Siły zbrojne

Myśliwiec 5. generacji priorytetem szefa MON [KOMENTARZ]

Fot. Lockheed Martin
Fot. Lockheed Martin

– Chcemy zakupić 32 samoloty wielozadaniowe 5. generacji – ogłosił w czwartek minister obrony Mariusz Błaszczak. Podkreślił, że resort jest zdeterminowany, by "zastąpić postsowieckie samoloty, które nie maja wartości bojowej" i są wysłużone. Ocenił też, że ubiegłoroczna katastrofa, w której zginął pilot MiG-a-29 "powoduje, że program Harpia, zakup samolotów 5 generacji, jest  priorytetem". Tym samym określone zostały ramy kolejnego, wyjątkowo kosztownego programu modernizacyjnego.

MON de facto stawia na jedną kartę i licytuje bardzo wysoko. Sam zakup 32 samolotów tej klasy to lekko licząc 2,5 mld dolarów, plus koszty szkolenia i eksploatacji. Dla porównania w ramach zawartej w 2003 roku umowy na zakup 48 samolotów F-16 same płatowce kosztowały Polskę 2,06 mld a łączna wartość umowy przekroczyła 3,5 mld dolarów.

Warto zauważyć, że Harpia była jedynym spośród zaprezentowanych dzisiaj programów modernizacji technicznej, w którym minister bardzo szczegółowo określił swoje oczekiwania. Sprecyzował również przyczyny i implikacje decyzji.

Chcemy zakupić 32 samoloty wielozadaniowe 5. generacji. Oczekuję, zarówno od szefa Sztabu Generalnego jak i od szefa Inspektoratu Uzbrojenia, natychmiastowych działań, aby zrealizować to priorytetowe zadanie. Ten samolot jest bardzo istotny, gdyż wzmacnia możliwości bojowe również obecnie posiadanych samolotów F-16. Jesteśmy zdeterminowani, aby zastąpić postsowieckie samoloty które nie mają wartości bojowej, są wysłużone. Ten przypadek tragiczny sprzed roku w którym zginał pilot MiG-a-29 też powoduje, że program Harpia, zakup samolotów 5 generacji, jest naszym priorytetem.

minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak

W tej krótkiej wypowiedzi minister bardzo jasno zreferował oczekiwania, jednocześnie określił też dostawcę samolotów Harpia, nie wymieniając go z nazwy ani razu.

Jakie są fakty? Zgodnie ze słowami Mariusza Błaszczaka mamy kupić w programie Harpia 32 samoloty myśliwskie 5. generacji, które "wzmocnią możliwości bojowe F-16", jak również szybko zastąpią "postsowieckie samoloty które nie maja wartości bojowej" i "są wysłużone". Należy więc wnioskować, że MON planuje kupić samoloty nowej generacji, interoperacyjne z innymi maszynami sojuszniczymi. Przy tym minister oświadczył również: – Zależy mi na tym, aby w jak najkrótszym czasie wyposażyć Wojsko Polskie w samoloty, które wzmocnią jego możliwości bojowe.

Nie zostawia to Polsce wielu opcji do wyboru. Z przyczyn strategicznych i logistycznych produkty spoza NATO odpadają w przedbiegach. Niemcy, Francja i Hiszpania pracują obecnie nad samolotem 5. lub nawet 6. generacji, jednak dopiero rozpoczęły fazę badań i rozwoju. Minie pewnie ponad 10 lat, zanim będzie można myśleć o wprowadzeniu tych maszyn na uzbrojenie. Polska tymczasem, jak zauważył szef MON, potrzebuje pilnie zastąpić przestarzałe i zużyte samoloty Su-22 i MiG-29. Dlatego europejski myśliwiec przyszłości nie może być tu brany pod uwagę. Z tego samego powodu z listy dostępnych samolotów 5. generacji trzeba skreślić brytyjski samolot Tempest.

MiG-29 startujący z 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Fot. 22 BLT
MiG-29 startujący z 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Fot. 22 BLT

W zasadzie pozostajemy więc tylko z jednym kandydatem. Jest nim myśliwiec Lockheed Martin F-35 Lightning II, który powoli staje się "koniem roboczym lotnictwa NATO", sukcesywnie zastępując F-16 i inne konstrukcje. Jest to jedyna dostępna dziś "od ręki" maszyna 5. generacji, przy tym dostosowana do współdziałania z F-16C/D Block 52+, którymi dysponuje obecnie Polska. Taki zakup jest od lat analizowany, jednak jako przeszkodę wskazuje się zwykle potrzeby Sił Powietrznych i koszt takiej inwestycji. Jest on znacząco większy od ceny zakupu nowych F-16 np. w konfiguracji wybranej niedawno przez Słowację czy Bułgarię.

