Polityka obronna

Obronić wschodnią flankę. Amerykańska doktryna nuklearna odpowiedzią na Iskandery [ANALIZA]

W pierwszej fazie Amerykanie planują wyposażyć rakiety balistyczne Trident II D5 w małe głowice jądrowe. Obecnie pociski tego typu przenoszone są przez okręty podwodne klasy Ohio. Na zdjęciu USS Louisiana (SSBN-743), fot. Lt. Cmdr. Michael Smith/US Navy
W pierwszej fazie Amerykanie planują wyposażyć rakiety balistyczne Trident II D5 w małe głowice jądrowe. Obecnie pociski tego typu przenoszone są przez okręty podwodne klasy Ohio. Na zdjęciu USS Louisiana (SSBN-743), fot. Lt. Cmdr. Michael Smith/US Navy

Zaprezentowana przez administrację Donalda Trumpa doktryna nuklearna zwraca uwagę na budowę zdolności, które mają stanowić odpowiedź na rozwijanie przez Rosję taktycznej broni jądrowej, łamanie traktatu INF oraz zapowiadaną możliwość przeprowadzenia tzw. "uderzenia deeskalacyjnego". Zdolności USA w dziedzinie odstraszania jądrowego mają przy tym kluczowe znaczenie dla obrony wschodniej flanki NATO. 

Odpowiedź na rosyjską taktyczną broń jądrową

Ujawniony w zeszłym tygodniu raport Departamentu Obrony o nazwie "Nuclear Posture Review" choć nie pomija takich zagrożeń jak Korea Północna czy Iran, to w znacznej mierze skupia się na rozwoju rosyjskiego uzbrojenia jądrowego. 

Przede wszystkim dokument wprost stwierdza, że Rosja nie pozostaje już w zgodzie z traktatem o redukcji rakiet średniego i pośredniego zasięgu (INF) oraz dysponuje i rozwija liczne systemy niestrategicznej broni nuklearnej. Chodzi tu więc o tzw. taktyczną broń jądrową (broń jądrową pola walki), która w przeciwieństwie do systemów o zasięgu międzykontnentalnym nie podlega redukcjom w ramach tratktatu New START, który wejdzie w życie 5 lutego br. i będzie obowiązywać do lutego 2021 roku, z opcją przedłużenia do 2026 roku. 

undefined
Przy budowie nowej rakiety manewrującej SLCM Amerykanie mogą wykorzystać technologie rozwijane w ramach programu odpalanej przez bombowce strategiczne rakiety LRSO. Ma ona zastąpić widoczny na zdjęciu AGM-86B ALCM. Fot. US Air Force

Dokument stwierdza także, że zarówno rosyjskie deklaracje, jak i prowadzone ćwiczenia wskazują na większą gotowość decydentów w Moskwie do ograniczonego użycia broni atomowej, prawdopodobnie o niewielkiej mocy, czyli właśnie broni taktycznej przenoszonej przez rakiety manewrujące i balistyczne systemu Iskander, odpalane z okrętów podwodnych pociski cruise Kalibr czy też lotnictwo taktyczne. NATO mogłoby na taki atak odpowiedzieć na poziomie taktycznym wyłącznie z użyciem bomb jądrowych B61 przenoszonych przez myśliwce F-15E, F-16 i Tornado (F-35 zostaną nosicielami tej broni dopiero od 2024 roku). Jednak skuteczność takiego rozwiązania w silnie bronionej rosyjskiej przestrzeni powietrznej pozostałaby ograniczona z uwagi na ryzyko utraty nosiciela przed wykonaniem misji. W tej sytuacji zdaniem autorów "Nuclear Posture Review" Rosja mogłaby odnieść wrażenie, że ewentualne ograniczone uderzenie nuklearne na wschodniej flance NATO nie spotka się z adekwatnym odwetem. Z jednej strony samoloty Sojuszu uzbrojone w bomby atomowe mogłyby nie być w stanie przebić się nad cel, z drugiej - użycie broni strategicznej i głowic o mocy kilkuset kiloton mogłoby stać się początkiem pełnoskalowej wojny jądrowej, na co Stany Zjednoczone nie mogłyby sobie pozwolić. 

Dokument podkreśla przy tym, że broń jądrowa może stanowić także odpowiedź na znaczący strategiczny atak konwencjalny przeciwko USA, ich sojusznikom i partnerom. Amerykanie definiują to jako duży atak na cele cywilne, a także na wojskowe centra C2, system wczesnego ostrzegania i potencjał uderzeniowy. 

