Siły zbrojne

Kto pierwszy, ten lepszy – wyprzedaż portugalskich F-16 do Europy Środkowej

  • fot. msw.gov.pl
  • Photo: ppor. M.Poniatowski, plut. P.Cieliński/MON

Początek roku przyniósł kolejny epizod, w coraz dłuższym serialu pod tytułem: Zakup wielozadaniowych samolotów bojowych przez państwa Europy Środkowej. Władze Bułgarii poinformowały bowiem, że chcą pozyskać używane F-16AM/BM Fighting Falcon z portugalskich nadwyżek sprzętowych. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że te same maszyny chcą kupić także Rumuni. 



Portugalia kupuje F-16 Fighting Falcon

Portugalska przygoda z samolotami rodziny Lockheed Martin F-16 Fighting Falcon rozpoczyna się w 1990 roku, gdy władze podpisują pierwszą umowę dotyczącą ich pozyskania. W jej ramach Força Aérea Portuguesa otrzymała dwadzieścia egzemplarzy Block 15OCU (siedemnaście jednomiejscowych oraz trzy dwumiejscowe) oraz rozszerzone wsparcie logistyczne. Lizbona płaci za nie minimalną kwotę, bowiem stanowią rozliczenie za eksploatowanie przez Amerykanów bazy lotniczej Lajes na Azorach.

Pierwsze z nich dostarczono w lutym 1994 roku, były to fabrycznie nowe egzemplarze dysponujące najnowszymi (ówcześnie) elementami wyposażenia – m.in. zintegrowane z kierowanymi pociskami rakietowymi AIM-120 AMRAAM, szerokokątnym wyświetlaczem przeziernym HUD oraz silnikami Pratt & Whitney F100-PW-220E.

CZYTAJ TAKŻE Modernizacja bombowców B-2

W 1996 roku rozpoczęto rozmowy w sprawie pozyskania drugiej transzy F-16. Tym razem Lizbona zdecydowała się na zakup dwudziestu pięciu używanych (wycofanych z eksploatacji w USAF) F-16A/B Fighting Falcon Block 15 (dwadzieścia jeden jednomiejscowych oraz cztery dwumiejscowe), które kosztowały 268 mln dolarów. Kontrakt podpisano w 1998 roku, poza nimi obejmował także pakiet modernizacyjny – ich dostawy zrealizowano w 1999 roku. Maszyny te wyparły samoloty szturmowe Vought A-7P Corsair II. Przed wdrożeniem, przeszły jeszcze modernizację, co spowodowało iż ich służba rozpoczęła się dopiero w bieżącym wieku.



W ramach unowocześnienia, według standardu MLU, objęła dwadzieścia maszyn drugiej transzy. Pakiety kosztowały Lizbonę 185 mln dolarów, prace były realizowane na terenie kraju z udziałem personelu Lockheed Martin Tactical Aircraft Systems. W ramach prac, całkowicie przebudowano kabinę pilotów (znalazły się tam wielofunkcyjne monitory ciekłokrystaliczne oraz nowy komputer misji), a także zmodernizowano stację radiolokacyjną AN/APG-66(v)2. Poza tym zmiany objęły montaż układu nawigacji GPS, nowego układu IFF, systemu walki radioelektronicznej wraz z dodatkowymi wyrzutniami celów pozornych oraz bezprzewodowego łącza danych. Dodatkowo przygotowano instalacje pokładowe do przenoszenia podkadłubowego zasobnika rozpoznawczego oraz celowników nahełmowych.

Poza programem MLU, portugalskie F-16AM/BM Fighting Falcon przeszły zabiegi w ramach programu Falcon UP (wydłużenia żywotności płatowca do 8000 godzin w powietrzu), a także modernizację jednostki napędowej F100-PW-220E (zwiększając niezawodność oraz ograniczając obsługę). Dodatkowo Lizbona zakupiła nowe uzbrojenie: kierowane pociski rakietowe AIM-120 AMRAAM, zasobniki JSOW oraz zestawy adaptujące bomby rodziny Mk.8X do standardu JDAM. Poza tym pozyskano elektrooptyczne zasobniki obserwacyjno-celownicze Rafael Litening II.



W ciągu lat Força Aérea Portuguesa wykorzystywała swoje maszyny na terenie kraju oraz zaprzyjaźnionych państw (w tym tura w ramach Baltic Air Policing). Jedynym epizodem bojowym, był udział trzech maszyn w operacji „Allied Force” w 1999 roku. Wówczas, niezmodernizowane, samoloty eskortowały formacje uderzeniowe oraz realizować zadania patrolowe.

Kto pierwszy, ten lepszy?

Nowy wiek przyniósł nowego wroga dla wielu państw – kryzys finansowy, a także połączony z nim fakt obcinania funduszy na obronę. Tak też stało się w Portugalii. W ramach programu ograniczenia wydatków obronnych Lizbona zdecydowała się ograniczyć flotę wielozadaniowych samolotów bojowych F-16AM/BM Fighting Falcon z 45 do 32 egzemplarzy, a także (między innymi) anulowaniu zakupu wielozadaniowych śmigłowców transportowych NHIndustries NH90.

