Reklama

Siły zbrojne

Amerykanie przyspieszają prace nad rojami dronów

Start drona ALTIUS-600 ze śmigłowca UH-60 (jeszcze przed rozłożeniem skrzydeł)
Autor. Yuma Proving Ground

Amerykańskie wojska lądowe planują sprawdzić w działaniu rój dronów składający się z aż trzydziestu minisamolotów. Zadanie jest o tyle trudne, że mają ze sobą współdziałać w sposób „inteligentny” bezzałogowce różnych typów i o innych zdolnościach, dodatkowo startujące z różnych miejsc i platform.

Reklama

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Reklama

Próba działania roju dronów ma zostać przeprowadzona w czasie ćwiczenia EDGE 22 (Experimental Demonstration Gateway Exercise 2022), które odbywa się od 25 kwietnia do 12 maja 2022 roku na pustynnym poligonie Dugway Proving Ground w stanie Utah. Amerykańskie wojska lądowe chcąc sprawdzić współdziałanie grupy trzydziestu bezzałogowych statków powietrznych dwóch typów:

-       ALTIUS-600 firmy Area-I;

Reklama

-       Coyote koncernu Raytheon,

Dron ALTIUS-600 w locie po rozłożeniu skrzydeł
Autor. Jose Mejia-Betancourth/CCDC AvMC Technology Development Directorate

Oba drony są zbudowane według podobnej koncepcji, a więc są małymi samolotami (z rozkładającymi się skrzydłami oraz jednym śmigłem pchającym umieszczone z tyłu kadłuba) przystosowanymi do startu z wyrzutni tubowych. Różnica jest tylko w sposobie rozkładania skrzydeł oraz w wielkości – a co za tym idzie: w zasięgu, udźwigu i autonomiczności.

Czytaj też

ALTIUS-600 jest bezzałogowcem cięższym (9,1 kg do 12,3 kg) i większym (o wymiarach: 2,54 m – rozpiętość podwójnie rozłożonych skrzydeł, 1,02 m długość kadłuba i 0,15 m średnica kadłuba). Dron ten może przebywać w powietrzu przez 4 godziny i działać w promieniu 440 km przenosząc ładunek użyteczny o wadze 3,1 kg. Coyote jest lżejszy (5,9 kg) i mniejszy (1,5 m – rozpiętość skrzydeł i 0,91 m długość kadłuba). Dron ten może więc przebywać w powietrzu przez 1 godzinę działając w promieniu 130 km i przenosząc ładunek ważący około 1 kg.

Zadanie w czasie prób na poligonie w Utah skomplikowano dodatkowo poprzez wykorzystanie do startu wyrzutni zamontowanych na różnych statkach powietrznych i pojazdach. Wszystkie tak wystrzelone bezzałogowce, po znalezieniu się w powietrzu, mają sformować największy rój, jaki kiedykolwiek był testowany pod egidą amerykańskich wojskach lądowych.

Dron Coyote z rozłożonymi skrzydłami
Autor. M.Dura

Interaktywny zespół dronów będzie miał później za zadanie przemieścić się i rozpoznać określony obszar oraz na bieżąco przekazywać informacje o wykrytych tam obiektach do operatora kierującego całą operacją. Na podstawie tych danych ma zostać później utworzony rozpoznany obraz sytuacji taktycznej, gotowy do przekazania do połączonych w sieci teleinformatycznej, ćwiczących pododdziałów.

Czytaj też

Jak na razie Amerykanie nie poinformowali, w jakim zakresie mają ze sobą współpracować drony w roju. Zgodnie z definicją bezzałogowce takie mają nie tylko wspólnie wykonywać manewry, w pionie, poziomie i prędkości, ale również „inteligentnie" reagować na zmieniającą się sytuację. Może to np. polegać na dzieleniu się informacją o celach ataku i ich zmienianiu w momencie, gdy te cele już zostaną zniszczone. Może to być też związane z przejmowaniem priorytetowych zadań w momencie, gdy jakiś dron wypadnie z szyku (np. po zestrzeleniu).