Dwa nowe typy uzbrojenia nuklearnego US Navy

Tegoroczny "Nuclear Posture Review" wskazuje więc na konieczność budowy systemu odstraszania opartego także o skuteczne typy uzbrojenia małej mocy. Główny ciężar ewentualnego ataku odwetowego ma przy tym spocząć na barkach okrętów podwodnych US Navy. W pierwszej kolejności, niejako w roli rozwiązania pomostowego, ma być realizowany program przezbrojenia części rakiet balistycznych Trident II w głowice jądrowe małej mocy. Być może Amerykanie skorzystają więc w tym przypadku z doświadczeń Brytyjczyków, którzy nie dysponując żadnym innym typem uzbrojenia nuklearnego prawdopodobnie rozmieścili na swoich okrętach podwodnych Tridenty wyposażone tylko w jedną głowicę jądrową o małej mocy.

undefined
Wizja artystyczna startu rakiet manewrujących z pokłady przebudowanego strategicznego okrętu podwodnego klasy Ohio. Ilustracja: US Navy

Należy przy tym zauważyć, że potencjalne uzbrojenie strategicznych rakiet balistycznych w głowice jądrowe o małej mocy jest rozwiązaniem ryzykownym. Chodzi tu o to, że potencjalny przeciwnik nie będzie w stanie na wczesnym etapie ocenić czy przeciwko niemu została wysłana mała głowica jądrowa czy też 12 głowic MIRV typu W88 o mocy 475 kt (taka jest prawdopodobnie "najsilniejsza" możliwa konfiguracja Tridenta II). W związku z tym na ograniczony atak może odpowiedzieć z braku innych danych pełnoskalowym uderzeniem jądrowym. Wszystko wskazuje jednak na to, że Waszyngton jest gotów pogodzić się z taką opcją, a nawet traktować tą możliwość jako podbicie stawki w dziedzinie odstraszania przed rosyjskim "atakiem deeskalcyjnym".

W dalszej perspektywie czasowej Amerykanie planują opracować nowy pocisk manewrujący odpalany ze szturmowych okrętów podwodnych "nuclear-armed sea-launched cruise missile (SLCM)". Rakieta powstanie jako następca wycofanych w czasach Baracka Obamy BGM-109A Tomahawk TLAM-N, które - jak podkreślono w "Nuclear Posture Review" - odgrywały znaczącą rolę w odstraszaniu i chronieniu sojuszników, przede wszytkim w Azji. Raport podkreśla przy tym, że oba planowane nowe typy uzbrojenia atomowego US Navy, w przeciwieństwie do bomb B61, nie muszą opierać się na infrastrukturze państw trzecich by pełnić swoją rolę w strategii odstraszania.  

Myśliwce stealth i kierowane bomby jądrowe

undefined
W Europie podstawowymi nosicielami broni jądrowej mają być myśliwce 5. generacji F-35, fot. Staff Sgt. Staci Miller/US Air Force

Trzecim typem nowego taktycznego uzbrojenia, które wejdzie do służby są dostosowane do przenoszenia kierowanych bomb jądrowych B61 Mod. 12 samoloty F-35. Myśliwce 5. generacji zdolne do przenoszenia broni atomowej mają należeć do US Air Force (zastąpią w tej roli F-15E), a także do krajów sojusznicznych, które biorą udział w programie Nuclear Sharing. Obecnie spośród pięciu europejskich państw NATO, na terenie których znajdują się amerykańskie bomby jądrowe, na zakup produkowanych przez USA myśliwców 5. generacji zdecydowały się Holandia, Włochy i Turcja, a pozyskanie F-35 rozważają Belgia oraz Niemcy. Amerykanie podkreślają jednak przy tym, że modernizacja lotniczych bomb jądrowych pola walki ma charakter wyłącznie jakościowy. Jej celem nie jest więc zwiększenie potencjału NATO w Europie, a jedynie wymiana sprzętu - zarówno samych bomb, jak i ich nosicieli na nowsze. 

Co warto podkreślić "Nuclear Posture Review" nie postuluje natomiast uzbrojenia w bomby atomowe wielozadaniowych myśliwców rozmieszczonych na lotniskowcach, co było rozważane jako jedna z możliwości przywrócenia zimnowojennych zdolności amerykańskich sił zbrojnych. 

