- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
- KOMENTARZ
Prawica za obowiązkowymi szkoleniami wojskowymi w Polsce [KOMENTARZ]
Autor. st. szer. Tomasz Łomakin / 12. Brygada Zmechanizowana
Od Rozwoju Plus, przez Prawo i Sprawiedliwość, po Konfederację powraca pomysł powszechnego przygotowania wojskowego. Prawa strona sceny politycznej w Polsce, znajdująca się w opozycji, podjęła w ostatnim czasie temat niezwykle trudny, jakim jest potencjalny powrót obowiązkowej służby lub szeroko rozumianych szkoleń. Choć nie wypracowały wspólnego stanowiska, to charakterystyczny jest fakt, że dyskusja na ten temat toczy się obecnie głównie w środowisku prawicy.
Koncepcje prawicy: różne wizje, zbliżony cel
Rozwój Plus: trzy miesiące i armia w 85 proc. rezerwowa
Jako pierwsze spośród wymienionych swoją koncepcję przedstawiło stronnictwo Mateusza Morawieckiego. Punktem wyjścia jest założenie, że Polska powinna odejść od modelu, w którym zasadniczym miernikiem bezpieczeństwa jest liczba żołnierzy zawodowych. Autorzy chcą, aby 85 proc. potencjału osobowego Sił Zbrojnych RP stanowili rezerwiści, a 15 proc. żołnierze zawodowi. Docelowo system miałby obejmować milion regularnie szkolonych rezerwistów.
Najważniejszym elementem projektu byłoby obowiązkowe, trzymiesięczne szkolenie obronne po ukończeniu szkoły średniej. Oprócz ścieżki stricte wojskowej raport przewiduje również warianty związane z ochroną zdrowia, logistyką, cyberbezpieczeństwem, opieką społeczną i ochroną infrastruktury krytycznej.
Po kursie każdy rezerwista miałby znać swoją jednostkę macierzystą, przydział mobilizacyjny i terminy następnych ćwiczeń. System miałby wykorzystywać kwalifikacje zdobyte poza wojskiem: programista mógłby trafić do cyberobrony, logistyk do systemu zaopatrzenia, a technik do obsługi sprzętu.
Projekt zakłada dwuletni okres przygotowawczy. Początkowo szkoleniem objęto by 50 tys. osób rocznie, a w perspektywie pięciu lat – 100 tys. osób rocznie. Rezerwiści przez 12 lat uczestniczyliby w ćwiczeniach przypominających.
PiS: 16 dni, pętla taktyczna, pięć lat gotowości
Na kongresie „Armia” Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło Narodowy Program Gotowości Obronnej. Mariusz Błaszczak i Przemysław Czarnek opisali trzy filary.
Pierwszy to obowiązkowe, 16-dniowe szkolenie wojskowe dla mężczyzn w wieku 19 lat, wzorowane na intensywnym kursie Wojsk Obrony Terytorialnej. Obejmuje broń, taktykę, medycynę pola walki i łączność, a kończy się „pętlą taktyczną” oraz przysięgą. Następnie przez pięć lat przeszkolony pozostaje w gotowości, jest przydzielony do jednostki i bierze udział w krótszych ćwiczeniach. W tym systemie szkolonych miałoby być około 200 tys. osób rocznie, czyli rocznik stawiający się na kwalifikację wojskową. W szczegółowym opisie pojawiają się trzy ścieżki: około 70 proc. – szkolenie stricte wojskowe przez WOT, 25 proc. – profil obrony cywilnej przez Państwową Straż Pożarną, 5 proc. – profil Straży Granicznej.
Drugi filar to Akademia Orła Białego – dobrowolne turnusy dla uczniów szkół ponadpodstawowych, obok klas mundurowych, pod patronatem jednostek. Jej celem ma być przede wszystkim wyłapywanie talentów (drony, informatyka) i budowanie postaw przed pełnoletnością. Trzeci to Aktywna Rezerwa Rzeczypospolitej: kontrakty dla ochotników, 800 zł za gotowość, wynagrodzenie za ćwiczenia, dodatki emerytalne oraz preferencje dla przedsiębiorców zatrudniających rezerwistów (m.in. w zamówieniach publicznych związanych z obronnością).
