Siły zbrojne

Defence24 DAY: Bezzałogowce wsparciem sił pancernych, niszczycieli czołgów i "artyleryjskich" Rosomaków

Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

Obecnym trendem w armiach świata jest wprowadzanie różnorakich platform bezzałogowych w jednostkach pancernych i zmechanizowanych. Mają one tam różne funkcje, od rozpoznawczych po bojowe. Zagadnienie to stało się tematem panelu drugiego dnia Defence24Day.

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Coraz większa automatyzacja sprzętu wojskowego pozwala na zastąpienie części zadań żołnierzy przez autonomiczne pojazdy. Zapewnia to znacznie większą przeżywalność ludzi, daje też nowe możliwości dzięki nowoczesnej technolgi czy po prostu oszczędza czas na wykonanie pewnych zadań. Drony powietrzne znane są już bardzo szeroko, jednak w kontekście wojsk pancernych i zmechanizowanych oraz wspomagających je systemów lądowych rewolucja właśnie nadchodzi. Zagadnienie to było jednym z tematów poruszonych na Defence24Day, podczas panelu pt. "Platformy załogowe i bezzałogowe w jednostkach pancernych i zmechanizowanych".

W ramach panelu "Platformy załogowe i bezzałogowe w jednostkach pancernych i zmechanizowanych" udział wzięli:

  • gen. dyw. Jarosław Gromadziński - Dowódca 18. Dywizji Zmechanizowanej
  • płk Andrzej Jośko - Szef Oddziału Sprzętu Wojskowego i Rozwoju, Zarząd Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych, Inspektorat Wojsk Lądowych, Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych
  • Adam Hodges - Boeing Defense, Space & Security
  • Krzysztof Skrzypiński - Dyrektor ds. Rozwoju, Grupa WB

Moderatorem był Jerzy Aleksandrowicz ekspert ds. bezpieczeństwa.

Panel rozpoczęto od pytania do uczestników, czy powinniśmy wdrażać systemy bezzałogowe jako platformy do wielu rozwiązań, które łączą ze sobą poszczególne elementy na różnych szczeblach, czy wdrażać je powoli i oswajać z żołnierzami. Jako pierwszy na pytanie odpowiedział generał Gromadziński, który stwierdził, że platformy bezzałogowe nie są remedium na wszystko, ale jest ich wprowadzenie jest nieuchronne. Są one przedłużeniem zdolności obecnego sprzętu w wojsku, pozwalając na jego skuteczniejsze zastosowanie. Dziś drony mają odpowiadać przede wszystkim za budowanie świadomości operacyjnej i taktycznej. W przyszłości tego typu urządzenia będą to np. platformy naziemne funkcjonujące jako wóz matka, współdziałające z wieloma mniejszymi dronami.

Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

Kolejne pytanie skierowano do pułkownika Andrzeja Jośko,, którego spytano o to jak pod kątem planistycznym będzie wyglądało w najbliższych latach wprowadzenie systemów bezzałogowych do wojska. Uczestnicy usłyszeli, że jest to pole do analizy zwłaszcza w przypadku platform lądowych i ich sposobie ich użycia, ponieważ w Wojsku Polskim jest miejsce dla wielu typów dronów. Jednak rodzi się pytanie o ich umiejscowienie na różnych szczeblach taktycznych i operacyjnych. Płk Jośko zaznaczył też, że trwa już proces wdrażania bezzałogowców powietrznych, ale potrzebny jest BMS, aby spiąć wszystkie pojazdy z tymi danymi. Chodzi o to, by dowódca miał wszystkie możliwości w jednym interoperacyjnym, kompatybilnym systemie.

Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

O roli BMS w wojsku wypowiedział się także generał Gromadziński. Wyraził zadowolenie z tego, że otrzyma czołgi Abrams, które już taki system posiadają. Wymusza to jednak pewne działania, jak większą ilość czasu poświęconego na szkolenie jego obsługi, a także utrzymanie integracji systemów. Pozwala to jednak na oszczędność w liczbie ludzi oddelegowanych do zadań, a to żołnierz jest de facto najcenniejszym i najkosztowniejszym elementem na polu walki, również pod kątem nakładu czasu. Dłużej trwa też np. szkolenie operatora bezzałogowca, niż produkcja czołgu czy innego pojazdu.

