Reporter Defence24.pl z Kairu: Narasta niezadowolenie z rządów Bractwa Muzułmańskiego

4 marca 2013, 12:02
Wśród postulatów umieszczonych na Placu Wyzwolenia dominują te przeciwko rządom Bractwa Muzułmańskiego - fot. M. Toboła
Za murem powiewa ledwo widoczna flaga amerykańska przy ambasadzie USA w kairskim Garden City. Fotografowanie samego budynku jest surowo zabronione - fot. M. Toboła
Pusty Plac Wyzwolenia (Midan at-Tahrir) to najlepsza ilustracja pesymistycznych nastrojów panujących w społeczeństwie egipskim - fot. M. Toboła (2.03.2013)
Reklama

Jak wynika z moich obserwacji, z rozmów z ludźmi i lektury lokalnej prasy, rządzące w Egipcie Bractwo Muzułmańskie przysparza sobie coraz więcej przeciwników.


Obserwacje te dobrze korespondują z sytuacją, jaka zaistniała już podczas wyborów prezydenckich 2012 roku, w których kandydat Bractwa Muzułmańskiego, Muhammad Mursi wygrał z Ahmedem Shafiqiem postacią kojarzoną z dawnym reżimem nieznaczną różnicą głosów.

Zobacz także: Reporter Defence24.pl z Kairu: Masowe protesty przeciwko islamizacji armii

Protest wobec dominującej opcji islamistycznej ma podłoże zarówno światopoglądowe, polityczne jak i ekonomiczne.

Przeciwko "fraternalizacji" państwa

Opozycja oskarża Bractwo o monopolizację państwa, a niektórzy mówią wręcz o okupacji Egiptu przez tę organizację. Choć to ostatnie stwierdzenie zdaje się być przesadzone, jego orędownicy uzasadniają to tak, że islamiści wykorzystali silny sentyment prostych ludzi do islamu dla własnych politycznych celów, realizując swoją agendę, obsadzając swoimi ludźmi coraz więcej stanowisk. Jeden z tutejszych chrześcijan powiedział mi, że Bractwo po prostu kupiło głosy najuboższych podczas pierwszych post-rewolucyjnych wyborów parlamentarnych oferując im dobra materialne pierwszej potrzeby jak żywność czy leki. Do dziś słychać głosy, że sam proces głosowania nie zawsze przebiegał zgodnie z prawem, tj. gdzieniegdzie dochodziło do fałszerstw czy zastraszania przez zwolenników islamistów.
Na poparcie tezy o okupacji państwa, dziennik al-Masry al-Yawm opublikował raport (przedrukowany potem przez inne tytuły, jak: ash-Shorouq, ad-Dustur, al-Wafd), z którego wynika, że ludzie związani z Bractwem zajmują obecnie 13 tys. stanowisk w administracji publicznej, w tym 54 osoby na najwyższych jej szczeblach. Oprócz prezydenta i rządu, liczby te obejmują 5 gubernatorów, 5 zastępców i 12 doradców gubernatora prowincji / mohafazatów.

Co istotne, ten sam zarzut - okupacji bądź "fraternalizacji" (opanowywania przez Braci Muzułmanów) państwa - kierują w stronę Bractwa ideologicznie bliscy im salafici z partii Nur, która osiągnęła drugi wynik w wyborach parlamentarnych.



Co najmniej tak samo poważne niebezpieczeństwo, jak w przypadku administracji cywilnej, wiąże się z w oczach opozycji, z fraternalizacją egipskich sił zbrojnych. Choć naczelne dowództwo zdecydowanie odrzuca oskarżenia o wspieranie jednej opcji politycznej (w domyśle Bractwa), do dziś zagadką pozostaje łatwość z jaką prezydent Mursi przeprowadził 12 sierpnia 2012 r. zmiany personalne w wojsku, gdy ze stanowiskiem pożegnał się minister obrony Muhammada at-Tantawi i szef sztabu Sami Annan. Nowym ministrem obrony został piastujący ten urząd do dziś, Abd al-Fattah as-Sisi, a szefem sztabu Sidqi Sobhi. Odwołani zostali także dowódcy marynarki, sił powietrznych i obrony powietrznej.