Mentzen: powszechne szkolenia dla 19-latków; Bosak o rozwiązaniu hybrydowym
Swoje koncepcje, choć jeszcze nieprzeniesione na jednolity i spójny program, przedstawili również liderzy Konfederacji. Głośnymi stały się ostatnie wypowiedzi oraz wpis Sławomira Mentzena na temat powrotu obowiązkowych szkoleń. Stwierdził, że kto domaga się wyłącznie armii zawodowej, „tak naprawdę domaga się tego, żeby Polska nie miała szans obronić się przed Rosją”. Jako dowód podał Ukrainę: „Gdyby Ukraina opierała się na armii zawodowej, upadłaby jakieś 4 lata temu. Ukraina broni się tylko dlatego, że ma pobór”. Wskazuje też na Finlandię, Szwecję, Estonię, Litwę i Łotwę, które szkolą młodych mężczyzn, i nazywa Polskę wyjątkiem na wschodniej flance NATO. „Powszechne szkolenia dla 19-latków trzeba przywrócić już teraz. A tak naprawdę, to trzeba je było nigdy nie zawieszać” – stwierdził. Szkolenie – argumentuje – nie służy politykom, tylko ochronie „swoich kobiet, dzieci, rodziców i dziadków”. Ostrzega też przed złudzeniem ewakuacji: przy masowym ruchu na zachód i wojskowych potrzebach drogowych korki uniemożliwią wyjazd z miast.
Wcześniej w tym temacie kilkukrotnie stanowisko wyrażał Krzysztof Bosak. W lutym bieżącego roku pisał, że jego zdaniem „nie ma powrotu do ZSW w starej formie”, a ewentualne rozwiązanie „bliższe może być czy będzie rozwiązaniom pośrednim, nazywanym hybrydowymi”. Dodał, że termin „zasadnicza służba” słabo pasuje do potrzeby „setek tysięcy rezerwistów z konkretnymi, często inżynierskimi kompetencjami”.
Dosyć krytycznie odniósł się również do pomysłu Prawa i Sprawiedliwości – „Czego człowiek miałby nauczyć się w 16 dni? Pytam serio. Czy w 16. dniu miałby składać przysięgę i stawać się rezerwistą? Po co to rozwodzenie się o rozdawaniu kasy rezerwie, skoro wiadomo, że jej nawet nie ma ani na system ćwiczeń, ani na ukończenie modernizacji sił zbrojnych i etaty żołnierzy zawodowych niezbędnych do obsługi nowego uzbrojenia? Rezerwa za kasę i po kursie 2-tygodniowym to utrwalanie fikcji i pieczeniarstwa”.
Szukanie wspólnego mianownika
Na próżno szukać w powyższych przypadkach jednego wzorca. Natomiast wszystkie ugrupowania konsekwentnie starają się odpowiedzieć na pytania dotyczące rezerw dla Sił Zbrojnych RP. Rozwój Plus mówi o trzech miesiącach i dwunastu latach ćwiczeń przypominających, PiS o szesnastu dniach i pięciu latach gotowości, Mentzen o samym fakcie przywrócenia szkoleń dla 19-latków, a Bosak krótki, płatny kurs nazywa wprost fikcją.
Wspólny jest natomiast kierunek, którego jeszcze niedawno na prawicy nie dało się tak wyraźnie wskazać. Żaden z tych głosów nie broni tezy, że Polsce wystarczy armia zawodowa wsparta formami ochotniczymi (Dobrowolna ZSW, Terytorialna Służba Wojskowa) i papierowa ewidencja po kwalifikacji wojskowej. To właśnie odróżnia obecną dyskusję od wcześniejszych, okolicznościowych deklaracji. Prawa strona nie ogłosiła jednoznacznie, że ma w tej kwestii jedną wizję. Wzięła się natomiast za temat, którego przez lata unikała większość klasy politycznej, głównie z przyczyn pragmatycznych, czyli słupków poparcia w sondażach. Jednocześnie wprowadzenie takich rozwiązań wymagałoby poważnych zmian w obecnym systemie.
Z nieoficjalnych informacji Defence24.pl wynika jednak, że Sztab Generalny przygotował analizę wariantów wdrożenia na szerszą skalę obowiązkowych szkoleń wojskowych i przekazał ją MON. Ich ewentualne wdrożenie wymagałoby jednak decyzji politycznej, a zarówno szef MON, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz jak i inni politycy obozu rządzącego do tej pory wyraźnie mówili, że obecny ochotniczy system co najwyżej z drobnymi modyfikacjami jest wystarczający.