Obronić wschodnią flankę

Doktryna nuklearna Donalda Trumpa i rozwój nowych systemów uzbrojenia ma ogromne znaczenie dla planów obronnych na wschodniej flance NATO. Działania, które chce podjąć amerykańska administracja mają być odpowiedzią na działania Moskwy, która w ostatnich latach rozmieściła broń naruszającą założenia traktatu INF, ćwiczyła użycie broni jądrowej podczas działań wojennych np. w ramach manewrów Zapad-2017, czy też wprowadziła do swojej doktryny pojęcie uderzenia "deeskalacyjnego" w razie niepomyślnego dla Rosji przebiegu konfliktu konwencjonalnego. Na cele w Europie mogłyby je wykonać trudne do przechwycenia pociski Iskander lub rakiety manewrujące odpalane z okrętów podwodnych. 

Warto przy tym podkreślić, że Amerykanie decydują się na rozwiązania, które nie mają przy tym doprowadzić do ponownego rozkręcenia atomowego wyścigu zbrojeń w Europie czy unieważnienia traktatu INF. W związku z tym w doktrynie nie ma mowy o nowych klasach taktycznej broni jądrowej rozmieszczonej na lądzie (takiej jak np. rakiety balistyczne czy pociski manewrujące z wyrzutni lądowych), a jedynie o dostosowaniu do ograniczonych uderzeń jądrowych broni strategicznej oraz przywróceniu do służby rakiet manewrujących z głowicami atomowymi odpalanych z okrętów podwodnych, które zostały wycofane ze służby w US Navy zaledwie klika lat temu. Należy przy tym podkreślić, że wspomniane środki mają służyć realizacji podstawowego celu wskazanego w "Nuclear Posture Review" czyli skutecznej obrony USA i ich sojuszników. Ma to zostać osiągnięte poprzez znalezienie skutecznej i pewnej odpowiedzi na każdy rodzaj współczesnych zagrożeń w tym ograniczonych uderzeń jądrowych tzw. "deeskalacyjnych" oraz wykazanie determinacji USA do skorzystania w razie potrzeby z tych środków. 

Komentarze (15)

  1. Nowicjusz

    Proszę Panów o opinię nt. przebiegu i naszych szans w konflikcie konw. z Rosją, która rozpoczyna działania w dniu zakończenia MŚ w piłce 2018.

    1. Ten

      Bo przegra z Niemcami?:)

    2. pragmatyk

      nie napadną nas;) Na pewno dopóki stacjonują tu amerykańskie czołgi.

  2. pragmatyk

    Polska potrzebuje okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi i kropka.

  3. Castle Bravo 27

    Moim zdaniem uzbrojenie rakiet Trident w głowice taktyczne i potencjalne ich użycie to igranie z ogniem które w ekstremalnym przypadku może wymknąć się z pod kontroli i doprowadzić do pełnoskalowej wojny nuklearnej z Rosją i Chinami. W pewnym stopniu zgdzę się z autorem artykułu że takie posunięcie może podbić stawkę w dziedzinie odstraszania co może np. powstrzymać Rosję przed atakiem deeskalcyjnym ale też nie musi i dlatego może to być zbyt ryzykowne by w takie głowice te rakiety uzbrajać ! Zadania które chce się postawić tej nowej klasie uzbrojenia w amerykańskiej armii w pełni wystarczy powrót rakiet manewrójących z głowicami jądrowymi na okrętach których wycofania przez Obamę nie rozumiem !

    1. Beka z onuc...

      Jeśli nastąpi nowy wyścig zbrojeń, skończy się tak samo jak za Reagana. Wprowadzone na stan uzbrojenie trzeba mieć za co utrzymać... :))

  4. gosc

    ale lze. tytul powinie brzmiec ,rozbudowa i pchanie sie nato na wschod sprowadzila iskandery do kaliningradu.

  5. Nowicjusz

    Proszę o rozwinięcie wątku, że \"sami mamy możliwości pozyskania broni A lecz nie chcemy z nich skorzystać\".

  6. tyle

    A czy my nie powinniśmy opracować nowej doktryny wojskowej? Najkrócej-umiesz liczyć , licz na siebie. Szaleństwo, może tak, ale jest kilka krajów na świecie które są w ten sposób szalone. Oczywiście jak najdalszy jestem od separowania się od NATO i UE. Powinniśmy jak najściślej kooperować , jednocześnie jak najszybciej wzmacniać nasz potencjał obronny. Wiem , że to byłaby rewolucja . Prawdopodobnie nie obyłoby się bez obowiązkowej służby wojskowej, która powinna być możliwie krótka i merytoryczna z bezwzględnym zwalczaniem fali i innych patologii znanych ze starych czasów. Wydatki na uzbrojenie i osobowe też byłyby bardzo duże, ale powszechnie wiadomo-kto nie chce żywić własnego wojska , kiedyś będzie żywił żołnierzy wrogiej armii . Dlaczego tak mało dyskutuje się na ten temat, przynajmniej w sferze publicznej? Na koniec, nie tak dawno na świecie żyło 5 mld ludzi , obecnie jest to 7,5 mld. Obawiam się , że to nie rozejdzie się po kościach.