Nie może więc dziwić, że dość szybko zmodernizowane i mało eksploatowane samoloty zaczęto oferować na sprzedaż. Wśród państw, najbardziej, zainteresowanych ich pozyskaniem znalazły się kraje Europy Środkowej, które przystąpiły do NATO w ramach II grupy z regionu – Bułgaria oraz Rumunia.

CZYTAJ TAKŻE: Embraer (ponownie) wygrywa w Stanach Zjednoczonych

Bukareszt już raz był bliski zakupu używanych F-16 Fighting Falcon. W pierwszej połowie 2010 roku wydawało się, że bliskie jest podpisanie umowy ze Stanami Zjednoczonymi. Umowa ta miała opiewać na dwadzieścia cztery (używane przez USAF) egzemplarze w wersji F-16C/D Block 25 – maszyny te miały stanowić pierwszą fazę modernizacji sprzętowej Forţele Aeriene Române. W kolejnych latach planowano zakup takiej samej ilości fabrycznie nowych F-16C/D Block 50/52+ oraz F-35A Lightning II. Po okresie przejściowym, w linii miały pozostać jedynie fabrycznie nowe samoloty bojowe. Tak się jednak nie stało, ambitne plany władz w Bukareszcie zostały storpedowane przez kryzys finansów publicznych.



Do pomysłu zakupu nowych maszyn powrócono w ubiegłym roku – nie wynikały one ze wzrostu funduszy, a coraz bliższego widma wycofania obecnie eksploatowanych samolotów bojowych MiG-21 LanceR. Na początku października 2012 roku ofertę sprzedaży zaakceptowały najwyższe władze. Portugala zaoferowała Rumunom dwanaście maszyn, które miałyby kosztować około 600 mln dolarów. Dostawy samolotów, które obejrzała komisja techniczna, przewidziano na 2016 rok. Po październikowej deklaracji nastąpiła, niestety, cisza. Ożywienie nastąpiło dopiero na początku bieżącego roku, za sprawą Bułgarii.

CZYTAJ TAKŻE: Boeing na czele wyścigu do zwycięstwa w Brazylii?

Sofia, podobnie jak Bukareszt, eksploatuje obecnie samoloty pamiętające jeszcze czasu ZSRR. Obok MiGów-21 w służbie Военновъздушни сили znajdują się jednak nowsze MiGi-29. Potrzeba wymiany tych pierwszych spowodowała jednak, że w październiku zeszłego roku rozpoczęto prace nad zakupem nowych samolotów bojowych – ze względu na fundusze ograniczono się do wymiany najstarszych MiGów-21 oraz szturmowych Su-25, których sens wykorzystania w obecnej sytuacji geopolitycznej Bułgarii raczej jest zerowy. Z tego też względu zapotrzebowanie ograniczono jedynie do ośmiu/dziewięciu maszyn, od samego początku (ze względów finansowych) optowano bardziej ku sprzęcie używanym.



3 stycznia br. Ministerstwo Obrony Bułgarii, ustami ministra, ogłosiło, że najlepszą ofertę zaproponowali Portugalczycy. Za dziewięć maszyn Lizbona zażądała 465 mln dolarów (blisko dwukrotnie więcej niż sami zapłacili za nie w XX wieku) – w cenie tej zawarto także środki bojowe, wyposażenie naziemne oraz inne elementy dodatkowe. Wedle słów decydentów, to właśnie oferta dodatkowa wpłynęła na decyzję. Bułgarzy ocenili ją bowiem wyżej od ofert ze Szwecji (JAS-39C/D Gripen) oraz Włoch (Typhoon Tranche 1) – w obu przypadkach mowa bowiem wyłącznie o podstawowym wyposażeniu naziemnym, nie wspominając o środkach bojowych czy zasobnikach. Jeśli faktycznie doszłoby do zakupu przez Sofię tych samolotów, istnieje także szansa iż po prostu ich eksploatacja „zje” fundusze przeznaczone także dla floty MiGów-29, czego obawiają się lokalni komentatorzy.



Podsumowanie

Bardzo szybko rozgorzała także dyskusja nad całą sprawą. Widać wyraźnie, że Portugalczycy chcą na sprzedaży nadliczbowych Falconów zarobić. Jeśli oferta jest tak atrakcyjna, jak wygląda, to Bukareszt i Sofia mogą jeszcze zacząć podbijać stawkę podnosząc ją ponad podawane kwoty. Z drugiej strony należy się zastanowić, jak na ich tle prezentowały się oferty konkurentów. Nie można też wykluczyć, że nagły wzrost zainteresowania portugalskimi maszynami jest związany także z grą, której celem jest uzyskanie większych ustępstw (obniżenia ceny bądź dodania czegoś ekstra) od innych oferentów – szczególnie Szwedów (cały czas aktywnie promujących Gripeny) oraz Włochów (szukających oszczędności w postaci sprzedaży pierwszych Typhoonów).

Nad całością przyjdzie czas pochylić się dokładnie w momencie podpisywania kontraktów, jednak jest to dziwne, że kraje Europy Środkowej wolą sprzęt nie z drugiej, lecz z trzeciej ręki.

Łukasz Pacholski

Komentarze