Amerykanie poszli jednak dalej i stworzyli rój z różnych bezzałogowców, podczas gdy w rojach owadów, ptaków lub ławicach ryb, skomplikowane manewry są wykonywane przez osobniki jednego gatunku. Jest to bardzo ważne, ponieważ dzięki temu zespół dronów może się dzielić zadaniami, np. przeznaczając jedną grupę bezzałogowych statków powietrznych do rozpoznania, drugą do niszczenia systemów obronnych i trzecią do atakowania pojedynczych pojazdów, a nawet żołnierzy. O takim podejściu świadczy chociażby komunikat, że drony wykorzystane w czasie ćwiczenia EDGE 22 mają posiadać różne sensory: głowice optoelektroniczne działające w podczerwieni oraz odbiorniki rozpoznania radioelektronicznego.

Czytaj też

Amerykanie mogli więc postawić zadanie, by część bezzałogowców namierzała sygnały z systemów elektronicznych i później przekazywała te namiary do innych dronów, identyfikujących promieniujące obiekty oraz w razie konieczności je atakujących. Wszystko to ma być realizowane z jak najmniejszym udziałem człowieka, jeszcze przed przybyciem nad teren działań załogowych statków powietrznych. Co ważne, w momencie przybycia nad dany obszar np. bojowych śmigłowców, będą one miały już przed sobą bardzo dobrze rozpoznany teren, na którym dodatkowo zniszczono lub zakłócono (drony mają być wyposażane w przyszłości również w nadajniki zakłóceń radioelektronicznych) większość najbardziej niebezpiecznych obiektów – w tym systemy przeciwlotnicze oraz radary.

Próby prowadzone przez amerykańskie wojska lądowe nie są jedynymi, jakie organizuje się w Stanach Zjednoczonych. Testy rojów dronów (chociaż mniejszych) były np. Prowadzone przez Agencję Zaawansowanych projektów obronnych DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency) w 2021 roku. Obecnie jednak widoczne jest wyraźne przyśpieszenie.

Być może zostało ono wymuszone wnioskami z dotychczasowego przebiegu wojny w Ukrainie. Amerykanie zdali sobie bowiem sprawę, że w konfliktach zbrojnych z Rosją problemem nie jest walka z nową technologią, ale ilością środków bojowych, jakie trzeba zniszczyć by zatrzymać przeciwnika. Co więcej postępując zgodnie z koncepcją „zero strat" należy działać z jak największej odległości i precyzyjnie (chroniąc życie własnych żołnierzy oraz ludności cywilnej).

Start drona ALTIUS-600 z pojazdu kołowego
Autor. US Army

Niebagatelnym czynnikiem stały się również koszty. Wykorzystanie takich systemów jak Javelin przyniosło oczywiście efekty biorąc np. pod uwagę koszt rakiety i czołgu. Jak się jednak okazało, na Rosji posiadającej tysiące pojazdów nawet utrata kilkuset czołgów nie zrobiła większego wrażenia. Natomiast amerykańskie i brytyjskie zapasy amunicji przeciwpancernej to wyraźnie odczuły.

Czytaj też

Dlatego zajęto się jednym z najtańszych, najefektywniejszych i niewątpliwie najbezpieczniejszym sposobem walki – z wykorzystaniem dronów. Amerykanie doszli najprawdopodobniej do wniosku, że na masę wozów bojowych najlepszym środkiem przeciwdziałania jest masa dronów. Jest to swoisty powrót do koncepcji amunicji kasetowej, z tym że z nadaniem jest „sztucznej inteligencji".

Amerykanie nieprzypadkowo wybrali drony Coyote oraz ALTIUS-600. Po pierwsze minisamoloty tego typu są szybsze i mają większy zasięg od kwadrokopterów.. Po drugo wykorzystano rozwiązania już gotowe do masowej produkcji, a więc tanie jeżeli chodzi o koszt jednej sztuki. Po trzecie Amerykanie mogą przy starcie korzystać z tej samej, wieloprowadnicowej wyrzutni rurowej i różnica w długości bezzałogowców oraz ich średnicy nie stanowi w tym przypadku żadnego problemu. Amerykanie przygotowują się więc być może do stworzenia odpowiednika rosyjskiego systemu ognia salwowego „Grad", z tym że zamiast kilkudziesięciu rakiet w stronę przeciwnika poleciałoby kilkadziesiąt uzbrojonych dronów.