Obecnie skłaniałbym się do tezy, że do powyższych zmian doszło za obopólną zgodą, co miało na celu utrzymanie stanu posiadania, tj. dużej części gospodarki, w rękach wojskowych, w zamian za przesunięcie się na drugi plan egipskiej sceny politycznej. Fraternalizacja wojska, o której mówi opozycja może natomiast następować oddolnie, od szkół wojskowych i niższych oficerów. Abd al-Fattah as-Sisi uznawany jest przez nią za tego, który może pokrzyżować szyki Bractwu.

Poważny kryzys gospodarczy

Jeśli chodzi o gospodarkę, to należy obiektywnie stwierdzić, że jest ona pogrążona w głębokim kryzysie. Niektórzy z moich rozmówców pokusili się nawet o stwierdzenie, że Egipt przechodzi przez najtrudniejszy okres w ostatnim stuleciu.

Choć niewątpliwie przesadzona, opinia ta ma pewne uzasadnienie w rzeczywistości. Głównym problemem, o którym informują tutejsze media jest odpływ zagranicznych inwestycji i turystów oraz niedobór paliw. Powoduje to z jednej strony zwiększenie bezrobocia, a z drugiej wzrost cen podstawowych dóbr.

Jak dowiedziałem się od Mahmuda, kierowcy zawodowego, powszechnym zjawiskiem, oprócz niedoborów paliw, jest tzw. spekulacja.

- Są tacy, którzy kupują całe kanistry benzyny, a następnie sprzedają z przebitką 25%. Oni niszczą ten kraj - wyjaśnił mi Mahmud.

Kurczą się rezerwy dolarowe kraju, a lokalna waluta traci wobec walut zagranicznych co przekłada się na wzrost cen produktów importowanych.

Bezrobocie wśród młodzieży i brak perspektyw jest tak odczuwalne, że nie brakuje głosów, że Mubarak był dużo lepszym prezydentem niż obecny.

- Nasi przyjaciele ginęli na ulicach walcząc o sprawiedliwość społeczną. Wszystko to na marne. Jest gorzej niż za Mubaraka - powiedział mi Ahmed, bezrobotny student uniwersytetu Ain asz-Szams, który prowadzi zbiórkę na rzecz najbiedniejszych i rozprowadza ulotki z treściami anty-rządowymi.

Zobacz także: Protesty w Egipcie - déjà vu?

- Nie mam po co żyć. Chciałbym wyjechać, ale to wymaga pieniędzy. Nie po to ginęliśmy, aby teraz Bractwo zawłaszczało państwo dla siebie - kończy zrezygnowanym tonem.
Nic zatem dziwnego, że odżyły negocjacje Egiptu z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w sprawie udzielenia największemu arabskiemu krajowi kredytu w wysokości 4,8 mld dolarów. To jednak wiąże się z wymogiem zwiększenia wpływów podatkowych i cięcia dopłat do paliw i produktów żywnościowych. Stawia to obecne władze przed nie lada dylematem.

O dramatyzmie sytuacji może świadczyć fakt, że władze Egiptu poważnie rozważają wydzierżawienie za kwotę ok. 200 mld dolarów na 5 lat najważniejszych egipskich zabytków państwom Zatoki (taką propozycję wystosowało ponoć Ministerstwo Finansów - o sprawie pisał między innymi portal Egypt Independent i Yom 7.

Konflikt światopoglądowy 

Konflikt światopoglądowy niewątpliwie istnieje. Trudno jednak dokładnie zdefiniować jego granice. Na pewno, główną opozycję dla Bractwa w tym aspekcie stanowią środowiska liberalne i lewicowe, złożone zarówno z członków mniejszości religijnych (głównie chrześcijan), jak i tych muzułmanów, którzy nie zgadzają się z wizją politycznego islamu reprezentowaną przez Bractwo.