Wersja F-16 Block 70 to płatowiec 4. generacji, który jednak korzysta z wielu rozwiązań opracowanych dla F-35 i dzieli z nim znaczną część możliwości oraz komponentów. Jest wśród nich np. radar AESA Northrop Grumman AN/APG-83 SABRE (ang. Scalable Agile Beam Radar) na bazie stacji radiolokacyjnej AN/APG-81 stosowanej w F-35, a także celownik nahełmowy Joint Helmet Mounted Cueing System. Umożliwia to wykorzystanie uzbrojenia kierowanego najnowszej generacji, w tym pocisków powietrze-powietrze AIM-120C7 i AIM-9X, powietrze-ziemia JASSM czy AARGM oraz bomb kierowanych Paveway IV i JDAM. Cena samego samolotu tego typu to około 70-75 mln dolarów. Cena F-35 to obecnie około 90 mln dolarów plus koszty infrastruktury, którą trzeba będzie tworzyć w Polsce od nowa, podczas gdy dla F-16 została ona już zbudowana.

F-16 Block 70. Fot. Lockheed Martin
F-16 Block 70. Fot. Lockheed Martin

Są to powody, dla których opcja pozyskania najnowszych F-16 Block 70 od lat konkurowała z planem zakupu samolotów F-35. Oprócz kosztów zakupu i eksploatacji podkreślano tez potrzeby lotnictwa, wśród których dla obrony kraju ważniejsze są duże możliwości i posiadanie znacznej liczby maszyn niż niska wykrywalność. Oznacza to, że do wielu zadań F-35 musiałby przenosić dodatkowe uzbrojenie pod skrzydłami, tracąc wiele ze swych walorów stealth. Decyzja ministra Błaszczaka zdaje się zdecydowanie przecinać te dyskusje.

Dlaczego (maszyna przyp. red.) 5. generacji? Ponieważ chcemy doprowadzić do skoku jakościowego, jeśli chodzi o sprzęt, w jaki wyposażone jest Wojsko Polskie. Tak jak przed laty takim skokiem jakościowym było kupienie samolotów F-16, tak teraz kupienie samolotów 5. generacji to będzie przełom. To będą zdolności interoperacyjne, które spowodują, że nasze zdolności odstraszania przeciwnika znacząco wzrosną.

minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak

Harpia w nowej odsłonie. Mniej za to, szybko i 5. generacji

Każda decyzja ma swoje skutki. Nie na wszystkie MON będzie miał wpływ, ale z pewnością wpłyną one na siły zbrojne i budżet państwa. Ogłoszony przez ministra Błaszczaka plan realizacji programu Harpia jasno określa, czego możemy oczekiwać.

Jeszcze dwa lata temu w programie Harpia mówiono o zakupie od 48 do nawet 64 myśliwców. Jest to o tyle uzasadnione, ze muszą one co najmniej zastąpić trzy eskadry nadających się dawno do wycofania Su-22 i MiG-ów-29. Potrzebujemy więc co najemnej trzech eskadr po 16 maszyn dla wymiany floty. Natomiast dla zaspokojenia naszych potrzeb operacyjnych, związanych zarówno ze wsparciem własnych wojsk, zwalczaniem celów powietrznych, zadaniami uderzeniowymi (np. z użyciem pocisków JASSM) i innymi przewidzianymi dla lotnictwa zadaniami liczbę niezbędnych maszyn określono na 64, czyli 6 eskadr.

Zgodnie z deklaracją ministra dziś mowa jest już tylko o 32 samolotach, ale za to 5. generacji. Oznacza to, że w miejsce obecnie istniejących dwóch eskadr samolotów MiG-29 i jednej Su-22 powstaną dwie eskadry samolotów Harpia. Możliwości realizacji zadań zostaną więc w pewnym stopniu zredukowane, na rzecz, nazwijmy to umownie, "jakości". Problem polega jednak na tym, że obecnie Siły Powietrzne mają niedostateczne możliwości zarówno w zakresie ilości, jak i jakości posiadanych maszyn.

Fot. USAF
Fot. USAF

Problemem może być też tempo wprowadzania nowych maszyn. Planuje się, że umowa w programie Harpia zostanie zawarta w 2020 roku z dostawą samolotów w ciągu 2 lat. Realny czas dostawy samolotów F-35, w optymistycznej wersji, to 3 do 5 lat od zawarcia umowy, natomiast Inspektorat Uzbrojenia jest dziś w fazie analityczno-koncepcyjnej i przynajmniej oficjalnie nie rozpoczął jeszcze działań w zakresie zawarcia umowy. Jak pokazuje przykład programu Wisła, negocjacje Harpii mogą zająć jeszcze dużo czasu.

