Siły zbrojne

Australijskie śledztwo: COVID-19 to asymetryczna broń biologiczna? [Defence24 TV]

Fot. US Navy.
Fot. US Navy.

Australijskie media analizowały związek pandemii koronawirusa z rozwojem broni biologicznej w związku z publikacją, jaka pojawiła się kilka lat wcześniej w Chinach. Komentarz Maksymilana Dury.

Podejrzenia, że Chińczycy mogli specjalnie wywołać pandemię koronawirusa pojawiło się już w momencie ujawnienia dowodów na ukrywanie przez nich problemu, gdy dotyczył on tylko jednego chińskiego miasta – Wuhan. Dlatego kilkakrotnie już pokazały się analizy wykazujące, że odpowiednie działanie chińskich władz mogły zapobiec rozwojowi choroby i śmierci milionów ludzi. Dodatkowo trudno jest nie zauważyć, że o ile cała gospodarka światowa zaczęła mieć problemy, to przemysł Chin wyraźnie zaczął się rozwijać, szybko przejmując zamówienia firm zamykanych z powodu koronawirusa.

Co więcej, kraje, które zostały zarażone przez Chiny musiały prosić te same Chiny o dostawy środków ochrony i lekarstw a chińskich rządzących traktować jako swoistych zbawców, a nie winnych całej tej tragedii.

Biorąc pod uwagę generalny bilans zysków i strat, koronawirus jest więc tym, co zaszkodziło całemu światu, a pomogło władzom w Pekinie. I jeśli stałoby się to przez przypadek, to nie byłoby większego problemu. Jednak coraz więcej poszlak wskazuje na to, że Chińczycy mogli specjalnie doprowadzić do pandemii i że ten scenariusz osiągania z tego konkretnych zysków był już rozpatrywany przez nich co najmniej kilka lat wcześniej.

Koronawirus stałby się więc swoistą, asymetryczną bronią biologiczną, która bez wywołania wojny pozwoliła komuś osiągnąć założono cele i to całkowicie bezkarnie. Taki zarzut postawiono Chińczykom 9 maja br. w publikacji gazety Weekend Australian. Oparto się w niej  na zdobytym przez dziennikarzy chińskim dokumencie rządowym z 2015 roku o nowych sposobach uwalniania i rozprzestrzeniania się wirusów. W dokumencie tym miały się znaleźć analizy czołowych, chińskich badaczy i urzędników zdrowia publicznego na temat wykorzystania wirusów SARS jako broni.

Co więcej, wśród osiemnastu wymienionych autorów ujawnionego materiały są również naukowcy Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i eksperci ds. broni biologicznej. Na bazie tych „rewelacji”, australijscy komentatorzy mieli m.in. ocenić, że w trzeciej wojnie światowej będzie się walczyło właśnie bronią biologiczną. I jeden z scenariuszy takiej wojny miał się znaleźć w dokumencie wydanym w Chinach na pięć lat przed rozpoczęciem pandemii COVID-19.

W dokumencie tym opisuje się wirus SARS jako „broń genetyczną nowej ery”, którą można „sztucznie zmanipulować, by przypominał wirus choroby ludzkiej, a następnie go uwolnić w sposób nigdy wcześniej nie spotykany”. Co więcej, wykazano w nim, że broń biologiczna: może być wyprodukowana za pięć setnych procenta „0,05% kosztu tradycyjnej broni” i dodatkowo działa ona długo po przeprowadzeniu samego ataku - poprzez strach przed kolejną epidemią i wywołane nim problemy psychiczne.

Według australijskich analityków jest to potwierdzenie, że chińscy naukowcy już wcześniej zastanawiali się nad wojskowym zastosowaniu dla różnych szczepów koronawirusa i nad nowymi sposobami jego rozprzestrzeniania, bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń. Chiński dokument został przez Australijczyków przyrównany wprost do „dymiącej broni” na miejscu zbrodni.