  7. Ja

    Musimy budować własny potencjał atomowy.......

    1. vic

      A buduj sobie... za własną pensję

    2. jan

      Nie musi być atomowy bo to drogi gips ale rakiety musimy swoje mieć. Nie ważne co na nie wsadzisz ważne żeby do wroga doleciały.

  8. cacany

    Polska zawsze będzie zakładnikiem Rosji do puki nie zacznie budować swoich rakiet. Mamy broń jądrową tuż za granicą wymierzoną w stolicę. Jeśli Polski rząd nie będzie się starał zrównoważyć tego zagrożenia to znaczy że nie jest Polski! Amerykańska doktryna nic tu nie zmienia bo to spóźniona reakcja na Rosyjską doktrynę.

  9. Sailor

    Rosja zafundowała sobie nowy wyścig zbrojeń, którego nie może wygrać.

    1. halny

      na dziś to amerykanie zafundowali sobie samoloty i okręty dzięki którym nic nie mogą wygrać a koszty zjedzą każdy budżet ...

    2. zyg

      yaro/halny ... nie martw się o budżet USA ...

  10. X-70

    Komuś bardzo zależy żeby któraś z kolejnych wojen odbyła się na terytorium Polski. Reakcja Rosji jest odpowiedzią na rakiety w Redzikowie. Teraz gra się naszym krajem tak jak wcześniej Ukrainą. Jeżeli dojdzie do faktycznego ataku na Rosji na Polskę z jakichś przyczyn, mocarstwa jak zwykle szybko się dogadają, a do Polski przyjadą naukowcy z USA żeby dokładnie zbadać skutki wojny jądrowej dla populacji ludzkiej i środowiska. Nic się nie nauczyliśmy z 3 rozbiorów, 2 wojen światowych i zagłady Warszawy podczas Powstania Warszawskiego.

    1. Bartek 1

      Zapewniam obywatela X-70 że bardzo dobrze nauczyliśmy się, kto uczestniczył we wszystkich 3 rozbiorach i współuczestniczył przez zaniechanie w zagładzie Warszawy. Staramy się tylko tego kogoś odstraszyć. My, choć także lud słowiański zwady nie szukamy ale...

    2. Davien

      WOW więc wg ciebie to że w Redzikowie będą 24 pociski antyrakietowe SM-3 to powoduje że Rosja łamie INF??? No gratuluje myslenia prosto z Kremla:)

    3. Suarez

      Popieram w 100% twoją wypowiedź.

  11. wykrywacz propagandy

    \"która w ostatnich latach rozmieściła broń naruszającą założenia traktatu INF\" - fakenews bez żadnych dowodów.

    1. Davien

      Iskander-K (9M729) 3M14 na podwoziu Iskandera wystarczy czy dalej kłamiesz. Sami rosjanie się tym chwalili, podobnie jak pracami nad Iskanderem-M o zasięgu ponad 500km więc....

  12. Techniczny

    Co robi polski rzad aby do polski sciagnac cala technologie z ukrainy ,nic.Zwykly przedsiebiorca raczej tego sie nie chyci bo przepisy. Takiej okazji jaka zaistniala przez krym do szybkiego pozyskania wiedzy i technologi silnikow rakietowych,samolotowych.czy wytwarzania pociskow dalekiego zasiegu juz szybko nam sie nie powtorzy motor szich juz chwile temu chcial z nami przy sokole wejsc w współpracę. I tu nasz bład bo sciagniecie producenta sowieckich silnikow ciagnie za soba 1000 firm .Wzl 1 muglby sie stac liderem na europe i swiat w remontach i produkcji. A nasze dygnitarze tylko zagranicznymi zakupami psuje caly nas potencjal w twozeniu wlasnych rozwiazan tzw.uzaleznienie. Malo tego ksztalcilo by sie nowe pokolenie w polsce bo na ukraine to raczej po zarobek nie pojedzie.

  13. tak tylko...

