- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Brytyjczycy niezdolni do tankowania GCAP
Autor. Staff Sgt. Perry Aston/ RAF
Wymagania przyszłego brytyjskiego samolotu bojowego sprawiają, że sens całej floty samolotów tankowania powietrznego tego państwa staje pod znakiem zapytania. Wszystko zgodnie z polskim przysłowiem, że chytry dwa razy traci.
Do absurdów związanych z siłami zbrojnymi Wielkiej Brytanii zdążyliśmy się przyzwyczaić. Mimo to kolejne odsłony ich dziejów nie przestają zadziwiać. Oto okazuje się, że nowy brytyjski myśliwiec z programu GCAP, duma i oczko w głowie nauki i gospodarki tego państwa, będzie wymagał do tankowania w powietrzu sztywnego bomu. Ogłoszono to na konferencji RAF Global Air and Space Chiefs Conference 2026, o czym doniosło wydawnictwo Janes.
Royal Air Force dysponuje wprawdzie dość imponującą flotą samolotów tankowania powietrznego w liczbie 14 maszyn. Jednak samoloty te z przyczyn oszczędnościowych nie mają zabudowanych sztywnych bomów do tankowania w powietrzu.
Przypomnijmy, że istnieją dzisiaj dwie metody tankowania w powietrzu. Pierwszą, starszą metodą jest wykorzystanie podskrzydłowych zasobników z rozwijanymi przewodami giętkimi do tankowania. Rozwiązania takie były swego czasu popularne na świecie ze względu na możliwość ich instalowania pod różnego typu samolotami cywilnymi czy wojskowymi transportowcami. W ten sposób tanio i w relatywnie łatwy sposób uzyskiwano maszyny tankowania powietrznego. Minusem były certyfikacje bezpieczeństwa wielu takich rozwiązań oraz stosunkowo niska prędkość przetaczania paliwa.
W Stanach Zjednoczonych rozwiązano ten problem, opracowując tzw. sztywny bom do tankowania w powietrzu. Upraszczając, jest to opuszczana i rozkładająca się teleskopowo rura z pompą. Jak dowiedzieliśmy się w zakładach w Getafe w ubiegłym roku, sztywny bom przekazuje paliwo około trzykrotnie szybciej niż nowoczesna instalacja z przewodem giętkim. Inną korzyścią jest to, że samolot pobierający paliwo nie musi posiadać wystającej bądź rozkładanej sondy do tankowania w powietrzu, a jedynie gniazdo na grzbiecie kadłuba.
Podzieliło to lotnictwo na dwie kategorie samolotów: te przystosowane do poboru paliwa z bomu sztywnego (głównie US Air Force, ale także państwa wykorzystujące podobne typy samolotów) i te przystosowane do pracy z przewodami giętkimi (US Navy, użytkownicy maszyn europejskiej produkcji, ale także Rosjanie i Chińczycy).
Nie podzieliło to jednak świata samolotów podających paliwo. Wiodące zachodnie konstrukcje tej klasy są dzisiaj wyposażone zarówno w sztywny bom tankujący, jak i dwa podskrzydłowe. Jest tak w przypadku wiodącego na rynku Airbusa A330 MRTT, amerykańskiego KC-46A Pegasus czy starszych amerykańskich KC-10 Extender i KC-135 Stratotanker.
Rozwiązania wyłącznie z przewodami giętkimi to dzisiaj na Zachodzie domena doraźnie przebudowanych samolotów transportowych. Albo przebudowywanych z pasażerskich, jak izraelskie MMTT sprzedane do Indii i Kolumbii.
Niestety w Wielkiej Brytanii ktoś postanowił zaoszczędzić i stworzyć własne rozwiązanie. Zakupiono kosztowne samoloty Airbus A330 MRTT, ale ktoś wymyślił tam, żeby nie wyposażać ich w bom do tankowania. Kupiono więc drogi, nowoczesny samolot, ale zaoszczędzono na jednej z jego najważniejszych cech.
Brytyjskie MRTT noszą nazwę Voyager w wersji GR2. Wersja ta posiada wobec tego dwa giętkie przewody tankujące. A GR3 – trzy, w tym wydajniejszy przewód tankujący w miejsce bomu sztywnego. Urządzenie to jest bardziej wydajne od przewodów podskrzydłowych, ale przeznaczono je do tankowania większych statków powietrznych.
Kierowano się m.in. tym, że RAF przede wszystkim stawiał na zakupy myśliwców Eurofighter, które są wyposażane w sondy do tankowania z przewodów giętkich. Wpisał się w ten system także zakup F-35B. „Oszczędność” była jednak pozorna. Na dzień dobry ucierpiała interoperacyjność z innymi członkami NATO, w tym w szczególności ze Stanami Zjednoczonymi i US Air Force.
Potem Londyn kupił szereg amerykańskich samolotów wymagających bomu: P-8A Poseidon, C-17A Globemaster III, RC-135W Rivet Joint, a wreszcie niezwykle kosztowne samoloty wczesnego ostrzegania E-7A Wedgetail. Jakby tego było mało, w 2025 roku ogłoszono zakup 12 F-35A jako nosicieli taktycznych bomb atomowych. Samoloty te teoretycznie mogą zostać przystosowane do pobierania paliwa z sondy, ale nikt tego do tej pory nie zamówił. Za tego rodzaju prace konstrukcyjne Londyn musiałby więc dopłacić.
Obecna informacja o tankowaniu myśliwca GCAP, dawnego Tempesta, przy pomocy bomu jest tutaj wisienką na torcie. I oznacza, że prędzej czy później Voyagery trzeba będzie przebudować albo wymienić na nowe maszyny.



