- WIADOMOŚCI
Obowiązkowe szkolenie, milionowa rezerwa i broń o zasięgu 2000 km. Morawiecki i Dworczyk przedstawili plan dla armii
Autor. Defence24.pl
Trzymiesięczne szkolenie obronne po ukończeniu szkoły średniej, model armii oparty w 85 proc. na rezerwistach, rozwój polskiej broni dalekiego zasięgu oraz 100 mld zł na krajowe technologie wojskowe – to najważniejsze propozycje raportu „Armia na wojnę, nie na defiladę”. Dokument został przedstawiony przez Mateusza Morawieckiego i Michała Dworczyka.
Raport przygotowany przez stowarzyszenie Rozwój Plus przedstawia propozycję przebudowy polskiego systemu obronnego. Autorzy zwracają uwagę, że zwiększanie wydatków i zakup nowoczesnego uzbrojenia nie wystarczą bez jednoczesnych zmian w systemie dowodzenia, szkoleniu rezerw, logistyce, przemyśle zbrojeniowym i finansowaniu bezpieczeństwa.
Całość oparto na czterech filarach: nowym modelu Sił Zbrojnych RP, powszechnym szkoleniu obronnym, rozwoju krajowego przemysłu zbrojeniowego oraz racjonalizacji wydatków. Celem ma być przygotowanie państwa zarówno do szybkiego odparcia agresji, jak i do prowadzenia długotrwałego konfliktu.
Rosja głównym zagrożeniem
Za najważniejsze zagrożenie dla Polski w perspektywie kolejnej dekady autorzy uznają Federację Rosyjską wraz z podporządkowaną jej wojskowo Białorusią. Wskazują przy tym na przestawienie rosyjskiej gospodarki i przemysłu na potrzeby wojenne oraz doświadczenie zdobyte podczas pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie.
W dokumencie podkreślono, że zagrożenie nie musi przybrać formy pełnoskalowej inwazji. Wśród możliwych działań wymieniono m.in. sabotaż, cyberataki, operacje służb specjalnych, naruszanie przestrzeni powietrznej oraz uderzenia w infrastrukturę transportową i energetyczną.
Drugim zagrożeniem mają być napięcia wewnątrz Zachodu, w tym osłabienie współpracy transatlantyckiej. Trzecim jest natomiast kryzys demograficzny i związane z nim ograniczenie zasobów kadrowych oraz możliwości finansowania obronności. Odpowiedzią ma być większa samodzielność obronna Polski przy zachowaniu członkostwa w NATO, współpracy ze Stanami Zjednoczonymi oraz relacji z państwami wschodniej i północnej flanki Sojuszu.
85 proc. rezerwistów
Jedną z najbardziej znaczących propozycji jest zmiana struktury osobowej armii. Docelowo 85 proc. potencjału osobowego Sił Zbrojnych RP mieliby stanowić rezerwiści, a 15 proc. żołnierze zawodowi.
Zawodowa część wojska odpowiadałaby przede wszystkim za dowodzenie, szkolenie oraz stanowiska wymagające stałej służby i wysokich kwalifikacji. Rdzeniem mobilizacyjnym byłby natomiast milionowy zasób regularnie szkolonych rezerwistów.
Autorzy krytycznie odnoszą się do koncepcji budowy armii liczącej 300 tys. żołnierzy zawodowych. Wskazują, że koszty świadczeń osobowych MON wzrosły z 7,9 mld zł w 2015 roku do 25,4 mld zł w 2025 roku. Ich zdaniem dalsze zwiększanie liczby etatów może ograniczać środki na modernizację, amunicję, szkolenie i nowe technologie.
Obowiązkowe szkolenie wojskowe mężczyzn miałoby zostać poprzedzone dwuletnim okresem przygotowawczym. Początkowo możliwe byłoby szkolenie 50 tys. osób rocznie, a w ciągu pięciu lat liczba ta miałaby wzrosnąć do 100 tys. Po zakończeniu szkolenia rezerwiści uczestniczyliby przez 12 lat w ćwiczeniach przypominających.
Trzy miesiące po szkole średniej
Istotnym elementem systemu byłoby trzymiesięczne powszechne szkolenie obronne po ukończeniu szkoły średniej. Oprócz ścieżki wojskowej przewidziano również wariant zastępczy związany m.in. z ochroną zdrowia, logistyką, cyberbezpieczeństwem, opieką społeczną czy infrastrukturą krytyczną.
Chodzi o wykorzystanie kwalifikacji zdobytych przez obywateli w życiu cywilnym. Programista mógłby trafić do cyberobrony, logistyk do systemu zaopatrzenia, a technik zajmować się serwisowaniem sprzętu.