Generał Gromadziński zaznaczył, że obecnie zmienia się - także w kontekście odpowiedzialności za środki powietrzne - postrzeganie poziomu dywizji. Jej forma ma być dzisiaj znacząco inna niż kiedyś, ma być swoistym dowództwem regionalnym. Dziś zarówno przestrzeń lądowa, jak i powietrzna musi być koordynowana przez poziom dywizji, czy to mowa o środkach powietrznych, czy artylerii dalekiego zasięgu. Tak, by własna dywizja mogła obezwładnić obszar tyłowy przeciwnika. "System Gladius będzie wchodził w skład mojej dywizji. Nie powinno być podziału na środki lądowe i powietrzne alekonieczne jest myślenie o skoordynowanym działaniu wielodomenowym". - powiedział generał Gromadziński dając przykład koordynacji środków. Z kolei bezzałogowce wyższego szczebla w rodzaju Zefira mogą być koordynowane przez Dowództwo Operacyjne, by działały na korzyść dywizji, w systemie zapewniającym nie tylko wymianę informacji, ale i ich analizę.

Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

Głos następnie zabrał Adam Hodges, przedstawiciel Boeing Defense, Space & Security, odpowiadając na pytanie prowadzącego odnoszące się do sposobu wdrażania systemów bezzałogowych do wojska w sposób pozwalający na uzyskiwanie przez cały czas efektu synergii. Zgodził się z poprzednikami, że systemy bezzałogowe to rozwiązanie przyszłości, jednak powiedział też, że nie jest to remedium na całe zło. "UAV dają ogromne możliwości, ale nie są cudownym rozwiązaniem. Jako pilot Apache miałem doświadczenie współpracy z maszynami Shadow. To bardzo przydatne narzędzie zwielokrotniające możliwości, ale mają swoje ograniczenia". - stwierdził Adam Hodges. Drony operują na różnych wysokościach, dając żołnierzowi olbrzymią ilość informacji z różnych pułapów, zwiększając jego świadomość sytuacyjną. To wszystko, połączone z coraz większą automatyzacją działań daje dowódcy większą szansę na zwycięstwo w starciach.

Krzysztof Skrzypiński - Dyrektor ds. Rozwoju, Grupy WB zaznaczył, że teraźniejszość to współpraca artylerii z dronami czy bezzałogowce takie jak FlyEye lub Warmate. W przyszłości informacje pozyskane przez drony będą dostarczane do żołnierzy na każdym poziomie operacyjnym. "Koordynujemy elementy rozpoznawcze i uderzeniowe w artylerii, ale obserwujemy też trendy. Ilość informacji powyżej poziomu taktycznego jest tak duża, że wymaga wsparcia systemem obróbki. Takie możliwości musieliśmy dać systemowi" - powiedział Krzysztof Skrzypiński, wskazując że obecnie przetwarzanie danych wspierane jest przez sztuczną inteligencję. "Artyleria ma swój BMS w postaci systemu Topaz, który można włączyć do systemu sojuszniczego" - podkreślił dyrektor Skrzypiński. Zaznaczył, że powstający Artyleryjski Wóz Rozpoznawczy będzie wyposażony w bezzałogowce typu Warmate TL, obsługiwane z wnętrza pojazdu.

Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl

Generał Gromadziński odniósł się z kolei do doświadczeń wojny na Ukrainie: "Doświadczenia z Ukrainy pokazują, jak ważna jest decentralizacja. Już testujemy to w brygadzie - aby maszerować osobno a uderzać razem. W tym niezbędne są zarówno bezzałogowce,jak i BMS". Podkreślona została także rola dronów jako czynnika pozwalającego na uzupełnienie jednego z największych niedoborów, jakie czeka Wojsko Polskie - ludzi. Obecnie demografia nie sprzyja wojsku, dlatego tak ważne jest uzupełnienie tych braków przez drony. Systemy bezzałogowe pozwolą nam nie tylko na uzupełnienie tego braku , ale i dadzą nam nowe zdolności. Dotyczy to zarówno platform lądowych, jak i powietrznych.

Stare powiedzenie mówi, że "artyleria jest królową wojen" a wojna na Ukrainie potwierdza to całkowicie. Ale wymaga ona karmienia informacjami, ochrony, dobrego rozpoznania. To zapewniają współdziałające śmigłowce i bezzałogowce .- powiedział z kolei Adam Hodges. Sednem operowania śmigłowcem szturmowym w jego opinii jest świadomość sytuacyjna, ta w Apache była zapewniana m.in. przez radar, który znajduje się nad wirnikiem głównym. Dodatkowe źródło informacji stanowią właśnie drony. W czasie wojny w Iraku operator drona informował nas przez radio co widzi. Kilka lat później mogłem zobaczyć to co widział Shadow, a dziś każdy żołnierz może mieć przy sobie drona. Informacje i ich źródła schodzą coraz "niżej". Apache to platforma pozwalająca na wymianę danych, korzystająca z informacji dostarczanych z zewnątrz, co pozwala na szybkie reagowanie.