    Dzisiejsza Rosja w swoim przekazie propagandowym nie odkrywa nowego, tylko powiela teorie i kroczy szlakiem przetartym prze carycę Katarzynę II. Przekaz obecnej, rosyjskiej propagandy jest następujący: stacjonujące na terytorium Polski wojska NATO i ich systemy obronne mogą doprowadzić do tego, że staniecie się jałową pustynią. Jednym słowem bezpieczni będziemy tylko wtedy, gdy zostaniemy wyizolowani i opuszczeni przez sojuszników, tylko Polska słaba i osamotniona może czuć się bezpieczna. To doktryna Rosji skrzętnie propagowana przez jej popleczników. Rosja nie toleruje wokół siebie państw silnych i niezależnych. Dla przypomnienia: to Konstytucja 3 Maja prowadząca do reformy i wzmocnienia Polski spowodowała rosyjską agresję. A teraz oceńcie sami działalność popleczników…

    1. tyle

      W jaki sposób Rosja chce przygotować sobie przedpole do ewentualnego ataku na kraje bałtyckie czy Polskę. Kraje europejskie powinny być skłócone. Powinny też być mocno osłabione więzy transatlantyckie. Na koniec powinny być głębokie podziały w NATO. Tak jak kolega pisze, chodzi o wyizolowanie potencjalnej ofiary. Stara , jeszcze carska strategia.

    2. kris

      Ja to bym powiedział, że Rosja nie toleruje na świecie państw silniejszych od siebie a głównym wrogiem Rosji są USA ewentualnie Chiny. Za carycy Katarzyny II świat nie miał charakteru globalnego a USA była wtedy w powijakach i były problemem dla imperium brytyjskiego. Dziś to wygląda z goła inaczej. I dopóki Rosja nie pokona militarnie USA nie będzie mogła spać spokojnie. Więc problem Polski to jest problem USA

    3. błyskawica

      Bez konstytucji 3 maja dzisiaj była by kolejnym obwodem Rosji albo republiką autonomiczną federacji rosyjskiej z językiem urzędowym rosyjskim

  14. obalaczmitow

    Czyli obecnie mamy w USA dno - nie mają odpalanych z okrętów podwodnych pocisków manewrujących? muszą się wynurzyć i odpalać jak z nawodnych , nie mają sensownych rakiet mogących zagrozić Rosji, nie mają nośników dla bomb / F35 -2025 spadłem z krzesła ze śmiechu/, antyrakiety jak pokazały ostatnie testy chybiają w proste pociski balistyczne, - w zasadzie mamy rozkład. Ostatnie testy Tridentów - pokazały że lecą w drugą stronę niż powinny, w zasadzie nikt rozsądny już nie ma pomysłu wysyłania wolnych i bezbronnych B2 czy B1 nad Rosję - w zasadzie co tutaj dalej pisać - największe mocarstwo świata nie może się obronić przed Rosją / państwem które jest 20 lat po bankructwie/. Rosja ze swoimi manewrującymi/balstycznymi Iskanderami, Kalibrami, X-101, czy międzykontynentalnymi mobilnymi Yar-sami jest 25 lat do przodu. Przy czym w momencie konfliktu większość uzbrojenia NATO będzie bezużyteczna - bo GPS działał nie będzie więc te wszystkie cuda naprowadzane na GPS będą mogły sobie strzelać na wiwat. A czymś takim jak Satan - to USA nawet jeszcze nie myślą, o manewrujących satelitach zdolnych do niszczenia innych - nie mają nic, broń hipersoniczna - leży - to w czym ta potęga? starych lotniskowcach, z 40 letnimi samolotami na pokładzie? No tak jest za to supernielot F35 - bubel nad buble, samolot do przepalania kasy tak szybko jak paliwa lotniczego i jeszcze ZUMWALT. Naoglądali się gwiezdnych wojen i zrobili świetnie wyglądające zabawki niezdolne do niczego.