YouTube cover video

Prace można przyśpieszyć, ponieważ mogą się one toczyć równolegle. Z jednej strony można poprawiać oprogramowanie i „sztuczna inteligencję" dronów działających w roju. Z drugiej strony Amerykanie mogą spróbować przerobić dostępne bezzałogowce, tak by można było je było np. odpalać ze standardowych wyrzutni pocisków niekierowanych 122 mm (jak w systemie Grad), czy 70 mm (jak w wielolufowych, lotniczych wyrzutniach pocisków niekierowanych Hydra-70). Wtedy można by było wykorzystywać dostępne powszechnie uzbrojenie, zastępując w nim jedynie rakiety złożonymi dronami.

O rzeczywistych kierunkach rozwoju roju bezzałogowców w Stanach Zjednoczonych przekonamy się na pewno w najbliższym czasie.

Reklama

Komentarze (4)

  1. Gnom

    I to, a nie lasery, są dopiero gwiezdne wojny. Ogromny pas aktywnego rozpoznania, zapewne z możliwością zwalczania wykrytych celów krytycznych. Oj przydałyby się takie cuda Ukraińcom już dziś. W przy tym nawet nawała artyleryjska to marnowanie środków.

    1. Valdore

      @Gnom, jak sadzisz co jest tańsze: pocisk 155mm czy taki Warmate. I co ma większą siłę rażenia? Bo nawet do zwalczania pojazdów amunicja 155mm z podpociskami wypada znacznei lepiej.

    2. wert

      Davienku do zwalczania artylerii dziś możesz użyć skutecznie tylko dronów. ew lotnictwa Artyleria holowana to relikt i mięso armatnie. LPC działa do ok 30 km/h i nie może być za daleko bo z plamki robi się rozlewisko. Czym uderzysz w Uragana czy choćby BM-21. Kontrbateryjnym? Phoenix Ghost to w tej chwili najpilniejsza potrzeba operacyjna

    3. Valdore

      @wert nie masz pojęcia o temacie ,nie zasmiecaj forum trollu.

  2. Piotr Skarga

    Smutne , że PiS robi wszystko by polskie wojsko miało jak najmniej takich systemów. Zablokowanie opcji na 900 szt uzbrojonych Warmate 1, a potem regularne sekowanie WB z kontraktów dla wojska, jedynej polskiej firmy seryjnie produkującej różne drony było nadzwyczaj szkodliwe. Nie jest zdumiewające , że partia rzekomo tak patriotyczna i propolska jak PiS uczynił tyle szkód wojsku? Gdzie zakupy Warmate TL, które mogły być montowane po kilkadziesiąt sztuk na Jelczu, albo na naszych Sokołach czy Mi17? Naprawdę zaskakująca krótkowzroczność MON.

    1. Valdore

      @Piotr Skarga, Warmate wymaga nie dośc że Line of Sight by działać to jeszcze na każdą sztuke musisz miec operatora wiec jakie odpalanie ze śmigłowców?? A co do warmate TL to owszem można odpalic ich od groma naraz ale naprowadzać je będziesz pojedyńczo i ciagle wymagaja LoS.

    2. Vladip

      Nawet jeżeli Warmate wymaga następnych modyfikacji i tak powinniśmy tego mieć po 1 na każdego ruskiego soldata, czyli jakieś 100 tys. w magazynach. Jak pokazała wojna na Ukrainie ilość ma znaczenie.

    3. Valdore

      @Vladip, ilość od czasów IIWŚ pokazała że jedynei daje więcej celów dla bardziej zaawansowanego przeciwnika Rosja ma potezna przewage nad armią ukraińska w ilości i co? Jakoś ani sobie rady nei dają, do tego porządnie obrywają w d...ę A Warmate wymaga na każdą sztuke operatora , ma zasięg do 30km i wymaga Line of Sight do działąnia Co ci ze 100 tys w magazynach jak realnie uzyjesz naraz malutkiego ułamka tej liczby, do tego mając operatorów w zasięgu rosyjskiej artylerii.

  3. "Pułkownik" Michał

    WB Elektronics bodajże na ostatnim MSPO proponowało naszej armii coś podobnego. Widać nasi inżynierzy to światowa czołówka, a nasz MON to beton do którego nic nie dociera. Żeby nie było tak, że teraz pan minister olał wartościową propozycję polskiego przemysłu, a jak swoje rozwiązanie wdrożą Amerykanie to w podskokach się do nich uda kupując z półeczki to co dużo taniej my sami mogliśmy zaprojektować i wdrożyć.

  4. Był czas_3 dekady

    I to jest przyszłość w armiach świata. Takie roje zamienią bardzo drogi sprzęt pancerny w kupę złomu.

Reklama