Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Wielka Ukraina, ale bez Polski

Mapa Wielkiej Ukrainy w sztabie 3. Korpusu
Mapa Wielkiej Ukrainy w sztabie 3. Korpusu
Autor. Trzeci Korpus Azow

Ukraińscy nacjonaliści z Korpusu Azow pokazali mapę przedstawiającą tzw. „Wielką Ukrainę”. W polskich mediach społecznościowych podniosła się wrzawa. Czy słusznie?

Na telegramowych kanałach 3. Korpusu Azow pojawiła się relacja fotograficzna z wizyty nowego szefa Sztabu Generalnego Ukrainy Jewhenija Chmary. Nowy naczelny dowódca spotkał się z dowódcą Korpusu Azow Andrijem Biłeckim oraz wręczył wyróżnienia i nagrody wybranym żołnierzom „Azowa”. Nie to jednak przykuło największą uwagę obserwatorów.

Tym, co wywołało kontrowersje w sieciach społecznościowych, była mapa, na tle której odbyła się ceremonia. Przedstawiała ona Ukrainę w granicach koncepcji tzw. Wielkiej Ukrainy. To nacjonalistyczna i geopolityczna idea zjednoczenia w ramach jednego państwa wszystkich terytoriów uważanych za historycznie lub etnicznie ukraińskie. Koncepcja ta powstała na przełomie XIX i XX wieku. Obecnie nie odzwierciedla ona oficjalnej polityki zagranicznej Kijowa, lecz bywa wykorzystywana przez radykalne ugrupowania nacjonalistyczne oraz w celach propagandowych. Zgodnie z tą ideą granice współczesnej Ukrainy powinny zostać rozszerzone o obszary sąsiednich państw, które na przestrzeni wieków były zamieszkiwane przez ludność ukraińskojęzyczną bądź rusińską. Roszczenia dotyczą terytoriów Rosji, Białorusi, Polski, Słowacji, Mołdawii oraz Rumunii.

Ukraińskie roszczenia słusznie budzą kontrowersje, jednak na wspomnianej mapie jest pewien niuans.

Z nałożenia mapy Azowa na mapy serwisu Google Maps wynika, że o ile mapa przedstawia roszczenia w stosunku do Rosji i Białorusi, o tyle kontury granicy zachodniej Ukrainy pokrywają się z obecną linią demarkacyjną. Czy to celowy zabieg? Nie wiadomo.

Co ciekawe, sformułowanie „Od Sanu aż do Donu” jako określenie granic Ukrainy pojawiło się w pierwowzorze ukraińskiego hymnu „Szcze ne wmerła Ukrainy”, który został skomponowany przez Pawła Czubynskiego w 1863 roku. Oryginalny fragment brzmi „Станем, браття, в бій кривавий від Сяну до Дону” (pol. Staniemy, bracia, do krwawego boju od Sanu do Donu). Nie jest zatem nowością, że część środowisk nacjonalistycznych na Ukrainie traktuje polskie ziemie jako rdzennie ukraińskie.

Reklama

Z jakiegoś powodu nacjonaliści z Azowa, tworząc swoją mapę, nie chcieli najwidoczniej zaostrzać konfliktu terytorialnego z państwami, z którymi wojny nie prowadzą. Niemniej jednak trzeba pamiętać, że środowisk nacjonalistów na Ukrainie jest sporo, każde z inną agendą i swoimi pomysłami na przyszłą Ukrainę. Nie tylko Ukraińcy lubują się w mapach nierzeczywistego kształtu swoich granic. W czasach rządów Wiktora Orbána na Węgrzech często dało się dostrzec mapy Wielkich Węgier, czyli państwa węgierskiego sprzed Traktatu z Trianon, traktowanego przez Węgrów jako upokorzenie.

Mapa "Wielkiej Ukrainy"
Mapa "Wielkiej Ukrainy" w jej rzeczywistych granicach. Na zachodzie widać roszczenie wobec Polski do linii rzeki San.
Autor. Ukraina

Teraz mapa Azowa jest kolportowana przez środowiska prorosyjskie i antyukraińskie, które mają jeszcze bardziej wzniecić podziały pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Mapa Azowa jest jednak dowodem, że o ile w stosunku do Rosjan czują uzasadnioną nienawiść, o tyle do swoich zachodnich sąsiadów, w tym Polaków, nie żywią ostentacyjnej chęci rewizji granic.

Zobacz również

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować