Przemysł Zbrojeniowy

Europejski czołg nowej generacji się oddala. Wilk impulsem dla pancernego przemysłu

Czołg K2 na targach ADEX 2019, prezentowany szefowi Sztabu Generalnego. Fot. SGWP/Twitter.
Czołg K2 na targach ADEX 2019, prezentowany szefowi Sztabu Generalnego. Fot. SGWP/Twitter.

Zgodnie z ostatnimi deklaracjami europejski czołg nowej generacji, opracowywany przez Niemcy i Francję, wejdzie do służby najprawdopodobniej dopiero za 15-20 lat. Polska potrzebuje nowych wozów w programie Wilk znacznie wcześniej, aby rozpocząć zastępowanie czołgów rodziny T-72. Szybka realizacja tego wartego kilkadziesiąt miliardów złotych programu z wiodącą rolą polskiej zbrojeniówki jest niezbędna, by utrzymać i rozwinąć potencjał przedsiębiorstw specjalizujących się w sektorze pancernym.

Program czołgu nowej generacji, rozwijany przez Niemcy i Francję pod kryptonimem Main Ground Combat System (MGCS), to jeden z największych europejskich projektów zbrojeniowych, obok myśliwca nowej generacji Future Combat Air System (FCAS). W założeniu w ramach projektu MGCS ma zostać opracowany przyszłościowy wóz bojowy, który zastąpi wozy Leopard 2 i Leclerc, używane przez Niemcy i Francję.

Od dłuższego czasu zainteresowanie programem europejskiego czołgu wykazuje także Polska. Mówił o tym choćby szef MON Mariusz Błaszczak, przy okazji rozmów z minister obrony Niemiec Annegret Kramp-Karrenbauer. Minister apelował o włączenie tego programu do ram stałej współpracy strukturalnej PESCO (co mogłoby dać korzystniejsze podstawy do udziału polskiego przemysłu), jak i o przyspieszenie tego projektu.

Rozmowy dotyczące ewentualnego udziału Polski w programie czołgu nowej generacji prowadzone są, zarówno na poziomie wojskowym jak i przemysłowym, co najmniej od 2016 roku. Jednocześnie w MON od pewnego czasu trwają analizy dotyczące projektu czołgu nowej generacji o kryptonimie Wilk, został on wpisany do nowego Planu Modernizacji Technicznej do 2035 roku jako jeden z priorytetów.

Ostatnie informacje wskazują jednak, że nowy europejski czołg może wejść do linii dopiero po 2035 roku. Jak donosi Defense News, powołując się na „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, Francja i Niemcy doszły do porozumienia w sprawie podziału pracy przy nowym pojeździe. Nexter miałby otrzymać 50 proc., podczas gdy niemieckie KMW i Rheinmetall – po 25 proc. „FAZ” pisze też, że nowy czołg miałby wejść do służby w Bundeswehrze i innych siłach zbrojnych krajów europejskich „prawdopodobnie od 2038 roku”.

Tak długa perspektywa czasowa oznacza, że wprowadzenie większej liczby pojazdów MGCS będzie możliwe dopiero za około dwie dekady. Oczywiście, prace nad tym systemem są na wstępnym etapie, i harmonogram może ulec zmianie. Jednakże, MGCS powstaje w państwach, których siły pancerne oparte są na czołgach tzw. III generacji, takich jak Leopard 2 i Leclerc.

Francuskie czołgi Leclerc, które mają być zastąpione przez MGCS, są wciąż modernizowane. Fot. Andrzej Hładij / Defence24.pl.
Francuskie czołgi Leclerc, które mają być zastąpione przez MGCS, są wciąż modernizowane. Fot. Andrzej Hładij / Defence24.pl.

Obie te platformy przechodzą modernizacje – niemieckie Leopardy są stopniowo ulepszane do wersji 2A7V, natomiast czołgi francuskie – w programie Scorpion, a ich potencjał modernizacyjny nie jest wyczerpany. Dzięki temu – w zaawansowanych wersjach – będą mogły służyć prawdopodobnie jeszcze po 2030 roku. Sam MGCS ma być pojazdem generacyjnie nowym, cechującym się m.in. zwiększonymi możliwościami współpracy z systemami bezzałogowymi. Otwarte jest pytanie o uzgodnienie wymagań dla nowego czołgu - pojawiają się informacje o rozbieżnościach w tym zakresie.

