- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
- OPINIA
Dlaczego Polska potrzebuje amerykańskiego Homara? [OPINIA]
Autor. Robert Suchy/Defence24.pl
Choć Siły Zbrojne RP masowo i z powodzeniem wprowadzają bazujące na technologii koreańskiej wyrzutnie rakietowe Homar-K, to nie oznacza, że amerykański system artylerii rakietowej HIMARS, w Polsce oznaczany Homar-A, przestał być potrzebny. Wojsko Polskie potrzebuje dalszych zakupów HIMARS, jednak uwzględniających rozwój technologiczny jak i przekazywanie technologii w zakresie, który daje możliwość elastycznego wykorzystania wyrzutni obu typów.
Kluczowe punkty artykułu:
- Homar-K (na bazie K239 Chunmoo): Może pozostać fundamentem Wojsk Rakietowych, szczególnie na szczeblu dywizji
- Homar-A (na bazie HIMARS): Powinien pełnić rolę jakościowego odwodu operacyjnego, zapewniającego pełną interoperacyjność z siłami NATO i systemem IBCS.
- Dlaczego Polska nie powinna rezygnować z HIMARS?: Daje zdolności współdziałania, mobilność, elastyczność zastosowania i możliwość dalszego rozwoju systemów.
Trudne początki polskiej rakietowej potęgi: droga do Homara
Homar to polski kryptonim programu artylerii rakietowej, zapewniającego zdolności rażenia celów na głębokości 300 km (a w perspektywie dużo więcej). Pierwsze podejście do programu, czyli pozyskanie go od konsorcjum PGZ, oczywiście z technologią wyrzutni i pocisku transferowaną od partnera zagranicznego, zakończyło się niepowodzeniem, choć w 2014 roku został określony jako priorytet.
Złożyło się na to wiele przyczyn. W trakcie realizacji programu doszło do zmian lidera polskiego konsorcjum i przesunięć w czasie samego programu, pozostających nie bez wpływu na pozycję negocjacyjną strony polskiej wobec partnerów amerykańskich. Finalnie uzasadnieniem rezygnacji z pierwotnego kształtu był koszt oferty, która została złożona i odrzucona przez MON, bo przekraczała kilkukrotnie wcześniejsze szacunki.
Ostatecznie więc w 2019 roku, zamiast trzech dywizjonów zintegrowanych z systemem Topaz i na polskich podwoziach, wraz z licencyjną produkcją wyrzutni i pocisków GMLRS o donośności 85 km (choć bez niektórych komponentów), zakupiono jeden dywizjon w konfiguracji amerykańskiej z systemem dowodzenia AFATDS, również w dość rozbudowanej konfiguracji.
Pozwoliło to jednak z jednej strony na rozpoczęcie szkolenia i przygotowania struktur do wykorzystania przez Siły Zbrojne RP rakiet taktycznych i kierowanej artylerii rakietowej (w zasadzie takich zdolności nie było od wycofania ostatnich czterech wyrzutni Toczka na początku XXI wieku). Z drugiej – na rozpoczęcie integracji AFATDS z polskim systemem Topaz w ramach inicjatywy ASCA, a także otwarcie w Toruniu ośrodka szkoleniowego – Akademii HIMARS. Można więc powiedzieć, że ten jeden zakupiony w USA dywizjon, stał się początkiem, zalążkiem odbudowy polskich Wojsk Rakietowych.
Wojenne przyspieszenie - nie 20, a setki wyrzutni
W 2022 roku sprawa rozbudowy polskiej artylerii rakietowej zdecydowanie przyspieszyła. W związku ze skokowym wzrostem zagrożenia ze strony Rosji po jej pełnoskalowej agresji na Ukrainę, a także w kontekście powodzenia, jakie odniosły wyrzutnie HIMARS w pierwszym etapie konfliktu MON zdecydował się na zakup aż 486 dodatkowych systemów. Wraz z około 10 tys. pociskami, w tym nowymi GMLRS-ER, kupowanymi w trybie FMS, kolejne tysiące miały powstać na licencji już w Polsce. Szybko jednak okazało się, że Amerykanie nie będą w stanie dostarczyć swoich systemów tak szybko, jak oczekuje tego strona polska.
Dlatego też, jeszcze w 2022 roku, zdecydowano się na równoległy zakup drugiego systemu artylerii rakietowej, koreańskiego K239 Chunmoo. Założeniem ówczesnego kierownictwa MON było równoległe pozyskanie obu systemów, a we wrześniu 2023 roku podpisano umowę ramową z koncernem Lockheed Martin na dostawę wyrzutni i pocisków wraz z transferem technologii.