    1. Obalaczobalaczymitów

      \"Po objęciu Rosji zachodnimi sankcjami sektorowymi, których integralną częścią było wstrzymanie kooperacji zbrojeniowej oraz naukowo-technicznej, noszącej znamiona podwójnego, czyli także militarnego przeznaczenia, prezydent Putin zachował optymizm. Przecież wicepremier Dmitrij Rogozin odpowiedzialny za pracę kompleksu zbrojeniowego obiecał szybkie i całkowite zastąpienie importu wytworami rosyjskiej technologii. Równie szybko optymizm Putina zamienił się w skrajne zdenerwowanie. Dwa razy do roku prezydent w towarzystwie ministra obrony Siergieja Szojgu, Rogozina oraz szefów największych koncernów, dokonuje przeglądu realizacji zamówień obronnych. Impreza z hukiem nagłaśniana przez kremlowskie media nosi nazwę dnia odbioru produkcji wojennej. Prezydent i zwykli Rosjanie są dumni ze zwięzłych raportów o dziesiątkach nowych czołgów, samolotów oraz tysiącach innych egzemplarzy techniki wojskowej, jakie trafiają w ręce „wrażliwych ludzi” i są następnie używane, na przykład w Donbasie i Syrii. Tylko za kulisami, czyli poza światłem kamer urzędowa radość gaśnie. Przyczyna tkwi w zacofaniu technologicznym, które sprawia, że przemysł nie jest w stanie zastąpić zagranicznych komponentów. I tak już dwa lata temu Rogozin meldował, że do 2018 r. przemysł zbrojeniowy zamieni 640 kluczowych elementów rosyjskiej broni, dostarczanych dotąd z obszaru UE i NATO. Ów import decyduje o końcowym powodzeniu produkcji 540 rodzajów uzbrojenia, liczonych w setkach, jeśli nie tysiącach egzemplarzy. Jeśli zaś rozpatrywać sprawę w kontekście 2025 r. to ilość uzbrojenia z zachodnimi komponentami wzrasta o kolejne 826 wzorców, co łącznie daje 1366 rodzajów broni i wyposażenia. A jak przedstawiają się możliwości antyimportowe? Wg słów tego samego Rogozina, w 2015 r. podjęto prace nad 127 komponentami, z których udało się zastąpić 7. Powtórzmy, 7 w ciągu roku, podczas gdy potrzeby sięgają 1366. W tym tempie Rosji uda się wyeliminować zachodnie komponenty grubo za ponad 100 lat. A są to detale newralgiczne dla skutecznego działania broni, a więc głównie optyka, elektronika i awionika, bez których czołgi, samoloty i okręty pozostają tylko kupą nic niewartego żelastwa. Na przykład podczas defilady, jaka miała miejsce w 2015 r. z okazji pokonania III Rzeszy, przez Plac Czerwony w Moskwie przejechały nowoczesne kołowe transportery opancerzone „Bumerang”. Są to odpowiedniki naszych Rosomaków, niezbędne Rosji do zastąpienia archaicznych BTR-80. Do czasu zerwania kooperacji przez francuski koncern Renault Truck, który był strategicznym partnerem innowacyjnym i produkcyjnym, w Rosji skompletowano 12 maszyn. A następnie sankcje zastopowały program. Podobnie wygląda stan współpracy francusko-rosyjskiej w dziedzinie indywidualnego wyposażenia żołnierza XXI w. oznaczonego kryptonimem Ratnik. Niemcy wstrzymały program realnych, tyle że cyfrowych poligonów oraz dostawy turbin dla okrętów podwodnych. Na tym nie koniec, bo większość zachodnich komponentów, to produkcja podwójnego przeznaczenia, której brak odbija się także na cywilnej gospodarce. Tak wygląda kwestia awioniki i optoelektroniki niezbędnej tak w lotnictwie cywilnym, jak i wojskowym. Efekt? Przez dwa lata armia broniła się zaciekle przed odbiorem 49 najnowszych samolotów Su-35, określanych oficjalnie jako myśliwiec czwartej generacji ++, czyli zdolny do równorzędnej walki z amerykańskim F-22. Tymczasem ilość usterek sprawiła, że piloci bali się usiąść za sterami tego cuda rosyjskiej technologii. Stanął także projekt myśliwca 5 generacji PAK FA T-50, o którym były dowódca lotnictwa powiedział krótko: to dobry samolot, szkoda, że spóźniony o 20 lat. Wreszcie bez elektroniki stanął praktycznie projekt modernizacji rosyjskich satelitów oraz budowa funkcjonalnego odpowiednika amerykańskiego systemu GPS, o rosyjskim skrócie GŁONASS. I na tym daleko nie koniec, bo problem importu dotknął nie tylko samego uzbrojenia, ale przede wszystkim maszynowego wyposażenia zakładów obronnych. Już w 2014 r. podczas specjalnej narady przemysłowej z udziałem premiera Miedwiediewa okazało się, że 90 proc. przemysłu maszynowego pracuje na importowanych urządzeniach. Ba, to szwajcarskie i czeskie obrabiarki produkują elementy broni jądrowej! Zależność zaś przemysłu od zachodniego oprogramowania komputerowego została uznana za krytyczną. Jeden z szefów holdingu czołgowego Uralwagonzawod stwierdził wprost: ktoś zrobi nam kiedyś „dowcip” i wyłączy całą produkcję lub wpuści wirusa po to, aby nasze obrabiarki zwariowały. Miał rację także dlatego, że następnym problemem jest brak odpowiednio wykształconych kadr, które byłyby w stanie obsługiwać nowoczesne