Z kolei dyrektor Skrzypiński mówił także o systemie ZSSW-30 i jego możliwościach w zakresie zapewnienia świadomości sytuacyjnej: "Dziś widzimy ZSSW-30 (...) jako bezzałogowy system uzbrojenia. Trzeba jednak widzieć możliwości szerzej, również jako bezzałogowy system rozpoznawczy z możliwością wykrywania i wskazywania celów dla innych systemów kinetycznych". Dyrektor Krzysztof Skrzypiński podkreślił, że system ZSSW-30 daje możliwości dalszego rozwoju i modyfikacji, również w kierunku zwiększenia zdolności prowadzenia rozpoznania.

Na końcu tematem rozmowy stał się obecnie prowadzony program niszczyciela czołgów Ottokar-Brzoza, którrego realizacja ostatnio czasie przyspieszyła i. Poruszona została kwestia jego wyposażenia np. w drony jako uzupełnienie efektorów przeciwpancernych (ppk), ale również samej platformy. Pod uwagę brana jest platforma gąsienicowa, ale i pojazd 4x4. Generał Gromadziński wypowiedział się w tej kwestii: "Na poziomie dywizji Ottokar-Brzoza potrzebny jest jako odwód przeciwpancerny. Z jednej strony potrzebny jest ciężki pojazd gąsienicowy do ataku, ale też lekki system do oskrzydlania przeciwnika". Pułkownik Jośko stwierdził również "Niszczyciel czołgów Ottokar-Brzoza będzie wyposażony w BSL, a w przyszłości być może małe pojazdy bezzałogowe z uzbrojeniem przeciwpancernym, ale najpierw trzeba zbudować system bazowy i wdrożyć do służby".

Fot. K. Glowacka/Defence24.pl

Komentarze (3)

  1. Darek S.

    I trzeba było wojny na Ukrainie, żeby decydenci zaczęli kumać czczę. Wcześniej im się wydawało, że jakieś NATO przyjedzie i ich obroni, a oni mogą spać spokojnie i nie przywiązywać wagi, do zdolności operacyjnych jednostek WP. Teraz wyszło szydło z worka te wojska NATO, które nas miały bronić to mogą być tylko żołnierze WP, bo na nikogo innego liczyć nie możemy. Po wjeździe Rosji do Pribałtyki, musimy wyjechać na przeciw im na pełnym gazie my Polska, i na nikogo innego nie mamy co się oglądać. Nie będzie czasu nawet się zastanawianie co robić i czy ktokolwiek z nami pójdzie do tanga. To już będzie za późno. Skoro zdecydowaliśmy się czapkować USA, a nie Rosji, ani Niemcom, musimy być przygotowani na niewygodę z tym związaną.

  2. DiegoNr

    A kto będzie ten sprzęt obsługiwał? Brakuje ludzi, brakuje sprzętu duża część żołnierzy musi kupić sobie własny sprzęt albo chodzić ładownica + pas WP lub stara lubawa. Ile trwa wyszkolenie operatora na bsp kursy podstawowe + specjalistyczne pod dany sprzęt. Nie zapominajmy o zapleczu jak technicy czy inny personel który jest potrzebny.

    1. Gruders

      6 tygodni kurs teoretyczny na BSP do 150 kg, później dwa tygodnie teorii na dany sprzęt a praktyka cóż... Zależy od pogody, kilka miesięcy. Tak wygląda szkolenie operatora. Do tego należy wyszkolić techników a szkolenie ich też trwa około pół roku. Na razie jak widać mamy podpisywanie umów, bicie piany, debaty, analizy a nikt nie bierze się za organizowanie zaplecza, wdrażanie przepisów Konwencji Chicagowskiej w postaci m.in. RL oraz IOL w wojskach lądowych, szkolenie oficerów bezpieczeństwa lotów itp. Jakoś to będzie. Ameryka nas obroni. BSP powinny być już od szczebla kompanii zmech, maksymalnie batalionu. Ale jak to mawiał klasyk: po co komu takie zabawki ze sklepu?

    2. AdSumus

      Umiesz obsługiwać joystick? No to już wiesz kto.

  3. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Przed II wojną światowa też traktowano lotnictwo morskie jako podrzędne i pomocnicze względem lotnictwa pancerników. Po Perl Harbor i Kuantan stało się jasne, że wszystkie zabiegi "starej kadry" hołubiącej "big guns" były daremne - i kosztowały tylko ciężkie straty i życie tysięcy marynarzy - ale i strategiczna klęskę az do Morza Koralowego i Midway. Obyśmy na własnej skórze nie doświadczyli powtórki z historii - teraz z dronami versus zmech w miejsce lotnictwo versus pancerniki. Nie stać nas na takie "lekcje".