzeba się skonsolidować. Putin pomógł temu robiąc wiele kłopotów przywódcom państw europejskich. Napisała to osoba: z wykształcenia i praktyki związana ze stosunkami międzynarodowymi, historią, polityką, prawem i obronnością związana z tą tematyką od 25 lat wykształcenia i życia zawodowego.

    3. z prawej flanki

      - uzaleźniaja sprzedaź JASSM od kontroli operacyjnej? No to cala sprawa leźy na lopatkach ,jeźeli chodzi o samodzielny wybór celów i zaleźne od tego naszego trudnego sojusznika programowanie pocisku. Pierwszy raz slysze ,ale Komentator być moźe jest bliźej tych spraw ; tak ,swoja droga gdyby to warunkowanie okazalo sie prawda to tutejsi forumowi fantaści moga zapomnieć teź o dyslokacji taktycznej broni jadrowej z Niemiec do naszych bomboskladów. A'propos dlugiego jezyka szefa emeszetu ; oni niby oficjalnie bagatelizuja te jego knajpiane dialogi ,bo przecieź przy calej tej niesamowitej bezradności i braku profesjonalizmu BORu czy pozostalych sluźb - od dawna juź "rozszyfrowali" prawdziwe stanowisko i lawirowanie obecnej ekipy ; to jednak musial to być gwóźdź do tej trumny. JASSMy rzeczywiście moga w takiej sytuacji zastopować ,bo wlaśnie dla nich partner ; czyli my - okazal sie malo wiarygodny.

  4. Gość

    W mojej ocenie wspólna obrona jest tylko na papierze i to nie do końca. Rosja o tym wie doskonale i może pozwalać sobie na Ukrainie i nie wiadomo na co w przyszłości. Potencjał ma taki by zająć całą Ukrainę co pozwoliłoby jej na dalszy marsz do Morza Północnego. Plany które kiedyś miał ZSRR ,może zrealizować Putin. By to osiągnąć potrzebna jest gwarancja na brak reakcji Francji.

    1. Elf

      Ja się nie zgodzę. - wspólna obrona jest problematyczna (każdy sojusz zawsze taki jest w odróżnieniu od zdecydowanego działania jeśli władza jest centralna) ponieważ wymaga koordynacji wielu podmiotów na poziomie politycznym i wojskowym, - jest tym trudniejsza im więcej państw i tym trudniejsza im sytuacja jest mniej klarowna (nikt nie został wprost najechany - rosja posluguje się niewyraźnym szarpaniem i to jeszcze jakoś tam historycznie i etnicznie uzasadnionym), - ale na pewno nie jest tak, że jest tylko na papierze... Zależy to od tego do czego dojdzie - do jakich konieczności... moim zdaniem jest bardzo realna.. - co do możliwości Rosji - może jest w stanie zająć część albo całość Ukrainy - ale dalej to już problem... rosyjska armia nie jest już Armią Czerwoną z ZSRR, która była wielka i czasem dobrze uzbrojona a w pewnym momencie historii nawet bardzo doświadczona i świetnie zorganizowana ale potrafiła także zaskoczyć nieudolnością itp - to już cień dawnej takiej armii i już widzimy, że czas działa przeciwko Putinowi.. już dalej nie odważy się... Jeśli jeszcze kilkanaście/kilka tygodni temu mogliśmy powiedzieć: na razie Putin ogrywa zachód - teraz jesteśmy świadkami tego, że coraz bardziej wychodzi mu to bokiem.. pomachał różnymi szabelkami ale oprócz krymu nic nie wziął i sytuacja staje się dla niego problemem w dodatku przy na razie brakowi pomysłu co dalej... niewykluczone, że znowu czymś zaskoczy ale...

  5. Podpułkownik Wareda

    Temat bardzo aktualny i trochę dziwię się, że dopiero teraz trafił na łamy portalu militarnego. O tym, że "NATO jest na równi pochyłej" oraz szwankuje wspólna obrona, wiadomo od dawna. Odnoszę chwilami wrażenie, że nie wszystkim krajom NATO, zależy na wspólnej obronie i nie wszyscy członkowie tego paktu wojskowego, traktują poważnie swoje zobowiązania wobec pozostałych członków. Pomimo tego, postanowiłem nie wymieniać nazwy żadnego państwa, spośród 28 państw członkowskich NATO. Ostatecznie, nie pracuję w strukturach dowodzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego w Brukseli i nie posiadam konkretnych danych liczbowych i sytuacyjnych. To jest wyłącznie, moja subiektywna opinia. Intuicja byłego wojskowego podpowiada mi, że jeżeli Amerykanie, którzy - de facto mają decydujący głos we wszystkich sprawach dot. NATO - nie zmobilizują wszystkich członków do "poważnego" traktowania swych zobowiązań sojuszniczych, to obawiam się, że będzie jeszcze gorzej. Wiem, Amerykanie prowadzą politykę globalną i patrzą na problemy Europy i świata - z pozycji mocarstwa światowego. W tym zakresie, Polska nie może równać się z USA. Dla USA, Europa i Federacja Rosyjska, to tylko jeden z problemów. Pozostaje nierozwiązany problem Bliskiego i Środkowego Wschodu, wzmożone zbrojenia Chin Ludowych, wrogość pomiędzy dwoma państwami dysponującymi bronią jądrową, tj. Indiami i Pakistanem, ciągle napięta sytuacja na Półwyspie Koreańskim oraz program jądrowy Korei Północnej. Nie wiem, czy dla USA, wymienione problemy są większe od problemów europejskich, ale z pewnością nie są mniejsze. Tak, czy inaczej - musimy mieć to na uwadze. Wracając do Europy i NATO: tegoroczne działania Rosji, polityka prezydenta Putina oraz aktualna sytuacja na Ukrainie - dowodzą, że sytuacja polityczna jest napięta. Tym bardziej, potrzebna jest pełna mobilizacja obronna członków NATO. Kilkakrotnie pisałem na tym forum, między innymi, przy okazji zajęcia Krymu przez Rosję, że USA, ani nawet całe NATO, nie zaryzykuje otwartego konfliktu zbrojnego z Rosją - z powodu sytuacji na Ukrainie. Stawka byłaby - zdecydowanie za wysoka dla obu stron. Nie pomyliłem się, chociaż wielu internautów na forum, widziało już wojska natowskie na Ukrainie. Niektórzy, wręcz ubolewali, że nie doszło do wojny NATO - Rosja. Trudno to nawet komentować. Pozostaje pytanie: a jak zachowa się NATO, w przypadku, np. "apetytu" Rosji na kraje bałtyckie? Powiem wprost, nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ale jedno wiem na pewno: nadal jest nam potrzebny sojusz z USA i członkostwo w NATO! Wbrew temu, co podczas prywatnej rozmowy, powiedział minister Radosław Sikorski. PS. Co pewien czas, wraca na forum, propozycja utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. Skądinąd, propozycja nawet ciekawa i nie ocierająca się o kabaret. Jednak, w tej chwili są to mrzonki i zdecydowanie za wcześnie o tym mówić. Może kiedyś, jak dobrze pójdzie, ewentualnie ... ?

    1. Elf

      kolejnym razem stosuj jakieś akapity itp oddzielaj wątki bo się nie da czytać...

  6. ja

    Największym zagrożeniem dla EUROPY jest jej ISLAMIZACJA oraz POLITYCY pozwalający na islamizację i niedozbrajanie armii. Tak zwany KRYZYS spowodował zbyt małe nakłady na zbrojenia podczas gdy inne państwa (Chiny, Rosja, Indie itd zbroją się na potęgę) Tak więc wróg jest wbrew pozorom wewnątrz krajów europejskich a nie z zewnątrz. Nie Rosja nam zagraża ale ISLAM i POLITYCY EUROPEJSKICH PAŃSTW.