urządzenia. Jednak generalny cios nadszedł z najmniej spodziewanej strony – „braterskiej” Ukrainy. Konsekwencje rozwodu ukraińsko-rosyjskiej kooperacji zbrojeniowej można nazwać katastrofą podobną do tej w dziedzinie zachodniego importu, tylko że na jeszcze większą skalę. Po sankcyjnej decyzji Kijowa podjętej w 2015 r. okazało się, że ukraiński przemysł może nie błyszczy innowacjami, za to, jeśli chodzi o skalę przerwanej współpracy, to rosyjska oboronka kompletnie stanęła w miejscu. Co z tego, że ukraińscy kooperanci wytwarzają komponenty o rodowodzie ZSRR, za to do wszystkiego. Od silników okrętowych, przez odrzutowe, turbośmigłowe i śmigłowcowe jednostki napędowe, po sterowniki balistycznych rakiet jądrowych. Aby uzmysłowić sobie wagę problemu, wystarczy pobieżne zestawienie danych. Dotychczasowym monopolistą był ukraiński koncern Motor- Sicz, wytwarzający silniki dla absolutnie wszystkich śmigłowców firm Mila i Kamowa. Od dwóch lat jego zadania próbuje przejąć rosyjski odpowiednik – zakłady Klimowa. Z tym że wyprodukowały dotąd 167 silników, podczas gdy modernizacyjne potrzeby sięgają 5 tys. sztuk. Podobnie jest w dziedzinie rakietowej. Wszystkie rakiety balistyczne mają ukraińskie jednostki napędu oraz sterowniki. Taki sam zakres kooperacji dotyczy rakiet nośnych wykorzystywanych w programie kosmicznym. Ponadto Ukraina produkuje czujniki podczerwieni rakiet lotniczych oraz przenośnych systemów przeciwlotniczych systemu Igła. Bez ukraińskich turbin parogazowych nie wypłyną nigdy nowe rosyjskie okręty nadwodne, a bez remontu w stoczniach Nikołajewska los dotąd eksploatowanych jednostek, w tym krążowników rakietowych oraz jedynego rosyjskiego lotniskowca jest nader niepewny. Bez ukraińskiego wkładu nie zadziałają rosyjskie torpedy, a strategiczne bombowce Tu-160 nie uruchomią układów uzbrojenia, a mówiąc wprost, nie wystrzelą rakiet manewrujących. I kompletna niespodzianka, bo to Rosja słynie z militarnego zastosowania tytanu. Tymczasem bez ukraińskiego surowca oraz tamtejszych gotowych elementów szybko straci pozycję światowego lidera. To Kijów bowiem jest wyłącznym dysponentem eksploatowanych złóż tytanu, posiadaczem technologii oraz skomplikowanych linii produkcyjnych. Rosja ma własne złoża, tyle że przez 26 lat nie potrafiła uruchomić ich eksploatacji. Pora więc na najważniejsze wnioski. Rosyjski przemysł zbrojeniowy, a więc także rosyjska armia są uzależnione od zachodniego i ukraińskiego importu w stopniu uniemożliwiającym nowoczesną produkcję równie nowoczesnej broni i sprzętu wojskowego. Bez importu program wielkiej modernizacji sił zbrojnych stoi pod ogromnym znakiem zapytania, podobnie jak wartość sił zbrojnych. Co więcej, obecnie Rosja nie posiada odpowiedniego potencjału intelektualnego oraz technologicznego, aby wybrnąć z sankcyjnej pułapki. To znaczy wyjścia są aż trzy. Rosja może zaczerpnąć innowacje z Chin i Korei Południowej. W pierwszym przypadku oznaczałoby to jednak polityczne uzależnienie od Pekinu i utratę resztek potencjału w partnerstwie z tym mocarstwem. Jeśli chodzi o Koreę lub Japonię, na przeszkodzie staną USA oraz brak środków na odpowiednie zakupy. Po drugie, Rosja może znormalizować relacje z Zachodem, ale pod politycznymi warunkami nie do przyjęcia przez Kreml. I wreszcie Rosja może dokonać otwartej agresji na Ukrainę w celu przejęcia jej potencjału zbrojeniowego. Sama i swoimi siłami, ze względu na brak instytucji demokratycznych, skorumpowany i niewydolny system zarządzania oraz surowcową gospodarkę nie dokona kolejnej rewolucji technicznej. Zwiastuje to coraz szybszą degradację ekonomiczną, przemysłową i sił zbrojnych. Szczególnie dotkliwą w porównaniu z tempem globalnego postępu naukowo-technicznego ery postindustrialnej. Drastycznym odzwierciedleniem negatywnych zjawisk jest absolutny brak perspektyw zmiany sytuacji na lepsze. Ma tego świadomość sam Putin, a także wicepremier Rogozin, jako autor oceny wypowiedzianej podczas Kolegium Morskiego Rady Ministrów w 2015 r.: włożyliśmy w przemysł okrętowy, stocznie i programy innowacyjne biliony rubli bez najmniejszego efektu. 90 proc. technologii i oprzyrządowania morskiego, jak pochodziło z importu, tak pochodzi nadal. A przecież trzeba wiedzieć, że taka sytuacja panuje w każdej dziedzinie wojennej produkcji i dotyczy każdego rodzaju broni oraz wyposażenia wojskowego.\" Tyle z prasy specjalistycznej. No cóż, Rosja bez zachodnich technologii po prostu leży i kwiczy. Stany Zjednoczone i NATO dysponują wystarczająca technologią aby w krótkim czasie zniszczyć militarnie Rosję przy pomocy broni konwencjonalnej i dlatego Rosja postawiła na rozwój broni jądrowej niezbędnej do uderzenia \"deeskalacyjnego\".