Polska jest w innej sytuacji, niż Niemcy i Francja. Ma dużo większe wojska pancerne, liczniejsze niż połączone siły Paryża i Berlina, ale oparte w większości o generacyjnie starsze platformy. Wojsko Polskie ma według dostępnych informacji dysponować około 800 czołgami, z których ok. 550 to T-72 i PT-91, a niecałe 250 – Leopardy 2A4/2A5/2PL. Z kolei Berlin planuje dysponować około 320 czołgami, Paryż – 200 lub nieco więcej. 

Biorąc pod uwagę czas potrzebny na wprowadzenie większej liczby nowych wozów, jak i pilną potrzebę zastąpienia czołgów rodziny T-72, Polska może być skłonna do pozyskania w programie Wilk innej konstrukcji. Podana przez „FAZ” data wykracza przecież nawet poza perspektywę przyjętego niedawno Planu Modernizacji Technicznej. Program Wilk został w nim ujęty i ma być realizowany przed 2035 rokiem, Wojsko Polskie jest mocno zainteresowane szybszym pozyskaniem nowego czołgu. Takie rozwiązanie byłoby pożądane, czy wręcz konieczne również z perspektywy polskiego przemysłu obronnego.

Czołg PT-91 Twardy. Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl.
Czołg PT-91 Twardy. Fot. Mirosław Mróz/Defence24.pl.

Polska ma wciąż silną i rozbudowaną bazę przemysłową, skupioną w zakresie technologii wozów bojowych przede wszystkim (choć nie tylko) wokół spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej. To między innymi zakłady Bumar-Łabędy, będące tradycyjnie producentem i integratorem czołgów podstawowych, poznańskie Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne rozwijające swoje zdolności produkcyjne, remontowe i modernizacyjne, jak i Centrum Zespołów Napędowych, które może grać kluczową rolę w produkcji systemów power-pack dla nowych pojazdów.

Dziś skupiają się one na modyfikacjach lub modernizacjach posiadanych wozów – w tym sprzętu posowieckiego. To ważny kierunek, który zapewnia utrzymanie zdolności i powinien być dalej rozwijany, tym bardziej że wprowadzenie nowego sprzętu, zwłaszcza do tak licznych formacji, jak Wojska Pancerne i Zmechanizowane, jest z zasady czasochłonne. Obecnie Bumar-Łabędy realizuje program remontów i modyfikacji czołgów T-72, oraz znacznie opóźniony – częściowo z powodów niezależnych od polskiego przemysłu – program modernizacji czołgów Leopard 2A4 do standardu 2PL. Z kolei w WZM powstało centrum serwisowe dla czołgów Leopard 2A5. Spółka oferuje też zaprezentowaną w Kielcach modernizację wozu BWP-1, jako rozwiązanie pomostowe do czasu pełnego wprowadzenia BWP Borsuk. Te ostatnie trafią przecież nie tylko do istniejących jednostek, ale też do 18. Dywizji Zmechanizowanej, stąd ich wprowadzanie będzie rozłożone w czasie.

Modernizacja proponowana przez WZM obejmuje np. podwyższenie kadłuba i instalację zdalnie sterowanego modułu uzbrojenia, a także głęboką modernizację układu napędowego. Fot. Mateusz Zielonka/Defence24.pl
Modernizacja proponowana przez WZM obejmuje np. podwyższenie kadłuba i instalację zdalnie sterowanego modułu uzbrojenia, a także głęboką modernizację układu napędowego. Fot. Mateusz Zielonka/Defence24.pl

Zaangażowanie w nowy program, w którym polski przemysł powinien pełnić rolę lidera, może jednak stanowić koło zamachowe dla tych przedsiębiorstw i zarazem ostatnią szansę na utrzymanie tak szerokiej bazy, a w efekcie – dużej autonomii w opracowaniu, produkcji i dalszej eksploatacji czołgów. Programy produkcji i integracji całkiem nowych platform mają nieco inną specyfikę, niż projekty modernizacyjne. Dziś można je jeszcze utrzymać, ale gdyby na nowy czołg czekać dwie dekady, zostaną one bezpowrotnie utracone. Niezbędne są więc szybkie decyzje.