Ale nawet w tak ostrej publikacji nie odważono się na postawienie władzom w Pekinie zarzutu specjalnego wywołania pandemii, oskarżając je jedynie o „przypadkowe uwolnienie patogenu stworzonego do użytku wojskowego”. Dowodem na to ma być m.in. niechęć Chin do rozpoczęcia zewnętrznego dochodzenia, które wyjaśniłoby rzeczywiste pochodzenie COVID-19 na miejscu – w Wuhan.

Ta niechęć była widoczna szczególnie podczas pobytu w Chinach ekspertów ze Światowej Organizacji Zdrowia, którzy na każdym kroku mieli napotykać na przeszkody w dostępie do danych, personelu i kluczowych miejsc. Tymczasem władzom w Pekinie przecież powinno zależeć na jak najszybszym wyjaśnieniu przyczyn epidemii, by w przyszłości zapobiec jej powtórzeniu.

Chińczycy kontratakują

Australijska publikacja została zauważona na świecie i spotkała się z natychmiastową, ostrą reakcją władz chińskich. Oskarżono Australijczyków o brak dziennikarskiej etyki zawodowej poprzez wyolbrzymianie wszelkich poszlak na poparcie własnej narracji politycznej. Przede wszystkim próbuje się zdyskredytować dokument z 2015 roku, który według chińskich komentatorów ma być po prostu ogólnie dostępną książką. W australijskim artykule miano przekręcić treść tej publikacji tylko po to, by poprzeć własną teorię spiskową.

Kontratak chiński jest mocny, ponieważ wskazuje się w nim, że dokument rządowy, o którym wspomniał Australian Weekend, to w rzeczywistości dostępna w sprzedaży na Amazonie książka zatytułowana „Nienaturalne pochodzenie SARS i nowe gatunki wirusów stworzonych przez człowieka jako genetyczna broń biologiczna”. Miała ona zostać opublikowana w 2015 roku przez lekarza wojskowego Xu Dezhonga, byłego szefa chińskiej grupy ekspertów ds. analizy epidemii SARS. Znalazło się w niej m.in. oskarżenie, że epidemia SARS w latach 2002 i 2004 w Chinach, powstała w wyniku nienaturalnej modyfikacji genetycznej wirusa - pochodzącej z zagranicy.

Chińczycy wprost zarzucają Weekend Australian, że „podręcznik akademicki, który bada bioterroryzm i możliwości wykorzystania wirusów w działaniach wojennych, został zinterpretowany przez Australijczyków jako teoria spiskowa”. Tymczasem według chińskich komentatorów książka ta zawiera dowody, że to zagraniczne laboratoria broni biologicznej z powodzeniem przeniosły wirusa na ssaki oraz pokazała sposoby, w jaki te zwierzęta były później wprowadzane na rynki w południowych Chinach.

Tak więc to nie Chińczycy zaatakowali, ale to oni zostali zaatakowani. Podaje się tu przykład piętnastu zgonów spowodowanych wirusem w Kanadzie, z których trzynaście dotyczyło Chińczyków. Autor książki sugeruje więc, że terroryści za granicą mogli opracować współczesną broń genetyczną do walki z Chinami. Chińczycy wysnuli nawet teorię, że wirus COVID-19 mógł pochodzić z amerykańskiego, wojskowego instytutu badawczego w Fort Detrick - nawołując przy tym do objęcia kontrolą tego rodzaju amerykańskich ośrodków badawczych.

W rzeczywistości, książki doktora Xu Dezhonga nie można znaleźć na Amazonie, podobnie jak i trudno ją zlokalizować w całym Internecie.

Brak dowodów – brak winnych

Ale prawdą jest, że jak na razie nie ma jakichkolwiek dowodów na to, że to chińskie władze stoją za zamierzonym lub niezamierzonym wybuchem pandemii COVID-19. Trudno się zresztą temu dziwić, biorąc pod uwagę brak jawności w Chinach oraz do perfekcji opanowaną przez Chińczyków sztukę dezinformacji.