    1. Elf

      Najbardziej Europie zagrażają: - wewnętrzne spory powstające z różnych powodów: a) z powodów krótkowzrocznych partykularnych interesów, b) z powodów obnoszenia się jak paw z honorami, tradycją, historią oraz fochami między krajami, potem dopiero wrogowie zewnętrzni: - religie - jako ideologie totalitarne, chcące kontrolować wszystko, nawet to jak ludzie myślą i narzucać swoje absurdalne wierzenia (dotyczy wszystkich sekt o bliskowschodniej proweniencji - islamu, chrześcijaństwa z jego odłamami oraz judaizmu - one chętnie znowu by doprowadziły do wojen religijnych). To religie wprowadzają najwięcej zamieszania a nawet nienawiść między takimi samymi ludźmi... na kłopoty z religiami zalecam likwidację wszystkich jako jedyne rozsądne rozwiązanie - dlaczego? bo jeśli weźmiemy jedną religię aby obronić się przed drugą - to będzie wojna ale religijna o głupoty... bo nie ma religii, która dobrowolnie jest dobra - każda religia jak tylko jej na to pozwolić staje się fanatyczna etc. - na końcu zagrożeniem jest Rosja (też w kierunku religii poszła), - niemniej groźne są inne zagrożenia występujące wewnętrznie jak i zewnętrznie takie jak: a) idiotyzm teoretyków prawa i ich pobłażanie dla przestępców, na których muszą łożyć uczciwi obywatele, b) mnożąca się w postępie geometrycznym liczba homosiów i fircyków modowych i celebrytów - pustaków z pod znaku "wielbicieli reality show", wszelakich voice'ów of coś tam itp c) głupota polityków d) zalew emigrantów kolorowych. To są główne zagrożenia dla Europy.

  7. Mulda

    Fałkowski do ignorant i pozer. Bezwzględny dla podwładnych i służalczy w stosunku do tych, od których w jakiś sposób zależy. Inteligentny na pewno, jednak to najzwyklejszy kawał chama.

  8. Elf

    i tak będzie zawsze - póki każde z europejskich państw będzie miało swoje ministerstwo obrony narodowej i spraw zagranicznych... United States of Europe musi powstać... ale powstanie dopiero wtedy gdy wszyscy dostaną w kość i się na własnej skórze przekonają, że trzeba te swoje narodowe honory pogrzebać wreszcie na cmentarzu historii albo pojawi się jakiś Bismarck na skalę europejską i to wszystko połączy.. to leży w interesie Polski..

    1. asd

      Nie powstanie bo Europa to zróżnicowany kraj pod każdym względem. Na początku to Unia się rozleci, a później nacjonalizmy i walka ze swoimi. Nikt nie będzie machał szabelką do Rosji. Rosja ma na Wschodzie problemy nie w Europie i będzie im zależało utrzymać dobre kontakty z Europ- przynajmniej Zachodnią.

    2. Author

      USA także chcą większej jedności Europy i byłyby przychylne gdyby powstało USE... (jeszcze za czasów Kissingera który pytał: Jaki jest numer telefonu do Europy? amerykanie popierali europejską integrację). Mogliby się spokojniej wycofać i skierować tam, gdzie ich uwaga teraz spoczywa: na Azję... a po drugiej stronie atlantyku nie mieliby niezdecydowanej i negocjującej ciągle bandy tylko kilka osób z którymi ustalenia byłyby łatwiejsze i szybsze... Taka połączona potęga dominowałaby na świecie jeszcze długo i byłaby bezpieczna... ale różne "honory", "tradycje" i krótkowzroczne interesy nie pozwalają jeszcze na to... ciekawe, że w USA niemiec z polakiem, francuzem i kimkolwiek innym współpracuje na zasadzie kto zdolniejszy, kto mądrzejszy a tu w Europie ciągłe fochy na podstawie historycznych zadr a nawet religii..

  9. got

    Szkoda, że w Polsce mocnych kandydatów do struktur europejskich najczęściej niszczy się, zamiast wspierać.

    1. Elf

      Mówisz o Radku i taśmach z jego rozmowy z Vincentem Rostowskim? Ten mocny kandydat (a był mocnym kandydatem) jak dzieciak sam się wyeliminował..

    2. Scooby

      A co Im zaszkodziło ? Akurat jeden z nic anty amerykańską retoryka i chwaleniem europejskich partnerów bardzo się uwiarygodnił w oczach większości sfrustrowanych europejczyków.

    3. Patriot

      Prawda to...smutna prawda.