W kooperację związaną z nowym czołgiem może też zostać zaangażowanych szereg innych firm, jak choćby PCO, HSW z rozbudowaną lufownią, czy spółki zajmujące się produkcją systemów łączności – zarówno państwowe, jak i prywatne, np. WB Electronics. Warto wyraźnie podkreślić, że realizacja programu Wilk przy wiodącej roli przemysłu – czyli budowa w Polsce generacyjnie nowego czołgu - może ułatwić zaangażowanie w inne projekty w dalszej przyszłości, również te o dużym stopniu skomplikowania, a takim z pewnością będzie europejski czołg nowej generacji.

Jeśli nie MGCS, to co?

Zakładając, że program MGCS zakończy się wdrożeniem nowego czołgu do służby po 2035 roku, warto zastanowić się nad alternatywami. W praktyce może to być między innymi pozyskanie i transfer technologii istniejącej platformy pancernej, takiej jak na przykład Leopard 2A7 czy koreański K-2. To nowa konstrukcja, wprowadzona do służby kilka lat temu. Charakteryzuje ją trzyosobowa załoga, wóz jest ciągle rozwijany. Pierwsza partia dysponowała niemieckim silnikiem i układem przeniesienia mocy, druga – właśnie dostarczana – ma natomiast koreański silnik, połączony z niemieckim układem przeniesienia mocy. Producent czołgu, Hyundai Rotem promuje wraz ze spółką H. Cegielski-Poznań na polskim rynku czołg K-2PL, dostosowany do specyficznych wymogów Sił Zbrojnych RP i opracowany z wykorzystaniem polskich komponentów.

Z czołgiem K-2 zapoznał się niedawno podczas wizyty w Republice Korei szef Sztabu Generalnego Rajmund Andrzejczak. Generał odwiedził stoisko na targach ADEX 2019, gdzie prezentowano ten pojazd, ale też 20. Dywizję Zmechanizowaną wyposażoną w K-2. Jej żołnierze zademonstrowali strzelania z czołgu.

W trakcie rozmów w Korei Południowej generał Andrzejczak spotkał się też z ministrem koreańskiej Agencji Zarządzania Programami Obronnymi. Mówił m.in. o zdolnościach Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Możliwe są również inne rozwiązania oparte o własne prace badawczo-rozwojowe, także w połączeniu z transferem technologii od partnerów zagranicznych. O tej kwestii mówił w rozmowie z Defence24.pl wiceprezes PGZ Sebastian Chwałek: „Udział Polski w paneuropejskim lub międzynarodowym projekcie budowy czołgu nowej generacji nie zwalnia polskiego przemysłu z zaproponowania rozwiązania, które będzie bardziej realistyczne czasowo. Zdajemy sobie sprawę, że planowany francusko-niemiecki czołg nowej generacji to perspektywa co najmniej kilkunastu lat lub dłuższej. (…) Można oczywiście dokonać tego przez zakup licencji. W takim wypadku nowy czołg można zbudować na bazie gotowych, istniejących rozwiązań i dokonać ich maksymalnej polonizacji. Prowadzimy rozmowy zarówno z producentami kompletnych pojazdów, jak i ich poszczególnych elementów. Uzyskanie takiej licencji jest jak najbardziej w naszym zasięgu. Można także wybrać rozwiązanie maksymalne, czyli zbudowanie całego rozwiązania od początku. Z naszej perspektywy najlepszym wyborem byłoby zaprojektowanie i zorganizowanie lwiej części produkcji w kraju. Istnieje też rozwiązanie pośrednie”.

W PGZ i spółkach prowadzone są prace koncepcyjne, dotyczące zaangażowania poszczególnych firm przy programie Wilk i przedstawienia przez nie własnych rozwiązań dla Wilka. Należy podkreślić, że prowadzenie w kraju prac rozwojowych – równolegle z zabieganiem o współpracę międzynarodową – może zaowocować gotowością do wprowadzenia w nowej platformie większej liczby opracowanych elementów, czy wreszcie zachowaniem możliwości do pełnienia roli samodzielnego integratora i przejęcia odpowiedzialności za dalszy rozwój. Jest więc niezbędne, nawet jeśli zakładamy udział partnera zagranicznego. W dalszej perspektywie utrzymanie ciągłości pracy zespołów konstruktorskich jest kluczowe, by móc uczestniczyć w większych projektach B+R. A jej brak – podobnie jak w wypadku produkcji – może prowadzić do utraty kompetencji i braku możliwości realnego zaangażowania w większe projekty (takie jak MGCS) w dalszej przyszłości.