Koreański zwrot i szybkie dostawy
W praktyce jednak kolejne umowy wykonawcze dotyczyły zakupów systemów Homar na bazie koreańskiej technologii. Najpierw, w 2024 roku, podpisano drugą umowę wykonawczą na 72 wyrzutnie (pierwsza dotyczyła 218) wraz z transferem technologii ich produkcji, następnie – w końcu 2025 roku – trzecią umowę, tym razem z założoną w tym celu spółką joint venture Hanwha WB Advanced Systems, na produkcję ponad 10 tys. pocisków CGR-080 o donośności 80 km.
Do chwili obecnej dostarczono już co najmniej 156 modułów wyrzutni, Homary-K na stałe zagościły w polskich dywizjach, a niedawno w ramach SAFE zamówiono pojazdy wsparcia za 19 mld zł. Mówi się też o tym, że w przyszłości zakres amunicji dla systemu Homar-K może zostać poszerzony o pociski o wyższych parametrach: CTM-MR o donośności 160 km (po cztery w kontenerze startowym) i CTM-X o donośności 500 km.
Autor. Damian Ratka/Defence24
Tymczasem program Homar-A jest na tym samym etapie, co w roku 2023. Już wtedy mówiono o podziale go na co najmniej dwa etapy i warunkowano udzieleniem zgody na produkcję amunicji (pocisków GMLRS) w Polsce. Amerykanie takiej zgody nie udzielili, o czym jeszcze w marcu informował Defence24.pl. Z informacji niedawno przekazanych przez Agencję Uzbrojenia Defence24.pl wynika, że podpisanie umowy na system Homar-A nadal warunkowane jest udzieleniem przez USA zgody na produkcję amunicji w Polsce.
Biorąc pod uwagę powszechność wykorzystania koreańskiego systemu w debacie publicznej pojawiają się nawet głosy, by z amerykańskich rozwiązań zrezygnować. Z takim rozumowaniem nie można się jednak zgodzić. Przede wszystkim należy zauważyć, że system HIMARS, baza dla Homara-A, jest wciąż rozwijany i wykorzystywany przez coraz więcej państw sojuszniczych. Na kolejne zakupy zdecydowały się Estonia, która pozyskała też Chunmoo podobnie jak Polska, jak i Litwa. Niedawno z kolei system amerykański jako bazę swojej artylerii rakietowej wybrała Szwecja.
Samo posiadanie pewnej liczby HIMARS (Homara-A) ułatwia więc realizację działań sojuszniczych, które przecież wcale nie muszą być realizowane na terenie Polski. Tym bardziej, że system amerykański jest nieco lżejszy niż koreański, co ma swoje konsekwencje choćby w zakresie przerzucania niewielkich modułów ogniowych. Bo łatwiej przerzucić jest lżejszy system, zwłaszcza jeśli jest powszechnie używany przez sojuszników. A przecież w rejonie Morza Bałtyckiego nie brakuje obszarów, gdzie takie zadania mogą być wykonywane (i są zresztą ćwiczone – gwoli sprawiedliwości, także z wykorzystaniem systemu Homar-K).
HIMARS nie stoi w miejscu
Przede wszystkim jednak system HIMARS ewoluuje. O ile w 2023 roku, gdy Polska otrzymała zgodę na jego zakup, najlepszym dostępnym rozwiązaniem obok pocisków GMLRS i ATACMS były GMLRS-ER o donośności zwiększonej do 150 km, to Amerykanie stopniowo wprowadzają też nowe pociski taktyczne PrSM. Dziś ich zapasy są mocno nadwyrężone po rozpoczęciu operacji Epic Fury przeciwko Iranowi (podobnie jak innych typów tej amunicji), ale te będą stopniowo rozwijane i wzbogacane o kolejne elementy. Choćby pociski Castellion Blackbeard.
Ewolucji ulega również sam system HIMARS. Nie chodzi tu już tylko o wprowadzanie nowych rakiet produkowanych przez Lockheed Martina w ramach rodziny amunicji (PrSM, GMLRS-ER), ale też możliwość użycia innych środków. Ostatnio zaprezentowano bowiem koncepcję tzw. HIMARS Flex, czyli elastycznego systemu, mogącego wykorzystywać zarówno klasyczne pociski ziemia-ziemia na różnych donośnościach, jak i pociski obrony powietrznej (PAC-3 MSE) oraz rakiety dostarczone przez innych producentów. Biorąc pod uwagę, że baterie Patriot będą dla przeciwnika priorytetowym celem, możliwość „rozproszonego” użycia wyrzutni jest dodatkowym atutem. Zwłaszcza, że w wypadku zagrożenia, zanim (jeśli w ogóle) dojdzie do długotrwałej wojny, trzeba będzie przetrwać pierwsze uderzenie. A tego Rosja na pewno nie przeprowadzi tak nieudolnie, jak przeciwko Ukrainie w 2022 roku.
