Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Polska w Nuclear Sharing. Co chciał powiedzieć minister Zalewski?

F-35A i F-16C
Wielozadaniowe samoloty bojowe F-35 i F-16.
Autor. Mateusz Broncel

Wypowiedź wiceministra obrony Pawła Zalewskiego, wskazująca że Polska nie chce mieć na swoim terytorium amerykańskiej broni jądrowej w ramach systemu Nuclear Sharing, wywołała falę komentarzy. Jak więc może wyglądać udział Polski w Nuclear Sharing, skoro nie chodzi o składowanie głowic.

Po spotkaniu z zastępcą sekretarza obrony USA ds. polityki Elbridge Colby’m wiceminister Zalewski był pytany o to, czy amerykańska obecność na terenie Polski, o którą zabiega Warszawa, mogłaby obejmować zdolności nuklearne. Odpowiedział: „Nie. Chciałbym to powiedzieć bardzo jasno i otwarcie. Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium”.

Reklama

Dodał jednocześnie, że Polska jest zainteresowana udziałem w systemie odstraszania nuklearnego NATO, ale to nie oznacza obecności głowic na terytorium państwa. Ta wypowiedź spotkała się z krytyką. Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz stwierdził rano w Polsat News, że wypowiedź Zalewskiego  jest „kuriozalna, absurdalna, kompletnie nie idąca w parze z tym, co Polska do tej pory mówiła i jaka jest polityka państwa polskiego ustalona przez najważniejsze czynniki władzy”.

Krytyka wiceministra Zalewskiego

„Bo zarówno Pałac Prezydencki, jak i w zdecydowanej większości Sejm, ale także i władza wykonawcza w postaci rządu do tej pory, prezydent cały czas tak uważa, opowiadała się za tym, aby właśnie Polska dołączyła do programu Nuclear Sharing w ramach polityki odstraszania” – dodał Przydacz. Stwierdził też, że Polska chce również mieć obecność głowic na swoim terytorium, choć na razie nie posiada odpowiedniej infrastruktury.

Do słów Zalewskiego odniósł się wieczorem także gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Bronisława Komorowskiego. „Publiczna deklaracja przedstawiciela rządu, że Polska NIE CHCE mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium to niezrozumiały błąd strategiczny w dziedzinie odstraszania. Nie musimy mieć u siebie, ale powinniśmy móc ją mieć i to właśnie ma wiedzieć Putin” – ocenił.

Z kolei szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził: „Rozwiewając wszelkie wątpliwości: Polska jest niezmiennie zainteresowana udziałem w programie NATO Nuclear Sharing. Prowadzimy także rozmowy na temat propozycji uczestnictwa w europejskim nuklearnym parasolu ochronnym. Stanowisko naszego rządu jest w tych kwestiach jednoznaczne”.

Wypowiedź Pawła Zalewskiego krytykowali też przedstawiciele obecnej opozycji, w tym posłowie Mariusz Błaszczak (były szef MON) i Radosław Fogiel. Jeszcze wieczorem minister Zalewski doprecyzował: „Potrzebujemy realnego odstraszania, a nie chocholego tańca wokół broni jądrowej. Polski rząd właśnie uzyskał możliwość udziału w programie DCA, który jest wstępem do nuclear sharing. Ale to nie oznacza składowania broni nuklearnej w Polsce. To nie jest ani możliwe, ani pożądane”.

Jaka jest polityka polskiego rządu?

Jak więc może wyglądać udział Polski w Nuclear Sharing? Najprawdopodobniej – bo o takiej możliwości mówili eksperci, między innymi Wiliam Alberque z IISS oraz Artur Kacprzyk z PISM – chodzi o dostosowanie polskich samolotów F-35A do przenoszenia bomb B61-12. Wtedy mogłyby bowiem one zostać uznane jako tzw. DCA (Dual Capable Aircraft, samoloty podwójnego zastosowania) i o takiej możliwości mówił minister Zalewski.

Na fakt, że Polska zabiega o to, by F-35A mogły wykorzystywać broń jądrową, pośrednio wskazuje też plan zakupu dwóch kolejnych eskadr takich myśliwców. Dołączenie do programu DCA – co raczej nie było planowane, a na pewno nie było zaakceptowane przez USA w 2020 roku, w momencie pozyskania tych maszyn – będzie bowiem oznaczało wykonywanie większej liczby zadań przez flotę F-35A.