    2. AAA

      Pięknie nie zmarnowałem godziny życia na oglądanie R.T. - pięknie streściłeś co tam mówią. Amerykanie założyli, że zanim Rosja uzyska zdolność do ataku konwencjonalnego i taktycznego N będą dysponować bronią energetyczną na masową skalę. Ponieważ widzą, że nie zdążą tymczasowo mogą iść w wyścig zbrojeń na taktyczną N. Kiedy Japonia zaatakowała US w 41 też miała przewagę ilościową i jakościową...

    3. Darek S.

      Niestety dużo jest w tym racji. Amerykanie głównego wroga do tej pory, upatrywali we wrogach narodu wybranego, ewentualnie w Chińczykach. Na walkę z nimi wystarczała broń z poprzednich dekad, np. takiej do której naprowadzania używano podświetlaczy celów. Po prostu ręce opadają. Porównanie kilku klas broni, która odegra zasadnicze znaczenie w razie konfliktu ( oprócz lotnictwa) wypada bardzo kiepsko. Proszę wziąć pod uwagę ceny zakupu broni po jednej i po drugiej stronie. To, że planujemy zakupy w USA wynika tylko i wyłącznie ze względów politycznych, bo to czego akurat my potrzebujemy Amerykanie mają bardzo przestarzałe i chyba ze wstydu boją się nam udostępniać technologie tych swoich \"cudów techniki\". Technologie poszły bardzo do przodu, a to co amerykańska armia wykorzystuje do swojego uzbrojenia wygląda, jakby było wymyślone nie 10, ale 20 lat wcześniej.

  15. Tak sobie czytam

    Ogólnie czytam te analizy na temat amerykańskiej i rosyjskiej doktryny i odnoszę wrażenie że nasz kraj może stać się poligonem ,, ograniczonych bomb atomowych \" . Do tego uważam że każde użycie atomu kusi stronę przeciwną do użycia silniejsze bomby. Dlatego się zastanawiam skąd w tych analizach taka pewność że nie wywoła się globalnej wojny atomowej.

    1. ryszard56

      Masz racje ,ale jeżeli dojdzie to będzie koniec Ziemi i gatunku ludzkiego ,ktory okaże się najgłupszym w układzie slonecznym

    2. Polanski

      Fascynujące w tym wszystkim jest to, że nikt tego nie wie. Rosjanie też. Trzeba sie poważnie zastanowić czy ryzykować? Czasami można się przeliczyć. Niebezpieczeństwo jest tylko jedno. W Rosji moga dojść do władzy oszołomy. I to jest największy problem. W innym wypadku nam nic nie grozi.

    3. fog

      Chyba we wszystkich scenariuszach wojny NATO-Rosja nasz Kraj staje sie pustynią pomiędzy Odra a Wisłą. Takie są uwarunkowania terenu. Po prostu. Co możemy zrobić?? Zaopatrzyć się we własną broń taktyczną [do 100kT] i nosiciela o zasięgu tak z 3500km...