To właśnie dlatego większość pytań pozostaje bez odpowiedzi, ponieważ by je znaleźć trzeba by działać na miejscu. A na pomoc Chińczyków w tej dziedzinie nie ma co liczyć. Nadal więc oficjalnie uważa się, zresztą zgodnie z opinią Światowej Organizacji Zdrowia WHO (World Health Organisation), że wirus SARS był najprawdopodobniej pochodzenia zwierzęcego i został przeniesiony na ludzi z nietoperzy. Pytania, dlaczego jednak przeniesiono go właśnie w Chinach oraz w momencie, gdy Chiny zwiększyły wysiłki, by stać się największą potęgą gospodarczą na świecie – również pozostają bez odpowiedzi.

„Jeśli chodzi o WHO, wszystkie hipotezy pozostają na stole… Nie znaleźliśmy jeszcze źródła wirusa i musimy nadal prowadzić prace naukowe, aż je znajdziemy”.

Dr Tedros Adhanom Ghebreyesus - Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia

Wiadomo już jednak, że źródłem choroby nie jest targowisko w Wuhan i tego prawdziwego źródła trzeba będzie dopiero poszukać. Żaden z oficjalnych, zagranicznych ośrodków badawczych nie postawił jednak tezy, że wirus został uwolniony z jakiegoś laboratorium – w tym przede wszystkim z Instytutu Wirusologii w Wuhan.

Wpuszczeni tam naukowcy ze Światowej Organizacji Zdrowia mieli stwierdzić, że jest to imponujący i dobrze prowadzony ośrodek badawczy, w którym należycie dba się o zdrowie personelu. Sprawdzili przy tym audyty bezpieczeństwa biologicznego oraz próbki krwi chińskich naukowców, w których nie stwierdzono obecność przeciwciał przeciwko koronawirusowi. Nie odpowiedziano przy tym jednak na pytanie, jak to się stało, że ten dobrze prowadzony ośrodek badawczy nie zdołał ostrzec świata na czas przed pandemią, chociaż jako pierwszy musiał wiedzieć o zagrożeniu.

A przecież specjaliści WHO powinni sobie zdawać sprawę, że ewentualne miejsce tworzenia broni biologicznej zostałoby na pewno bardzo dobrze ukryte i Chińczycy nikogo z zewnątrz tam by nie wpuścili. Tym bardziej że Chiny są sygnatariuszami międzynarodowych porozumień o zakazie prac nad bronią biologiczną. Dodatkowo bardzo trudno jest obecnie ustalić granicę pomiędzy tym, co jest naukowym badaniem (np. nad nową szczepionką), a działaniem, którego celem jest sztuczne wywołanie epidemii.

Szukanie wyjaśnień jest jednak konieczne, ponieważ wirusy SARS jako broń biologiczna okazały się tańsze i skuteczniejsze w destabilizowaniu sytuacji niż wirusy komputerowe. Przed destrukcją wywołaną zamierzonymi działaniami hakerów w czasie cyberataków można się bowiem w dużym stopniu ochronić stosując odpowiednie środki: techniczne, organizacyjne i programowe.

Przy obecnej globalizacji i wirusach chorobowych o czasie ukrywania się większym nawet od dwóch tygodni (jak w przypadku COVID-19), takich zabezpieczeń wprowadzić się po prostu nie da. Nie ma np. sensu zarządzanie zapobiegawczej kwarantanny w odniesieniu do jakiegoś państwa, ponieważ „bojowy” wirus wcale nie musi być uwolniony w kraju, który go stworzył.

Co gorsza Chiny właśnie pokazały, że wskazanie winnych takiej sztucznej epidemii jest praktycznie niemożliwe. Koronawirus wydaje się więc być wprost idealną bronią asymetryczną. Co więcej, epidemia COVID-19 udowodniła, że tak naprawdę nie jesteśmy gotowi, by się przed nią bronić.

I właśnie przed tym ostrzegają Australijczycy. Dlatego ich publikacja powinna być sygnałem dla wszystkich państw, że trzeba się przygotować na kolejną epidemię – być może bardziej zaraźliwą i śmiertelną.

Komentarze