  10. z prawej flanki

    pozimnowojenne europejskie NATO wpadlo niestety w podobny tok myślenia ,jaki jeszcze do niedawna byl beztrosko wyraźany przez niektóre opiniotwórcze media powtarzajace bezmyślnie wypowiedzi samej "góry" obecnej wladzy ; "Polska jest bezpieczna jak nigdy dotad - w równie bezpiecznej Europie"... . Ta kompilacja cytatów dobrze oddaje teź beztroski sposób myślenia ,coraz bardziej kulejacych pamiecia i coraz bardziej skrecajacych w lewo elit politycznych "starej" Europy i starego NATO. Z checi przypodobania sie wyborczej klace obetna kolejne promile budźetów obronnych a z potrzeby utrzymania gospodarczych czy nawet towarzyskich relacji z Federacja Rosyjska i jej przedstawicielami ; w razie prawdziwego zagroźenia z jej strony bytów takich państw jak Baltowie ,czy nawet Polska - poprzestana pewnie na stanowczym uźyciu bogatego (jak widać!) arsenalu protestów i nic (oprócz chwilowej wścieklości dotknietych nimi person) nie znaczacych wobec determinacji agresora - "sankcji". Tak wlaśnie ; w mojej subiektywnej ocenie wygladalaby zapewne "pomoc" obecnych państw natowskich wypelniajacych szczególne warunki art.5 - wobec nas ,wspomnianych Baltów czy Rumuni. Wielokrotnie ,przy okazji omawiania jednego i drugiego tematu na tym forum zauwaźalem przytomnie ,iź w samojeden nie bedziemy w stanie sprostać militarnie temu najbardziej potencjalnemu agresorowi i bez sojuszniczej pomocy musimy marnie skończyć w realiach li tylko konwencjonalnego starcia ; skoro zaś napisalem p/w ,źe na tego staroeuropejskiego sojusznika raczej liczyć nie moźemy ,to co nam jednak czynić naleźy? Zakończe nieco przewrotnie stwierdzeniem ,czego n i e powinniśmy czynić ; mianowicie unikać jak tylko moźna dwuznaczności w kontaktach z tym ,tak na dobra sprawe jedynym w m i a r e solidnym - choć bez watpienia trudnym sojusznikiem zza wielkiej wody. Wiem ,źe nie takie podsluchane "lapsusy" przechodzily i przechodza ,bo musza ; we wzajemnych relacjach politycznych - lecz oficjalne i źarliwe "wpraszanie" wojsk tego sojusznika do naszego kraju w sytuacji ,gdy wcześniej w prywatnej (a wiec relatywnie ; szczerej) rozmowie w niewybredny a dobitny sposób dezawuuje sie owego sojusznika jako niewiarygodnego a jeszcze wcześniej (teraz wiemy dlaczego) przeciaga sie "tarczowe" negocjacje do czasu aź one same staja sie wygodnym pretekstem odmowy - to juź ,co najmniej dziwne.

  11. Bolesław

    Najwyższy czas na refleksję, że większość państw NATO nie jest zainteresowana tworzeniem rozwiązań obrony kolektywnej skierowanej przeciwko jednemu konkretnemu przeciwnikowi. Forsowanie rozwiązań, które skierują NATO przeciwko Rosji (nawet jeśli jest to uzasadnione interesem narodowym kilku krajów) nie znajdzie poparcia, ba, nawet zrozumienia u pozostałych członków. A fundamentem takiego stanu rzeczy są wolne od fobii, demokratyczne i otwarte społeczeństwa państw zachodniej Europy. Statystyczny mieszkaniec Europy nie chce mieć nawet odległego, ale rzeczywistego, silnego, zorganizowanego wroga. Rozumieją to rządy i dlatego nie pozwalają uwikłać NATO w silnie ukierunkowane geopolitycznie działania. Chyba rozsądniejsze byłoby forsowanie przez Polskę wzmocnienia obrony kolektywnej, ale poprzez projekty o charakterze uniwersalnym. Takie przedsięwzięcia wzmacniały wspólny potencjał Sojuszu do działań na dowolnym teatrze lub kierunku. A Polska mogłaby w tych projektach "przemycić kilka swoich prywatnych interesów", pod warunkiem posiadania elementów wpływu. Jednym z nich są inteligentni i błyskotliwi przedstawiciele przy NATO.

  12. Elf

    i tak będzie zawsze - póki każde z europejskich państw będzie miało swoje ministerstwo obrony narodowej i spraw zagranicznych... United States of Europe musi powstać... ale powstanie dopiero wtedy gdy wszyscy dostaną w kość i się na własnej skórze przekonają, że trzeba te swoje narodowe honory pogrzebać wreszcie na cmentarzu historii albo pojawi się jakiś Bismarck na skalę europejską i to wszystko połączy.. to leży w interesie Polski..