Na politycznym poziomie, bo tam musi zostać podjęta decyzja, podobnego programu jak na prawicy dziś nie widać. Rządowe szkolenia obronne „wGotowości” pozostają w formie dobrowolnej, gdzie funkcjonują krótkie moduły dla cywilów, osobna ścieżka dla ochotników i zapowiedź, że 2026 rok będzie „rokiem rezerw”, choć regularnie pojawiają się pytania, na ile w rzeczywistości bieżące programy realnie przygotowują na wypadek konfliktu, a na ile są jedynie maskowaniem większego problemu. Dodajmy, że teoretycznie na dłuższe szkolenia (do 90 dni) powoływać na zasadzie obowiązkowości można nawet w obecnym stanie prawnym na bazie ustawy o obronie Ojczyzny, ale w praktyce realizacja tego w szerszym zakresie wymagałaby zapewnienia infrastruktury i logistyki.
Niezależnie od tego faktem jest, że dyskusja coraz wyraźniej odchodzi od pytania, czy pobór lub obowiązkowe przeszkolenie powinny wrócić, i koncentruje się na tym, jak taki powrót miałby wyglądać. Wzorów, które można wykorzystać, jak systemy szwajcarski czy fiński, nie można ignorować, ponieważ mogą one stanowić bazę do stworzenia tudzież ulepszenia naszego wzorca. Choć nie należy zapominać w całej tej dyskusji o najważniejszym, czyli zapleczu: instruktorach, bazach, odpowiedniej ilości broni i amunicji, całej logistyce wokół tego przedsięwzięcia. To nie jest coś, co można wprowadzić i z czego można wycofać się w kolejnych latach. Taki model powinien stać się wtedy nieodzownym elementem funkcjonowania systemu bezpieczeństwa państwa.
Gen. Gromadziński: system mobilizacyjny, a nie licytacja na liczby
Podobny kierunek wskazuje wiceprezes zarządu Defence24 gen. broni rez. Jarosław Gromadziński w udzielonym „Gazecie Wyborczej” wywiadzie. Krytykuje on obecny system mobilizacyjny jako przestarzały i „postsowiecki relikt”. Jego zdaniem polityka bezpieczeństwa nie powinna polegać na licytowaniu się, czy armia ma liczyć 300, czy 500 tys. żołnierzy, ale na budowie systemu zdolnego sprawnie przeszkolić, wyposażyć i przypisać obywateli do konkretnych zadań.
Generał proponuje trzymiesięczne obowiązkowe szkolenie w jednostce dla mężczyzn oraz dobrowolne dla kobiet. Każda osoba miałaby otrzymywać przydział odpowiadający jej kompetencjom, wykształceniu, talentom i doświadczeniu zawodowemu. Jako wzór gen. Gromadziński wskazuje Szwajcarię: obywatel po szkoleniu zostaje przypisany na lata do konkretnej jednostki i stanowiska, okresowo odbywa ćwiczenia, a w razie kryzysu nie musi czekać na doraźne decyzje administracji, ponieważ zna swoje miejsce i zadanie. „Proponuję trzymiesięczne, obowiązkowe szkolenie w jednostce dla mężczyzn oraz dobrowolne dla kobiet. Każdy otrzymywałby konkretny przydział do struktur w zależności od indywidualnych umiejętności, posiadanych talentów czy dyplomów uczelni” – powiedział generał.
Kolejnym elementem powinny być regularne szkolenia i przydziały mobilizacyjne. „Musimy stworzyć system, który w razie ataku natychmiast postawi na nogi milion przeszkolonych żołnierzy” – mówił generał. Dodał także, że niezbędne jest znalezienie porozumienia ponad podziałami, a także uporządkowanie dokumentów strategicznych i stworzenie mechanizmów, pozwalających zachować ciągłość procesu zwiększania budowania odporności Państwa niezależnie od wyniku wyborów. „Potrzebujemy „okrągłego stołu” dla bezpieczeństwa – i niech będzie on nawet kwadratowy, byle usiedli przy nim przedstawiciele wszystkich opcji i podpisali pakt o nieagresji w sprawach obronności” – mówił generał Gromadziński.