Dodajmy, że polskie Siły Powietrzne uczestniczyły już, od 2014 roku (od momentu rosyjskiej aneksji Krymu), w ćwiczeniach odstraszania nuklearnego NATO pod kryptonimem Steadfast Noon. Wykonywały jednak zadania wsparcia konwencjonalnego dla maszyn ćwiczących działania nuklearne (w ramach procedur tzw. SNOWCAT/CSNO – Support of Nuclear Operations with Conventional Air Tactics/Conventional Support for Nuclear Operations). W praktyce może to obejmować choćby eskortę myśliwską lub przełamywanie obrony powietrznej, by następnie misje nuklearne mogły być realizowane. Takie zadania wykonywały już na ćwiczeniach polskie F-16.

Jednocześnie wiadomo, że ewentualne stałe rozmieszczenie głowic jądrowych na terenie Polski byłoby trudne do zaakceptowania tak ze względów politycznych (sprzeciwiają się temu sojusznicy z NATO, w tym same USA, o czym mówił minister Zalewski), jak i z uwagi na koszty takiego przedsięwzięcia. Wymaga to bowiem rozbudowy specjalnej infrastruktury do trwałego przechowywania, daleko przekraczającej koszty jakie Polska ponosi np. dla myśliwców F-35 i do tego czasochłonnej.

Jak zatem ocenić wypowiedź ministra Zalewskiego? Choć prawdą jest, że obecnie składowanie (stałe rozmieszczenie) broni jądrowej jest mało prawdopodobne i Polska o to formalnie nie zabiega, to jednak wypowiedź ta była nieprecyzyjna. Minister Zalewski wypowiedział się bowiem w kontekście negocjacji dotyczącej stałej obecności USA w Polsce, ale jednocześnie użył sformułowania „mieć” na swoim terytorium. To sformułowanie było zbyt szerokie i w późniejszych wpisach mówił o stałym składowaniu.

Składowanie a "posiadanie" bronu nuklearnej

Część ekspertów, w tym Wiliam Alberque (np. w niedawnej wypowiedzi dla PAP, cytowanej przez Polskie Radio), wskazuje, że w sytuacji konfliktu lub bezpośredniego zagrożenia nim część ładunków może zostać przeniesionych ze stałych, zabezpieczonych baz na zachodzie Europy (tzw. Forward Operationg Bases – FOB), do baz rozproszonych – Dispersed Operating Bases. To lokalizacje, w których ładunki mogłyby być krótkotrwale składowane w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, zwłaszcza gdyby na podobny krok – przekazanie głowic do broni taktycznej z baz trwałego przechowywania, będących pod kontrolą 12. Zarządu Ministerstwa Obrony Rosji, zdecydowała się Rosja.

W NATO trwają obecnie działania w celu rozszerzenia sieci FOB, w tym o państwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Dowodem na to są choćby zmiany w prawie jakie już wprowadzono w Finlandii, a planowane są także na Litwie, dopuszczające rozmieszczenie broni jądrowej. Podkreślmy – chodzi tu o możliwość w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, a nie stacjonowanie w ramach stałej, ciągłej obecności.

Skoro Polska zabiega o udział w ramach DCA, a inne państwa NATO, które wcześniej miały prawne zakazy rozmieszczenia broni jądrowej na swoim terytorium usuwają takie zakazy, logicznym następstwem działań RP powinno być dopuszczenie posiadania takich ładunków w sytuacji zagrożenia (nie w ramach stałej obecności). Część wariantów wykonywania misji odstraszania nuklearnego (nie wszystkie) może bowiem wymagać takich rozwiązań. Prawdopodobnie wiceminister Paweł Zalewski nie miał na myśli potencjalnej możliwości czasowego rozmieszczenia (bo to może i powinno być w niejawnych planach), a o stałym składowaniu, bo takie sformułowanie zawarł we wpisach w mediach społecznościowych, a stałej obecności wojsk USA dotyczyły rozmowy, które toczyły się z podsekretarzem Colbym.

Nie zmienia to faktu, że wypowiedź wiceszefa MON nie była do końca precyzyjna, a w sprawach takich jak odstraszanie nuklearne deklaracje powinny być podejmowane bardzo ostrożnie. I chyba tej precyzji tutaj zabrakło. Co nie zmienia faktu, że integracja polskich F-35A z bronią jądrową, bez stałego składowania ładunków jądrowych, ale zapewne z możliwością czasowego rozmieszczenia wyłącznie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, byłaby znacznym wzmocnieniem polskiego systemu odstraszania, i odstraszania dla całej Europy Środkowo-Wschodniej.

Defence24.pl zwrócił się do MON z prośbą o komentarz do wypowiedzi ministra Zalewskiego.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować