Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Eurofighter zamiast F-35? Głos Business Centre Club

Typhoon F-35
Autor. Crown Copyright

Business Centre Club wysłał list otwarty (odezwę) do najważniejszych osób w państwie, w którym nawołuje do jawnej debaty na temat zakupu samolotów do dwóch dodatkowych eskadr bojowych. Podważa się w nim sens dokupienia F-35 i wprost wskazuje konstrukcję, która miałaby zostać kupiona zamiast niego. Jakie są argumenty?

Na wstępie odezwy przyznano, że zakup pierwszych dwóch eskadr F-35A był sensowny, a „Siły Powietrzne potrzebowały samolotów piątej generacji”. Jednocześnie stwierdzono, że sam proces zakupowy skłania do refleksji na temat sposobu dokonania tej transakcji i w przyszłości podobne przedsięwzięcia powinny się odbywać w inny sposób.

Reklama

Jest to zapewne nawiązanie do arbitralnej decyzji o zakupie 32 F-35A, która została podjęta w 2019 roku. Przypomnijmy, że po wypadkach i katastrofie z udziałem polskich MiG-ów-29 pojawiła się pilna potrzeba zakupu ich następcy. Wybór Ministerstwa Obrony Narodowej padł wówczas na F-35A. Było to wówczas nieco szokujące, biorąc pod uwagę wybór bardzo ambitnego i zaawansowanego technicznie (na owe czasy) sprzętu.

F-35 był jednak już wcześniej wymieniany jako polski „samolot przyszłości”. Polska wskazała go wstępnie wraz z wyborem F-16 w 2003 roku. F-35A to bowiem w prostej linii następca tej maszyny. W lutym 2014 roku oficjalnie wskazano, że posowieckie samoloty MiG-29 i Su-22 (wówczas wchodzące w skład łącznie czterech eskadr) w przyszłości zostaną zastąpione przez cztery eskadry, czyli 64 maszyny F-35.

Zakup 32 F-35A przez MON w styczniu 2020 roku był więc realizacją pierwszej połowy tego planu. Warto dodać, że wcześniej rozważane były tańsze alternatywy, głównie w postaci używanych F-16. Takie rozwiązanie oceniono jednak jako nieopłacalne, m.in. po konsultacjach w idącej taką drogą Rumunii.

Zakup drugiej transzy 32 F-35 byłby więc jednocześnie realizacją drugiej połowy planu ogłoszonego w 2014 roku. Business Centre Club uważa jednak, że taka kontynuacja byłaby błędem zarówno „pod względem wojskowym, jak i gospodarczym”.

Reklama

Argumentacja techniczna

Zdaniem BCC „żadna armia świata nie buduje bowiem swoich sił powietrznych wokół jednego typu maszyny”. Jest to stwierdzenie kuriozalne. W Europie na pojedynczy typ samolotu bojowego postawiło dzisiaj wiele państw i typem tym jest najczęściej F-35A Lightning II. Są to zarówno państwa znajdujące się w bezpiecznym centrum Europy, czyli Belgia, Holandia i Czechy, jak i państwa bezpośrednio graniczące z Rosją i przez nią zagrożone, czyli Norwegia, Dania, a nawet Finlandia.

Zdaniem autorów odezwy optymalna powinna być nie flota oparta na jednym samolocie (F-35), ale flota mieszana, łącząca „zdolności stealth F-35 z kinematyką i liczbą rakiet samolotu przewagi powietrznej, jakim jest Eurofighter”. Ma to dawać „większą swobodę racjonalnego użycia i odporność na wyczerpanie zasobów środków bojowych oraz większą elastyczność operacyjną niż 64 maszyny tego samego typu”.

Argumenty są tu tutaj nie do końca trafione. Owszem, Eurofighter dysponuje silniejszym zespołem napędowym, a co za tym idzie, lepszą kinematyką niż F-35. Typhoon może przenosić też o 700 kg więcej uzbrojenia niż F-35, jest to jednak różnica procentowo niewielka (8,3 tony vs. 9 ton). Co więcej, „większą liczbę rakiet” przenosić może nie Eurofighter, ale właśnie F-35A. Ten ostatni w trybie „bestia” (z zewnętrznymi podwieszeniami, ignorując cechy stealth) ma bowiem 14 punktów podwieszeń na uzbrojenie. Natomiast Eurofighter: 13.

Co do zalet związanych z kinematyką (prędkość, przyspieszenia), zdania są również podzielone. Wielu ekspertów lotniczych uważa, że cechy stealth i wysokiej klasy sensory sprawiają, że F-35 wyrównuje tym swój nie najwyższy pułap operacyjny (różnica wynosi 1750 m: 15 km vs 16,75 km). Innymi słowy F-35 w trybie stealth może zbliżyć się niepostrzeżenie do samolotu będącego wyżej i zaatakować go, zanim ten zorientuje się, co się dzieje, pomimo przewagi wysokości.

To F-35 jest więc maszyną niezwykle elastyczną, jeżeli chodzi o wykorzystanie. Może bowiem działać w trybie stealth jako maszyna rozpoznawcza, element sieci dowodzenia, samolot przełamujący obronę powietrzną przeciwnika i swobodnie działający we własnej przestrzeni, albo w trybie „bestia”, jako typowa „ciężarówka z uzbrojeniem”.