Z tą wizją - czyli islamu rozumianego jako system polityczny - zgadzają się natomiast salafici. W ich opinii, Bractwo jest jednak zbyt modernistyczne i zbyt mało radykalne w implementacji prawa szariatu. Wspólny rdzeń ideologiczny, nie przeszkadza im, jak już wspomniano krytykować Bractwa na innych płaszczyznach.

W takich warunkach, rośnie popularność takich ciał, jak np. platformy partii i grup opozycyjnych - Front Ocalenia Narodowego (Gabhat al-Inqaz al-Watani). Środowisko to, którego liderami są przegrani w wyborach prezydenckich Amr Musa (były sekretarz generalny Ligi Państw Arabskich), Muhammad al-Baradai (noblista, b. dyrektor Międzynarodowej Agencji Energii Atmowej) czy Hamdeen as-Sabahi (lewicowiec i nacjonalista, który osiągnął trzeci wynik wyborów prezydenckich w I ich turze) wezwało do bojkotu wyborów parlamentarnych które mają odbyć się w czterech turach w kwietniu br.

Rola Stanów Zjednoczonych

Pomysł bojkotu wyborów nie podoba się tymczasem przebywającemu z wizytą w Kairze sekretarzowi stanu USA Johnowi Kerremu, który chce kontynuacji procesu demokratyzacji Egiptu, czego wyrazem mają być zbliżające się wybory.

Zarówno opozycja, jak i rządzący starają się dystansować od szefa amerykańskiej dyplomacji, jednakże z trochę innych powodów. Front Ocalenia Narodowego zapowiedział w ostatni piątek, że nie dojdzie do bezpośredniego spotkania z Kerrym. Mimo tych zapowiedzi, w sobotę 2 marca, Kerry spotkał się Amrem Musą i rozmawiał telefoniczne z Muhammadem al-Baradaiem.

To środowisko postrzega Stany Zjednoczone jako państwo, które ignoruje coraz liczniejsze, ich zdaniem, przykłady łamania praw człowieka, w tym praw politycznych przez Bractwo Muzułmańskie, a nawet udziela temu ugrupowanie swoiste błogosławieństwo w postaci dostaw gazu łzawiącego za ponad 140 milionów funtów egipskich, czy kolejnej partii samolotów wielozadaniowych F-16.

Zobacz także: Egipt jednak otrzyma następne F-16



Z drugiej strony, wiceprzewodniczący partii Wolność i Sprawiedliwość (kontrolowanej przez Bractwo), Essam al-Erian w wypowiedzi udzielonej dziennikowi al-Watan stwierdził, że "to, co powie Kerry, to jego własna opinia, której nie musi brać pod uwagę naród egipski".

Sam Kerry również nie chce pokazywać przywiązania do jednej opcji politycznej. Dlatego też rozpoczął wizytę od spotkania, zarówno z opozycjonistami, obecnym ministrem spraw zagranicznych Muhammadem Kamelem Amrem, a także biznesmenami.

Kerry mówił głównie o gospodarce. Jego zdaniem liderzy polityczni powinni usiąść do wspólnych obrad i osiągnąć jak najszybszy konsensus w sprawie bolesnych, choć koniecznych jego zdaniem, reform gospodarczych, tak aby było możliwe udzielenie wspomnianego miliardowego kredytu z MFW.

W drugim dniu wizyty, amerykański sekretarz stanu spotka się, m.in. z prezydentem Mursim.

Wizyta Kerrego nie spotyka się jednak z większym zainteresowaniem zwykłych Egipcjan. Wyjątkiem są tu niektóre organizacje, jak np. "Um, Ya Masry" - "powstań Egipcjaninie", które protestowały przed ministerstwem zagranicznym, paląc portrety Johna Kerrego i Muhammada Mursiego.

Obrazuje to doskonale marazm w jakim znalazło się egipskie społeczeństwo po rewolucji 25 lutego 2011 roku i rozczarowanie, które ona przyniosła. Niech ilustracją tego będzie niemal pusty Plac Wyzwolenia, gdzie z dawnego zapału i woli buntu, nie zostało prawie nic.

Marcin Toboła
Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 0
Reklama
No results found.
Tweets Defence24