W projekcie czołgu nowej generacji kwestia wiodącej roli polskiego przemysłu ma więc szczególne znaczenie. Koszty programu Wilk to dziesiątki miliardów złotych, tylko jeśli chodzi o sam zakup czołgów. Dość powiedzieć, że w jednym z raportów, wydanym w grudniu 2017 roku, resort obrony Niemiec oszacował koszt nowego Leoparda 2A7+ na 13-15 mln euro, czyli od 55 do 64 mln złotych. Przyjmując tą kwotę jako wiarygodny szacunek można obliczyć, że koszt 550 czołgów, potrzebnych do zastąpienia T-72/PT-91 to 30 do 35 mld złotych, a 800 wozów może kosztować nawet 50 mld złotych.

image
Fot. st. szer. Dawid Sofiński, szer. Adrian Staszewski via 15gbz.wp.mil.pl

Co więcej, tak nowoczesne platformy będą wymagały również rozwiniętego wsparcia eksploatacji w cyklu życia, którego koszt w ciągu ok. 30 lat prawdopodobnie przewyższy nakłady skierowane na zakup pojazdów. Niezależnie od przyjętego wariantu postępowania w programie Wilk – zabezpieczenie własnych kompetencji produkcyjnych i wsparcia jest kwestią kluczową. Zarówno ze względów ekonomicznych, bezpieczeństwa dostaw, jak i z uwagi na konieczność utrzymania i rozwoju kompetencji w zakresie czołgów podstawowych w polskim przemyśle.

Zarówno program Wilk, jak i MGCS są obecnie na wstępnym etapie i wiele może się zmienić w obu tych projektach, także harmonogram tego ostatniego. Wprowadzenie na uzbrojenie „dojrzałej” platformy (czy to produkowanej na licencji, czy z istniejących komponentów) nie tylko nie stoi jednak w sprzeczności z zabiegami o udział  Polski w perspektywicznym programie MGCS, ale wręcz może pomóc w ich realizacji. Po przeprowadzeniu programu Wilk polski przemysł mógłby zyskać nowe kompetencje do szerszego udziału w projekcie europejskiego czołgu, czy do implementacji niektórych proponowanych w nim rozwiązań na wcześniej wyprodukowanych wozach. Możliwe są też inne kierunki współpracy przy opracowaniu całkiem nowego czołgu, taką propozycję złożył Polsce również koncern Leonardo, który prowadzi wstępne prace nad następcą czołgu C-1 Ariete dla włoskich sił zbrojnych.

Projekt czołgu nowej generacji Wilk, podobnie jak program europejskiego „czołgu przyszłości”, to jedno z największych przedsięwzięć modernizacyjnych Sił Zbrojnych RP. Wśród innych wielomiliardowych projektów wyróżnia się tym, że rolę lidera może objąć polski przemysł. To jednak wymaga skoordynowanego zaangażowania na wszystkich szczeblach – politycznym, wojskowym i przemysłowym. Doświadczenia z innych programów, również realizowanych przez inne państwa pokazują, że choć uzyskanie realnego transferu technologii jest może w pierwszym momencie wydawać się trudniejsze niż zakup „z półki”, to w perspektywie jest dużo korzystniejsze, zwłaszcza gdy dysponuje się tak rozwiniętą bazą jak Polska. A sprzęt kupiony od zewnętrznego producenta bez adekwatnego programu przemysłowego może być trudny w utrzymaniu, nie mówiąc już o modernizacji. Jest więc o co walczyć.

Wiele wskazuje na to, że Polska będzie dążyć do wprowadzenia nowych czołgów jeszcze przed wdrożeniem francusko-niemieckiego projektu MGCS - po to, aby rozpocząć zastępowanie T-72 i Twardych. Proces ich wycofywania i zastępowania powinien przecież się rozpocząć znacznie wcześniej, niż w drugiej połowie lat 30-tych obecnego wieku. Program Wilk stanowi w tym kontekście szansę na rozwój Wojsk Pancernych, ale i przemysłu. Dziesiątki miliardów złotych wydane na nowe czołgi powinny wesprzeć krajową gospodarkę i bazę technologiczną. Jeśli zostanie odpowiednio poprowadzony, może wynieść kompetencje zbrojeniówki na nowy poziom i zwiększyć jej szanse konkurowania na rynkach w przyszłości, natomiast niewystarczające zaangażowanie przemysłu groziłoby trwałą utratą kompetencji i brakiem suwerenności eksploatacyjnej dla nowych czołgów.

Komentarze