Warto też dodać, że F-35 jest maszyną wplecioną w całą architekturę systemu obronnego budowanego przez Polskę. Jest elementem i przekaźnikiem danych do kupionego przez Polskę systemu dowodzenia IBCS. Może czerpać z niego informacje, ale także zasilać go danymi zbieranymi w czasie misji rozpoznawczych w trybie stealth.

Niebagatelną cechą F-35A jest też jego zdolnośc do przenoszenia bomb z taktycznymi ładunkami nuklearnymi. A zatem zakup większej liczby tych samolotów zwiększa potencjalne możliwości Polski jeżeli chodzi o udział w nuclear sharing. Eurofighter Typhoon nie może przenosić broni jądrowej w ogóle. I jest to powód, dla którego samoloty w wersji A zakupiły Niemcy i Wielka Brytania.

Reklama

Struktury

Lansowany w odezwie pogląd, że wiele państw w Europie wykorzystuje duet F-35 plus Eurofighter, to oczywiście prawda. Warto jednak zauważyć, że są to wyłącznie państwa, które Eurofightera produkują: Włochy, Niemcy i Wielka Brytania. Wyjątkiem jest Hiszpania, która dzisiaj stawia wyłącznie na kupno Eurofighterów, a F-35 odrzuciła ze względów politycznych – wbrew własnym dowódcom wojskowym. Można z tego wysnuć wniosek, że Eurofightery są kupowane w dużej mierze ze względów gospodarczych i politycznych (na użytek polityki wewnętrznej). Natomiast państwa europejskie nieuwikłane w konsorcjum Eurofighter stawiają na pojedynczą platformę lotniczą:

  • Belgia, Norwegia, Czechy, Dania, Holandia, Finlandia: F-35
  • Rumunia: F-16AM/BM jako typ przejściowy, potem tylko F-35
  • Słowacja, Bułgaria: F-16
  • Chorwacja, Francja: Rafale

Wyjątkiem jest tutaj Grecja inwestująca w modernizację F-16 i duet Rafale plus F-35. Tutaj jednak ten dualizm wynika nie z potrzeby posiadania samolotu stealth i samolotu przewagi powietrznej (szczególnie że Rafale to samolot wielozadaniowy). Chodzi tu o możliwość ustawienia w dowolny sposób systemów IFF w samolotach francuskich i możliwość identyfikowania maszyn tureckich nie jako sojuszników, ale np. przeciwników.

Wyjątkiem jest też oczywiście Polska, która ma flotę F-16 i buduje flotę FA-50 (samoloty wielozadaniowe 4. generacji), a obecnie rozbudowuje flotę o samolotów stealth, czyli F-35. Widać tutaj zamysł posiadania w miarę jednolitej floty samolotów 4. generacji plus generacji piątej.

Dorzucenie do tej mieszanki dodatkowego typu samolotu, niezależnie od tego, czy będzie to F-15EX, czy Eurofighter, zburzy ten porządek. Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, wywoła to również „logistyczny koszmar”.

Reklama

Aspekt gospodarczy i długofalowy

Oczywiście aspekt gospodarczy jest bardzo istotny i rzeczywiście jest silnym argumentem w odezwie BCC. Jak wskazują jej autorzy, zakup Eurofightera otwiera drogę do programu samolotu 6. generacji GCAP na bardziej partnerskich zasadach. Możliwe jest też sfinansowanie tego zakupu przy pomocy środków z drugiej fali SAFE. Podnosi się też argument, że zakup Eurofightera szedłby w parze z budową kompetencji przemysłowych w Polsce. Postulowane jest „formalne otwarcie rozmów przemysłowych z konsorcjum Eurofighter, które już dziś deklaruje gotowość lokowania w Polsce produkcji komponentów i udziału w programach rozwojowych”.

Argumentacja związana z szansą odbudowy potencjału polskiego przemysłu lotniczego wydaje się tutaj najbardziej trafna – bardziej niż skomentowane przez nas wyżej argumenty techniczne. Pytanie brzmi jednak, gdzie taka rozbudowa polskich kompetencji miałaby się odbywać? W oparciu o które zakłady? WZL nr 2, gdzie obecnie rozwijane są kompetencje w zakresie obsługi F-16 i transportowych C-130? Być może. Wymagałoby to jednak kolejnej rewolucji.

Pytaniem, którego nie można pominąć, jest także czas, w jakim Polska mogłaby wejść w posiadanie 32 Eurofighterów. Obecnie produkowanych jest około 15 takich samolotów rocznie. W przypadku F-35 liczba ta oscyluje wokół 150. A zagrożenie ewentualną wojną to kwestia kilku najbliższych lat, a nie odległa przyszłość. Przyszłość, w której, dodajmy, Eurofighter znacznie szybciej stanie się przestarzały niż F-35.

Należałoby więc postawić podstawowe pytanie. W jakim celu Polska ma kupić dodatkowe dwie eskadry samolotów. Po to by podnieść swoje zdolności wojskowe i bezpieczeństwo. Czy po to, żeby budować przemysł i zaangażować się w program samolotu 4 generacji. Oczywiście nie chodzi też aby kwestie przemysłowe ignorować. Przeciwnie, na amerykańskiego producenta F-35, firmę Lockheed Martin, należy wywierać presję i ewentualnego drugiego zakupu dokonać na innych warunkach niż dokonanego bezwarunkowo zakupu pierwszego. Np. pozyskując kompetencję polskiego przemysłu do prac przy tych maszynach, lub nawet produkcji niektórych podzespołów do nich.

Reklama

Zobacz również

Reklama