Każdy rezerwista miałby od początku znać swoją jednostkę macierzystą, przydział mobilizacyjny oraz harmonogram kolejnych ćwiczeń. Informacje te byłyby dostępne w cyfrowym systemie. Autorzy proponują także zachęty w postaci kursów specjalistycznych, dodatkowych punktów przy rekrutacji na studia czy preferencji przy ubieganiu się o pracę w administracji.
Kolejną zmianą byłoby wprowadzenie Podstawowego Standardu Wyposażenia Żołnierza. Katalog wyposażenia gwarantowanego ustawowo obejmowałby również rezerwistów.
MON w ciągu 30 dni od przyjęcia przepisów miałby przedstawić plan uzupełnienia braków. Część wyposażenia mogłaby być przechowywana przez rezerwistów w domach, a jego ewidencja i wymiana odbywałyby się za pośrednictwem systemu cyfrowego powiązanego m.in. z mObywatelem.
Interesującym rozwiązaniem jest propozycja, aby proces przypominał sklep internetowy. Żołnierz wybierałby z zatwierdzonego katalogu odpowiedni produkt i rozmiar, a państwo pokrywałoby jego koszt.
Polska broń o zasięgu 2000 km
W części dotyczącej modernizacji technicznej znalazła się propozycja uruchomienia programu Polskiej Broni Dalekiego Zasięgu. Zakłada on rozwój krajowych środków precyzyjnego rażenia o zasięgu do 300, 1000 i 2000 kilometrów.
Pierwszy poziom odpowiadałby potrzebom taktycznym. Broń o zasięgu do 1000 km miałaby pozwalać na rażenie głębokiego zaplecza przeciwnika, natomiast systemy 2000-kilometrowe mogłyby oddziaływać na strategiczną infrastrukturę i przemysł obronny przeciwnika.
Program obejmowałby m.in. bezzałogowce, pociski manewrujące, rozpoznanie, wskazywanie celów oraz systemy zarządzania uderzeniami. Współpraca zagraniczna byłaby możliwa, ale pod warunkiem uzyskania przez polski przemysł zdolności do produkcji, modyfikacji i eksportu systemów.
Drony w każdej jednostce
Autorzy mówią również o „powszechnej dronizacji” Sił Zbrojnych RP. Bezzałogowce miałyby zostać wykorzystane na wszystkich poziomach, od szczebla strategicznego po drużynę.
Nie chodzi jednak o stworzenie odrębnego rodzaju wojsk dronowych. Systemy bezzałogowe powinny zostać włączone do istniejących jednostek i procesów dowodzenia. Ich zadania obejmowałyby rozpoznanie, rażenie, transport, ewakuację medyczną i patrolowanie.
Każda platforma załogowa, również kupiona za granicą, miałaby być docelowo uzupełniona przez polskie bezzałogowce współpracujące.
Ważną częścią propozycji jest stworzenie jednolitego Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem Narodowym, który działałby według tych samych zasad w czasie pokoju, kryzysu i wojny.
Sztab Generalny Wojska Polskiego miałby pozostać jednym naczelnym organem sztabowym, a dowództwa poszczególnych rodzajów sił zbrojnych zostałyby mu podporządkowane. Jednocześnie liczba etatów w centralnych strukturach dowodzenia miałaby zostać ograniczona. Autorzy wskazują, że obecnie znajduje się tam ponad 2,5 tys. etatów.
System wymiany danych miałby wykorzystywać automatyzację i sztuczną inteligencję. Jej zadaniem byłoby tworzenie wspólnego obrazu sytuacji, modelowanie możliwego przebiegu kryzysów oraz wsparcie procesów decyzyjnych.
Więcej zapasów i nowe poligony
Zmiany objęłyby również logistykę. Większa część zapasów, wyposażenia i środków bojowych miałaby znajdować się bezpośrednio przy jednostkach operacyjnych, a nie w odległych magazynach. Jednocześnie infrastruktura powinna być rozproszona i odpowiednio chroniona przed rozpoznaniem oraz atakami.
Na wschodzie Polski miałyby powstać co najmniej dwa nowe poligony umożliwiające ćwiczenia na poziomie brygady. Każde województwo powinno dysponować obiektami do szkolenia rezerwistów, a Agencja Uzbrojenia i przemysł otrzymałyby co najmniej osiem nowych centrów testowych.
WOT 2.0 i ofensywne działania służb
Autorzy proponują także zmianę modelu funkcjonowania Wojsk Obrony Terytorialnej. Po pierwszej dekadzie działalności formacja miałaby zostać poddana ewaluacji i ponownie skoncentrować się na zadaniach wojskowych.
WOT powinny zachować zdolność działania jako lekka piechota, ale nie zastępować obrony cywilnej, Straży Granicznej czy służb reagowania kryzysowego. Bataliony miałyby otrzymać większą samodzielność.
Raport zawiera też propozycję zwiększenia możliwości prowadzenia ofensywnych operacji przez wojskowe służby specjalne, również w czasie pokoju. Działania takie wymagałyby zgody ministra obrony narodowej i premiera.
Schrony dla 75 proc. mieszkańców
Jednym z najbardziej konkretnych celów dotyczących ochrony ludności jest budowa w ciągu dekady schronów dla co najmniej 75 proc. mieszkańców Polski.
W każdym powiecie miałaby powstać strzelnica oraz infrastruktura szkoleniowa. Autorzy chcą również rozszerzenia mObywatela o moduł „mAlert”, który ostrzegałby o zagrożeniach, wskazywał najbliższe schrony i miejsca ewakuacji oraz przekazywał obywatelom informacje dotyczące ich zadań podczas kryzysu. Sprawdzianem całego systemu miałyby być coroczne ćwiczenia z udziałem wojska, administracji centralnej i samorządowej, służb mundurowych oraz dostawców najważniejszych usług.
Scenariusze powinny obejmować sytuacje takie jak mobilizacja związku taktycznego wraz z rezerwistami, przerwanie dostaw energii czy utrata określonych usług publicznych. Najważniejsi urzędnicy państwowi mieliby obowiązek udziału w ćwiczeniach, a w ciągu dwóch tygodni od objęcia stanowiska przechodziliby szkolenie z zarządzania kryzysowego i wojennego.
Reforma PGZ i Agencji Uzbrojenia
Zmianie miałaby ulec również Polska Grupa Zbrojeniowa. Zamiast obecnego modelu konsolidacji miałyby powstać wyspecjalizowane spółki domenowe odpowiadające za konkretne grupy produktów. Raport dopuszcza także sprzedaż na giełdzie mniejszościowych udziałów w wybranych spółkach, przy zachowaniu przez państwo pakietu kontrolnego.
Agencja Uzbrojenia miałaby z kolei przekształcić się z instytucji skupionej przede wszystkim na zakupach w strategicznego integratora rynku, wspierającego rozwój polskich technologii.
Jednocześnie autorzy proponują, aby 60 proc. wartości krajowych zamówień obronnych trafiało do prywatnych polskich przedsiębiorstw, a 40 proc. do sektora państwowego. Dokument nie rozstrzyga jednak szczegółowo, jak taki mechanizm miałby działać w programach, w których krajowy przemysł nie posiada odpowiednich technologii.
Autorzy proponują również wykorzystanie nowych źródeł finansowania obronności. Wśród nich znalazły się wpływy z podatku bankowego oraz CIT od firm zarejestrowanych za granicą, ale prowadzących działalność w Polsce.
Według szacunków zawartych w dokumencie rozwiązania te mogłyby przynieść 15–20 mld zł rocznie. Jednocześnie autorzy podkreślają, że o skuteczności polityki obronnej nie powinien decydować wyłącznie udział wydatków w PKB, ale także to, jaka część tych pieniędzy pozostaje w kraju w postaci zamówień, miejsc pracy, podatków i kompetencji technologicznych.
„Armia na wojnę, nie na defiladę” nie jest projektem ustawy ani gotowym programem modernizacji technicznej. To polityczna propozycja szerokiej przebudowy systemu bezpieczeństwa – od organizacji armii i rezerw, przez dowodzenie i logistykę, po obronę cywilną, przemysł zbrojeniowy i finansowanie obronności.
Największe zmiany dotyczyłyby odejścia od dalszego zwiększania liczebności armii zawodowej na rzecz masowego systemu przeszkolonych rezerw, wprowadzenia obowiązkowego trzymiesięcznego szkolenia, budowy krajowych zdolności rażenia na dystansie do 2000 km oraz stworzenia mechanizmu finansowania polskiego przemysłu na poziomie 100 mld zł.
W efekcie dokument stawia szersze pytanie niż tylko o liczbę żołnierzy czy kupowane uzbrojenie. Jego autorzy proponują model państwa, które ma być przygotowane nie tylko do rozpoczęcia wojny, ale również do funkcjonowania i utrzymania zdolności obronnych podczas długotrwałego konfliktu.