Pociski nowszych wersji mogą zresztą otrzymać możliwość wykorzystania danych z systemu IBCS do aktualizacji danych o celu po odpaleniu. Takie rakiety będą mogły wykorzystane nie tylko do zwalczania stacjonarnych obiektów, ale też do precyzyjnego zwalczania obiektów ruchomych, w tym nieprzyjacielskich wyrzutni rakiet. Wszystko to może być ważnym wzmocnieniem szeroko pojmowanej obrony powietrznej. W USA trwają też prace nad wyrzutniami autonomicznymi w ramach programu CAML, z mniejszym zapotrzebowaniem na personel.
Autor. Casey Knighten/US Army
Inaczej mówiąc, rezygnacja z programu HIMARS oznaczałaby odłączenie Polski od systemu, który cały czas buduje i integruje środki rażenia. Nie oznacza to konieczności zakupu 486 wyrzutni, bo trzeba tutaj uwzględnić choćby kwestie związane z personelem, infrastrukturą, rosnące znaczenie innych środków uderzeniowych (w tym bezzałogowych).
HIMARS jako odwód operacyjny
Nie zmienia to faktu, że HIMARS powinny służyć w Polsce, jako pewnego rodzaju odwód operacyjny. Kluczowe znaczenie tego systemu to nie tyle parametry obecnie używanych rakiet, co możliwość współdziałania z sojusznikami i rozwoju oraz mobilność. Polska powinna więc dążyć do dalszego pozyskania pewnej liczby HIMARS, na wyposażenie przynajmniej jednej pełnej brygady rakiet. Tyle, że wcale nie muszą być to takie wyrzutnie jak zaplanowano w 2023 roku.
Przeciwnie: powinno się rozważyć pozyskanie najnowszych wariantów, tak by możliwe było maksymalnie elastyczne wykorzystywanie tego „odwodu operacyjnego”. W tym we współpracy z myśliwcami (F-35, samoloty F-16 i FA-50PL wyposażone w nowe zasobniki Sniper), obroną powietrzną (IBCS). Oczywiście taka integracja w dużym stopniu będzie też możliwa dla Homara-K, bo de facto blokują ją w wielu wypadkach bardziej kwestie przemysłowo-prawne niż techniczne.
Autor. Lockheed Martin
Być może warto byłoby nawet rozważyć uzupełnienie lub zastąpienie wymogu produkcji w Polsce rakiet dla Homara-A elastycznością ale także „w drugą stronę”, czyli możliwością integracji elementów używanych w HIMARS (łącz danych, ale też amunicji, choćby tej podstawowej) dla GMLRS. Stawianie kolejnej fabryki rakiet o donośności około 80 km (na co zresztą Amerykanie dotychczas nie chcieli się zgodzić) może być kosztowne, a na pewno będzie czasochłonne. Nie należy tego z góry wykluczać, ale kwestie wymienności amunicji i integracji systemów na wyższym poziomie niż dotychczas, czy nawet użycia na wyrzutniach HIMARS Flex pocisków obrony powietrznej jak PAC-3, są tak samo ważne.
Odwód strategiczny, którego elementem są systemy HIMARS, może zdecydować o powodzeniu obrony w rejonie Bałtyku i powodzeniu obrony Polski. Oczywiście pod warunkiem odpowiedniego wykorzystania wszystkich możliwości współdziałania z innymi systemami walki i rozwoju tych systemów.
Oznacza to jednak, że Polska nadal powinna w HIMARS inwestować, stawiając na na najnowocześniejsze technologie i ich integrację w całych Siłach Zbrojnych RP. Niewątpliwie podstawowym systemem walki na szczeblu taktycznym (dywizji) powinny pozostać Homary-K, one również są (czy będą) częścią potencjału na poziomie operacyjnym. Ale zastosowanie HIMARS może wzmocnić przede wszystkim współpracę z szeroko pojmowaną zintegrowaną obroną powietrzną (zarówno jej komponentem naziemnym, jak i lotniczym), a także współpracę z sojusznikami i szybkie reagowanie na zagrożenia dotyczące całego terytorium traktatowego NATO w naszym regionie. I nawet jeśli docelowa liczba wyrzutni HIMARS w Wojsku Polskim powinna być bliższa np. stu niż pięciuset, o których mówiono w 2022 i 2023 roku to nie zmienia faktu, że z atutów jakie daje rozwój tego systemu nie należy rezygnować.