Kolejny poważny problem to koszty i udział polskiego przemysłu, o którym w zasadzie nie ma co marzyć. Program F-35 jest projektem międzynarodowym, w którym udział ma wiele krajów, dostarczających wybrane komponenty maszyn. Jedyny rodzaj udziału, czy raczej offsetu w przypadku takiego zakupu, to jakaś transakcja wiązana z rządem USA i/lub koncernem Lockheed Martin. Może ona np. dotyczyć udostępnienia innych technologii czy też udziału w łańcuchu dostaw. To wszystko trzeba będzie jednak wliczyć do umowy, co nie będzie ani tanie, ani łatwe. Szczególnie w jeśli zakup nastąpi w ramach programu FMS.

Warto też otwarcie powiedzieć, że deklarując zamiar zakupu samolotu 5. generacji, minister Mariusz Błaszczak zamyka de facto możliwość konkurowania kogokolwiek z ofertą koncernu Lockheed Martin i stawia MON oraz Inspektorat Uzbrojenia w trudnej sytuacji negocjacyjnej. Dotąd w Harpii swoje miejsce mogły znaleźć oferty co najmniej 5 maszyn i 4 producentów. Dziś mamy tylko jedną opcję do wyboru. Inne warunki można uzyskać, gdy negocjuje się z kilkom oferentami a inne, rozmawiając z jednym producentem. Błąd ten popełniono już raz w programie Wisła i jak widać, sytuacja się powtórzy.

Problem krótkiej kołdry

Kolejna kwestia, o której wspominałem na początku, to koszty. Budżet MON będzie przez najbliższe kilka lat poważnie obciążony wartą około 4,75 mld dolarów (zgodnie z szacunkami MON) pierwszą fazą programu Wisła. Trzeba jeszcze myśleć o wartym 414 mln dolarów pierwszym z 4 planowanych dywizjonów rakietowych Homar i innych realizowanych lub zaplanowanych programach.

Jak na ich tle wygląda Harpia? Cena samolotu F-35A w ubiegłym roku spadła poniżej 90 mln dolarów i do 2020 roku producent planuje zejść do około 80 mln, co jest dla MON dobrą wiadomością. Mowa tu rzecz jasna o samym płatowcu, bez kosztów infrastruktury, szkolenia i wsparcia eksploatacji. 32 samoloty F-35 nawet w cenie 80 mln to już 2,56 mld dolarów. Belgia, która w ubiegłym roku zdecydowała się na F-35, oszacowała, że koszty wprowadzenia maszyn do służby to ponad 1/3 ceny płatowca. Przyjmując, dla łatwiejszego szacowania, że do ceny 80 mln trzeba dodać kolejne 30 mln na infrastrukturę i szkolenie, otrzymujemy nieco ponad 3,5 mld dolarów za wprowadzenie do służby 32 samolotów 5. generacji i jest to moim zdaniem suma mocno niedoszacowana. Należy do niej dodać chociażby koszty eksploatacji. Przy tym nie należy spodziewać się dostawy pierwszych maszyn wcześniej niż za 3 lata od podpisania umowy, czyli realnie za jakieś 4-5 lat.

Podsumowując, naświetlony przez ministra obrony narodowej program Harpia, zawarty w PMT na lata 2017-2026 jest bardzo efektowny, ale wymagający i de facto dość ryzykowny. Pozwoli dziś ogłosić, że rząd "wymienia poradziecki złom na samoloty 5. generacji" i planuje zwiększyć możliwości Sił Powietrznych. Jest to maksymalne uproszczenie, na granicy taniej propagandy, ponieważ jak pokazał program Wisła, decyzja o realizacji zakupu to dopiero początek trudnej drogi związanej z pozyskaniem konkretnego systemu uzbrojenia. Zarysowane w powyższym tekście zagadnienia to jedynie bardzo pobieżne i ogólne przedstawienie sprawy.

Realna ocena decyzji o pozyskaniu w programie Harpia samolotów 5. generacji, czy raczej konkretnych samolotów 5. generacji, będzie możliwa najwcześniej w momencie zawarcia umowy zakupu 32 myśliwców. Do tego czasu pozostaje nam jedynie obserwować uważnie działania MON, ze świadomością, że Harpia jest zaledwie jednym z wielu programów, które powinny być zrealizowane pilnie lub są od lat opóźnione. Przy tym, będzie to również jeden z kilku najbardziej kosztownych z projektów, których wartość w okresie 2017-2026 ma wynieść 185 mld zł.

Komentarze